wtorek, 21 października 2025

Kultura złudzeń

Po smutkach mła się wgryza w ogólności ze skrętem w politykę, pomaga jej to dojść do równowagi. To wpis o życiu złudzeniami i konsekwencjach tego stanu rzeczy. Na wszystkich poziomach, od polityki poczynając na codzienności powszedniej kończąc. Wszyscy wszystkich oszukują a najbardziej to sami siebie oszukujemy. Tak, żyjemy w kulturze powszechnego oszustwa, nawet nauka to obecnie badanie modeli a nie obiektywnej rzeczywistości, jak to się mówi nikt nie chce stanąć w prawdzie, każdy się boi że ta prawda go tak wyzwoli że będzie musiał wziąć odpowiedzialność za siebie, że nie da się już na nikogo zwalić konsekwencji własnego postępowania. Stąd taka popularność populistycznej polityki, nierealnych obietnic, zaklinania rzeczywistości i popularność mniemania że ktoś coś za nas załatwi. Uporczywe trwanie przy błędach przez polityków, niemożność zmiany dotychczasowej polityki z powodu lęku przed rozliczeniem, tylko ułatwia dojście populistom do władzy. Klasa polityczna w krajach demokratycznych zachowuje się jak Ludwik XV, który uznał że po jego życiu może nastąpić potop. Przypominam że jego wnuka ścięto gilotyną. Populiści z autorytarnymi ciągotami od  pierwszej dekady tego tysiąclecia atakują demokratyczny system i robią to z powodzeniem, bo politycy demokratyczni zaczęli żyć w nierealnym świecie i robią wszystko, by elektorat żył złudzeniami. Za bliską granicą mamy wojnę, bo Obama ratował bankierów a Merkel niemiecki przemysł,  sprzedając nam z tej okazji bajki o resecie, nikt nie wyciągnął wobec tych  polityków  żadnych konsekwencji i nie myślcie że obecny lokator Białego Domu tak naprawdę chce ich za to rozliczać, bo to dopiero jest życie w Nibylandii. Populiści niczego nie załatwiają, to tylko grzyby pasożytujące na słabym organizmie. Zdychają razem z tym organizmem, prędzej czy później - taka kolej rzeczy, vide Rosja, vide Orban. US wkraczają na podobną ścieżkę, choć daleko im jeszcze do upadku. Jednakże proces się zaczął. 

W Europie jak na razie czekamy na dojście populistów do władzy a dojdą, z powodów wyżej opisanego strachu przed ujawnieniem konsekwencji  polityki dotychczas prowadzonej w krajach takich jak UK, Francja czy Niemcy. Nie wystarczy w miarę realnie patrzeć na Rosję, trzeba realnie popatrzeć na swoje dotychczasowe działania i ich skutki. Hym... Sarkozy poszedł do więzienia, szczerze? - Macron powinien dołączyć. Polityka UK to kabaret, któremu blisko do tego za Atlantykiem. Polityka Merza, jeśli ten diametralnie się nie odetnie od wszelkich zieloności, tak jak odcina się od polityki masowej migracji sprzedawanej pod płaszczykiem polityki uchodźczej, skończy się przejęciem władzy przez AFD i nagłym odkryciem że ta partia jednak posiada zdolności koalicyjne albo jeszcze gorszym odkryciem że ich nie potrzebuje. KO wraz z PiSem hodują nam Konfę i Brauna, bardzo zgodnie zresztą, bo obie partie liczą że stworzą z nią blok rządzący. Komisja Europejska usiłuje zachować znaczenie, stąd niechęć do przyznania się że przez lata w imię interesów przemysłu największych krajów unijnych prowadziła obłędną politykę klimatyczną, usiłując zawracać Wisłę kijem, co było, jest i będzie z góry skazane na niepowodzenie. Raport Draghiego jest czymś czego Komisja Europejska nie chce przyjąć do wiadomości, politycy w największych krajach UE i w UK też nie chcą, bo zabrnęli tak daleko w fałszywej zieloności, że zmiana  spowoduje znaczne konsekwencje dla ich  gospodarek a co za tym idzie rozliczenia.  Jednakże UE to więcej niż Szwecja, Dania, Francja czy Niemcy, pierwszy, który powie głośno "nie", zielonemu obłędowi, nie będzie miał łatwo ale tego pierwszego poprą ludzie, tak jak poparli w sprawie masowej migracji. Nie chcecie populistów w Europie, to zobaczcie demokratyczni politycy czym naprawdę żyją ludzie.  W przeciwnym wypadku Orbany będą się mnożyły, bo one na takich błędach politycznych wyrastają a potem się tuczą. Oczywiście politycy głusi i ślepi, więc przechodzimy do ludziów, zwykłych, szarych obywateli.

A co ze zwyczajnymi ludźmi, jak oni się oszukują? Otóż większość z nich uważa że nie ma wpływu na nic i w związku z tym od wszelkich interakcji ze światem polityki się odcina. Wygodnie. To jest proces, który postępuje w całym demokratycznym świecie, wspomagany polityką społeczniaków, w których boty sterują tematami społecznie ważnymi. Ludziom wydaje się że kliknięcie lajka załatwia każdą sprawę i szlus, to ich już nie dotyczy i idą zajmować się pracą na chlebek albo życiem bajką o czterodniowym tygodniu pracy dla niektórych, który to czterodniowy tydzień pracy będą sponsorować wszyscy. Ludzi usiłuje odstręczyć się od polityki, bowiem gdyby ludzie na poważnie się zajęli polityką to mogliby zacząć rozliczać. Dlatego zarówno politycy populistyczni, jak  i ci nazywający się politykami demokratycznymi, robią wszystko by tylko z okazji wyborów dać ludziom tę namiastkę władzy polegającą na wrzuceniu głosu do urny. Populiści z autorytarnym zacięciem kombinują jakby tu wyborów uniknąć, ale ponieważ świadomość u ludzi jest taka że wybory muszą być, choćby sfałszowane,  nawet oni utrzymują tę fasadę demokracji. Tylko wówczas ludzie czują się sprawczymi. Do ludzi powinno dotrzeć i w końcu dotrze, że bez nich politycy są nikim i żadne ondulowane mgły w postaci wirtualnie tworzonych złogów kapitału, czyli tej pieniężnej ściemy miliardowych dochodów korporacji, tego nie zmieni. Ludzie nie muszą się zrzeszać,  by popierać politykę tej czy innej partii, zawsze mogą wrócić do początków polityki, czyli załatwiania spraw na których im zależy, bez wciskania całego ideologicznego programu partii.  Dlatego trzeba znieść próg wyborczy, mamy mieć większy wybór. Jak nie wiecie od czego zacząć bycie sprawczym w polityce to zacznijcie od tego, piszcie i mówcie gdzie się da o tej zmianie w ordynacji. To nie politykom ma się łatwo rządzić, to my, zwykli ludzie, mamy prawo do większego wyboru. To mała rzecz, wydaje się bez znaczenia, ale  uwierzcie, ma znaczenie. Konieczność częstego  osiągania kompromisów to tama dla taniego populizmu i większy wpływ ludzi na rządzących. Od czasu tej hucpy srovidowej i kretyńskiej polityki srandemicznej mła uważa że polityczno - biznesowy układ rozwali oddolny ruch, który tenże układ ominie. Nie zmieni, jak to robią populiści, tylko ominie. Mam nadzieję że to nie złudzenie.

niedziela, 19 października 2025

Smętnik jesienny - w Krainie Anhedonii

To nie był najlepszy tydzień w życiorysie mła. Strata, która dotknęła Rabarbarę, tak zaraz po info o odejściu Frania,  obudziła we mła smętek. Mła się przypomniały jej własne straty i bardzo mła bolało, współczułam Rabarbarze, bo aż za dobrze wiem jak to jest, kiedy czuje się że to już zbyt dużo do udźwignięcia. Niby mła zalatana i mnóstwo spraw na głowie mająca a jednak na zalężenie smętku czas się u niej znalazł. Rozpełzło to się we mła i odebrało chęć do wszystkiego, mła się musiała ostro spinać, by zrobić to co musiała i pilnować  by po zrobieniu rzeczy musowych nie wypaść z rytmu i się nie rozłożyć. Już wolałam ten gniew co się u mła pojawił, kiedy u Romi za sprawą Łojca zniknęło ciałko Lisiuni. Smętek mła rozwala, nerw przy tym to jakieś normalne uczucie. Ze smętkiem mła się bardzo ciężko żyje, tym bardziej  że mła musi trzymać fason, no bo musi. Inni też mają ciężko, mła nie jest sama na świecie i nie może pozwolić sobie na uzewnętrznianie własnych dusznych problemów, coby innych nie dołować.  Wystarczy jeden dół, po co z tego robić dwa, martwić dodatkowo ludzi, którzy i tak mają własnych zmartwień po kokardę a są mła życzliwi. Mła zatem w cichości uprawia anhedonię, na zewnątrz prezentując cóś na kształt tzw. szpitalnego optymizmu. 

Pojechaliśmy z Mruciem do dohtorowej, diagnoza na dłuuugie leczenie. Antybiogram będzie powtarzany, mocny stan zapalny przy błonie bębenkowej. Mrutek na zastrzykach, madka go kłuje. Apetyt jest  i pojawiło się coś na kształt pacjentowego celebrytyzmu. Mrutek uznał że z chorym uszkiem powinien robić za gwiazdę. No cóż, wszystkie cztery dziefczynki są oburzone tym jego podejściem do sprawy ale Mruciu ma to gdzieś i wyraźnie gwiazdorzy. Madka ustępuje Mrutku we wszystkim, bo dla  mła jest najważniejsze żeby Mrutek czuł się dobrze. Mruciu uznał  że ustępstwa mła oznaczają że może wszystkim bezczelnie zaglądać do misek, z miskami i talerzami z których mła podjada  na czele. Macham na to ręką, dziefczynki jedzą w tempie ekspresowym, bo wiedzą że Mruciu czyha na ich żarciuszko, znaczy ich nie obżera, bo nie zdąży. Mruciowe zaglądanie do talerzy  niczym mła nie grozi, jedzeniem młowym Mruciu pogardza, uznał np. że pomidory i chlebek to nie jest godny Mrutka zestaw. Zainteresował się tylko masłem, ukradł kawałek i pochłonął, no ale to mła jest w stanie przeżyć.

Zmusiłam się do dłuższego przebywania w Alcatrazie. Chciałam wkopać wiosenne cebulaczki. Od odejścia Ryjka mła odrzucało od wchodzenia do Alcatrazu, kontrolnie go tylko szybciutko oblatywałam, jakoś nie mogłam spokojnie ogrodować, za dużo wspomnień. Tym razem uznałam że nie czas na odpuszczanie ogrodowania, nie dżdży a własna kondycja psychiczna to nie jest odpowiednia wymówka. Nie ma się co pieścić, tylko trza byka za rogi, bo na wsadzanie wiosennych cebulaczków to już najwyższa pora. Ogrodowanie było z tych średnio zadowalających, wszystko jeszcze takie świeże, mła się przypominały Szpagetkowe zalegania w bazie, Ryjkowe napady itd. Koty, które lubią ogrodować,  nie chciały towarzyszyć mła, mimo tego że świeciło słoneczko. Chyba wyczuły że ze mła  teraz żadne miłe towarzystwo, wolały zalegać w domu. Mła szybko wkopała co miała wkopać, zrobiła parę fotek i uciekła z ogrodu.

Walcząc z anhedonią mła udała się do lasu. Nie że na grzyby, bo tak po prawdzie grzyby to pretekst. Mła zatęskniła za zapachem opadłych liści i mchu, za tajemniczymi skrzypieniami drzew i nawoływaniem ptaków nad leśnym bajorem, za widokiem kwitnącego grzybami lasu. No wicie rozumicie, za tym wszystkim bez czego  mła  nie wyobraża sobie swojej jesieni. Las mła zawsze robi dobrze na jestestwo, mła wpada w nim w stan podobny do medytacji, po prostu wyłączam myślenie i tylko chłonę wszystko to co wokół mnie sobie żyje. Zawieszam świadomość na pajęczynach ubranych w krople rosy, rozsnuwam się z porannymi mgłami, opadam razem z przebarwionymi liśćmi. Jestem, choć nie myślę, zupełnie nie po kartezjańsku. Zdziwny proces kiedy czujesz bardzo mocno własne istnienie, bez nacisku na tę własność. Mła jest raczej z tych przyziemnie racjonalnych ludziów ale las cóś w niej zmienia. Podobnie mła ma w kontakcie  z Wielką Wodą, tak jakby się w niej uruchamiały jakieś zdziwne ścieżki świadomości, ukryte pod myśleniem przyczynowo skutkowym.

No dobra, dosyć tych wywnętrzeń, mła napisze o lesie. Niby powinien być mokry ale mła odniosła wrażenie że las cóś niedopity, nienasiąknięty należycie. Mła pomyślała sobie po tej wizycie że jest w stanie znieść dłuższe padanie i nawet brak słońca, bo las jest spragniony. Przydałaby się w naszej okolicy taka prawdziwa zima z zalegającym śniegiem. Dziurwa w Bełchatowie, właściwie to w okolicach Bełchatowa, wysysa z ziemi wilgoć. Co prawda zbliża się termin zamknięcia kopalni odkrywkowej, od 2030 roku do 2036 ma się to wydobywanie zakończyć,  ale nie wiadomo ile potrwa proces regeneracji tej rany w Ziemi. Czym będzie karmić się elektrownia w Bełchatowie, czy będzie to atom? Na razie nikt nic nie wie, wiadomo tylko że złoża węgla się wyczerpują, na nowe odkrywki nie ma zgody, bo byłoby to już absolutnym zajechaniem tzw. stosunków wodnych. Las ma szansę przetrwać.  Czy przetrwa elektrownia to inna sprawa.

Mła uzależniona od lekstryczności trzyma jednak kciuki za lasem, las sam w sobie jest wysoce energetyczny, nieustanna wymiana i przemiana, z żywego w martwe i na odwrót. Silniej ta energia lasu działa na mła niż świadomość tego że zakład wytwarzający energię lekstryczną jest do życia konieczny. Mła zauważyła że zaczęła inaczej postrzegać pojęcia kryjące się za słowami konieczny i niezbędny. Konieczny znaczy niewątpliwie potrzebny ale nie znaczy niezbędny. Elektrownia wiąże się w jej umyśle ze słowem konieczny, las ze słowem niezbędny.  Gdyby mła musiała się ograniczać z prundem ze względu na las to trudno, jednakże mła ma wrażenie  że już ogranicza się z prundem ze względu na wszystko inne tylko nie na las. Taka zdziwność ze świata polityków. Na szczęście politycy to ludzie, żyją krócej niż większość drzew w naszych lasach. Mchy i porosty to starożytne rośliny, paprocie tyż z czasów  dinozaurów, co im tam politycy!

Las przywitał mła kapeluszami muchomorów, dla mła najpiękniejszych jesiennych grzybów w naszych lasach. Tylko czerwone surojadki, czyli gołąbki zwane wymiotnymi i krawce vel kozaki, czyli koźlarze czerwone, przyspieszają mła bicie serca. O ile zachwyty nad krawcami mają podbudowę kulinarną o tyle młowe zachwyty muchomorami i rzygawcami są czysto estetyczne. Podobnie jest z hubami, mła wie że pasożyty ale jakie są piękne! Podobnie mła ma z mchami i porostami, czysty zachwyt.  Las naładował troszki akumulatory mła, nie żeby jej się zrobiło całkiem dobrze,  ale podniosło mła na duchu po tym niewesołym tygodniu. Mła tego bardzo potrzebowała, las okazał się lepszy niż kręcenie się po domu czy próby ogrodowania. Las, który jest swoistą podróżą i zaleganie z kotami  są najlepsze dla leczenia duszy mła.

Ten wpis ilustrują fotki zdziśki: domowo - kotowe, ogrodowe i leśne. Na zdjęciach Mruciu, Sztaflik, Okularia i Kasiuleńka. Helenka stanowczo odmówiła pozowania przed obiektywem, podobno była niewylizana i wogle nienaduszona i nieprzygotowana. Na fotkach ogrodowych troszki coolorowych liści, w tym roku pięknie się przebarwiają. No i fotki leśne, z portretami muchomorów i ptoszkami na bajorze. W Muzyczniku stara piosenka Niemena, z tekstem wieszcza Adama.

sobota, 11 października 2025

Weekendownik - mżawy snuj

Sobota że niech to dunder świśnie! Pochlipywa, dżdżuje niemilnie, mżawo snuje. Ani do ogroda, ani do lasu, ani z doma na ekskursję wyjść. Pogoda taka że tylko z kotami się uwalić i udać że nie widzi się "kotów" z kociej sierści smętnie a złośliwie wyglądających z kątów, które to "koty" domagają się pilnie kontaktu z zakazanym ( ze względu na kocie nerwy ) odkurzaczem albo cicho ale bezwzględnie zmiatającą je szczotką. Świadomość istnienia siorstnych "kotów" nie pozwala cieszyć się beztrosko lekturą a do sprzątania coś entuzjazmu z się nie mogę wykrzesać. Ogólnie tak jakoś dodupnie i rozlaźle, wiem że powinnam i nie chce mła się. Hym... chyba każdy ma od czasu do czasu taki nastrój, wie co powinien zrobić i za cholerę tego robić nie chce. Leń klasyczny, w fazie wczesno zalęgłej. Szczęśliwie Mamelonu wpadło do głowy wydać proszony obiadek, taki bezokazyjny.

Ten obiadek był z tych rozgrzewających, nie tylko ze względu na potrawy i napoje ( bitki wołowe, samorobotne kluski śląskie i modro kapusta z popitką procentową a na deser własnoręcznie wykonany przez Mamelona sernik baskijski), ale i ze względu na to że było nas więcej, nie tylko przylazła mła,  przyszli też Gosia z Piotrusiem i Natalą i rozmówki były. W miarę trwania obiadu coraz bardziej potoczyste i różnotematyczne. W dobrym towarzystwie nawet mżawy snuj za oknem tak człowieka nie męczy. Tak gdzieś między owockami a sernikiem zaczęłyśmy snuć gryplany babskiej wyprawy, Sławencjusz z Piotrusiem mieli własną zabawę w planowanie wędkowania "na rekina".  Gosia stwierdziła że śladem króla Jana III trza nam jechać do Wiednia, mła uznała że jest za a Mamelon kazała nam przysięgać że pagórki wiedeńskie są mikre i metro wjeżdża "do dużego pokoju przed telewizor". Termin naszej wyprawy bardzo odległy, bo to niemal za rok, ustaliłyśmy że pierwsza połowa września byłaby dla nas w sam raz. Na Gosię jako prowodyra imprezy zwaliłyśmy nie tylko wynajem chałupy, ale też robotę KOwca i przewoźnika.  Nach Wien zamierzamy udać się autkiem, z miasta Odzi jedzie się do stolicy Austrii cóś kole sześciu godzin,  z przerwą na kawę. Za tydzień impreza piwniczna u Gosi i Piotrusia, ymieninowa, Gosia odgrażała się że wówczas chałupa już będzie wynajęta. No i dobrze, mła gryplanowanie podróży dobrze robi na mżawego snuja. Zresztą  to chyba u nas rodzinne, Dżizaas mła nadawała przez telefoon że najwyższy czas zaplanować przyszłoroczne wakacje, he, he, he.
 

Fotki to Mruciu obrażony na mła za to że mła wychodzi do Mamelona i Sławencjusza zamiast z Mrutkiem zalegać i iluminacja, jaką sobie mła zrobiła w to szare popołudnie, coby tę szarzyznę mokrą uczynić nieco milszą. Teraz oprócz świeczuszek  palę w kominku zapachowym olejki z bergamotki, pomarańczy i olejek neroli, coby sobie nastrój jeszcze lepszy zrobić. Trzeba sobie radzić w taki paskudny mokro - zziębły czas. W Muzyczniku nadal SZA i któś kogo niedawno usłyszałam w necie, Sienna Spiro się nazywa. A teraz pójdę przeprosić Mrutka, może zrobi mła miejsce w wyrku.


Na dokładkę Mark Ronson i RAYE i któś kto śpiewa jako Jesye Blues. Mruciu bardzo zły, chyba wystąpię jeszcze z małym mięskiem do zezjodku. Będzie Mrutku wtedy madce łatwiej wybaczyć.