czwartek, 26 sierpnia 2021
Wrzutek bo czasu mało
sobota, 21 sierpnia 2021
Codziennik - na rzęsach
Mła przylezie z zalatania, cóś tam poczyta w necie żeby wiedzieć na jakim świecie żyje, a potem wnerwia się bo słabo się wywie i żeby mieć jaki ogląd sytuacji musi poszperać. Musi bo inaczej się nie da. Kity wciskajo straszliwe i mła się czuje jak sługa Black Addera o imieniu Baldrick, któren czasem nie wiedział ani kim jest ani jak się nazywa. Przykładzik: doniesienia z Hameryki. "Dzieci w wieku poniżej 12 lat nie kwalifikują się jeszcze do szczepień, a to właśnie wśród nich notuje się najwięcej hospitalizacji z powodu zakażenia koronawirusem." Portal Gazeta PL i autor ukrywający się pod inicjałami mb zaprodukował 20 sierpnia. A to wiadomość Reutersa dotycząca hospitalizacji w USA z 16 sierpnia - "Dzieci stanowią obecnie około 2,4% krajowych hospitalizacji związanych z COVID-19." W ciągu czterech dni nastąpiła w Stanach hekatomba dzieci, niezauważona przez przez rządowych statystyków i renomowane agencje prasowe. Taa... tego nie da się nazwać tylko manipulacją. Ech, mła wie że internetowi detektywi to często gęsto spragnieni adrenaliny zasiadacze foteli przed kompem. No ale tu przeca nie trza być detektywem, wystarczy być zalatanym mrówkiem który na szybko chce oblookać jako takie wiarygodne info od takich którzy ściągają je ze statystyk rzundowych. Właściwie zero wysiłku, kliknąć wystarczy. Ciekawe w ilu jeszcze sprawach "wolne media" w Polsce sprzedajo nam zwyczajne kłamstwa? To jest taki poziom żenady że mła nie czyta już właściwie na naszych portalach info doniesień z zagranicy przesianych przez przez nie wiadomo kogo ( no bo ten któś to ma poziom blogera amatora i to jeszcze takiego który ma problemy z obsługą translatora, znaczy jeszcze gorzej niż u mła ). Skoro propaganda zastępuje nam info zagramaniczne to nie mam złudzeń że jesteśmy jakoś rzetelnie informowani o sprawach krajowych. Na razie o nas walczą zarzundowi i "wolni" coby nam swój kawałek propagandy wcisnąć, tak to wygląda z perspektywy mła. Taa... Ciekawe kiedy mendialni zauważą zmniejszenie się puli odbiorców ich info i rozmycie głównego ścieku, zwanego dawniej nurtem?
O Afganistanie nie doczytałam, więc się nie wypiszę, bo kraj ten daleki i mocno dla mła egzotyczny ( mimo związków etnicznych ). Nie wiem nic pewnego, to nie jest sytuacja taka jak ta sprzed paru lat w Syrii, trza by się wgryźć a tu takie inne info oczy przyciągające bardziej bezpośrednio mła dotyczące, bo przekładające się na jej real. Co dzieje się koronawirusowo tak naprawdę? - CDC wylicza kraje, do których podróże są zakwalifikowane jako "bardzo duże ryzyko zarażenia się koronawirusem Covid-19": Malta (77,51% zaszczepionych ), Zjednoczone Emiraty Arabskie (72,37%), Seszele (70,22%), Urugway (65,64%, Bahrain (64,72%), Mongolia (61,85%), Hiszpania (59,55%), Portugalia (58,69%), Wielka Brytania (58,16%), Irlandia (57,33%), Malediwy (52,44%)… Taa...Izraelskie Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że skuteczność produktu firmy Pfizer "spadła do bezwartościowego 39%" ( ze względu na Tatusia i Małgoś mam nadzieję że jednak jest choć odrobinę wyższa i wcale nie taka bezwartościowa, bo te 39% to tak blisko granicy skuteczności szczepionki na grypę, która jest uznawana za słabo skuteczną ). Nawiasem pisząc mła będzie namawiała Tatusia żeby się zaszczepił dla swej spokojności tradycyjną czepionką na grypę, skuteczność co prawda taka sobie ale Tatuś jakoś tam na część złego będzie zabezpieczony. Na pewno to bezpieczniejsze niż walenie preparatu który daje taką skalę powikłań. Wracając do naszych baranów to pomimo niezbitych dowodów że szczepieni zakażają się tak samo, a nawet częściej niż nieszczepieni i tego że nie ma żadnych potwierdzonych dowodów naukowych, że zaszczepieni chorują lżej ( z najnowszych raportów brytyjskich wynika, że u nich trzy czwarte zgonów dotyczy osób zaszczepionych ) kraje prowadzą namolnie akcje szczepionkową i wprowadzają z różnym powodzeniem ( najczęściej kiepskim ) segregację sanitarną a niektóre w ramach nagrody wprowadzają lockdowny ( Australia, Nowa Zelandia, Wietnam ).Niemieckie Federalne Stowarzyszenie Patologów musiało stanąć w obronie doktora Schirmachera, wspierając pilną potrzebę przeprowadzenia większej liczby sekcji zwłok zaszczepionych osób, bowiem zarzund niemiecki cóś się wyników badań tego doktora przestraszył i usiłował zwalczać medycynę polityką. Hym... facet napisał tylko o możliwości niedoszacowania ilości zgonów poszczepiennych i stwierdził konieczność rozwoju badań bo z krojenia mu wyszły pewne rzeczy. Zaczyna się poważna dyskusja wśród naukowców na temat roli białka spike, miejscami ostra. Mła się przy okazji dowiedziała i sprawdziła, więc może to z czystym sumieniem napisać - covid 19, jest w ciężkim przebiegu chorobą naczyń krwionośnych w płucach. Po rozbiórce na czynniki pierwsze wylazło że to największy problem jest z naczyniami ( mła nie była świadoma jak w ogóle wyglądają procesy zapalne w płucach, no bo skąd, zadowalała się zwykłym zaglutaniem i tym podobnym paskudztwem ). Teraz już mła rozumie o co one naukowce się tak żrą ( w przybliżeniu, niezbyt mocnym ). Białko spike i otoczki lipidowe, znajdują się w komórkach wyściełających naczynia krwionośne i powodują tam stan zapalny, znaczy wychodzi na to że robi się autoagresja ( Baghdi o tym swego czasu mówił ale on wiadomo antysemita i w ogóle samo zło, mimo tych wszystkich nagród naukowych ).Z tego co mła pamięta to miało być tak że dopiero bodziec w postaci wirusa miał odpowiedź organizmu wyzwalać. No a teraz naukowcowe pióra lecą bo nie wiadomo czy ten wirus tu do czegoś potrzebny. Ponoć odbyło się jakoweś spotkanie WHO i brzydko mówiono na nim o skuteczności czepionek, ale akurat tym mła się za bardzo nie interesowała bo podczas tej pandemii to WHO orientuje się jako ostatni, znaczy później niż nawet mła przyznają "że cóś jest na rzeczy". W Stanach rozgrywa się teraz batalia o maseczkowanie ( w niektórych stanach jest zakaz noszenia maseczek, o czym oczywiście nikt u nas nie informuje ) w szkołach, bo to że szczepionki są do dupy jest już tam tajemnicą poliszynela. Mendia ichnie informujo mało radośnie, jakby tłumacząc że to nie czepionka zła tylko zaczepionkowani chorzy cóś leciwi i obciążeni - w jednym ze stanów : "Additionally, it said 95% of the 43 vaccinated people who died were 60 or older, and that a majority of them were white and a majority were men. The agency said nearly 75% of the 43 vaccinated people who died were fighting a serious underlying condition, such as diabetes, heart disease, high blood pressure, cancer or chronic lung disease." A nie tak dawno jak z takim chorobami w tym wieku umierali to covid był winien.
No dobra, tak toczy się światek - rządy ograniczają wolność, mendia kłamią, znaczy nic się nie zmieniło od czasu młodości mła i to może działać uspokajająco na osoby w pewnym wieku, he, he, he. Z domowych sprawek to mła pisze długi ( inaczej się nie da ) wpis dotyczący łańcuckiego zamku. Z doskoku pisze, więc ciężko jej to pisanie idzie. Temat wart przysiedzenia ale 400 lat nie jest łatwo ogarnąć a zamek miał ciekawych właścicieli. No i niektóre wnętrza naprawdę urodziwe, a tu jeszcze i ogrody i stajenki. Dużo tego. W ramach rozrywki mła obejrzała w tym tyźniu jeden film - "Pig" z Nicolasem Cage'm w roli głównej. Po nocy obejrzała bo i tak koty jej spać nie dały. Młą przyjemnie zaskoczona bo film o mniłości a Nicolas o dziwo gra bardzo porządnie ( cóś mu sie porobiło, to kolejny film po "Mandy", w którym Nicolas pokazuje że on jest naprawdę profi ). Koty niedobre na całego, Szpagetka przechodzi samą siebie. Posunęła się do tego że kiedy mła przygotowała kolejne śmieciory do wywiezienia i na Podwórku się działo, to zamiast schowania się na czas zamieszania było rozwalanie się przed śmieciarzami, prezentowanie kikutka, wzbudzanie współczucia, próba wlezienia do kontenerka. Kiedy tylko reszta kotów zobaczyła te występy to tyż zapragnęła podziwu śmieciarzy i trza się było przed całą piątką oganiać. Szczytem było kiedy Mrutek z Pasiakiem postanowili opanować samochód, mła biegała jak kretynka i przeganiała koty w kierunku domu. W końcu skusiła je miąchem i zamknęła w chałupie na cztery spusty.
Wypuściłam żywinę dopiero wówczas kiedy sytuację podwórkową ogarnęłam. W moim kierunku wymiauczano pretensje o uwięzienie i zażądano zwiększenia ilości sparzonego miącha na łeb. Mła dała odpór żądaniom i udała się do tzw. załatwiania spraw, więc kocyndry nie miały się przed kim za dnia produkować i żalów wymiaukiwać. Poczekały aż mła pierwszy sen nocny zmorzył i dopiero wtedy dały mła popalić. O trzeciej nad ranem mła zrobiła oklep czterech tyłków i jednego kikutka, zagroziła zamknięciem okien i zostawieniem kotów na zewnątrz i wreszcie zasnęła na całe cztery godziny! Za dnia chodziła w związku z tym na rzęsach. I to był dzień jak co dzień bo mła ostatnio cóś mało posypia. Dziś z rana Pasiak usiłował na mła wywrzeć presję i o dziwo ta nie dotyczyła natychmiastowego zapodania miącha ale natychmiastowego drapania za uszami i ciamkania. Dlaczego Pasiak nie żądał miącha się wyjaśniło niebawem - dziurwa w torebce do rarytetnego suchego wygryziona! Mła głupio nie przełożyła do blaszanki. Pasiak nażarł się tak że podczas karesów mu się wzięło i zdarzyło powietrze z czego innego wypuścić niż z płucek i mła pomyślała że tak musiało być podczas ataku gazowego w okopach ( tylko zamiast iperytu mła miała do czynienia z siarkowodorem ) a Pasiak z tego smrodu i stresu nim spowodowanego wytworzył osobowość alternatywną i kazał się nazywać Pantaleonem. Powtórki szczęśliwie z wypuszczenia nie było ale Pasiak na diecie. Zeżreć 400 gram suchej karmy to jest wyczyn. Co będzie dalej to z kocią niesubordynacją to strach się bać, tym bardziej że kotom cóś się znudziło bawienie się w ogrodzie i poranki coraz częściej chętnie spędzają w domu. Czyżby zbliżała się już jesień? Mła się martwi Mefisiem u Kocurro bo Mefisiu ma swoje latka i delikatny jest. Jednakże są pozytywne symptomy, Mefi usiłuje lać młodszych a to dobra wróżba. U Piesy w Swetrze słodka rodzinka oczekuje na właściwych opiekunów, wymagane tzw. dobre serce, podatność na wymiaukiwane życzenia, skłonność do okazywania podziwu. Poza tym koty są bardzo tolerancyjne. Rodzina wyjątkowo urodna i podobno z tych nienarzucających się, znaczy wyglądajo i zachowujo się jak artstokraty. Hołdy i propozycje przyjmują pod tym adresem . Rozważane będą tylko poważne propozycje ale pocieszam wszystkich chętnych do ukocenia się - nie musicie mieć posagu! Możecie starać się o łapę wyposażeni w ciepłe uczucia i kawałek kąta dla siebie i resztę mieszkanka dla kota. Jak się postaracie to będzie Wam mruczane! U Dżizaasa Baltazarek przechodzi sam siebie, znaczy jacusiuje. Niestety Tytus i Dżefik uczą się błyskawicznie tak świetnych zabaw jak skakanie na sprzęt elektroniczny z wysokiej starej szafy. Dżizaas twierdzi że niedługo zrobi się siwa od tych kocich pomysłów, ale teraz będzie miała odpoczynek - urlopik za gruszkowe. Taki wyjazdowy więc mła podogląda siostrzeńców i Dorotę ( troszki lepiej u jej męża ).Przedurlopowo Dżizaas odwiedziła Tatusia i siostrzeńców ( siostra ze szwagrem wyjechani, dziadek i wnuczęta prowadzą wojnę podjazdową ). Radośnie sprzedała mła info o narzekaniach Tatusia na poziom czytelnictwa młodszego ( "Tylko sześć książek w wakacje przeczytał!" - ciekawe co by Tatuś powiedział o Dżizaasie i mła, he, he, he ) i szybkie dorastanie starszego ( "Jaki on się byk robi a jak pieje!" ) oraz o narzekaniach wnucząt na dziadka ( "Dziadek jest wsteczny!" ). Taa... jakie to znajome. Dzisiejszy wpis ilustrują fotki z porządków sukinkulentowych a w muzyczniku odprężająco i swojsko, mła kocha taki klimat.
wtorek, 17 sierpnia 2021
Codziennik - upierdliwości codzienności czyli jak misja urzędnicza przekłada się na real
Oj, się dzieje nadal, seria wypadków bliskich znajomków i to poważnych wypadków, takich z bytnością na OIOMie. Jeden z paskudnej serii "BMW to stan umysłu". Macki opadajo ale mła nie jest cóś przekonana że najnowsza zmiana taryfikatora mandatów poprawi bezpieczeństwo na drogach. Raczej poprawi stan kieszeni niektórych policjantów z drogówki. Ech... Mła lata po mieście i toczy lokatorskie boje o śmieci, jak większość administrujących nieruchomościami. Ze sprawą wywozu odpadów od czasu pamiętnej ustawy z 2013 roku jest coraz ciekawiej. Jak tak dalej pójdzie to w końcu ludziska się zbuntują bo z jednej strony w stosunku do nich nieustające nowe wymagania a z drugiej rozkwit dziwny branży śmieciarskiej sprowadzającej tony odpadów z zagramanicy. Lasy nadal zaśmiecane ! Ludzie narzekają że z powodu wymogów segregacji i niejasnego systemu ściągania opłat trzeba się nieustannie dokształcać i łapać za kieszeń. Jednocześnie nasze zarzundowe, mimo licznych podpowiedzi, jak do tej pory jakoś nie wpadły na pomysł że producenci słabo degradowanych odpadów powinni ponosić większość kosztów z powodu tej słabej biodegradowalności. To cóś więcej niż polityka walczenia z foliówkami. Wiadomo że producenci będą usiłowali przenieść koszt obciążeń opłatami za wytwarzanie słabo degradowanych towarów na klienta ale są pewne granice po przekroczeniu których firma po prostu straci na wartości bo brak popytu na jej towar jeszcze żadnej firmie nie posłużył i żadna zmowa cenowa z brakiem popytu nie ma szans. Dyrektywy unijne są tylko rzundzącym brak tzw. woli politycznej. Ważniejsze ssanie państwowego cyca i udawanie że się rządzi w innym niż tylko to zasysanie celu. Mła przewiduje że o ile szybko nie zbudują w jej mieście Odzi spalarni to za lat dwa, trzy, po kolejnych wersjach ustawy śmieciowej nakazującej drzeć papierki na kawałki nie większe niż confetti, ludzie dojdą powszechnie do wniosku że mają na to wylane, bo nikt im nie płaci za przygotowanie odpadów a jeszcze od nich żąda się coraz więcej pieniędzy za wywóz śmieci i zrobią Neapol. Akcja pod tytułem worki z kodami kreskowymi, o której się przebąkuje, to z kolei kroczek w stronę inwigilacji ( przeglądania odpadów konkretnej osoby jest delikatnie pisząc ingerencją w jej prywatność, różne rzeczy w nich się znajdują, w wielu demokracjach po prostu tego nie wolno robić ).
Z problemów lokalnych, które są podobne do problemów inszych miejskich lokalsów, to obecnie mamy manię sadzenia drzew. Jak wiecie mła jest raczej ciężko podpiąć pod przeciwnika zadrzewiania ale wszystko trzeba robić z głową. W mieście Odzi po latach masowej wycinki dotarło do urzędniczych móżdżków że ludzie to tak cóś niechętni życiu w betonowej pustyni. No to teraz urzędniki będą sadzić zielone, wszędzie gdzie się tylko da. A jak się nie da to też będą nasadzać, nie bacząc na koszty bo takie te urzędniki dzielne są i chcą naszego dobra. Jesteśmy obecnie po fali platanowej, platan synonimem miejskiej zieleni w umysłach tworzących plany nasadzeń dla ulic i placów. W tych mniej reprezentacyjnych fragmentach miasta to się trafiają drzewa rodzime ale śródmieściem rzundzą platany! No i te pomysły z tyłka rodem na zadrzewianie placów w ramach walki z betonozą. Jakby to ładnie rzecz ująć - nie należy mylić placu z parkiem miejskim. Zdaniem mła lepiej nie sprzedawać wszystkich gruntów w śródmieściu deweloperom tylko robić parki niż zadrzewiać place. Plac ma po prostu inną funkcję urbanistyczną ale zdawa mła się że ta wiedza przerasta zdolność urzędniczego pojmowania świata. W mieście Odzi szczęśliwie zmieniono plan zagospodarowania dla paru miejsc i pojawią się nowe parki zamiast deweloperki, niestety w ramach walki o nowy, lepszy rynek w Kutnie miejscy urzędnicy co i raz wizualizują jak nam w mieście Odzi zrobią z placów parki. Mła doszła do wniosku i to niepokojącego że urzędnik to stan umysłu, tak jak w przypadku BMW. Mła będzie musiała czym prędzej poważnie porozmawiać z Dżizaasem, która tyż urzędniczy. Wiem, wiem, nie każdy urzędnik ma klapkizm na oczach, sama znam mnóstwo naprawdę fajnych a urzędniczących ludzi. Ja się tylko zastanawiam jakim to cudem za kretyńskie decyzję zawsze odpowiada ten którego wybrali na najbardziej prominentne stanowisko w dziale. Jaka selekcja negatywna czy cóś? Dżizaas powinna starannie rozważyć czy ścieżka awansu jest tą właściwą, he, he, he.
Teraz o szczepieniu szczepionką której nie ma na liście szczepionek bo być z przyczyn oczywistych nie może. Entuzjazm w narodzie bardzo wyraźnie względem szczepień na covid osłabł, nie tylko w naszym zresztą. W Izraelu ze wskaźnikiem zaszczepionych takim jaki mało które państwo może zadeklarować narasta wkarwienie. Zarzund Izraela kategorycznie się obabraził na kretyński zarzund Polski i chyba zbombarduje Iran coby tylko czymś ludzi zająć i jakoś tak po cichu spróbować wcisnąć tę trzecią dawkę białka kolca, której przyjęcia ludzie po prostu odmawiają. No i upchnąć dyskretnie gdzieś te preparaty zanim nikt ich już nie będzie chciał. Ludziom w Izraelu nie ma się co dziwić, 68% nowych zachorowań to ludzie zaszczepieni i nie jest prawdą że przechodzą zakażenie jakoś szczególnie łagodniej niż niezaszczepieni. Większy wpływ ma ostry przebieg choroby ma ogólny stan zdrowia a nie szczepienie czy jego brak. Wypłynęła notatka amerykańskiej CDC w której mało radośnie zauważono że ilość wirusa pobranego z nosogardzieli zaszczepionych i niezaszczepionych zakażonych jest taka sama i narracja paszportowa cóś nam okulała ( niech Makaron wytłumaczy Francuzom dlaczego jedni mogą a inni nie skoro emisja w aerozolu jest taka sama bez względu na to czy oni zaszczepieni czy nie a sposób przechodzenia choroby, jak wszystko na to wskazuje, nie ma nic wspólnego z wprowadzeniem do ciała preparatu ). W Kanadzie po pierwszym solidnym procesie w sprawie ograniczeń, w Albercie musieli znieść ograniczenia bo ciężko było udowodnić istnienie samego wirusa, znaczy bez modelowania i takich tam różnych biotechnologicznych zabaw.
Mła jest słaba w mowach obcych a translator nie wszystko tłumaczy należycie więc się nie wypowiada bo nie wie tak do końca o co naprawdę w tym uzasadnieniu chodziło. No ale wie że władze prowincji odstąpiły od skarżenia wyroku. Taa... Faucigate nadal ma potencjał, szczególnie po odkryciu maili Zukerberga jak to Szajsbook będzie wspomagał narracje pana Fauciego. No pomaga na całego cenzurując ile wlezie. Żeby było śmieszniej jest dokładnie tak jak Wróżka Edna przewidziała - cicho sza, cicho sza, Hamerykanie umoczeni są w chińskich badaniach nad nietoperkowymi wirusami aż niemiło. Pan Fauci zresztą nadzorował osobiście te badania do spółki z koncernami ukrytymi za fundacjami dobroczynnymi, w pewnym czasie nawet wbrew prawu. Powinien pójść siedzieć a nie być doradcą prezydenta USA. Musi mieć potężne poparcie donatorów zarówno partii demokratycznej jak i republikańskiej. Trza to wyraźnie powiedzieć, choć mła czyni to z bólem serca, Pomarańczowy Kretyn miał rację co do lekarza naczelnego Stanów. Niestety jak to u Kretyna, nie zdymisjonował choć w przypadku innych przychodziło mu to z łatwością, mimo łamania konwenansów a czasem i prawa. U nas w kraju nagonka szczepionkowa trwa ale chyba niedługo padnie, upchnęliśmy milion dawek preparatu Pfizera w Australii a zarzund szykuje się do następnego odpierania kłopotów - kraje UE zakazują podawania szczepionki dzieciom z tego powodu że ryzyko znacznie przekracza korzyści z zaszczepienia a tymczasem nasz zarzund pono podpisał umowę na testowanie preparatu na malutkich dzieciach. Gdyby to okazało się prawdą to nasz Król Szczepionek powinien pomyśleć o jakiej pracy na mniej eksponowanym stanowisku i najlepiej to zagramanicą. Cieć w Togo, na ten przykład.Dzisiejsze fotki to próby czynienia przez mła porządków domowych, znaczy comiesięczny przegląd kaktusów i innych sukinkulentów. Na pierwszej kociej fotce Sztaflik, na pozostałych Mrutek. Szpagetka za fotki kikutka zażądała dodatkowej porcji wołowiny i skończyły się negocjacje bo przeca kota by się mogła rozpęknąć. Z bukietu asterków od Pana Dzidka otrzymanych ostały się trzy, mła się nie mogła nimi nacieszyć w zeszłym tyźniu to choć teraz resztkami się cieszy. Znów mam sprawki i nie wiem kiedy wrócę bo wykonawcę muszę łapać, tak że nie gniewajcie się że na komenty odpowiem albo bardzo późno albo jutro. W muzyczniku odpowiednia muzyczka cobyście mła wybaczyli.
sobota, 14 sierpnia 2021
Heheszki polskie - "Teraz k.... my!"
"Jak ja was ku... nienawidzę I jak ja wami ku... gardzę Jak ja się za was ku... wstydzę Gdy za granicę czasem zajrzę Jak ja się wami ku... brzydzę Jak ja was dobrze ku... znam Jak ja się bardzo ludziom dziwię Którzy wybrali taki chłam To wszystko, czego się dotkniecie Od razu obracacie w pył Szarańcza przy was to jest bajka Bo cały kraj już zgnił Rozpasłe mordy, krzywe ryje Kurestwo wszędzie tam gdzie wy Jak ja was ku... nienawidzę Jak do was bym z kałacha bił A nawet jak wam plunąć w twarz To wy mówicie, że deszcz pada Je.... wasza partia mać Co mi ojczyznę okrada Nadejdzie kiedyś taki czas Za wszystko ku... zapłacicie W helikoptery wsadzę was I nigdy już tu nie wrócicie"
Paweł Kukiz piosnka "Wirus SLD"
Celem nawet nie było zarządzanie tylko "Teraz k.... my!" że zacytuję klasyka. Cała ideologia to utrzymanie koryta dla przegrywów u władzy, co umożliwia system podobny do PRLu. Cwaniactwo gminne zebrane przez Nadprezesa przeniesione na dyplomatyczne salony. Parę lat temu to yeb.... , jak mawia lud polski, na forum międzynarodowym, teraz nawet nie ma czego zbierać bo tak naprawdę nie jesteśmy nikomu do niczego potrzebni. Do nas jeszcze to nie dotarło ale dotrze wraz z brakiem kasy. Świat się bez nas nie zawali, pójdzie dalej. A my tu właśnie się budzimy a w nocniku nie tylko ręka. Co robić? Wzmożenie narodowe guzik pomoże, narodowcy są takimi biznesmenami jak z koziego tyłka trąba. A nam potrzebni są pragmatycy kuci na cztery nogi, którzy nie dadzą się wy...tralala do końca koncernom ( a nie Niemcom, Francuzom czy innym Amerykanom, u nas do tej bańki na prawo to jakoś nie dociera a do bańki na lewo to już absolutnie bo dziś co bardziej lewicowi są przekonani że koncerny "chcą dobrze dla świata" i "są częścią systemu i tylko wymagają kontroli", taa... słowo kartel jest pojęciem obcym ). Niech się objawi to młodsze i spróbuje zadziałać, Europa nie wszystkich młodych wchłonie, zaraz się okaże że to tu trzeba żyć. Oby tylko objawiło się politycznie a nie z koktajlami Mołotowa na ulicy. Co do wyniku starcia z korporacją mła nie ma złudzeń, jeżeli będzie im się opłacało to przeczołgają zarzund błyskawicznie . Jak nie to odpuszczą i nawet się nie zająkną o demokracji ściągając tylko kasę jaką tu władowali, wraz z odsetkami od nie wiadomo czego i wynosząc się z hukiem. Pewnie kretyni z zarzundu będą się w tym wypadku cieszyli nie pomnąc że cena kaszanki ciągle idzie w górę i żadna propaganda tego nie przykryje. A społeczeństwo zamykane od ponad roku robi się coraz bardziej niecierpliwe i byle co może spowodować wybuch o wiele większy niż awantura z policją w małym miasteczku o śmiertelne pobicie naćpanego. A co będzie jak służby wzorem inszych powiedzą że "piendrolą"? Ech... kończę cookiesowa frazą "Ty ku..., odpie.... się, idź w PiSdu, je... się. Ch..! Dziś fotki autorów różnych, w większości nieznanych mła. Fotki dziecięce, w końcu nikt nie wie co wyrośnie z małych antysystemowców. Może to zdjęto marszałkinie i parlamentarzystki in spe.
P.S. Mła dotrwała do weekendu ale z dużym trudem bowiem w piątek czynastego nie dość że wyglądała z rana jakby solidne picie zaliczyła poprzedniego wieczoru , to użarło ją w łeb żądlące po czym musiała brać antyhistaminy a jej wygląd wskazywał na przynajmniej tygodniowe ostre chlanie. Po lekach spała jak zabita a Małgoś tylko kompresy zmieniała. Dziś łeb swędzi ale mła wygląda normalnie, opuchlizny stulecia ni ma, dreszcze które nia wczoraj wstrząsały tyż przeszły. Tylko kark ma jeszcze sztywny. Tego co ją użarło mła nie widziała ale Mamelon twierdzi że nie była to ani osa ani pszczoła ani szerszeń - to było małe i wściekle byzczące i wyraźnie usiłowało mła zapylić łeb. Mła nie ma uczulenia na jad pszczeli czy osowy, więc to musi co innego. Do poniedziałku mła siedzi jak mysz pod miotłą coby losu nie prowokować, ten tydzień jej dał tak popalić jak rzadko. Koty OK. Na szczęście. W muzyczniku piosnka oddająca moje obecne nastawienie do świata.
środa, 11 sierpnia 2021
Codziennik - zły nastrój
Dzieje się! We wtorek umarł nasz sąsiad Tofik, kocurek Oli, który zatruł się remontową chemią. Dziś umarła osiemnastoletnia suczka Pana Dzidka. Sąsiadka Asia miała zawał serca, na szczęście pomoc przyszła w porę ( nikt się nie bawił w durne testy, no i znajomości zostały poruszone, teraz tak niestety trza ). Boję się telefonu od Dżizaasa bo bardzo niedobrze z mężem Doroty. Zewsząd źle i to tak podstawowo. Na szczęście nasze koty zdrowe. Staram się myśleć pozytywnie ale cóś mi ostatnio ciężko idzie. Do ogrodu nie zaglądam bo nie mam kiedy. Na wszelki wypadek wydałam Małgoś zakaz umierania. Yeyku, nic nie czytam, nie oglądam, może to i lepiej. Politykę śledzę w drodze, moim zdaniem nic tu się już nie poklei i czekają nas nowe wybory niezależnie od tego co się komu wydawa z okazji hamerykańskich koncesji. Jeżeli któś z zarzundu mniema że zamarkuje praworządność i przy okazji wyrąbie stację telewizyjną która mu nie pasi, to nie rozumie że już inne wiatry wiejo i że piniądz unijny to sobie będzie na obrazku oglądał. Hamerykany generalnie majo gdzieś te występy, znaczy one i tak wiedzo że jak im się będzie opłacało to spławią nasz dumny narodowy rząd w trzy minuty i ustawią dokładnie tam w szeregu w którym miejscu Unia o to poprosi. Spoko czekajo, pewnie wiedzo więcej niż my tu robaczki. I nie majo nasze z zarzundu co peregrynować do Chin a na inszy wschód też lepiej nie. Mła ma wrażenie że to jest jakaś rozpaczliwa walka nie o stołki a o przeżycie, muszą niezłe kwity na zarzund istnieć. No ale to nie moje małpy, choć cyrk jak najbardziej mój. Nic nie planuję bo z moich planów nici, mam tylko nadzieję że druga część tygodnia będzie spokojniejsza i jakoś da się dociągnąć do weekendu. Dziś bez obrazka i bez muzyczki, nie mam nastroju.
niedziela, 8 sierpnia 2021
Magiczna synagoga - kolory raju - część druga
Łańcut powstał na terenach podarowanych w 1346 roku przez Kazimierza Wielkiego za zasługi Ottonowi z Pilczy herbu Topór, dziadkowi przyszłej królowej Polski Elżbiety Granowskiej, trzeciej żony Władysława Jagiełły. Lokacja I tak Pilceccy oprócz zagospodarowanych ziem śląskich dostali coś co dopiero trzeba było kolonizować. No to kolonizowali, w 1349 roku z nadania Władysława Opolczyka powstało miasto na prawie magdeburskim, do którego król sprowadził osadników z bawarskiego Landshut którzy wraz z niezbędnymi dla kolonistów umiejętnościami przywieźli też nazwę rodzinnej wsi ( coś jak Strażnica ), którą z czasem zaczęto nazywać bardziej miękko, ze słowiańska - Łańcut. W rodzinie Pileckich dobra te były do roku 1586. Później przeszły w ręce rodu Stadnickich, którzy w 1629 sprzedali je Stanisławowi Lubomirskiemu. Po śmierci Elżbiety Lubomirskiej w 1816 roku spadkobiercami dóbr zostali jej wnukowie z rodu Potockich. Ostatni hrabia Potocki opuścił Łańcut w 1944 roku. Pierwsi Żydzi w Łańcucie pojawili w XVI wieku, pierwszym znanym z dokumentów żydowskim mieszkańcem był ktoś określany Abre Judei. Zapis na jego temat pochodzi z 1554 roku,a już w roku 1566 społeczność żydowska w Łańcucie liczyła trzydzieści osób. To była dostateczna ilość Żydów żeby można było stworzyć kahał, gminę ( pierwszy zapisek na jej temat to rok 1563 ). Czy Żydzi mieszkali w samym Łańcucie nie jest pewne, pewnym za to był przywilej jaki nadano miastu - de non tolerandis Judeis, zakaz mieszkania w nim Żydów. Przywilej niby był jednakże z jego przestrzeganiem był zawsze problem, zatem już w 1593 roku Żydzi po przerwie w latach 1571 - 1592 pojawiają się jako płatnicy miejskich podatków. Mieszkali w Łańcucie mimo że nie były to czasy łatwe dla miasta - w wyniku różnych zatargów a także z powodu najazdu Tatarów zostało niemal wielokrotnie obrabowane i niemal zupełnie spalone w pierwszych dwudziestu latach XVII wieku.
Za czasów Stanisława Lubomirskiego jest już znacznie lepiej, gmina się rozrasta - liczy już ponad sto osób. Z czasem Żydzi kupują lub przejmują za długi domy w mieście, nabywają parcele na których stawiają nowe budynki, Pierwsza wzmianka o żydowskim cmentarzu jest datowana na rok 1671. Wiemy że na miejscu obecnie stojącego budynku, przed rokiem 1648 istniał drewniany budynek synagogi. Najprawdopodobniej budynek mógł być uszkadzany podczas licznych pożarów które trapił wzniesione w dużej części z drewna miasto. W roku 1695 miasto nawiedził jedn z groźniejszych, w roku 1706 z kolei przez Łańcut przeszła zaraza. Jednakże miasto się nie wyludniało, wprost przeciwnie, ludność żydowska chętnie w nim się osiedlała i nabrało ono dla niej szczególnego znaczenia. W roku 1707 w Łańcucie odbył się Waad Arba' Aracot, za łaskawym zezwoleniem Franciszka Lubomirskiego. To było wielkie cóś dla miasta, Łańcut stał się dla Żydów magnesem. Co prawda Franciszkowi na pewien czas łaskawość przeszła, wywalił Żydów z miasta, ale to chyba dlatego że mu się cóś z główką porobiło w wyniku czego sam się ze świata sprzątnął w 1712. Jego następca, dalszy krewny Teodor, wydał przywilej i Żydzi do miasta wrócili bowiem to się po prostu Lubomirskim opłacało. W roku 1716 kolejny raz drewniana synagoga spłonęła, odbudowaną ponownie pożar strawił w dość szybkim czasie więc kahał postanowił postarać się o zgodę na wzniesienie synagogi murowanej. W roku 1761, za czasów rabina Mosze Zwi Hirsz Meizlicha, Stanisław Lubomirski wyłożył kasę i powstał budynek który przetrwał do dnia dzisiejszego. Po roku 1760 w mieście ruch chasydzki miał się świetnie, zwolenników Haskali nie było zbyt wielu, zatem synagoga została wyposażona w program ikonograficzny ściśle powiązany z chasydyzmem i jego rozumieniem judaizmu.Wbrew temu co piszą w wielu miejscach w necie, nowa synagoga nie powstała w miejscu starej drewnianej a obok niej. Wnętrze wzniesionej w stylu późno barokowym synagogi składa się z czterech pomieszczeń: we wschodniej części budynku znajduje jednoprzestrzenna sala modlitw ( przeznaczona jedynie dla mężczyzn )o wysokości dwu kondygnacji, od zachodu przylega do niej przedsionek i sala kahalna, zwana Salą Lubelską ( umieszczona po południowej stronie przedsionka ), nad przedsionkiem i salą kahalną mieści się babiniec ( do którego prowadzi klaka schodowa przybudowana do elewacji zachodniej babiniec wysoko okienkami odgrodzony coby się męski wzrok z kobiecym nie stykał podczas czytania Tory ). Niegdyś przy północnej ścianie sali modlitw stał drugi babiniec, wzniesiony z drewna ale spłonął w pożarze podczas wojny. Wystrój synagogi zachował się w trzech pomieszczeniach: przedsionku, sali męskiej i sali kahalnej,a jego obecny stan jest wynikiem prac konserwatorskich. Co wiemy o powstaniu wystroju? Pierwsze malowidła w sali modlitewnej powstały w drugiej połowie XVIII wieku, kolejne w połowie XIX wieku. W roku 1896 przy okazji remontu synagogi poddano renowacji i uzupełnieniom malowidła. W 1906 roku uzupełniono malowidła na ścianach bimy, podwyższenia na środku synagogi na którym odczytuje się słowa Tory. Kolejne prace przeprowadzano w latach 1909-1910 i w roku 1912. Po pożarze wojennym i zamienieniu budynku synagogi na magazyn zbożowy, który istniał aż do roku 1957, stan malowideł jak i budynku był tak tragiczny że postanowiono budynek rozebrać. Ostał się bo miejscowy lekarz, miłośnik historii regionu się uparł i poruszył kogo trzeba. Pierwsze prace konserwatorskie "na poważnie" przeprowadzono w latach 1984 - 1989. Synagoga nie była jedyną synagogą w Łańcucie, w latach osiemdziesiątych XIX wieku chasydzi z Dzikowa wznieśli własny budynek, który nie przetrwał wojny. Dobra, to były "twarde dane" co do okoliczności wzniesienia w tym miejscu takiej a nie inszej budowli, podkład ogólny i bardziej konkretny a teraz do wrażeń.
Mła po otwarciu drzwi została uderzona kolorem. Kiedy z gęby jej się wyrwało och to zaraz została uderzona akustyką pomieszczenia. Mła się nie dziwi że kantorzy kochają śpiewać w tej synagodze, głos niesie potężnie w sali. Dźwięk odbija się ścian i wnęk w nich umieszczonych i dochodzi w sumie zewsząd, wrażenie jest niesamowite. Wielu pewnie tego nie słyszy albo też nie zwraca na to po prostu uwagi ale mła od czasu wizytacji jednej z sal Rezydencji w w Würzburgu jest na to wyczulona. Sala jest jasna, mimo tych kolorów na ścianie i rozmiarów bimy. Jest wysoka bowiem budynek synagogi jest o wiele większy niż się wydaje. Jak wiadomo żadna świątynia innego wyznania niż katolicyzm wznoszona w mieście Korony nie powinna była być wyższa do fary, ale od czego kiepełe - trza się wkopać to budynek niby będzie niższy ale jak się dobrze tę wysokość policzy. Taa... Skala to jedno co robi wrażenie ale mła skala doprawiona kolorem nieco mła zgłuptała. No bo sala jest cudownie błękitno - zielonawa z naciskiem na błękitno, no bo nie jest jest to błękit oczywisty. Dwie pasy koloru zielono - błękitnego i błękitu skojarzyły się mła z wersetem z Księgi Tobiasza "Bramy Jerozolimy będą odbudowane z szafiru i szmaragdu". Sala jest dobrze doświetlona więc te Bramy Jerozolimy w masie pasą oczy. Na tle wyżej umieszczonego błękitnego pasa namalowane kolumienki, hym... w stylu "swojskiego iluzjonizmu", które wspierają ornamentalny fryz nad wydatnym gzymsem kordonowym. Profilowania gzymsu podkreślono różnymi kolorami i to tak coby oczy rwało. Nie że jarzeniówa ale mła znów się kamienie z Ofiru i inne takie przypomniały. No wiecie, choszen, kapłański naszyjnik - "Zrobisz też napierśnik wyroczny ( ... ) Zrobisz go ze złota, z fioletowej i czerwonej purpury, z karmazynu i ze skręconego bisioru ( ... ) Osadzisz na nim zestaw z drogich kamieni w czterech rzędach: pierwszy rząd to rubin, topaz i szmaragd; drugi rząd to karbunkuł, szafir i beryl. Trzeci rząd to opal, agat i ametyst. Czwarty rząd to chryzolit, onyks i jaspis. Osadzone będą w oprawach ze złota. A kamieni tych będzie, według imion synów izraelskich, dwanaście..."
Kiedy mła z lekka ochłonęła z zanurzenia w chagallowych kolorach i zaczęła przyglądać się bliżej dekoracjom, polichromowanym sztukateriom wdzięcznie na ludową modłę naśladującym barokowo - rokokowe ozdóbstwa kościołów i pałaców, malowanym archiwoltom i lizenom, płycinom arkad na których wypisano słowa modlitw wraz z nazwiskami fundatorów, wręcz zszokowało ja bogactwo form jak i zapożyczenia których nie spodziewała znaleźć się w synagodze. Wiecie, winorośl bujna jest zrozumiała, pojawianie się motywu korony tyż jak najbardziej oczywiste ( częste motywy w synagogach nawiązujące do literatury rabinicznej - korony Tory, kapłańskiej, królewskiej i dobrej sławy ), pary zwierząt czy też cztery zwierzęta symbolizujące boskie cechy ( "... śmiały jak lampart i lekki jak orzeł, rączy jak jeleń a silny jak lew" ) znane z kart Miszny znalazły się na właściwym miejscu no ale co tam robią lisy, wiewiórka i któś wyglądający jak maltańczyk, który chyba jest owieczką? Im bardziej mła się przyglądała tym było zdziwniej i zdziwniej, jakby rzekła Alicja, która podróżowała po Krainie Czarów. Jest całkiem przyziemny zwierzyniec, z niedźwiedziami, jeleniami, żurawiami, zającami, jest też zwierzyniec nie z tej Ziemi, z jednorożcami, gryfami i takimi co do których mła ma tylko podejrzenia kim mogą być.
Kiedy mła zoczyła koguta któren wyglądał jakby uciekł z obrazu Chagalla do mła dotarło że oto trafiła do miejsca, gdzie krowy mogą latać porykując do kóz i koni i nie jest to nic dziwnego bo nowożeńcy tyż mają u "Widzącego z Witebska" prawo latać. I wszystko ma prawo wibrować kolorem i lśnić. W końcu jesteśmy w świecie chasydów, gdzie rzeczywistość jest tylko znakiem i emanacją Ha Szem i nie podlega żadnym prawidłom oprócz zamysłu samego Ha Szem, który jest światłem, kolorem, czasem i jeszcze paroma innymi zjawiskami.Jak się bliżej przyjrzycie koło koguta pod którym inskrypcje zatarł czas ( i mła pozostała nieświadoma co w też mądrych księgach na temat koguta zostało napisane ) jest wizerunek instrumentów. Tak, tak "Chwalcie go na głośnym rogu, chwalcie go na harfie i cytrze", wszystko się zgadza, instrumenty na swoim miejscu. Mła troszki uspokojona namiastką znajomej logiki w świecie logiki jej nieznanej polazła oglądać bimę, umieszczoną pod murowanym "baldachimem" z wewnętrznym kopulastym sklepieniem, wspartym na czterech grubaśnych a wysokich kolumnach. W kopułce ludowa wersja malarstwa iluzjonistycznego, Lewiatan połyka własny ogon a statki unoszą się na wodzie którą od nieba po którym fruwają ptaki oddziela tylko szczupacze ciało. Cóś absolutnie odjechanego! Lewiatan wygląda jak kandydat na szabasową gefilte fish w szczupaczej wersji, statki jakoś tak dziwnie mła się z ptokami myliły a wszystko znikało w niebie, w błękitno - różowym niebycie i tylko przyciężki Lewiatan nigdzie nie leci bo robi za symbol początku i końca. Na baldachimie to nie koniec zabaw z formą i treścią.
Mła rozbawił sposób poradzenia sobie z zakazem tworzenia wizerunków, którym należałoby oddawać cześć. Zgodnie z zakazem Pana Msty nie wolno było ich czynić, zwierzakom czci oddawać nie trzeba, roślinkom takoż, litery są święte same z siebie ale to insza sprawa bo one odbiciem symbolicznym, znakiem, natomiast jak tu przedstawić człowieka który został stworzony na boże podobieństwo. Hym... najlepiej go zasugerować, na ten przykład rączkę albo nóżkę umieścić, wszak to nic zdrożnego, ot fragment, żadna tam boska całość z tchniętą duszą. No i tak baldachimowy waż kusi głównie rączkę, bo to ona sięga po owoc zdecydowanie bardziej przypominający gruszkę niż jabłko, by zerwać z najniższych gałęzi. Nóżki wyglądają na zdecydowanie niewinne. Na fotce powyżej dwa męskie torsy z rękami kręcą się koło płonącego stosu. jeden jest niebezpiecznie uzbrojony w siekierkę. Zważywszy na towarzystwo baranków to mła się wydawało że to Abraham i Izaak, ale pewna nie była Baranki są ale anioła nie widać. Z drugiej strony przeca nie można anioła przedstawiać bo ten to jest dopiero boża emanacja. Po drugiej stronie baldachimu jest scena bardziej pasząca do historii ofiary Izaaka - bezgłowa postać w błękitnym ubabranku usiłuje złożyć w ofierze bezgłowe dziecię. Zamiast anioła z chrześcijańskich przedstawień z drzewa wychyla się łapka wyrywająca nóż z reki Abrahama. Hym... wychodzi na to że ten tors z siekierką to Kain polujący na Abla. Skrzynka pływająca po dużej ilości wody i gołębica była oczywista - mła odkryła na baldachimie Arkę Noego.
Ikonografia baldachimu stała się trudna do rozgryzienia kiedy mła zobaczyła dwie wieże przypominające troszki te z łańcuckiego zamku. Zadanie prawie tak ciężkie jak to dlaczego jelenie od Izaaka i Arki Noego mają rybie gony. Po drugiej stronie mła rozpoznała menorę, siedmioramienny świecznik z świątyni jerozolimskiej ale to cóś zdziwnego przedstawione obok dało jej do myślenia. Mła dopiero w domu wynalazła że to najprawdopodobniej stół na chleby pokładne, tylko dlatego że inskrypcja nad to "I będziesz kładł na tym stole chleby pokładne". Lepiej mła za to poszło ze znakami zodiaku. Co prawda co i raz obraz z zodiakalnymi znanymi powszechnie symbolami zestawiony jest z obrazem nietypowego zwierzęcia ale to przez to że mamy do czynienia z nieco innym sposobem przedstawień ograniczonych religijnymi wymogami, np. ze względów oczywistych niemożliwe jest ukazanie pełnej sylwetki ludzkiej dlatego miesiąc Siwan, kiedy słońce jest w znaku Bliźniąt, został zobrazowany za pomocą dwóch gołębi. Miesiąc Kislew, kiedy słońce jest w znaku strzelca to przedstawienie kuszy ( ostatnia duża fotka u góry ), Elul, miesiąc którym rządzi Panna, przedstawiony został za pomocą dłoni trzymającej kwiat. Dziwne jest przedstawienie miesiąca Szwat, pod znakiem Wodnika - studnia z żurawiem, ale najdziwniejszy jest niewątpliwie obrazek przedstawiający miesiąc Tamuz, kiedy słońce jest w znaku Raka - piękny, wypasiony krokodyl! Nie jedna to zagwozdka, przy jednych ozdobnych wazonikach z kfiotami mła miała wrażenie że oto widzi ananasy.
Czy to możliwe? Malatura sali modlitewnej była tworzona przez prawie 170 lat, olbrzymia część ikonografii powstała w drugiej połowie XVIII wieku. Jednakże sporo namalowano na ścianach synagogi po połowie XIX wieku. Mła co prawda rzekome ananasy wydają się wcześniejsze ale kto wie? No i to tyle wrażeń z synagogi, dla mła najjaśniejszego punktu całek wycieczki. Pięknych i uroczych miasteczek w kraju attyki renesansowej całe mnóstwo, kościołów starych a dostojnych takoż, pańskich rezydencji też nie jest aż tak mało ale taka prawdziwie stara chasydzka barokowa synagoga ostała się tylko jedna. Inne jej siostrzyce wypalone czy po prostu zniszczone, w najlepszym wypadku są pustymi skorupami. A tu na ścianach nadal fruwają ptaki, przechadzają się jelenie, ryczą lwy i gryfy. Coby Wam się nastrojowo czytało w muzyczniku chazan ( kantor ) śpiewa modlitwy Szema - Kolenu - "Usłysz nasz głos, Panie Boże nasz; oszczędź nas i zmiłuj się nad nami i przyjmij nasze modlitwy z miłosierdziem i łaską." To część liturgii święta Jom Kipur, najświętszego ze wszystkich żydowskich świąt. Następna jest Awinu Malkenu odmawia się od Rosz ha Szana do Jom Kipur, to nic innego tylko "Ojcze nasz". Troszkę inne słowa, sens podobny.






































