piątek, 15 marca 2024

Ciemiernikowszczyzna Anno Domini 2024

Tegoroczne kwitnienia na Ciemiernikowszczyźnie mła zadowalniają. Siewek też dużo, będzie z czego robić rozsady. Mła pomyślała sobie że warto ciemiernikami obsadzić nie tylko dawnego Landryna, trzeba też ruszyć z siewkami na dawne Zabukszpanie. Mam nadzieję że uda  mła się w sobotę nieco poogrodować, zapowiadają u nas  piętnaście stopni na plusie. W niedzielę niestety ponoć tylko pięć stopni a w nocy mroźno. Qurcze, Wielki Ogrodowy cóś niechętny młowemu ogrodowaniu w cały weekend, dobrze że choć mimo chłodu ma być słonecznie. Mam nadzieję że mroźne noce ciemierniki zniosą z godnością, one  tak do minus pięciu stopni na ogół sobie radzą bez szkody dla urody kfiotów. Co najwyżej pędy kwiatowe przez jakiś czas polegują na glebie, ale wystarczy trochę ciepła i wracają do formy.  Mła oczywiście oprócz ogrodowej roboty będzie sobie na żywca w ogrodzie snuła gryplany, już wiem  że niektóre związane mocno z sekatorem. Nie wszystkie iglaki wyglądają tak jak mła by chciała, czas na cięcia formujące. W niektórych przypadkach to nie wiem czy nie trzeba będzie pomyśleć o inszych nasadzeniach, ogród robi się bardziej cienisty a większości iglaków to nie służy.  Jednocześnie mła musi zapewnić ciemiernikom odpowiednie tło i myśleć o tym jak Ciemiernikowszczyzna będzie wyglądała po kwitnieniu ciemierników. To nie sztuka zrobić ogród fajny wiosną, sztuka to uczynić  go ciekawym całorocznie.

Mła ma chęć poeksperymentować z rozsadzaniem ciemierników, wiem że to trudne ale mła już się parę razy udało. Bardzo mła kusi rozsadzanie Budynia ( to ten na fotce obok ), no ale wiecie - i chciałabym i boję się! Budyń jest kupny, więc mła jakby wobec niego mniej śmiała, swoje siewki mogę rozsadzać bez drżenia że cóś im się stanie. Natomiast  Budyń pokupna arystokracja, diabli wiedzą jak zareaguje na propozycję podziału kępy. Może zacznę od bardziej odpornej Marczanki, dla ośmielenia dzielącej. marczance zmiana miejsca się przyda, nie kwitnie dobrze od jakichś dwóch czy nawet trzech sezonów. Mła by przeniosła ją ze Starej Ciemiernikowszczyzny na byłego Landryna, wyzwoliła z okowów bluszczu i obsadziła fiołkami odoratkami i wczesnowiosennymi cebulaczkami.  Jak z Marczanka się uda to może wszystkie ciemierniki ze Starej Ciemiernikowszczyzny przeniosę. Nie że zaraz wszystkie rozsadzę, co to to nie, zbyt się bojam. Po prostu zapewnię nowe stanowisko z przygotowaną odpowiednio świeżą glebą. He, he, he, młą w końcu zrobiła przez pewien czas klasyczne ugorowanie na byłym Landrynie. Nie chce za bardzo konkretnie planować całej operacji przesadzania i rozsadzania, wiecie jak to jest jak mła sobie coś starannie uplanuje - zaraz pojawia się niespodziewanka, która uniemożliwia mła zrobienie tego co sobie uplanowała. Będę sobie tylko tak niezobowiązująco przemyśliwać, żeby Wielkiego Ogrodowego nie kusić do tych Jego złośliwości wobec mła.


Teraz będzie o nowych siewkach a właściwie to o tych, które pierwszy raz zakwitły.  Jest całkiem sporo sieweczkek kwitnących kwiatami w odcieniach bieli i różu, z zielonym okółkiem zredukowanych płatków wokół pylników. Mła postanowiła zrobić z nich grupę, tak żeby ich subtelna uroda zyskała na wyrazie. Jeszcze nie wiem czy ta grupa będzie rosnąć na byłym Zabukszpaniu czy na byłym Landrynie, wiem tylko że chciałabym żeby sąsiadowała z ciemiernikami późno kwitnącymi na biało, najlepiej z serii HGC. Grupa będzie dość duża, pięć czy sześć kęp, no nie da się nie zobaczyć. Kwiaty tych ciemierników są śliczne ale dopiero w masie ich delikatne piękno wylezie i będzie robić odpowiednie wrażenie. Mła zamierza je solidnie obsadzić krokusami 'Vanguard' i "zwykłymi" śnieżyczkami przebiśniegami, znaczy Galanthus nivalis

Najbardziej jednak jestem zauroczona moimi mieszańcami daliowymi, parę z nich pokazało w tym roku o wiele ładniejsze kfioty niż miały w zeszłym roku. Takie bardziej napuszone te kryzki.  Mła zauroczyła się też takim żyłkowanym kfiotkiem. Jemu żadna kryzka nie jest potrzebna, same płatki są tak interesujące że tylko się wgapiać. Część ciemierników siewkowych ma kfioty zwisające ale parę siewek wyprodukowało kfioty które minimalnie zwisają, płatki od wewnątrz i kryzki są dumnie prezentowane. To dobra cecha u ciemierników, ta możliwość podziwiania wnętrza kfiotów, mła  między innymi dlatego tak lubi ciemierniki z serii HGC bo dużo odmian ma kwiaty szeroko otwarte, bardzo słabo zwisające.

czwartek, 14 marca 2024

Kotownik marcowy

"Madka mnie to chyba coś dolega." - tak się Mruciu zwrócił w poniedziałek do mła. No to mła  do Mrucia z pytankiem wystąpiła - "Tak naprawdę Mruciu czy tylko chcesz wysiudać Szpagetkę z privileged places?". "Małpa wredna niesłusznie zajmuje co mnie  przynależne madka ale to nie to, Mrutka chyba uszko boli" - odmiauczano w kierunku mła. Przypatrzyłam  ja się lepiej uszku Mrutkiego a tam mały ropień, mła ledwie dotknęła i popłynęło jasne ale ropiaste. Już zagojone ale wczoraj mła przyuważyła że zbudowało się też niewielkie pod oczkiem. Mruciu je normalnie, znaczy żre, gorączki nie ma, zmiana zachowania polega tylko na zwiększeniu żądania czułości ze strony mła. Ropniaczki są malutkie więc mła postanowiła przemywać odkażająco i działać wzmacniająco na Mrutkowy organizm ale jak jeszcze coś wyskoczy to nie ma zmiłuj i idziemy do Dohtorowej. Na razie zwiększyłam obcałowywanie łebka. Nie zaszkodzi a Mruti wyraźnie zadowolniony. Reszta kotostwa w niezłej formie, choć mła jest podejrzliwa co do zęborków Sztaflika. Prędzej czy później czeka nas czyszczenie i mła się zastanawia czy nie zrobić tego zaraz po świętach. Sztaflik błogo nieświadoma planów wetowych mła rozrabia w ogrodzie i w domu jak pijany zając. Ma fazę na zrzucanie rzeczy z biurka. Pasiak w domu gościem ale przynajmniej część nocy z nami przesypia, Okularia prowadza się z nowymi kawalerami z fabryki, jednakże godzin posiłków starannie pilnuje, chłopy chłopami a micha michą. Mła jej ostatnio wyrzucała niemoralne prowadzenie i nieczułość względem rodziny.

Paczały te zielone oczka z niezrozumieniem na mła, aż się mła znerwowała i powiedziała Okularii że wygląda z tymi paczałkami jak Tępa Lola. Szpagetka zarzundza mła jak Komisja Europejska usiłuje zarzundzać rolnikami, znaczy wysuwa jakieś absurdalne propozycje w kierunku mła, takie typu "Absolutnie nic teraz nie rób tylko zajmuj się mną, masz przy mnie leżeć i głaskać po grzbieciku a drugą ręką smyrać pod bródką. Jednocześnie." Mła  przy garach stoi a tu taka nieznosząca sprzeciwu Szpagetka ofertę zapodaje. Ech... Mła się dostosowuje bo Szpagetka potrafi posuwać się do dziąsłoczynów jak jej się nie ustępuje, no podgryza mła po nogach. Straszny z niej potworek. To małe dupsko czyli zaogonie  i podbródek to niedługo chyba wylinieją od tego głaskania i smyrania. Właściwie to Szpagi powinna mieć ksywkę Skrzek bo na mła jest skrzeczane, żadne tam miauczenie tylko przenikliwy skrzek. Skrzeczy żeby sobie mogła z mła zalec i cichutko pomruczeć. Mruczenie  solo jest króciutkie, zaraz pojawia się basik Sztaflika i traktor Mrucia a mła zaczyna brakować kończyn do obsługi kotostwa. Nocami bywa zalegane na mła w czwórkę a w deszczowe noce nawet w piątkę, szczęśliwie na ogół zgodnie. Rano po takiej nocce jest albo szybkie wstawanie bo czas na żyr, albo gdy pogoda deszczowa to usiłowanie zalegania trwa do momentu bliskiego pęknięciu pęcherza mła. Mła mogłaby już śmiało robić wyniki olimpijskie na trasie łóżko - kibelek, jakby kto stoperem mierzył.

Czyjego autorstwa są obabrazki mła nie doszukała bo czas goni, w  Muzyczniku   kołysanka dla kokotów.

poniedziałek, 11 marca 2024

Prasówka - pakiet Orwell i pakiet Huxley

Mła odnawiała w zeszłym roku umowę na telefoon i internet i jak ta sierota z cinżkim westchnieniem musiała zaakceptować że do telefoonu i internetu dodano jej komórkę i telewizję, z których mła nie korzysta.  No ale wicie rozumicie firma sprzedawa usługi w pakiecie. Dlaczego?  Bo więcej wciśnie i z człowieka wyciśnie. Zdaniem mła pakietyzacja powinna być zakazana prawem, bowiem jest niekorzystna dla klienta. Dlaczego do cholery mam płacić za coś z czego nie korzystam?! Jednakże jakoś to  nikomu z politycznych snu z powiek nie spędza, mła podejrzewa że dlatego że i politycy sprzedają się nam w pakiecie. Robią to za pośrednictwem mendiów. To jest coś  co nie dotyczy  tylko naszego poletka, to jest globalne.  Mamy mendia prawicowe, które napalonym  obrońcom porządku sprzedają pakiet Orwell i mendia lewicowe, które równie napalonym obrońcom swobód sprzedają pakiet Huxley. Tak to określił jeden komentator z netu, z lekka nawiedzony. Wszystkie mendia  do kupy podgrzewają temperaturę politycznych sporów, ponieważ  się im to zwyczajnie opłaca. Za mendiami bowiem stoją korpo, nastawione na to że ruch w interesie wskazany a kształtowanie postaw klienta jeszcze bardziej. Tak, tak, mendia zajmują się teraz techniką sprzedaży, stąd np. tendencyjny dobór faktów o których informują, zamilczanie czy wręcz propaganda.  Mendia lewicowe z lekka uprzywilejowane bo za nimi od dawna stoi  High Tech, mendia prawicowe dopiero  łapią wiatr w żagle bo dorobiły się własnego sponsora hightechowego, do tej pory stały za nimi  "tradycyjne" korpo. To nie jest teoria spiskowa, to jest real, który można sprawdzić szukając powiązań finansowych. Zatem poszukując info w mendiach  miejmy świadomość z czym mamy do czynienia - z urabianiem naszego światopoglądu nie przez rzeczową argumentację a przez starannie opracowaną polityczną poprawność i równie starannie opracowany czar teorii spiskowych. Te techniki wciskania kitu dominują na mendialnym rynku. A mendia sprzedajo pakiety - proukraińskość, LGBTyzm, ekologia, promniejszościowizm, świętego srovida i tym podobne radochy są w jednym, w drugim prorosyjskość, konserwatyzm obyczajowy i polityczny, opowieści libertariańskie. W obu pakietach jest ćwierkanie o wolnościach i promocja zamordyzmu, oba pakiety zalatują propagandą na odległość.

Zacznijmy od protestu rolników. Jak to wygląda naprawdę, odarte z ideolo. W każdym kraju protesty rolnicze mają nieco inne podłoże, w Holandii walczą o ziemię pod uprawy, w Niemczech o dodatki paliwowe, w Polsce przez  zalew zboża z Ukrainy.  W każdym kraju na traktory wsiadają nieco insi rolnicy, u nas są to głównie producenci pasz. Wszędzie rolnicy narzekają na Zielony Ład i sprowadzanie beztroskie  żywności zza granic UE. Majo racje? Majo! Jak się wymaga od swoich rolników przestrzegania wysokich norm a jednocześnie pituli o umowie UE - Mercosur to trudno oczekiwać żeby rolnicy po doświadczeniach ukraińsko - marokańskich przyglądali się temu spokojnie.  A co robi KE żeby rolników udobruchać? Ćwierka o rezygnacji z ograniczenia zużycia pestycydów i być może z nawozów sztucznych. Hym... a ja biedny żuczek, mam niby wierzyć że lobbyści nie maczali w tym brudnych paluchów.  A jakieś nowinki  w temacie odbiurokratyzowania rolnictwa? Któś cóś słyszał, widział?  Dla rolników  polityka rolna UE i dopłaty to  coraz  bardziej narzędzia bezsensownej  kontroli niż możliwość uzyskania godziwego zarobku. Gdzieś tu cóś się rozjeżdża i to mocno. Przyjrzyjmy się założeniom Zielonego Ładu; 50% ograniczenie na poziomie UE pestycydów i 20% ograniczenie nawozów sztucznych,  ograniczenie stosowania antybiotyków i innych leków u zwierząt na fermach, poprawa dobrostanu zwierząt, zwiększenie powierzchni i opłacalności rolnictwa ekologicznego, skracanie łańcuchów dostaw.  No wszystko to świetne, więc o co kaman? Miała być zmiana, znaczy mniej  agroholdingów i ferm przemysłowych, a wincyj małych  gospodarstw rodzinnych. Rzekłabym model polski, dopłaty solidne do zrównoważonej produkcji. Więc co jest nie tak? W którym momencie Zielony Lad rozjechał się z rzeczywistością i dlaczego to nie jako pierwsi pracownicy agroholdingów i ferm przemysłowych wsiedli na traktory? Zdaniem mła diabeł tkwi w szczegółach, szczytne założenia ubrano w takie przepisy, które udupiają rolników. Na poziomie krajowym to przykład z paliwem u zachodniego sąsiada, na poziomie europejskim to import bezrefleksyjny. Wkarwowi rolników trudno się dziwić, nikt nie ma ochoty być ofiarą transformacji ale też nie sposób nie zauważyć że do rolniczego protestu przyłączają się przemysłowe grupy interesów, których działanie Zielony Ład miał znacznie ograniczyć, czy "mocno upolitycznieni". Robi się dziwnie, bo każdy usiłuje cóś ugrać. A jakość żywności trafiającej na nasze stoły się nie poprawia, śmiem twierdzić że się stale pogarsza. 

Opowieści dziwnej treści o "ekologicznej" działalności boskiego Elona. Odkąd Elon fiknął progresywnym mendiom robiąc z X portal bez poprawności politycznej,  to można w Elona spokojnie przywalać. Znaczy to co progresywne mendia do tej pory zamilczały teraz spokojnie wyłazi na ekrany i szpalty. Najsampierw Elon nagrabił sobie w Skandynawii, teraz nie kochają  go w Niemczech. Bardzo ekologiczna grupa Vulcan, zrobiła Elonu wbrew, znaczy wywołała pożar w  fabryce Tesli, która zatruwa środowisko. Ponieważ mendia progresywne mogo teraz bić w narwanych ekologów, bo społeczeństwo nie zniosło przyklejaczy, to  doniosły, nawet w z lekka potępiającym tonie. O czym progresywne nie doniosły?  Że produkcja  w fabryce Tesli i tak byłaby wstrzymana  bowiem burmistrzowie okolicznych miasteczek powiadomili landowych że ilość azotanów i związków fosforu w wodach jest taka że strach się bać. Normy przekroczone  sześć razy i wogle a tu jeszcze taki problem wyskoczył z ujęciem wody pitnej dla Berlina. Progresywne mendia cicho sza bo przeca produkcja elektryków samo dobro a mła sobie myśli o tym lesie co go pod Izerę wycięli. Hym... zastanawiam się czy  działania  grupy  Vulcan czegoś tam przykryć nie miały? Na szczęście dla Elonu UE czym prędzej wysmaży cła na wraże chińskie autka, mogące z powodu dumpingowych cen zalać Europę.

Sprawa Nadniestrza - chciały tamtejsze władze pod skrzydełka Wujka Wowy ale władze Mołdawii zdecydowały się na tzw. stałą misję szkoleniową w wykonaniu francuskich żołnierzy. Pohukiwania dobiegły nawet od strony zajętej przeca wojną na wschodzie Ukrainy. No cóż, nikt Nadniestrza nie uznaje, nawet Rosja. Mła sądzi że sprawa jest przesądzona, Nadniestrze będzie częścią Mołdawii, jeżeli Mołdawia wejdzie do UE to pozamiatane. Skończy się oligarchia rosyjska w Nadniestrzu, zdawa się że ta oligarchia chce ugrać cóś póki jeszcze może. W sumie wiele hałasu o nic gdyby nie to że Francuzi postanowili pokazać Rosjanom że Niger czy Czad nie powinien ich interesować. Kropkę nad i postawiono w Armenii, która uzyskała  wsparcie  Francji i poprosiła niektórych Rosjan o opuszczenie kraju.


Na Ukrainie bez zmian, znaczy Rosjanie nacierają na okopy i wiochy niszcząc przy okazji wyrzutnie a Ukraińcy niszczą rosyjską infrastrukturę,  ale problem Ukrainy leży teraz nie w samej Ukrainie tylko w Stanach i w Europie. Po zdechłej ofensywie do której Ukraińców zachęcano a która ich sporo kosztowała, Zachód kręci się w kółko. Wiadomo co robić ale nikt nie ma na to jajec, bo oznaczałoby to pogodzenie się z rozpadem Rosji a tego boją się wszyscy. W Europie mamy do czynienia z dupkami typu Scholz i Makaron, którzy są wręcz tragiczni - jeden papla na tematy o których przeciętny polityk  milczy jak grób, drugi macha szabelką i tylko czekać jak  komendę "Na koń!" wyda, obaj przez ponad rok nie robili tego do czego się zobowiązali, czyli nie dostarczali broni. Niemcy hamowały a Francuzi tylko gadali. Teraz strach u tyłków i wreszcie dotarło że z Wujkiem Wową to nie jest zabawa tylko dla byłych demoludów, że może być cholerny problem, bo zdychającemu imperium została już tylko siła militarna i tym właśnie sposobem zamierza swój imperializm demonstrować. No rychło w czas! Elity polityczne obu krajów usiłowały urządzać Europę a majo problem ze zrozumieniem takiej podstawy jak kwestie jej bezpieczeństwa. Boszsz... dzięki za Szwecję i Finlandię w NATO. My bardzo mocno powinniśmy się ze Skandynawami kumać, dlatego odwiedzajmy Bałtów, przyjmujmy duńskich monarchów i norweskich premierów, dzwońmy do Szwedów i Finów. Ten kierunek jest dla nas wskazany, z dala od niemieckiego bordello, może troszki bliżej do francuskiego nicnierobienia. Miłym oczkiem spoglądajmy na Czechy i Włochy, wspierajmy południową flankę czyli Rumunię i Bułgarię. A od państw zachodu kontynentu żądajmy politycznego realizmu, w końcu będziemy chronić im tyłki od wschodu i kto wie czy nie od południa. W Stanach tyż ukraińska kość w gardle stoi, Trump z tą swoją mentalnością krętacza i brakiem szerszego oglądu sytuacji przed się bredzi, Biden po utracie Nawalnego, którego chętnie by widział na miejscu   Putina, nie bardzo wie co robić. Przeca Amerykanom czyli demokratycznej administracji zależało głównie na zmianie władzy w Rosji a tu siurprajz, imperium zdycha a władza trzyma się świetnie. Hym... mła napisze cóś brzydkiego ale prawdziwego - dla nas Polaków najlepszą opcją jest Wujek Wowa u władzy. Póki siedzi na stolcu, póty Rosja traci siły a Stany i część Europy muszą mierzyć się z realem a nie popadać w urojenia na temat tego kraju i jego władz . Ukraina tyż traci ale mła patrzy egoistycznie na interes Polski, Ukraina i tak nie ma za bardzo wyjścia.

Najważniejszym frontem wojny jest teraz gospodarka, weszły tzw. wtórne sankcje, groźba wisi nawet nad Raiffeisen Bank. Chiny mają utworzyć jeden bank do obsługi Rosji, ze względu na to żeby sankcje nie dopadły inszych ichnich banków. Jakby ociepleniem zawiało od chińskiej strony, dyplomacja pandowa się odbywa, kryzys  gospodarczy zmusza Chińczyków do umizgów. W Rosji cud mniemany, gospodarkę ciągnie administracja, która u innych jest kosztem i tzw. gospodarka wojenna oraz  tworzenie planów rozwoju, bankowość. Rosja chciałaby iść w stronę autarkii, ale nie bardzo może. Import równoległy z Turcji co prawda leży, Chiny zalewają za to rynek swoimi produktami. Na razie rosyjska gospodarka wojenna działa pulsacyjnie, pojawiają się komponenty gospodarka trzepie uzbrojenie, znikają komponenty nikt nic nie robi. Generalnie  za świetnie nie jest, np.   Rosjanie nie mogą porządnie ruszyć z produkcją stali. Spółki wydobywcze przynoszą obecnie straty co w Rosji jest pokazywane jako odejście od bycia krajem eksportującym surowce a nie zarzynanie gospodarki. W związku z tym skokiem cywilizacyjnym  dulczy się u Chińczyków o pożyczkę w juanach.  Jest tak dobrze że Rosja po raz pierwszy od  trzydziestu lat ma plany na zadłużenie  wewnętrznie, jakby co będzie miała deficyt budżetowy z niczego niepokryty. Ze spraw typu a dobrze im tak to mła donosi że  Rosja olewa patenty, głównie leków co mła uważa za karę dla Big Pharmy. Gospodarka pozwalająca na prowadzenie ledwie jednej  operacji specjalnej przeciwko słabemu krajowi nie sprzyja polityce zagranicznej. Wpływy Rosji w Kazachstanie  to już chyba przeszłość, jak donosi "RIA Nowosti" Kazachstan negocjuje z Ukrainą dostawy komponentów dla zbrojeniówki. Znaczy w Rosji  jak zwykle, dobra gospodarka jest na papierze i w excelu, propaganda grzeje za to osiągi jak drzewiej w  Chinach. Jedyne co zdziwne to wydawa się że oligarchowie wracajo do łask, car dogaduje się z bojarami. No a co z gospodarką w inszych państwach?

Ukraina na kroplówce i z korupcjo z dużym trudem osiągnęła wzrost, majo jakieś 4% czy cóś. No ale kraj w dużej części ruina. Zastanawiające jest że budują bloki w elektrowniach atomowych, co taniochą nie jest i rozwijają zbrojeniówkę. Hym... Europa funduje emerytury i świadczenia, niskie straszliwie ale 3 miliardy euro miesięcznie na to idzie, resztę kasy dosyłają Ukraińcy pracujący za granicą. Zdaniem mła cud że się telepią, podejrzewam kombinację w stylu Rosjan, papier zniesie wszystko. Turcja wchodzi w kolejny rok kryzysu, to już chyba Erdoganowa norma. Tam nie ma mowy o wyłamaniu się z sankcji, Turcy z  Reichu by się wściekli gdyby nie mogli wspomagać rodzin w Turcji, nie wspominając za wiele o tym czym grozi upadek systemu bankowego w kraju z taką inflacją. Niemcy mają drugi rok z rzędu recesję,  na szczęście na tyle małą że na nas to się nie odbija. Wielki problem dla ichniej gospodarki to ucieczka kapitału i upadek średnich i małych firm rodzinnych. Nie tylko wojna na Ukrainie i skok cen energii, obeszczenia srowidowe się kłaniają i deindustrializacja.  Największym beneficjentem Zielonego Ładu okazały się Chiny, to one produkują prawie wszystko co potrzebne do  zieloności. Zdaniem mła bez kopert i głębokich kieszeni się tu nie obyło. Za Zielonym Ładem stały głównie Niemcy, teraz mła się nie dziwi  że tam kwik. Do Polski przeprowadza się Miele, koszty produkcji, te klimaty a tu zieloność w wydaniu niemieckim nie wypaliła. Miejsca pracy w zielonym przemyśle znajdują się w Chinach. No to teraz kuszenie tych co chipy robią. Tak to jest jak się zasypia w błogim dobrobycie i głupoty plecie o emitowaniu CO 2 i jednocześnie korzysta z urządzeń wyprodukowanych w Azji w krajach spalających węgiel na potęgę. Na nas wiele rzeczy UE wymuszała a w  Reichu przepisy  obchodzono, teraz mamy kryzys strukturalny w rolnictwie  i zaraz będzie jazda z przemysłem wydobywczym i naftowym,  mam wrażenie że przed  Niemcami dopiero są prawdziwe problemy. Tam przemysł miał państwo, teraz przemysł się z Niemiec wynosi i Niemcy niezaopiekowane.  Nie pomaga  nawet słabe egzekwowanie sankcji nałożonych przez  UE i kombinacje z Rosnieftem i "kazachską" ropą. Stąd może plotki o powrocie do marki. W UE coraz głośniej o tym że Niemcy ciągną strefę euro w dół. No i jest fikanie Francji a nawet nasze wobec tej niby największej potęgi Europy. Francja gospodarczo się rozpędza, głównie zbrojeniówka ale nie tylko. Potencjały gospodarcze Niemiec i Francji zbliżają się do siebie, militarnie Francja nad Niemcami szybuje na wysokościach i to mimo Makarona, dla nas to akurat dobrze.

W Stanach odbył się superwtorek czyli prawybory partyjne. Jak było do przewidzenia faworyci wygrali, Trump i Biden, dwa staruchy mający razem około 160 lat,  stoczą bój o to który zasiędzie w Gabinecie Owalnym. Zdaniem mła dla  Amerykanów najlepiej by było żeby żaden z nich tam nie zasiadał, to ludzie uwikłani jak nie w system zależności to w niejasności prawne. Obaj. To są dziadki żyjące przeszłością, które muszą zmierzyć się z wewnętrzną sytuacją w Stanach, załamaniem industrialnym i jego konsekwencjami i wynikającym z tym podziałem społecznym. Ameryka to najbogatszy kraj III świata, polaryzacja społeczeństwa jest z europejskiego punktu widzenia przerażająca. Epidemia opioidowa, wariaci z bronią, gangi etniczne, tzw. zdrowie publiczne przez który to termin  mła rozumie poziom chorób cywilizacyjnych trapiących Amerykanów, wszystkie te problemy zyskały wyraz w słowie imigrant, którym hojnie szafuje się w kampanii wyborczej, choć ten imigrant to winny temu wszystkiemu Stany dołującemu ledwie w paru procentach. Polityka zagraniczna w czasie transformacji dotychczasowej formy globalizacji najeżona trudnościami jak baba rodzynkami. Trump powoduje eskalację konfliktów, on chyba zarzundza konfliktem jak nasz Jarozbaw. Czym to się kończy widzimy u się. Biden ni cholery nie ma charyzmy i jest lewo establishmentowy do bólu, głębokie zawierzenia w Zielone Łady itp. Każdy z nich ma receptę na budowę Ameryki, która  to recepta nie zadziała. Trump naprawdę stworzy Ameryce  rywala w postaci UE, bowiem Europa od Stanów chce tylko zapewnienia bezpieczeństwa. Bez tego to po co Europie Stany? Europa wreszcie przestanie śnić nadmiernie socjalny sen. Rosja w  zamierzeniu Trumpa być może ma stać się krajem przyjaznym USA i  batem na Chiny i Europę. Dla Europy to schody ale dla Stanów większe, strata sojuszników będzie bezpowrotna. Europa będzie się mogła dogadać albo z Rosją albo z Chinami, jest na tyle bogata że sobie poradzi. Co zrobi deep state? Kroplówka dla Ukrainy i wykrwawianie Rosji czy odwrócenie Rosji?  Wybór Bidena to też z naszej perspektywy taki se, najsampierw poparł Nordstream i opuścił Afganistan,  czym Wujka Wowę ośmielił a potem nie załatwił sprawy szybko, choć mógł. W Hameryce majo wybór między dżumą a cholerą, ich wybór wpłynie na nas. Po mojemu to czas budować jądrówki, nie o elektrowniach tu piszę.

I to by było na tyle. Mła pominęła takie ważności jak progresywne referendum o roli kobiety w Irlandii, w  którym pytania sformułowano tak żeby ukryć koniec państwowego wsparcia,  co Irlandczycy radośnie olali, czy sondaże przed wyborami w RPA zwiastujące zmianę władzy i wypad RPA z BRICS. Nie piszę nic o Hutti czy Izraelu bo tam bez zmian. O wyborach w Rosji też nie piszę,  bo są oczywiste - Wujek Wowa zostanie prezydentem, nawet wtedy gdyby miały potwierdzić się tradycyjne plotki o tym że kopnął w kalendarz. Uff... prasówka odwalona, na miesiąc spokój.  Dzisiejszy wpis ilustrują prace Sophie Grandval, w Muzyczniku "troszkę krzywych nut" czyli song Kurta Weila i Bertolta Brechta.

piątek, 8 marca 2024

Dzień samicy

U nas dziś dzień samicy, znaczy można liczyć na tulipanka i kopa w doopsko jak się która zapyta jak tam istotne dla kobit sprawy. Kop całkowicie należny zdaniem politycznych bo przeca wybory samorządowe za pasem a ludowcy święcie przekonani że to dzięki poparciu biskupów a nie kobiet dorwą się do konfitur na poziomie samorządów. Twarz najnowszym posunięciom polityków dał marszałek rotacyjny, rozpoczynając niszczenie szans własnych na prezydenturę. Chłopcy partyjni  sprawiają wrażenie niewyuczalnych, jakby nie zauważyli że to czas na włażenie w tyłek innemu elektoratowi niż ich dotychczasowy. OK, tzw. progresywna lewica dzięki ludowcom i rotacyjnemu  nie zaniknie. Czy mła sytuejszyn zdziwiona. No nic a nic, nie będzie też zdziwiona tym co się teraz zdarzy - rozrabianiem tych co się podłożyli, pod wszystkimi  możliwymi pretekstami. To dlatego że siła główna obecnie rzundzących jest świadoma kto i dlaczego może wykopać spod  tyłków stołek  na którym się jeszcze wygodnie nie rozsiedli. Z rolnikami problem, po co robić sobie następny z większością elektoratu czyli kobietami. Stąd te gardłowania Donalda, któren poza tym szczęśliwy jak prosie bo koalicjanty się żrą a on tu robi za arbitra. No i tak drogie sisters my tu niby królewny o których względy się różne takie polityczne starajo a tak naprawdę to petentki, odsyłane od Annasza  do Kajfasza. Mózgi usiłujo  nam prać zarówno ci z postępowej lewicy jak i ci z reakcyjnej prawicy, kombinując jakby tu ugrać. Tak, tak, reakcyjna prawica tyż na  sprawach  kobit usiłuje  ugrywać, choć  może Wam to się wydawać mało prawdziwne. 

Jak na razie cinko im idzie, kobiece postulaty wzięła na sztandary lewica i hula, przynajmniej tak się wydawa dopóki się człek nie zagłębi w pomieszanie pciowe, które lewica tak preferuje.  Bo wicie rozumicie, czasem  wg. tej formacji lepiej pochylić się nad tymi, którzy kobietami się czują niż nad tymi które kobietami są. Te drugie to cierpliwe, poczekajo  jakby jaka polityczna okoliczność  się pojawiła.  Co najwyżej w jakich progresywnych  mendiach się pogardłuje coby elektoratowi damskiemu dogodzić. Na szczęście elektorat zaczyna mieć w doopie potrzeby politycznych i przede wszystkim  dostrzega potrzeby własne i dlatego biedny minister ludowców musi się oderwać od  przygotowywania kraju "na najgorsze" i marszałek rotacyjny dostaje po głowie a różni tacy przyzwyczajeni do zamiatania spraw pod dywan usiłują walczyć z wiatrakami wspomaganymi  prundem. Problem kto jest ważniejszy, płód czy kobieta, w elektoracie został już rozwiązany, im prędzej politycy to zauważą tym dla nich lepiej. I nie miej lewico, ani ty progresywna mendialna tubo zbytniej nadziei że w pakiecie z kobiecymi sprawami przepchniesz cóś jeszcze, no może poza związkami partnerskimi, bo ludzie nie przepadajo za prawicowym zaglądaniem do wyra.  Tak samo jednak nie przepadajo za zaglądaniem kto ma co w garach i czy na pewno panele słoneczne założył i czy aby nie rasista bo ma wredny zwyczaj wszystkich równo traktować, nie wyróżniając szczególnie tych zwanych mniejszościami. 

Niech Was nie dziwi że w tzw. kwestii kobiecej mła ma pretensje do obu stron politycznego sporu. Zarówno ci z prawej którzy usiłują ostatnio przekonać wszystkich że nawet zlepek komórek mogący potencjalnie kiedyś być człowiekiem to istota posiadająca te same prawa co człowiek i żaden człowiek płci  żeńskiej nie będzie mu tu  bruździł, jak i lewica,  która postanowiła zabieg medyczny jakim jest aborcja podnieść do rangi sakramentu, mła wkarwiają, bowiem wyraźnie osuwają się w sekcizm. Społeczeństwo rozgrywane przez sekty, brrr...  A przeca polityczni majo uchwalić to czego obywatele od dawna się domagają. I to ci z macicami i ci bez. Polityczne jednak zamiast tego fundują kolejny festiwal ugrywania interesów własnych. Dzisiejszy świąteczno - polityczny wpis mła ozdobiła fotkami z cyklu "Kobita niejedno ma do zrobienia". No wicie rozumicie,  od wyzwania typu pielęgnacja kołtuna po ujeżdżanie ptactwa. W  Muzyczniku Pan Jerzyk.

poniedziałek, 4 marca 2024

Codziennik - po pierwszym marcowym weekendzie

Marzec zaczął się przyjemnym, wiosennym ciepełkiem. Takim że trochę strach się bać co to będzie jak się aura zmieni i te wszystkie kwitnące wczesnowiosenne rośliny szlag trafi. Na razie kwitną w tempie ekspresowym, naście stopni na plusie nie sprzyja długiemu cieszeniu oczu kwiatami wczesnych cebulaczków. Na wszelki wypadek, jakby zaraz ten  kwietny show się skończył, czy to za sprawą chłodu czy nadmiernego ciepła, mła ustawia sobie na kuchennym stole przedwiosenne kompozycje. Takie małowymiarowe.  Może wtedy delektować się widokiem kfiotków przy kawce czy tam inszym chlanku  i wdychać ten cudowny aromat wydobywający się z kwiatów śnieżyczek, taki delikatny i bardzo, bardzo wiosenny. Mła się odstresowuje, nastrój się jej poprawia  od tego kawałka przedwiośnia w chałupie.

Zapachowo jest co prawda u mła tak bardziej wiosennie, to  głównie za sprawą marketowych hiacyntów ale do mła  bardziej przemawia subtelny zapach kwiatów wczesnych cebulaczków. Do kotów niestety też i mła musi pilnować żeby gadzinki podczas delektowania się woniami ogrodu przeniesionymi do kieliszka, tego właśnie kieliszka nie wywaliły. No wicie rozumicie, nosów do wąchania dużo, miejsca przy kieliszku mało. W dodatku zdziwność taka występuje że bardzo małe kocie ciałko potrzebuje dla się miejsca jak dla słonia, bowiem ego w  tym ciałku ogromne. Szpagutek  tresuje nie tylko mami, ona usiłuje tresować wszystkich, co niestety prowadzi do  przepychanek przy kieliszku, ponieważ niektórzy  o imionach Sztaflik i Mrutek kombinują jakby tu Majestat do występów z obnażonym dziąsłem prowokować.

Mła korzystając z cud pogody troszki wolnego czasu wykorzystała na porobienie w ogrodzie. Troszki dlatego że umówiła się z Cio Mary  na malowanie ciotczynego przedpokoju, któren takiego malowania się wyraźnie domagał. Ponad rok temu Wujek Jo groził przedpokojowi że go pomaluje ale nie zdążył. Mła nieustannie w przygotowaniach do malowania własnej chałupy potrenowała troszki na chałupie Cio Mary, zdejmując z Cio to poczucie że powinna cóś z tym  zrobić, które się pojawiało ilekroć Cio oglądała ściany czy sufit swojego przedpokoju. Szczerze pisząc to mła drżała na myśl że to "muszę coś z tym zrobić" zagna Cio Mary na drabinę i włoży jej w ręce, zwane przez Wujka Jo z racji ich niezwykłej niesprawności "germańskimi kołami", tak niebezpieczne narzędzia jak pędzel czy wałek, że o grozie  farby ledwie napomknę. Wizja Cio Mary malującej mieszkanie, siejącej zniszczenie i stanowiącej zagrożenie dla siebie i innych,  skłoniła mła do jak najszybszej reakcji, kiedy mła się tylko dowiedziała że Cio zakupiła sprzęt malarski, grunty i farby. Nieważne jak bardzo sprzyjająca ogrodowym pracom była pogoda, należało czym prędzej opanować zagrożenie, tym bardziej że Cio wyraźnie przejawiała chęć zostania malarzem pokojowym.


Cio Mary z malowania zadowolniona a to najważniejsze. Mła też usatysfakcjonowana bo sprawnie poszło, mła nie z tych dla których malowanie w chałupie to ślady farby na balkonie u sąsiadów i na chodniku przed sklepem. Mła po ty malowaniu poczuła taką  sprawczość  że usiadła u Cio Mary do jej kompa i załatwiła jesienne wakacje. Czasem tak się zdarza że się układa jak trzeba, odpowiednie mieszkanie się napatoczy, środek komunikacji w cenie przyzwoitej i można wyjazd przyklepać. Tym przyklepaniem mła zamknęła temat tegorocznych wyjazdów wakacyjnych, mła obkupiona w  bilety zbiera kasę na wojaże. Na szczęście niedużą, no, może poza tym  jesiennym wypadem ale to też nie  te zatykające człeka  koszty. Mła sobie będzie czekać na wakacje i gryplanować odpoczynek, jak to u mła, taki bardziej czynny.

Dzisiejsze ozdobnictwo to wczorajsze fotki  domowo - ogrodowe. W  Muzyczniku, czy też raczej dziś w Taneczniku, legendarna bailarín Carmen Amaya.