Mimo pięknej pogody i powolutku zbierającej się ku życiu Kasiuleńki, nie był to dla mła leciutki tydzień. W ponierdziałek zaczęło się od bólu młowego kulanka, takiego ćmiąco - strzykającego, średniej upierdliwości. Niestety we wtorek było jako tako tylko do południa, na pogrzeb Babci Halinki pojechałam z napiendralającym kolanem i pragnieniem zażycia kolejnej dawki ketonalu. Kolejne dni zajęło mła zorientowanie się, co tak naprawdę się z tym kulankiem dzieje. Szczęśliwie okazało się że problemem nie są kości, czy ścięgna ( no dobra, wiązadło krzyżowe cóś tam tego, ale to nie jest w moim wypadku sprawa wymagająca poważniejszej interwencji! ), tylko problem z mięśniem, taki do rozwiązania masażem i rehabem domowym. Właściwie powinnam się tego spodziewać, wszak siostrzane kulanka, zbudowane podobnie do mojego, nie tak dawno musiały być masowane i rehabilitowane. Cóż, taka nasza uroda. Mła i tak późno trafiło. Inszych trafia solidniej, vide Kocurrkowe przejścia.
Najchętniej uprawiałabym ten rehab razem z uprawianiem ogrodu, ale niestety ten numer nie przejdzie. Są czynności, które mła musi sobie na razie odpuścić. Na szczęście to nie jest tak że absolutny szlaban na uprawę zielonego i mogę cieszyć się ogrodowaniem. Razem z kotami, bo kiedy słoneczko troszki mocniej przygrzewa całe stado wylega i zażywa kąpieli słonecznych. To właśnie tym kąpielom w promieniach marcowego słoneczka, mła przypisuje wzrost formy Kasiuleńki. Nie wiem jak jej wyniki, jutro się dopiero dowiem, ale kota zwróciła się ku życiu, pochłaniając swoją porcję żarciucha. Ten zwrot nastąpił po tym kiedy mła zakupiła była za naprawdę ciężki pieniądz, maść na koci apetyt. Lek cudowny, bo działa przez samo wpatrywanie się w opakowanie. Mła ani razu jeszcze nie użyła, bo Kasiuleńka regularnie pojawia się przy misce i nawet zaczęła żądać zwiększenia porcji.
Nie wymawiam jej tego zakupu, dla mla najważniejsze że je a że lek nierozpakowany to tylko dobrze. Płukanie obecnie odbywa się dwa razy w tygodniu, spróbujemy odstawienia antybiotyku. Oczywiście świerzbowiec story trwa w całym stadzie, mła szaleje z wcierkami i kroplami usznymi, w związku z czym stado jest na mła obrażone, chodzi po somsiadach i roznosi plotki że niby mła katuje koty. Główne pleciuchy to Mrutek i Helenka, Sztaflik i Okularia zalegają na suchych rozplenicach razem z Kasiuleńką. Powinnam wyciąć stare źdźbła ale gdybym to zrobiła, to zlikwidowałabym ulubione miejsce zalegań. Walić to, grunt to kocie zadowolnienie, jak zaczną kwitnąć barwinki i floksy szydlaste kocie estetyki zaczną zalegać na nich, mła wtedy przytnie trawska.
Przywitaliśmy wiosnę nadwyrężeni po ciężkiej zimie, ale jakoś się zbieramy, mimo tych kulanek i prób zejścia ze starości. Może nie w komplecie, ale jakoś się po paskudnym początku roku odliczamy. Mła stara się by info ze świata nie powodowało u niej ataku apopleksji, oddycham ogrodem i usiłuję się krzątać wokół swoich spraw. Bardziej mła martwi przedłużające się milczenie Romi, niż to kretynizmy z wysokości politycznych mównic, które nas dociskają. Znaczy nie mównice, tylko te kretynizmy. W tym tyźniu, który nadchodzi nic nie planuję, profilaktycznie. No bo wicie rozumicie jak to jest z tymi planowaniami - "Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach." To by było na tyle, zdjęcia zdziśki i wczorki a w Muzyczniku Freddy razem z chłopakami.
Ja chyba Myszy zakupie taki lek. Bo już nie mam siły do niej...
OdpowiedzUsuńMła to kupiła w lecznicy, uszko tym się smaruje. Kasiuleńka miała w lecznicy dwa razy zapodane i jakoś załapała i teraz podjada już bez leku. Mła podjęła decyzję o zakupie, kiedy był totalny bunt jedzeniowy a wyniki nerkowe się poprawiały, za to trzustkowe nie tego i lek był podawany w lecznicy. Teraz Kasiuleńka ogląda tylko pudełko, żadnych smarowań, samo oglądanie wystarczy. ;-D
UsuńPod poprzednim wpisem napisalam komenta, a moglam tu, ech.
OdpowiedzUsuńKitki pięknie zalegają, cienierniki uwielbiam, ale nie mam, obecnie nieco grzebie w doniczkach, tu orzesadze, tam dosadze, gdzie indzej pobieram szczepki bo brzydko rosło , no i taka zabawa w ogrodowanie domowe trwa.
Kolezusiw w odwiedinach wmawia mi ze mam za dużo kwiecia, rzekomo wiecej niż ostatnio widziała. No watpię, po prostu zima niektore zestawiwm,by mialy wiecej swiatła. Niektore nie przetrwały , to zatapione innymi, moze dlatego rzucily jej sie w oczy,hmm😄😄😄
O planach nie smiem myslec,po ostatnich numerach losu.
OdpowiedzUsuńWypisałam się narzekająco pod Twoim komentem. :-D Mła też czeka grzebanie w doniczkach, głównie wycinanie zaschłych pędów z asparagusów, nawożenie itp. No i sukinkulenty, które miały ciężką zimę. Jest troszki roboty. :-/ Z planami to sama widzisz, strach się bać cóś planować. ;-D
UsuńMoje tez mialy ciezkie zimowanie, najpierw okrytw na strychu, a tam byla zimnica fest, musialam zniesc do nieogrzewanego pokoju w chalupie, wiec zmiana na cieplejszw klimaty , no ale cóż trzeba bylo rarowac przed zamarznieciem. Ide czytać.
UsuńU mnie niby była akcja ratownicza ale coś słabe te jej rezultaty. :-/
UsuńNo, prawdziwie wiosennik, cudne kwiatki! I kotki! A muzycznik! Balsamiczny po prostu!
OdpowiedzUsuńKulanko niech się szybko rozmasuje i w ogóle zdrówka i kotom, i ludziom.
Dziękuję Ninko, zdrówko dla kotów i ludzi zawsze mile widziane.
UsuńPierwszy tydzień wiosny zaczął nam się okropnie ....... wyszłam na poranny ( 5 rano ) spacer i znalazłam u wylotu naszej polnej drogi leżącego jednego z naszych rudzielców.... Żył, miauczał, doniosłam do domu, z nadzieją pojechaliśmy na całodobowe pogotowie........ Niestety......... Ufny, przytulaśny, radosny...... Ja już naprawdę jestem na to za stara..........
OdpowiedzUsuńRabarbara
Rabarbaro... Odejście Ryjka stanęło mła przed oczami... Ech... Dobrze że choć z tą próbą ratowania udało się Tobie pospieszyć i kot zaopiekowany odszedł. Wiem że to żadne pocieszenie ale napiszę - miał szczęście cieszyć się takim naturalnym życiem kota, łazikował. Takie życie ma swoje ryzyka, koty niewychodzące go nie znają, jednakże nie każdy kot nadawa się na kota niewychodzącego. Kasiuleńka to piecuch ale spróbuj utrzymać w domu Mrutka. Twój Rudzielec miał swoje bardzo kocie życie i choć niech to będzie dla Ciebie jakąś, wiem że marną, pociechą.
UsuńBardzo przytulam.
Rabarbaro, przytulam, współczuję bardzo.
UsuńRabarbaro 😘
OdpowiedzUsuńDzięki dziefczyny .... wiecie same jak to jest........ Marnie......
OdpowiedzUsuńRabarbara
Oj wiemy, aż za... :-(
UsuńJakie piękne pierwsze kwiaty ♥ Pozdrawiam ciepło! Miłego początku wiosny💛🌸
OdpowiedzUsuńAngelika
Te pierwsze kwitnienia najbardziej cieszą po zimie.
UsuńFajne nowiny nt Kasiuleńki, piękne zdjęcia no i muzycznik, wiadomo.
OdpowiedzUsuńNa jednej z moich róż (Munstead Wood) już widać małe pączki kwiatowe! A tu może zima wrócić.
Z kolanem przy okazji może sprawdź poziom witaminy d?? Też miewa wpływ na takie różne dolegliwości.
Sowa