środa, 10 lutego 2021

Lutnik czyli wpis lutowy


Sypie, mła odśnieża, nadal  sypie, mła odśnieża ponownie, jeszcze sypie, mła  mruczy  brzydkie wyrazy i łapie  za  łopatę  do odśnieżania. Świat wokół szczęśliwie sparaliżowany, mła nigdzie nie musi leźć niczego załatwiać na cito i może skoncentrować  się na odśnieżaniu. Na szczęście nie jest sama z tym odśnieżaniem, po południu sąsiad Maciek postanowił zrobić  sobie  "ścieżkę  zdrowia". Pan Dzidek należycie poinstruowany dał odpór wypisce  ze szpitala ( musiałby co  dzień pojawiać  się na SORze celem zabiegów i łopatrunków, już widzę jak razem jeździmy w te mrozy ) i został jeszcze na troszki. Ten triumf tak go na duchu podniósł że  aż musiałam  mu przypomnieć  żeby go zbytnio energia nie rozpierała bo wywalenie radosnego ozdrowieńca miałby załatwione w trymiga. Dla mła to kamień z serca bo wożenie w tę i z powrotem wiekowego  człowieka po poważnych zabiegach na opatrunki szpitalne ( w naszym POZcie pielęgniarek na lekarstwo i zawalone są robotą tak że jest problem z wciśnięciem  nowych pacjentów  do doglądania ), to nie jest to co  tygrysy lubią najbardziej. Co z tego że pacjent covid przeszedł skoro jest tak wyjałowiony antybiotykami i inszym świństwem że każde przeziębienie organizmu  jest ryzykowne. Mła zatem nadal  będzie wychodziła  z pieskami i doglądała  chałupy Pana Dzidka, łobowiązek znacznie  mniej stresujący niż  wożenie  się z nie całkiem wyzdrowiałym.




Koty i Małgoś - Sąsiadka jednakowo reagują na prawdziwie zimową aurę - pochrapują na całego. Małgoś ma  łobowiązkową drzemkę przed południem i łobowiazkową  drzemkę po południu. W nocy za to ojla, ojla, telewizur włączony a Małgoś wystawiona na medialny przekaz na temat rzeczywistości. Dobrze  że  Małgoś trening antymendialny przeszła za komuny bo by się jeszcze  jej od tych info  przedziwnie dobieranych co z główką porobiło. Koty tyż balują  nocną porą, nie ma to jak ryczeć mła nad uchem o  trzeciej w nocy że czuje się silną potrzebę wyjścia na dwór ( a potem się tyłek  trzyma w cieple a łepek wystawia na mróz i dłuuugo wpatruje się w ciemność, kiedy mła radzi  zdecydować  czy zasiada się na parapecie  wewnętrznym czy zewnętrznym rzuca się w kierunku mła spojrzenia wyrzucające  ). Mła w związku z kocim życiem towarzyskim tak sobie podsypia nocami, oczywiście najbardziej chce się jej spać właśnie wtedy kiedy musi wstać. Żadne to dla niej  pocieszenie że nie tylko ona tak ma.
 


Polityczne szalejo ale mła sobie odpuszcza teatr  bo ma inne zajęcia a poza tym polityczne  majo w programie same powtórki. Ileż  można  razy to samo  oglądać, słuchać  czy przeżywać. O ile co nowego nie pojawi się na afiszu to uprzejmie proszę wy........ć.  Jeśli chodzi o strajk  medialny mła ma tzw. mieszane uczucia. Mła uważa że dostęp  do informacji powinien być jak najszerszy i jak najbardziej pozbawiony wpływu na ich treść wywieranego przez  politycznych i nie tylko politycznych. No i przy tych  nie sensu stricto politycznych mła się zacina. Bo mendia ostatnio to są głównie wolne od zdrowego rozsądku który nakazuje dbałość o rzetelność informacji pod groźbą utraty wiarygodności. Pogoń  za klikalnością, biznesowe uwikłania dostawców informacji, dawanie dupy ( tego nie da się inaczej określić ) przez koncerny multimedialne  ćwierkające o wolności słowa w państwach zarządzanych autorytarnie, które są wielkim rynkiem zbytu,  to nie jest coś  za co mła  chciałaby wchodzić na  barykady.
 
Mła rozumie  że nasze zarzundzające z całkiem słusznego dociśnięcia koncernów mendialnych usiłujo wykombinować cóś na kształt chińskiego jedynie słusznego obiegu informacji i dupnąć  wszelkie niezależne od  nich media ale o ile mła rozumie wagę sprawy o tyle nie podoba jej  się że  o niezależności i wolności słowa wrzeszczą  ci,   którzy info cenzurują i sami stosują politykę wybiórczego dostarczania informacji.  Co do wyniku starcia mendia vs zarzund  to mła jest dziwnie spokojna. Po pierwsze zarzund jest jaki jest znaczy jak zwykle  spieprzą , a po drugie okoliczności im  nie sprzyjają bo to nie jest czas miesiąca miodowego po wyborach i następuje spora zmiana świata  wokół nas ( zarzund wyraźnie zamyka oczy na zasadzie jak czego nie widzę to ta rzecz  czy sprawa nie istnieje ), pewna epoka w naszej części świata właśnie mija a to że  zarzund sprawia wrażenie ( podkreślam to że  sprawia  wrażenie ) niezorientowanego  nie ma dla rozwoju wypadków  żadnego znaczenia.
 

 

Dziś foty mieszane, troszki  muszelków łazienkowych ( mła się dopieszcza po tych odśnieżaniach, nawet maseczkę  sobie na gębę położyła, choć tak po prawdzie to na zmarszczki jej chyba lepiej zrobiły  racuszki i faworki autorstwa Gieni, jutro  Tłusty Czwartek to mła sobie znów zaordynuje kurację przeciw zmarszczkową ), troszki śniegów ( temat monotonny jakby, byłoby lepiej  gdyby mła się przeszła gdzieś z aparatem a nie tylko ogród fociła ale czasu na przechadzki mła brak ). W muzyczniku zimowa muzyczka  mła, znaczy taka przenosząca  w insze światy ( choć ballada o wilku prawdziwie lutowa, pasząca do mrozów, śniegów i innych zimowych okoliczności przyrody ).
 



niedziela, 7 lutego 2021

Codziennik - rozlazły niedzierlnik

Mła zarzuciła usiłowanie sprzątania, szczerze pisząc to leniuchuje na całego. Mła czuła  że po prostu jej się takie leniuchowanie należy, zupełnie jak tym ubogim mynistrom, którym premie się należały za czasów Madki Premierzycy Zawsze Bolesnej i Litościwej. Mła ma mnóstwo roboty ale dlaczego mła ma robić nieustannie jak ten robot? Wystarczy że mła w ogóle cóś robi, są tacy którzy tylko markujo  wykonywanie  pracy i nic im za to. Jeszcze z pieniędzy publicznych im się płaci. No to mła tyż sobie pozwoli na chwilę  lenistwa, choć  niestety nikt jej za to nie zapłaci. Ani z publicznych ani  z prywatnych pieniądzów. Taka karma. Ciekawe co mła zrobiła że los ją tak karze? A może  mła jest ten... wyższy poziom świadomości? Taa... to miła myśl ale mła  musi uważać bo u niej strasznie łatwo o samozdowolnienie ( jakoś tak się dziwnie składa że  łatwiej jej być krytyczną  wobec innych niż  wobec własnej osoby ). Lenistwo mła nie było jałowe, mła sobie poprzeglądała różne stronki, pooglądała  co ludzie robio, poczytała  co myślo, do politycznych zajrzała  coby się pośmiać ( pucio - pucio   - " Ta panna Krysia,  panna Krysia królowała na turnusach nie od dzisiaj " ) - no mła starała się zapewnić rozrywkę umysłowi a nie tylko chrapać w wyrku z kotami.

Co prawda zaleganie  z kotami w niedzierlę taką  jak ta to punkt obowiązkowy. Ponieważ dziś  sąsiedzi Pana Dzidka wzięli na się poranny   łobowiązek pieskowy to mła zalegała  do południa a koty zalegając na niej przyjmowały  pozy. Mła musiała  całować w Wenus i inne  bóstwa i wogle. W pewnym momencie poczuła jakby covida  miała bo był problem ze złapaniem oddechu, związany z tym że  Mrutek i Okularia  zalegające na klacie postanowiły poocierać  się polikami o  jej  nozdrza. Robiły to tak intensywnie że mła zaczęła się dusić. Mła wyraźnie czuła że jeszcze moment a padnie od tego okazywania uczuć. Taa...  zapieszczona przez koty na śmierć. Pewnie zemsta za zagłaskiwanie. Na szczęście przyszło mła do łba ćwierkać resztką  sił o jedzonku, nastąpił natychmiastowy koci bieg do mich ( tylko Szpagetka nie biegła bo ona toczy z mła wojnę psychologiczną  o podawanie porannego żarła  do łóżka, jak na razie  mła przerżnęła dwie bitwy, trzy wygrała ).

Mła pozbyła się towarzycha  ładując w michy  co trza a sama bezczelnie wróciła  w bambetle coby pooglądać serial krimi. Dopiero kole południa się ociewiuchała na tyle żeby z chałupy na troszki wyjść ( co wcale nie było przyjemne bo pogoda  z tych dupiastych ).  Mła sobie obiecała wieczorną sesję  z olejkami w łazience po tym przejściu spacerkowym. Pieski tyż nie były zainteresowane bieganiem, mła widziała że bardziej niż wyjście i spotkania z psimi kolegami, interesuje je kanapa Pana Dzidka. Taki dzień, taka parszywa pogoda. Małgoś uczy się obsługiwać nowego pilota  do telewizora, rozgryza ustawienia  bo ten nowy ma więcej  przycisków. Mła nie przeszkadza bo  Małgoś wysoce  skoncentrowana  na zagadnieniu.  Mła podrepcze do  Mamiego a wieczorek  będzie łazienkowo - filmowy, takie są gryplany na resztę leniwej niedzierli. Dzisiejsze obabrazki ilustrujące  są baaardzo leniwe, przerywnik sprzątalniczy i Scarlett w pościółce. Muzycznik tyż relaksujący. Na swój sposób, mła relaksuje  się oglądając porządne kryminały więc Wam zapuszcza takich  co znają przyjaciół Pana Kairo, czyli Vangelisa i Jona.

sobota, 6 lutego 2021

Codziennik - sobotnik porządkowy

Mła uprawia kurestwo domowe. Musi bo odgruzowywanie chałupy z doskoku kończy się tym że trzeba sporo czasu  poświęcić na doprowadzenie własnego  domu do stanu  używalności. Koty  zamiast pomagać przeszkadzają ile wlezie, traktując krzątanie się madki wokół domowego ogniska jako świetną okazję do zabawy. Groźniejsza jest jednak złowróżebna cisza i tajemnicze zaniknięcia. Podczas takich chwil ciszy i zaniknięć  dokonują  się w chałupie dewastacje i  wogle rzeczy jeżące mła resztkę włosia na łbie. Na ten przykład: cisza, brak skrzeku  i niepokojąco jasny żwirek w kuwecie powodują że mła w mózgu wyświetla się obrazek Szpagetki i pokoju Cioci Dany i Azy a konkretnie to pewnego miejsca pod  komodą. Mła kontrolnie leci do pokoju coby sprawdzić czy obrazek wyświetlony w mózgu aby nie został zrealizowany w realu. Uff... spoko, Szpagetki tu nie było ale w takim razie gdzie ona jest? I nagle mła kątem oka zauważa gwiazdę - stoi w misce kaktusowej i gmera łapą w żwirku rozsypanym pomiędzy roślinami! Mła  błyskawicznie dopada michy (  szczęśliwie jeszcze nie użytej w celu kuwetowym ) i wyciąga Szpagetkę, która skrzeczy na całego i się zapiera  wbijając pazury w glebę oraz kaktusy. Mła wkurzona wynosi rozskrzeczaną gwiazdę   z pokoju i wsadza do kuwety wygłaszając przy tym przemowę, z wyrazem na k, określającym osobę  płci żeńskiej  parającą się najstarszą profesją świata,   w charakterze przerywnika. 
 
 
Mła sobie obiecała że nie będzie kląć, szczególnie przy kotach, ale  nie wytrzymuje.  Wsadzona do kuwety gwiazda wydaje  z siebie nadal  głośne skrzeki protestacyjne, które zwabiają inne koty. Oczywiście  teraz  z kuwety Szpagetki chcą korzystać wszystkie naraz, mła niestety musi użyć ścierki w celu rozgonienia stada. Szpagetka ze wzrokiem chrześcijańskiej męczennicy wydanej  lwom  na pożarcie leje w kuwetę, po czym wzrok jej się zmienia kiedy spogląda na mła. Wyraźna pretensja i złość są w tym spojrzeniu. Wykuśtykuje z kuwety na trzech łapach i kieruje się w stronę parapetu, mła nie ma złudzeń - zaraz  będzie kolejny  ryk bo chroma i mała Szpagetka potrafi sobie wywalczyć prestiżowe miejsce na nasłonecznionym parapecie. Wygryza ( dosłownie ) Mrutka, który przenosi się do Pasiaka, znaczy zalegają na moim wyrku obaj. Mła wraca do przerwanego zajęcia nasłuchując pomruków i czegóś na kształt kląskań, dźwięku  który koty z siebie wydają kiedy obserwują ptoszki podlatujące do żarełka. Dobra, koniec narzekań na kotostwo. Teraz o zdjątkach. Mła dostała od Mamelona i Sławencjusza dwa kaktusiki, oba produkują urocze kfiotki. To Gymnocalycium mihanovichii i Echinopsis subdenudata ( fota z dołu to one ).  One jeszcze nie kwitną za to Alojz mikry czyli aloes niski Aloe humilis kwitnie jak najbardziej ( co widać na załączonym obabrazku ). W muzyczniku dziś  Bebłacz w wersji na wpół instrumentalnej ( znaczy Chujlio wymrukuje  "Amor, amor, amor..." ).
 
P.S.  Kolejna w ostatnim czasie niemiła wiadomość - po Ryszardzie Kotysie ( "A ty profesor knuj!" ) odszedł Krzysztof Kowalewski, Pan Sułek znaczy. Odchodzą aktorzy których mła  pamięta od zawsze, smętnie się jej zrobiło.


piątek, 5 lutego 2021

Przedwiośnie Podziemne w Alcatrazie

Oto Alcatraz w tuż przed pierwszym lutowym weekendem. W Kurniku  Naczelna zapowiedziała wiosnę i nie ma  że  nie ma, wiosna jakby zaczęła cóś tam pokazywać. No wiecie, tak w stylu już zaraz, już za chwileczkę. Pojawiają się kolejne kwiaty przebiśniegów, zwinięte te śnieżyczki, mła tak do końca  nie jest pewna  czy to kwiaty Galanthus nivalis  czy Galanthus elwesii widzi. Mła zoczyła tyż listki cyklamenów dyskowatych  i kiełki krokusów. No i coś  jakby rozchylający się pączek  oczarowego kfiotka. Wiosna, taa... prawdziwa choć nieśmiała.  Mła podejrzewa że  wiosna zaraz zejdzie do podziemia , znaczy pod śniegi, które nam zapowiadają na weekend. Ukrywać  się będzie. I dobrze że  śniegi będą bo zaraz za nimi widać na mapach prognozowych cyferki wskazujące na niemile niskie temperatury. W  Centralno -  to - Polsce zapowiadajo spadki rzędu nastu stopni na minusie. Mła to nie cieszy ze względów opałowych przekładających  się na grubość jej porpony. No dupiasto w portfelu się robi gdy trza mocno grzać.

Mła tak szczerze pisząc ma już dość nie tylko tegorocznych zimowych mrozów ale i tej huśtawki pogodowej powodującej u niej stan "chodzenia na rzęsach". Różnice temperatur i ciśnień  z dnia na dzień powstające to jest to co mła rozwala samopoczucie.  Mła się stara pocieszkować jak tylko  może  ale tu z kolei  pojawia się brak czasu na właściwe pocieszkowanie. Za długo mła się roślinkami domowymi czy pędzonymi hiacyntami nie nacieszy, mła lata  jak mała cesna której w cudowny sposób doładowujo paliwko w powietrzu. Znaczy mła  rzadko siada na lądzie. Przed nią wcale nieciekawa perspektywa kolejnego miesiąca z doglądaniem sąsiedniej kamienicy, mła cóś gwałtownie ruły, kleje, zaprawy, płyty karton  - gips i OSB wyłażą  bokiem. I to tak wyłażą że nawet zasilikonowanie specjalistycznym sylikonem super - super wyłażenia  nie powstrzymuje. Po tygodniu zajmowania się kolejnym problemem sąsiedzkim to ... hym... mła by sama  chętnie zlazła  do podziemia i przeczekała razem  z wiosną pod  śniegiem mrozy i inne lutowe radości. A w marcu  by wstała wyspana i świeżutka jak ta nowalijka.


czwartek, 4 lutego 2021

Pochwała łazienki - wpis intymny

Dziś miły wpis, ani słowa o covidzie. Ani słowa o politycznych ( nie zasługujo ) i ani słowa o sprzątaniu ( mła przeniosła drabinę do okien, latała po  budowlanych w związku z remontem w sąsiedniej kamienicy,  półżyje w związku z tym ). Dziś będzie  wpis łazienkowy bo mła cóś ostatnio ma ciągle  sprawy hydrauliczne  na głowie i  widać  to czas aby sobie  troszki z łazienką pobyć.  Mła niestety ni ma pokoju kąpielowego jaki prawdziwa dama  mieć powinna tylko zwyczajną łazienkę  z wucetem  ale ma za to baterię cud  buteleczek  do napełniania, osobiście wyklejane  muszelkami lustro, nową  armaturę za cinżką dla niej kasę ( mła by mogła za to chałupę dla się na Sycylii wynająć ), której jeszcze nie dotyka bo dopiero będzie zamontowana ( bo mła lata w cudzych hydraulicznych sprawach a jej własna odłogiem leży ). No i co najważniejsze mła ma w  łazience kolekcję  muszelków i innych pamiątek po żyjątkach wodnych, które to muszelki i  pamiątki jej zdaniem muszo w łazience z wucetem  być ( najważniejsza  jest oczywiście muszla klozetowa, nie mylić z koncertową ).

Mła ma tyż w łazience ćwierć tajną szafkę w której chowa wszystkie swoje akcesoria upiększające. Powinno ich być duuużo  bo mła się ostały ledwie ślady po urodzie ale jakoś  ni ma. Sztucznych rzęsów mła na ten przykład ni ma a zdaje się że powinna, bo teraz cóś je często na powiekach u kobit widuje. Tipsów ni ma bo mła nie wie jak się zachować z rękoma upaznokciowanymi jak  u chińskiej cesarzowej. Ni ma tyż szminków  do ust bo kiedy mła usta umaluje to wygląda,  jak to kiedyś w chwili szczerości osobnik z jej  własnej  rodziny określił,  jak "prawdziwa kurew". Taa... wydatnych usteczek z dzióbkiem ( zwanym karpiem ) nie da się uszminkować na "naturalne". Ma za to cienie do powiek, które nie tyle po sobie rozprowadza  co ogląda w pudełku, awaryjny ( znaczy na wszelki wypadek ) ołówek do oka i tusz, który raz na jakiś czas wymienia ( nieużywany na nieużywany ). U mła malowideł niedużo ale za to glinków do pielęgnacji skóry, mydełków, olejków  i olejów to  multum, zatrzęsienie. Mła jakoś  tak w dopieszczanie idzie  a nie w dobarwianie, sybarytyzm z niej  wyłazi po całości.

No bo wicie rozumicie, mła jest z  tych waniennych. Mła dawno temu zauważyła że użytkownicy łazienek dzielą  się na prysznicowych i  waniennych ( mła nie ma na myśli takich którzy muszą z kabin korzystać bo są niesprawni czy cóś,  mła ma na myśli dobrowolny czyli prawdziwy wybór ). Prysznicowi są prozdrowotni, proczyści i wogle a wanienni to sobie lubią po prostu w wodzie zalegać. No więc  mła i jej wanna  to przyjaciółki. A jak  przyjaciółka to wanna musi  być dobrze traktowana. Mła co i raz wlewa jakieś pachnące olejki do wanny, mydełkami  naturalnymi   ją  i siebie raczy. Ba, mła się posunęła  do tego że sama zrobi  mydełko dla wanny i dla się. Afrykańskie! Znaczy kiedy tylko dzień wolny,   naprawdę  wolny,   sobie wykroi. Jak mła  się już należycie  wraz z wanną dopieści to jej się jakoś  tak lepiej na duszy robi, hym... pewnie  wanna mła moc wanienną przekazuje. 

Łazienka  czyli pomieszczenie intymne jak  żadne inne,  robi u mła za wyciszacz zimowy. Przeca w  deszczowy  czy śnieżny  zimowy  wieczór  mła się nie  będzie terapeutyzować w ogrodzie a poczebę balsamu dla ciała  i duszy odczuwa.  Mła lubi oglądactwo w necie  ale  czasem po prostu chce  być sama ze sobą, uciec  na jakiś czas od cudzych myśli. W sezonie ogrodowym to myk i mła robotkuje  sobie w ogrodzie, zimą jest myk i mła snuje gryplany w  wannie oglądając swoje  łazienkowe zabawki, albo w niej leżąc podczytuje książki. Niestety są tacy którzy mła przeszkadzają w korzystaniu z uroków łazienki - Mrutek usiłuje małyszować  z umywalki na szafkę, Szpagetka bezczelnie pcha się  do wanny, Okularia i Sztaflik leją  się o miejsca na szafce i kibelku, a Pasiak ryczy na progu ( bo Pasiak tylko raz wszedł  do łazienki i spotkało to się z niezadowoleniem Szpagetki, które Pasiak  dobrze zapamiętał  ).

Kocim zdaniem to mła - powinna wyleźć z wanny na żądanie i szybciorem, nawet cielska  nie wycierając,  udać się  z maseczką z soku klona kanadyjskiego na ryjcu do pokoju na wyro,  gdzie będzie należycie zabawiać Ciężko  Niedopieszczone. Koty wyraźnie o wannę są zazdrosne. Nie lubią jak mła zajmuje  się sobą, absolutnie nie tolerują nakładania przez mła masek  z glinki na ryjca i sprzeciwiają  się szlifowaniu  przez mła jej własnych pazurów. Na szczęście łazienka posiada drzwi i mła  może  się odciąć od towarzystwa. Co prawda wysłuchuje ryków, z niepokojem patrzy czy drzwi wytrzymają tzw. rzuty ciałem, ze zgrozą obserwuje poruszającą  się klamkę ale jak  do tej pory kotom nie udało się sforsować drzwi do samotni mła. Mła może nadal w jakim takim spokoju czytać książki ( ostatnio Andrzeja  Fiedoruka opowieść o kuchni  białoruskiej z serii "Kresowy Tygiel Kulinarny" ) zanurzona w wodę pachnącą bergamotką i wanilią.


Dzisiejsze  foty łaziebne to fragment zbiorów mła z czasów kiedy jeszcze nie była  ekologicznie świadoma. No i  buteleczki z pachnącą  zawartością, którą  to zawartością mła się dopieszcza. W muzyczniku tajemniczo i troszki  niepokojąco Laurie Andreson.

wtorek, 2 lutego 2021

Covid, covidek, covidusiek

 
Mła sobie poczytała na mainstreamowym portalu info news, którego  Wam zmęczonym  covidem ( więc pewnie  nie czytającym już różnych wiadomości na chorobowy  temat  ) fragmenty przytacza -  "Z analizy ( Ministerstwa  Zdrowia - mój wtręt, coby wyjaśnić że to  oficjałka ) wynika, że najczęstszą chorobą towarzyszącą u pacjentów zmarłych z powodu COVID-19, były choroby nowotworowe. Raka miało aż 25,6 proc. zmarłych pacjentów. Równie często występował udar ( 24,3 proc .) oraz przewlekła obturacyjna choroba płuc ( 22,5 proc.). Cukrzyca występowała u 13,5 proc. pacjentów zmarłych z powodu COVID-19. Przy czym 5,6 proc. osób z tej grupy była w wieku młodszym, niż 60 lat. Wyraźnie więc to wskazuje, że cukrzyca oraz inne choroby metaboliczne mogą być silnym czynnikiem ryzyka nawet u osób w wieku średnim i młodym.". No ale  żeby wydźwięk  złagodzić  dalej stoi jak byk - "Tymczasem lekarze biją na alarm, wskazując, że rzeczywista liczba zgonów jest znacznie większa.". Oczywiście  przytacza się zdanie akurat tego lekarza który twierdzi że za zgonami kryje się w  większości nieujawniony covid. Taa... mła  by chciała wiedzieć  jeszcze ile z owych  chorób nowotworowych towarzyszących  było w  fazie rozsianej, zgon na nowotwór z covidem w roli infekcji towarzyszącej  a nie na odwrót powinien być  w takim wypadku  wpisany. Tylko mogłoby się zdarzyć że o koło 1/4 byłych pacjentów covidowych zeszłaby ze statystyki. Z udarem jeszcze  ciekawiej, wystarczy prześledzić statystyki śmiertelności z jego powodu przed covidem, w  Polsce niemal połowa udarowców którym się nie udało schodzi z przyczyn pozamózgowych ( krążenie i niewydolność oddechowa ).

Teraz  za wszystkim rzecz jasna  stoi covid, nawet u tych którym wymazów  nie pobrano, jak sugeruje medyczny przytaczany przez portal. Jakby jeszcze  od tych statystyk odjąć powikłania w leczeniu  cukrzycy, chorób  autoimunologicznych a przede wszystkim POChP to co by nam  zostało? Czy nowa choroba turbodoładowuje  nasze słabości  czy raczej brak właściwej opieki medycznej, totalny chaos wśród polityków miotających się coby słupki w sondażach nie pospadali i brnących w coś  z czego wyjścia nie widać,  nie powoduje że schorowane,  żyjące w zatrutym środowisku społeczeństwo nie jest w stanie zwalczyć troszki silniejszej niż za zwykle grypopodobnej infekcji?  Statystykami się nadrabia i usprawiedliwia kretynizm zarzundów.  Jak się dłużej oszukiwać nie da  to się utajnia statystyki z czym mieliśmy do czynienia u nas   jesienią, kiedy młody chłopaczek podliczył co trzeba i wyszło nie po rządowemu. Mła wie  że przynudza  z tym covidem ale zamknięcie ludzi w domach i pozbawienie  ich części praw obywatelskich dlatego że politycy nie wykonywali tego  co właściwie wykonywać powinni ( stworzenie systemu opieki zdrowotnej ) to nie jest sprawa nad którą przechodzi się do porządku dziennego i mówi się "Ach, nic  się nie stało !".

Dzisiejsze obabrazki ilustrujące są tylko pozornie  nie na temat. Opowiastki rysunkowe o modach i niebezpieczeństwach z nich wynikających a także pierwsza ilustracja dotycząca fałszowania realu bardzo mła się wydawała adekwatna  do treści wpisu. W muzyczniku Ewa  Dałkowska w pieśni patriotycznej w stylu Festiwalu Piosenki  Żołnierskiej w Kołobrzegu o również paszącym mła tytule "Wał".  Piosnka wykpiwa propagandowe zaśpiewki a to  dziś  na czasie.

poniedziałek, 1 lutego 2021

Luty vel sieczeń vel strąpacz

No i mamy drugi miesiąc roku. Zastanawialiście się  kiedyś nad tym że nasze miesiące mają  insze nazwy niż w zachodniej części kontynentu, gdzie w nazwach  miesięcy łatwo znaleźć łacińskie  źródełko. U nas po słowiańsku, oryginalnie większość  miesięcy nazywamy.  Taka  w nas słowiańszczyzna niedobita. Zresztą  nie tylko w nas bo podobnie jest u innych Słowian, z wyjątkiem Rosji gdzie nazwy miesięcy zapożyczone  z łaciny zostały upowszechnione  dzięki cerkiewnej grece ( wiem że to zdziwne ale tak właśnie było ). Podział roku na dwanaście miesięcy upowszechnił się w Polsce wraz z przyjęciem chrześcijaństwa, ale  nazwy łacińskie miesięcy nie przyjęły się na polskim gruncie. Na początku  XVI wieku pojawiły się nazwy polskie, powstałe z przeobrażenia starosłowiańskich słów.  Podejrzewa  się  że wyraz luty pochodzi od praindoeuropejskiej formy leṷ-to-, będącej imiesłowem biernym oznaczającym coś odciętego albo posiadającego ostrą krawędź.  Znaczy czegoś ostrego i groźnego. Stąd późniejsze słowiańskie przeróbki  i wreszcie polski luty czyli  ostry, groźny, srogi. Nijak  się  to ma do  poczciwego łacińskiego Februarius, utworzonego od czasownika februare określającego czynność czyszczenia. W kalendarzu rzymskim luty był ostatnim miesiącem przeznaczonym na obrzędy oczyszczające. U nas co najwyżej zamawiano ciepło, coby prędzej nadeszło. Pierwotna słowiańska  obrzędowość przetrwała  pod   pokrywką katolicyzmu, wszak luty bywał nazywany gromnicznikiem  od obchodzonego  2 lutego święta Matki Boskiej Gromnicznej ( taa... Gromnica Perunica ). 

Zgodnie z obyczajem   chrześcijańskim nazywano też luty mięsopustnikiem, to od słowa mięsopust będącego końcem karnawału ( trzy ostatnie dni karnawału określane były w staropolszczyźnie mianem mięsopustu ) i zapowiadającego Wielki Post. Jednakże najpopularniejsze były określenia takie jak luty, sieczeń  czy strąpacz, wszystkie odnoszące  się do ostrej aury i wszystkie utworzone  od przymiotników. Luty nie zawsze był groźny, mamy i takie przysłowie czyli mundrość ludową "Czasem luty się zlituje, że człek niby wiosnę czuje; ale czasem tak się zżyma, że człek prawie nie wytrzyma". W  tym  roku zdaje  się nas  czeka wersja prawdziwie lutego lutego. Mła czyta prognozy i jej się zimno robi i koszty paliwka liczy. Oj, nie ma lekko!Kotom oczywiście wsio ryba  bo dla nich luty  to Miami ( dzielnica Caloriferos ) no i Święto Kota podczas którego odchodzi łasowanie  na całego,że tak sobie rymnę.

Dzisiejsze fotki są sukinkulentowe ( fascynacja widoczna  nawet na pierwszej foci )a w  muzyczniku cóś na rozgrzewkę ( w mieście Odzi rano było  koło  czternastu na minusie - nawet pieski nie chcieli za bardzo  wychodzić a kotowie udawali że śpio ).