wtorek, 27 października 2020

Chwała października czyli marcinkowo

Kiedy tylko mła wróciła była z Italii i doszła do się po podróży, wylazła na swoje Podwórko ucieszyć oczy chwałą jesieni - kwitnącymi marcinkami. Złagodziły te kwietne widoczki stres który mła odczuła kiedy z miasta Rzym przeniosła się z powrotem do miasta Ódź ( nie żeby  Ódź była taka najgorsza, mła jest przecież odziańska do szpiku kości, chodzi tylko  o to że Rzym w wydaniu wakacyjnym to cóś całkiem inszego niż Ódź codzienna ). Jakoś sobie  dzięki tym kwitnącym łanom poradziła z przejściem od ruin starożytnych do ruin XIX i XX  wiecznych. No bo oczy pieszczone różem, błękitem, fioletem i bielą, no bo motyle i pszczoły oblatują i cieszą oczy całkiem inszymi barwami a uszy słodko brzmiącym bzyczeniem, no bo jesień w północnej  Europie jest piękna całkiem inaczej niż ta z jej cieplejszych regionów. Mła poczuła dzięki marcinkowemu kwitnieniu że nie jest tak źle tu gdzie sobie mieszka, wicie rozumicie  taka uroda jabłoni obsypanych czerwonymi  jabłkami przemawia do niej tak mocno jak uroda winnych gron różnego kształtu i koloru zawieszonych na winorośli, a może nawet mocniej. Cała urodność naszej jesieni dotarła do mła kiedy patrzyła na pawiki  obsiadające marcinkowe kwiaty


Jak już kiedyś  na blogim pisałam uprawiam w Alcarazie co się tylko da marcinkowego: astry nowo - belgijskie Symphyotrichum novi-belgii, , astry nowo - angielskie Symphyotrichum novae-angliae , astry krzaczaste Symphyotrichum dumosum , astry bocznokwiatowe Symphyotrichum lateriflorum, astry wrzosolistne  Symphyotrichum ericoides . Rosną u mnie zarówno odmiany i zwyczajne kundelki, które postanowiłam zatrzymać ze względu na urodę ich kwiatów. Co roku zastanawiam się wiosną czy aby areał uprawy marcinków nie jest zbyt duży ( wiecie jak to jest kiedy roślina późno kwitnie a tu czeka na wsadzenie zielenina o wcześniejszym terminie kwitnienia ) i co roku go zwiększam. No bo jakże to tak - jesień bez masowego kwitnienia marcinków? Sucha - Żwirowa tylko w trawach?!  W żółciach i rdzach, bez odrobiny fioletu?! Bez błękitu i różu za to z mnóstwem szarości które nijak będą wyglądać  przy przebarwiających się jesiennie trawach i liściach krzewów?! No nie da rady, bez marcinków będzie wyglądała  ta moja podwórkowa rabata kiepsko.


Poza tym w marcinkach pięknie prezentują się koty, he, he, he. Zuchwały Mruciu, tocząca się  Sztaflik i skradająca Szpagetka czernią futerek paszą do wszystkich odcieni kwitnących marcinków, podobnie jak czarno - biała Okularia. Natomiast Pasiak z tymi szarościami zającowatymi  z elementami rudego zdecydowanie najlepiej wypada w pastelowych marcinkach posadzonych w centralnej części Suchej  - Żwirowej. To bardzo słoneczne miejsce i Pasiak wyjątkowo lubi się tam układać ( Mrutek oczywiście po Pasiaku biega, bo wicie rozumicie te motyle tak kusząco latają - jesienią u mła jest wysyp rusałek pawików, w końcu po to mła uprawia pokrzywy żeby sobie jesienną porą na pawiki na rozchodnikowych i marcinkowych kwiatach żerujące popatrzeć ).



Co roku w październiku mła czuje ze przydałoby się przesadzić marcinki w nowe miejsca  kiedy mła dobrze widzi różnice w barwie ich kwiatów. Tylko że zawsze cóś, w tym roku  mła za dużo nie może  grzebać w ziemi bo musi oszczędzać kręgosłup co  powinien być trzymany przez mięśnie a mięśnie jakoś  go porządnie  trzymać  nie chcą ( mła czekają nudne ćwiczenia a nie ulubiona ogrodowa praca dorywcza typu wyszpadluję to a potem padnę - mła  w ogóle udaje że nie rozumie dlaczego te mięśnie takie wredne, stara się nie myśleć że one dodatkowy worek cinżki  muszą dźwigać, znaczy że trza jej dupsko odchudzić a to jest bolesne dla jej rozżartego jestestwa ). Przyjdzie jej znacznikami coolorek kwiatów zaznaczać i  paciorki do Dorofieji Muczennicy zmawiać w intencji braku ciekawości u srok i braku szaleńczych postrzeleń kocich (  mła ma  gryplany  na miejsce po byłych bukszpanach, irysy i marcinki  mają w nich niepoślednią rolę ).




poniedziałek, 26 października 2020

Starcze lenistwo ( obywatelskie ) mła


No i mamy przed sobą zimowe ciemności. Po raz enty nie wiadomo po co, siłą inercji politycznych, którzy zajmowali się i zajmują  poza tzw. pandemią tak ważnymi problemami jak "zawartość cukru w cukrze" , czy też "co da się ukraść w tym tygodniu",  a nie tym czym naprawdę powinni, zapadł nam czas zimowy. Czas zimowy który nie ma nic wspólnego ze sposobem  na zmniejszenie zużycia energii, a którego zmiana  z czasu letniego generuje koszty ( ponoć mniejsze niż późniejsza zmiana z zimowego  na czas letni, ale spore ). Znaczy będzie ciemno, może  nawet najciemniej bo cóś  się mła zdaje że politycznie to nam się świt zbliża.  No a najciemniej  jest przed świtem. Nasz obecny zarzund  tak się  zajął wiosną  utrzymaniem u władzy że  sił mu nie starcza żeby brnąć  dalej. A tzw. niewidzialna ręka rynku od dawna naszykowana coby zarzund trzepnąć, teraz to już nie po łapach a tak po całości. Mła może pogratulować wyborcom obecnej władzy, dostali jakieś tam rupie i rozrywkę, no to teraz dostaną też kurs ekonomii. 


Co prawda sporo za niego zapłacą ale przy okazji nauczą się być może że na świecie nie ma  nic za darmo. Mła jest paskudna więc bawi ją  zapluwanie się i złorzeczenie wybrańcom narodu przez tych którzy  umożliwili im trwanie u władzy, dziesięć milionów ludzi głosowało na naszego obecnego prezydenta, któren oposy bezbłędnie rozpoznaje,  dziesięć  milionów zagłosowało nogami nie idąc wybierać. Volenti non fit iniuria czyli chcącemu nie dzieje się  krzywda, "sam tego chciałeś  Grzegorzu Dyndało". Mła nie raz i nie dwa pisała jak to będzie jak woreczek z kasą zrobi się pusty - będzie się działo.W pięć lat obecnej władzuni udało się zwalczyć deflacje i zamienić ją na całkiem ładną inflacje ( co mła od dawna proroczyła ), przy okazji uświadamiając nam że nasza gospodarka funkcjonuje tak naprawdę tylko dzięki pieniądzom unijnym ( jakoś za poprzednich zarzundów ta prawda umykała sporej części społeczeństwa ).  Teraz mła się niemal ze śmiechu skręca bo chórek  któren śpiewał i pląsał u Radiomaryjnego odniósł był olbrzymie zwycięstwo na polu walki o laicyzację kraju, żaden z poprzednich zarzundów nie wspomógł swoimi działaniami  tak głębokiego przeorania mentalności Polaków.


Mła  podejrzewa że za chwilę będziemy  mieli do czynienia w stosunkach państwa i KK  z modelem irlandzkim, szybkie odstawienie tej instytucji od polityki, potem od państwowego cyca a jeszcze później kwestia zmniejszanie ekonomicznych dobrutek, znaczy obłożenie podatkami takimi samymi  jak płacą inni.  Zasługi zarzundu znaczy znaczne. Kto wie  może się i obecni zarzundzający przyczynią do wzmocnienia społecznego szacunku dla referendum jako  formy rozwiązywania "ostatecznego"  kwestii regulujących życie obywateli. Może nawet dzięki tej władzy w końcu wzmocnimy prawdziwy trójpodział władz i zabezpieczymy instytucje je kontrolujące  przed zakusami kontrolowanych. Głębokie uświadomienie łobywatelskie chyba  na celu mieli nasi edukatorzy. Co  prawda wobec opornych na wiedzę stosują podstępną metodę rózgi przebranej za marchewkę ale może tak trzeba. Może za przeproszeniem musi się w dupę sporo tej wody nalać żeby prosty lud pokumał  że pińcety z plusem nie zrobią z niego arystokracji, co to tylko baseny, Florydy i używane autka z zagramanicy?  Że  stałe polepszanie się poziomu życia trzeba sobie inaczej załatwić, większym wysiłkiem i budową tzw. zaplecza  socjalnego. Teraz ludek się populta i pozłorzeczy, potem do niego dotrze że z tym przemieszczaniem się po Europie to nie tak prosto ( obywatelstwo inszego kraju to kwestia opanowania jego języka, znajomości podstawy praw i historii a jak nie zdołasz zostać obywatelem to bulisz z zarobionych eurosów na zarzund w Wawce ) i może wreszcie raczy się przestać urządzać w dupie, jak to określał Kisielewski, a zacznie urządzać u siebie  normalnie funkcjonujące państwo.  


Na świecie szerokim  też ciekawie. Covid zły cóś powoduje mniejszą chęć zawierzania przez łobywateli władzy w naszej części świata ( tzw. Zachód mam  tu na myśli ). Teraz już wyraźnie widać że  kwarantanny i lockdowny to było rozwiązanie tak samo skuteczne jak gaszenie pożaru instalacji elektrycznej  wodą  z trzymanego w rękach metalowego wiaderka. Rzundzące wymyślajo zatem jak Europa długa i szeroka "drugą falę" żeby jakoś zatuszować klęskę projektu "Zamknięcie" i z uporem dzikiego osła wracają do obostrzeń bo nic inszego nie potrafią zrobić w przypadku zwiększającej się ilości zakażeń w sezonie grypowym. No wicie rozumicie, kwarantanna nie pomogła to trzeba  zrobić  więcej kwarantanny. Długo na tym modelu nie pojadą ale brną. Zdaniem mła nie należy im w tym przeszkadzać, w końcu przekroczą granicę ludzkiej cierpliwości i otrzymają  zasłużonego kopa. Mła ma  tylko nadzieję że nie wymienimy jednych kretynów na innych a poszukamy rozwiązań typu odseparowanie polityków uzależnionych od słupków sondażowych od realnego wpływu na "walkę z kryzysem zdrowia publicznego", znaczy odciąć ich od robienia sobie PR ( i robienia interesów życia ) przy pomocy wyolbrzymiania zagrożeń, "walki z " i tym podobnych radości.


Polityk zdaniem mła to powinien się zająć zapewnieniem środków służbie zdrowia, systemowych i bezpiecznie wpływających na szpitalne konta a nie zarządzaniem kryzysem pod tytułem "Zaraza" do którego to zarządzania potrzebne są odpowiednie kwalifikacje, profesjonalizm po prostu. Nie powoływać komisji doraźnie tylko stworzyć instytucję  do zarządzania tego typu kryzysami, cóś troszki jak w Szwecji. Mamy problem w Europie z medycznymi, jest ich zbyt mało ( u nas miała to przykryć e - recepta ale covidowanie wywaliło na światełko dzienne czym kończy się polityka  "Niech jadą!" ) i mamy prawie wszędzie problem z finansowaniem służby zdrowia. Cóś trza będzie w tym kierunku zrobić i nie mam tu na myśli obłożenia kolejnymi podatkami przeciętnych obywateli ( a politycy to takie rozwiązanie najbardziej lubiejo, obłożyć podatkiem śmieciowym za używanie plastiku obywatela a nie firmę która go używa do opakowań, tnąc sobie koszty ). Mła teraz rozsiądzie się wygodnie w fotelu i będzie obserwowała  zapadanie się w sobie przegniłych struktur.
 

Nawet nie myśli żeby uczestniczyć w protestach, mła się już naprotestowała w życiu - niech sobie teraz młodzi poprotestują. Wyjazd do  "lepsiejszego kraju"  może być jak pisałam, problematyczny  z powodów bardzo różnych  więc niech ruszą tyłek  jak chcą jakoś normalnie żyć u siebie. Mła nie będzie tyż protestować w sprawach kagańca dla kapitału ( mła widzi że liberalizm gospodarczy zmienił się w libertynizm gospodarczy i cóś  z tym trzeba zrobić ale dlaczego ona u progu mocnej dojrzałości ma się bić o lepsze jutro, gdy tak naprawdę sprawą dla niej istotną będzie walka z demencją własną ), po co ma protestować do usranej  śmierci dla lepszego jutra inszych?  Niech sobie  ci insi o to zadbają, jak sobie pościelą tak się wyśpią. Powrotu do totalnie  niewydolnej komuny raczej nie będzie, ograniczyć trza wielki kapitał a mła jest drobnica więc po co ma się zamartwiać. Jak któś chce państwa socjalnego to niech na ten socjal zarabia i pilnuje  żeby mu nikt składek płaconych na ten zbożny cel nie podpieprzał, mła się  sobkowo zajmie zabezpieczeniem własnego tyłu i ograniczeniem danin płaconych np. na to żeby któś  wybory  co to się nie odbyły mógł finansować z jej kasy. Zmienianie świata to nie jest praca dla wypieszczonych życiem pań starszych, najwyższy czas żeby młodzi "poszli na swoje". A mła będzie sobie  siedzieć w fotelu i klasycznie po tetryczemu krytykować, co ma sobie na starość żałować!


Foty do dzisiejszego wpisu są domowe, mła czyściła swoje kamorki, srebła i insze reczy. Popija przy tym earlgreya bo jej pasi do jesiennej codzienności . Stara się cieszyć porzundkami domowymi choć  cinżko jej to idzie bo ona jest brudasem. Na dokładkę i osłodę macie troszki kocich fotek, w domowych pieleszach i w plenerze zrobionych.




sobota, 24 października 2020

J-23 znów nadaje

To ja, Winnetou, he, he, he. Mła powraca do blogosfery ( błogiej sfery ) z odnowionym sprzętem nadawczo - odbiorczym, nowymi meldunkami niezaszyfrowanymi, fotami co je  bez opamiętania cykała i wogle ze wszystkim swoim. Mła jest przeszczęśliwa że może znów jadzić, nudzić i motać w necie. Jest  tak zadowolniona że nawet ten popieprzony nowy  blogger jakby jej cóś mniej przeszkadza, choć podejrzewa że takowy stan nieprzeszkadzajstwa długo się nie utrzyma ( najgorzej jak któś chce ulepszyć dobre i wyprodukuje babola a potem go wciska ). Mła Wam zaraz podonosi i ponadaje i potruje  jak ten truj, o wszystkiem. Znaczy o  ogrodzie, o kotach które właśnie osiągnęły III stopień zasilania i IV upierdliwości ( żrą jak marzenie i mają mnóstwo energii coby dowalać mła ), o wakacjach co je sobie mła urządziła tzw. rzutem na taśmę, o covidzie strasznym i złym i jeszcze odeń straszniejszej "heroicznej  walce z zarazą" u nas i gdzie  indziej ( hym... zdawa się że stosunek większości Włochów do  ich zarzundu i sposobu radzenia sobie przez ów zarzund z problemem jest cóś tak samo sceptyczny jak stosunek coraz większej grupy rodaków do radzenia  sobie z problemem  przez nasz zarzund ), o śmiesznostkach, bolączkach, zwyczajnostkach. Znaczy będzie znowu o niej, he, he, he.

Kreatywna mła nadal się będzie kreować na znafczynię  uprawy roślin, hodowli kotów i skrzyżowanie dziesiątej wody po prawdziwej damie z  pseudoznawczynią wszystkiego. Hym... tego... znaczy mła roztoczy cóś jakby czar swojej rozlazłej  osobowości. Mła zacznie mocno - popaczcie na fotkę poniżej - była wichura i mła poniosła straty. Suchy grab co to mła planowała potraktować go jako solidną podporę pod  ramblery, nie zdzierżył wiania i zwalił się na Suchą - Żwirową. Najgorsze że z usunięciem  drzewska trza poczekać aż się polepszy Włodzimierzowi Ciotki Elki ( dopadło go zapalenie żył i musi dojść do siebie zanim zostanie bestialsko wykorzystany ). Mła szczęśliwa że drzewo  zwaliło się w nocy, w czasie  kiedy  koty słodko chrapały w wyrku ( bo na dworze lało i wiało ). Wielkich strat ni ma, tym nie mniej drzewsko zwalone mła drażni swoim widokiem i mła się poczuwa tak  jakoś ogrodowo zdegustowana. Pociesza się za to tym że wreszcie nadejszły  niderlandzkie cebuliszcza. Mła w poniedziałek rano urządza wysyłkę więc cebulkowi  niech się spodziewają ( mła nie wysłała w piątek po  południu bo nie chciała żeby cebulki się w jakichś przechowalniach bujały, u niej doma w chłodzie leżą ).

P.S. Oczywiście żeby nie było za fajnie mła rozwaliła wejście kabelkowe do zgrywania zdjątek z aparatu. Mła to jest zdolna!

sobota, 19 września 2020

Przedwakacyjnie




Drogie Czytacze! Mła robi sobie wolne od codzienności, znaczy jadzie na króciutkie wakacje. Bądźcie grzeczne i grzeczni, nie bijcie się z innymi dziećmi ( żadnego podpatrywania przepychanek zarzundu, to nie jest dobre towarzystwo dla porządnych ludziów ), myjcie rączki i ząbki, pamiętajcie że maseczki chronią głównie przed mandatem natomiast mycie rączek ciepłą wodą z mydłem jest  świetnym środkiem przeciwchorobowym, starajcie  się nie przeziębić bo wrzesień to jednak  nie jest lato, doglądajcie ogródków i wyczekujcie na cebulki które majo być pod  koniec września lub na samym początku października. Mła będzie Waszymi oczami w inszych stronach, porobi fotki ogrodowe i nie tylko i jak przyjedzie to weźmie i zamieści. Oczywiście przed wyjazdem koty mła dają jej popalić ( Pasiak i przede wszystkim Szpagetka  wznoszą  się na szczyty kociej niedobroci, jak  tak dalej  pójdzie to będzie zamówiona wizyta u behawiorysty, czymś  muszę gady straszyć ).  Małgoś - Sąsiadka tyż w nie najlepszej formie , mimo że  zostaje  z Cio Mary, z którą  bardzo lubi być ( Małgoś dominuje w tym związku ). Obiecałam słodyczki i w ogóle, ale Małgoś ma ponury nastrój ( jeden z synów Małgosi zaćwierkał mła   że  to przez zakaz umierania, wicie rozumicie - nie możesz kipnąć kiedy mnie nie będzie, w tym tyźniu Małgoś nie może kipnąć  bo na wakacjach jest starszy syn, w przyszłym  tyźniu nie może bo mła nie będzie - "Wszyscy sobie jeździcie i nawet umrzeć nie ma kiedy!" ).
 



Mła  się pociesza że i tak jest u niej w chałupie lepiej niż u mamy Wujka Jo, tam są córczyno - matczyne wzajemne oskarżenia o demencję.  Mła  trzyma stronę mamy Wujka Jo, jej zdaniem ma  nadal niezły mózg a sister Wujka Jo cóś się gubi. Wujek  Jo  co prawda twierdzi że w przypadku sister to żadna  demencja tylko sposób na życie i że on też wraz z osiągnięciem wieku emerytalnego zamierza "uprawiać schorzenia starcze" ale mła  nie jest tak  do końca pewna  czy  nazwijmy to "udawana" demencja wujkowej sister nie zmieniła się w najprawdziwszą. Ciotka Elka świadoma  tych  rodzinnych pieriepałek u Wujka jo radośnie mła oświadczyła że ona tyż jest pewna że Włodzimierz ma początki choroby Alzheimera. Podobno kiedy rozmawiają na tematy  życiowe to Włodzimierz nie słyszy i ma szklany wzrok. Po ostatniej rozmówce z Ciotką Elką na temat tego co ona sądzi o swoim lekarzu , o Fabrycznym i o życiu wogle, mła zauważyła  u się objawy zaawansowanego schorzenia Alzheimera. Zgubiła wątek ( u Ciotki Elki narracja nie biegnie prostym kanałem o leniwym  nurcie, to system kaskad, nurt wartki a szeroko rozlany ) a zaraz potem osnowę i cały warsztacik  tkacki i jeszcze trochę  a nie wiedziałaby  jak się nazywa. Mła za to  odkryła że  ameby potrafią się porozumiewać, popatrzeliśmy na się z Włodzimierzem z tzw. zrozumieniem po czym schowaliśmy się oboje w Alzheimera coby kaskadę przeżyć. Jak  widzicie mła pilnie musi udać  się na wypoczynek, to jest konieczne  dla ratowania jej mocno nadwyrężonej  kondycji.
 



A co u mła w o grodzie? W ogrodzie sucho, przydałoby się troszki deszczu choć pewnie to spowoduje znów atak ślimorów. Chyba się zimowitami nie nacieszę,  żrą je ślimacze potwory aż niemiło. No cóż -  tak źle i tak niedobrze. Mła widzi oblatujące kwiaty rozchodników i marcinków pszczoły i trzmiele. Mało za to jest motyli. O tej porze roku zawsze pełno było w ogrodzie fruwających pawików i pokrzywników, w tym sezonie  jest z nimi bardzo cieniutko.
 


 
A tak w ogóle to już jesień. Choć pogoda udaje  letnią mła nie ma złudzeń, ogród robi się  prawdziwie jesienny. Liście zmieniają barwy, na drzewach dojrzewają jesienne owocki. Hym... ostatni dzwonek na wakacje. Muzycznika dziś nie ma bo jest nowy blogger , nich go szlag!