poniedziałek, 14 września 2026

Wiedeń, Wiedeń i po Wiedniu

Wiedeń dla mła jak ta Praga chora na elephantiasis, duże miasto skrojone pod cesarsko - królewski rozmiar. Mła zmęczona nieco tą wielkością, czuję się trochę jak ta Sissi, którą Wiedeń okrutnie przerastał. Dzięki Najwyższemu Podróżniczemu za świetną wiedeńską komunikację, bez niej byłoby krucho z chodzeniem po mieście najsampierw w upale, no a potem w deszczu. Pogoda była całkiem niezwiedzalnicza, dzięki czemu oblookałyśmy sporo muzeumów. Gdzieś się trzeba było chronić przed upałem i deszczem. Szczęśliwie w Wiedniu muzeumów bez liku, można wybierać i przebierać w wystawach, mła się bardzo ukulturalniła. Była w tych wielkich cesarsko - królewskich muzeumach i tych nieco mniejszych, choć ciężko je nazwać kameralnymi. Mła wogle ciężko uwierzyć że w Wiedniu może istnieć cóś kameralnego, choć przeca Wiedeń to stolica muzyki kameralnej. Z tymi szerokimi arteriami, wielgachnymi gmaszyskami jakoś się mła w tej kameralnej odsłonie Wiedeń nie objawił. A mła była przeca w różnych jego miejscach, nie tylko tych namiętnie wydeptywanych przez turystów, ale i takich zwykłych, gdzie nie spotkasz dumnie paradującego w trzyczęściowym garniturze, w upale, "lepszego Austriaka". Spotkasz za to same kobity w abajach, pchające wózki czy to z zakupami, czy z dzieciakiem.  Te abaje zresztą strasznie martwią "szczerzeaustriackich", w Austrii jest głośno o wpisaniu do konstytucji zakazu "islamu politycznego", który to zakaz jest bardzo promowany przez obecnego kanclerza. Dziewczynki do 14 roku życia nie mogą teraz nosić w szkołach burek i hidżabów, w związku ze związkiem  muzułmanie psioczą, skrajnie prawicowi też psioczą że za mało radykalnie. Mła się nie dziwi jednym i drugim, każdy walczy o własną tożsamość, z tym że Austriacy są u siebie.

Ta cała z naszego punktu widzenia histeria z "politycznym islamem" wynika z tego że Austriacy nie są bardzo licznym narodem i dość mocno cenią sobie wartości konserwatywne, wicie rozumicie - szaconek dla instytucji itd., jakby lepiej ich zdaniem chroniące tożsamość.   Poza tym ledwie przestali być niedawno ciężko katoliccy  i jakoś nie uśmiecha im się układanie całego życia społecznego pod nową religię. Abaje nie wydały się mła cinżko politycznie zaangażowane, sunęły z tymi wózkami z zakupami albo dzieciakami zajęte raczej codziennością, zdawa się że wcale nie najłatwiejszą. Te kobiety są rzadziej zatrudniane niż Austriaczki, rzadziej też szukają pracy. Głównie uprawiają tzw. kurestwo domowe, co oznacza że nie mają własnej kasy. Kroczą tymi szerokimi ulicami wiecznie zaaferowane, w ciągłym poszukiwaniu czegoś niezbędnego do życia, które dla mła stanowi tajemnicę. Oczywiście poza Abajami są niezahidżabowane, całkiem europejskie kobity, które tylko ciemniejszy odcień cery odróżnia od innych Austriaczek. Jednakże to Abaje, przez swą mnogość, nadawały koloryt miastu na trasie do dzielnicy Simmering. We mła obudziło się takie podejrzenie że Abaj jest więcej w Wiedniu niż w niektórych krajach Bliskiego Wschodu, czy północnej Afryki. Może to prawo do noszenia abaj, jest tak chętnie wykorzystywane, bo nie można już zasłaniać w Austrii twarzy, tak konkretnie to od 2017 roku. Abaja zatem robi za całą szatę tożsamości. 

Wiedeń pełen jest turystów zewsząd. Mija się chińskie wycieczki, snujących się Stanozjednoczońców rozpoznawalnych z daleka, sporo ludzi z Ukrainy, dużo niemieckojęzycznych, no i są nasi w każdym wieku. Mła w tej symfonii języków wyłapała też węgierski i portugalski, który wydał się jej z lekka dziwny. Może z jakich koloni? Język tubylców jest bardzo specyficzny, jeżeli w niemieckim jest możliwy zaśpiew, to wiedeńczycy po prostu podśpiewują. Wiem, wiem, ciężko uwierzyć, ale zdarza się też takie bardziej miękkie szprechanie. Mła oceniła to jako bardzo miłe dla ucha, podoba mła się też że wiedeńska wersja niemieckiego, czyli Wienerisch,   ma sporo zapożyczeń z innych języków. Zamiast niemieckiej Aprikose mamy austriacką Marille, Mais to swojsko brzmiąca Kukuruz, nie ma Krankenhaus, jest znajomy Spital. Ten niemiecki coś od razu jest lepiej zapamiętywalny. Czas mła spędziła bardzo mile, bo w dobrym towarzystwie, z żarciuchem i winem. Niestety po powrocie do domu natentychmiast dopadły mła kłopoty, ale co robić. Mła ma teraz taką sytuacje że musi mieć oczy z tyłu głowy. Baaardzo sorry ale mogę mieć mało czasu na pisanie, życie cóś przyspieszyło. Szczęśliwie że kotostwo w formie, coś się szybko poodobrażały, widać Cio Mary z Irenką usługiwały właściwie, znaczy z poświęceniem. Dobre choć to. Reszta strasznie mnie wkurza, jednakże cóż robić. Trza brać na klatę.

sobota, 5 września 2026

Naturalna idiotka versus sztuczna inteligencja

 Dla Oli, która już nie tworzy bloga

"Ludzie powierzyli myślenie maszynom, mając nadzieję, że to ich wyzwoli. Tymczasem pozwoliło to jedynie innym ludziom, dysponującym maszynami, zniewolić ich". 

"Diuna"1965 Frank Herbert 

Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Mullera leżącego na podłodze i nie dającego oznak życia.- Otruty - pomyślał Stirlitz przyglądając się rączce siekiery wystającej z piersi. 

Kiedy mła tak sobie rozmyśliwa o sztucznej inteligencji, to w sumie nie bardzo wie o czym rozmyśliwa, bowiem pod tym pojęciem jest tyle znaczeń że właściwie to ciężko sprecyzować czym  jest sztuczna inteligencja. W tych znaczeniach gubią się nawet ci, którzy pracują nad sztuczną inteligencją. W zależności od tego z kim rozmawiają AI przechodzi ciąg przemian. Jest to system który ma opracować szczepionkę na raka, zbawić ludzkość, jednocześnie generując kolosalne pieniądze dla cyfrowych gigantów, którzy w niego inwestują, no i będąc tak przy okazji szeregiem autonomicznych systemów, które przewyższają ludzkie możliwości wykonywania zadań o wysokim stopniu złożoności. Niby wszystko prawda, ale gdzieś tam we mła odzywa się cichutki głosik - A która z to z prawd Tischnera jest w odniesieniu do AI tą właściwą? No i czym naprawdę jest AI, bo mła już wie na ten przykład że z tymi dochodami dla cyfrowych gigantów to może być różnie, więc nie jest to narządko tym, za co je biorą. Mła się wydawało że sztuczna potrzebuje jakiegoś umocowania na tym świecie, najlepiej w tej naturalnej a tu czekał ją siurprajz. No bo wicie rozumicie, tak naprawdę to my wcale nie zdefiniowaliśmy tak do końca, ostatecznie i przeplute, czym jest ludzka inteligencja. Nie ma konsensusu naukowego odpowiadającego nam na pytanie co to jest, mamy tylko opisy działania, setki hipotez, badań itd. Skoro nie wiemy  czym jest naturalna, to jak możemy programy obliczeniowe nazywać sztuczną inteligencją? Owszem, to wygodne opakowanie dla celów rozwijania badań nad programami, czy celów marketingowych, ale bez przesadyzmu - to nie jest definicja inteligencji.

Ta wieloznaczność sztucznej wydaje się być celowa, jako stara foliara wyczuwam tu próbę uniknięcia regulacji prawnych. Przy tych programach w ogóle dzieją się zdziwności, mła przyuważyła że jak ktoś czegoś nie może przejąć, albo za bardzo zaczyna odstawać od "czołówki innowatorów" , to natentychmiast sztuczna staje się zagrożeniem dla ludzkości. Elonu tak się parę lat temu zrobiło, zanim nie wyprodukował "Groka". Ludzie którzy tworzyli programy AI są głęboko skłóceni, niemal na każdym możliwym tle, Musk wytacza procesy Altmanowi z Open AI, Amodei założył  "Anthropic", bo Altman go rozczarował, Ilya Sutskever buduje większe od naszych mózgów silniki statystyczne, bo wyobraża sobie że tym jest właśnie ludzka inteligencja, każdy z nich ma jakąś swoją wizję, do której zresztą na chwile przekonuje innych. Teraz jesteśmy chyba na etapie tych silników statystycznych, tak sądzę po ilości wejść na mojego bloga. Zasysają dane jak stado odkurzaczy Zelmer, oczywiście nikomu za nie nie płacąc. Bardzo biznesowe podejście, ukradnij efekt cudzej pracy, przerób w programie i sprzedaj za tokeny jako generyczną AI. Nie ma się co dziwić że branża dostaje wysypki na myśl o jakichkolwiek regulacjach. Jeszcze większej wysypki dostaje kiedy zwykli ludzie przerażeni tym ile zasobów potrzebuje sztuczna inteligencja pytają  - A właściwie po jaką cholerę my to budujemy? No i dlaczego w ten a nie w inny sposób? Wiecie ludzkość już parę razy w swojej historii przeżywała rozczarowanie technologiami. Obecnie jesteśmy na początku rozczarowania internetem, w którym większość ruchu generują boty a nie ludzie, więc nie ma co się dziwić że pytania padają.

Ludzie zaczęli postrzegać generyczną AI jako zagrożenie. Nie, nie takie z przyszłości, kiedy będziemy spieprzać przed Terminatorem. Bardzo konkretne zagrożenie na dziś - wspomniane przez mła korzystanie z efektów cudzej pracy, bezumowne i bezpłatne, korzystanie z zasobów, które nie należą do firm - woda i energia ma służyć wszystkim a nie potentatom AI, projektowanie automatyzacji na każdym poziomie, co osłabia prawa pracownicze tu i teraz, próby monopolizacji wiedzy i unikanie jak ognia dyskusji na temat ograniczeń sztucznej inteligencji, cenzurowanie lub przekupywanie naukowców, którzy temat ograniczeń badają, zastraszanie w mafijnym stajlu.  No i też to straszenie podstępnymi Chinami, które tradycyjnie kombinują z bardziej prostymi wersjami programów, próby monopolizacji cyfrowego przekazu, wkręcanie w AI największych cyfrowych graczy. Ludzie mają instynkt, czują smród. Sprawę zdaniem mła załatwiłaby ustawa o przymusowym przekształceniu firm w organizacje non - profit, tym w końcu kiedyś była Open AI. Przez mity tworzone wokół AI przebija się coraz więcej dziennikarzy, dlatego bojąc się odcięcia od kasy z giełdy, branża ruszyła w tzw. instrumenty pochodne. Jeżeli to pojęcie wydawa się Wam znajome, to tak, macie rację. To tzw. instrumenty pochodne spowodowały kryzys ekonomiczny w 2008 roku. Czujecie bluesa? 

A teraz szczał w głowę, gospodarka USA czeka jak na zbawienie na "rewolucję AI", która ma dać jej tlen.  Żyją tam złudzeniem że powtórzą numer z okresu po II Wojnie Światowej, czyli zmaksymalizują przyrost PKB i wyjdą z długu. Nie widzą okoliczności takich, jak te że Europa i Azja były wówczas zrujnowane i nie stanowiły konkurencji. Ech... W Azji i Europie też pracują nad AI, ale to nie generyczna sztuczna inteligencja ma tam priorytet. Co dalej? Nie wiadomo, ale coś mła się zdawa że bańka spekulacyjna na AI pęknie, wymuszając zmianę podejścia do tych programów. Poza tym ludziom przejadł się mit nerdów tworzących korpo w garażu mamy i taty, to drugie pokolenie technologicznych miliarderów bardziej ludzi wkarwia niż wzbudza podziw. Elon to naćpany psychopata o ego większym niż Himalaje, Altman klasyczny manipulator, który każdemu nakłamie dokładnie to co okłamywany chce usłyszeć, Amodei wieszczy nieustająco apokalipsę za sprawą narzędzia, które rozwija, Ilya Sutskever szczęśliwie dla wszystkich odjechał w naukę. Wszyscy mają na sumieniu mnóstwo grzechów i grzeszków, głównie ludzi wkarwia ten że prywatyzując zyski, uspołeczniają straty. Obstawiają wszystkie partie polityczne w USA, od MAGA do bardzo lewicowych Demokratów ględzących o dochodzie podstawowym. 

No i to by było na tyle, za ozdóbstwo robią dziś stareńkie, grzybkowe ilustracje a w Muzyczniku stosowny kawałek o sztucznej muzyczce. 

czwartek, 3 września 2026

Jak chomiczyca w kołowrotku - tradycyjnie

Wielkimi krokami zbliża się wyjazd mła i oczywiście wszystko w terminie młowego wyjazdu się wali. Ruły łazienkowe u Cio Mary do wymiany, okna trzy w kamienicy do wymiany, zakup cegieł do remontu, dokumenty, użeranie się ze współwłaścielstwem, które ma wizję, tylko jeszcze nie wie że to halucynacja i moje dziefczynki, które złośliwie mało jedzą oraz Mrutek, który żre jak stara lodówka prund. Muszę jutro pojechać na rynek i zrobić troszki zakupów, bo śniadanka i kolacyjki to planujemy robić w bookingowym domu, kupić jedzonko dla kotów, schować te roślinki co je do paczkowania przeznaczyłam, znaczy porozsadzałam, bo choćbym się skichała, tych cholernych paczek przed wyjazdem rozesłać nie zdołam. Doba ma za mało godzin a ja połowę spraw mam nieogarniętych.

Nie dałam rady wcisnąć się do fryzjera, na dziś mam jeszcze do odebrania buty i muszę umyć te ućwachane podłogi. Przed mła perspektywa upalnego Wiednia, Gosia sprawdziwszy prognozę i zapodała że lekko nie będzie. No dobra, zniosłam 36 w Dolinie Loary, to powinnam przeżyć te około 30 w Wiedniu. Tym bardziej że to ma być taki pogodowy eksces jednodniowy. Generalnie mam nerw na wszystko a najbardziej na te niezapowiedziane ruły u Cio Mary. Wicie rozumicie, Cio ma koty pod opieką a po moim powrocie chciała jeszcze na troszki pojechać nad morze. No a tu siurprajz, zjawia się radosna administracja, znienacka. Takie sprawy się planuje i ludzi uprzedza, bo każdy ma jakieś swoje sprawy. Cio Mary obecnie zieje ogniem i mła się jej wcale nie dziwi. Tyle tego krótkiego meldunku, nie wiem czy zdążę cóś skrobnąć jeszcze przed wyjazdem. 

Fotki są stołowe i takie z dogadzania sobie, do ogrodu nie zaglądam za wiele, to i fotek nie ma. W Muzyczniku walc wiedeński. 

wtorek, 1 września 2026

Prasówka wrześniowa - wielka przebudowa

Zdziwniej i zdziwniej. Świat nam się kręci jak karuzela łańcuchowa, czuję że rzygnę. Trwa przebudowa świata, mocarstwa przestają być mocarstwami, wszyscy mają problemy ekonomiczne, kapitał spekulacyjny szaleje jak zawsze w przededniu kryzysu, trwa budowanie się nowych sojuszy. Generalnie maluchy i średniaki są w trakcie pętania Gulliwerów. Niemieckie elitki tak się obraziły na Islandczyków za to że zagłosowali przeciw wznowieniu negocjacji z UE, że aż wypluły z siebie tekst że demokracja to za poważna sprawa, by powierzać ją ludziom i w ogóle to po co referenda?  No cóż, wielu Niemców zagłosuje za AfD tylko po to by skopać zadufane, elitarne tyłki. Wyjdą na tym jak Zabłocki na mydle, lub jak USA na Demencji, no ale co robić? Płacą za lata nieróbstwa obywatelskiego i uleganie władzy. Islandczycy swoiście głupi, ale to ich sprawa i co nas to obchodzi, jak sobie własnego kraju przyszłość urządzają. Nikt przez to w UE nie ucierpi. Niemcy zamiast interesować się Islandią raczej powinni chuchać i dmuchać na ten swój wzrost gospodarczy rzędu jednej dziesiętnej i robić wszystko by przyrastał. Zamiast tego establishment niemiecki wziął się za pouczanie innych, tylko że to nie jest rok 2019 i nikt się tym specjalnie w UE nie przejmuje. Niemieckie elity robią wszystko by na scenie wewnętrznej Niemiec nikt nie zapytał o mielizny Energiewende, upadek przemysłu samochodowego i jeszcze parę innych spraw. Dlatego tam się na okrągło mieli Wujka Wowę i Demencję jako sprawców całego zła, teraz doszli wredni Islandczycy. Mła wzdycha i myśli sobie że najbardziej bolą skutki własnej głupoty.

Zaczyna się podejrzliwe przyglądanie Chinom. Jak wiecie każdy rząd komuszy fałszuje statystyki, bez tego nie byłby chyba komuszym rządem. Chiński tak pojechał że z miliarda czterystu obywateli zrobiło się coś kole 900 milionów. Podobno tyle Chińczyków ostało się w wyniku polityki jednego dziecka. Potem wylazło że chińska "zielona rewolucja" to tak z 8% zapotrzebowania na energię i Chińczycy będą wspierać roponośny Iran a Rosję to tak trochę mniej, bo obrazili się za kontakty z Kimem, któremu Wujek Wowa sprzedał był technologie rakietowe. Xi tak skutecznie wyczyścił struktury władzy, przemysłu, kultury z wrażych elementów, że teraz ciężko tym zarządzać. Od dwóch lat Kim czyści armię, w nadziei że łatwiej będzie nią zarządzać tylko jemu. Amerykanie mogą się w związku z tym spokojnie zwijać z okolic Tajwanu, jeżeli Xi powtórzy wojenki kolegów z Moskwy i Waszyngtonu, to wdepnie jak oni. Xi chyba wie czym to pachnie, dlatego chińska retoryka polityczna się zmienia, żadnych wilczych wojowników, same miłe pandy. Skąd jeszcze te misiowate nastroje? No cóż, wszystkie somsiady cóś nie lubieją komuszych Chin i mogłyby się zebrać i wspólnie wilczym wojownikom wpieprzyć. Nie raz i nie dwa to robili, więc lepiej być miłą pandą i wykorzystywać póki się da industrialny boom. Bo wszystko wskazuje na to że fabryka świata jednak się przenosi. Gdzie się konkretnie przenosi to tego nikt nie wie, bo pieniędze hulają po całym świecie. Głównie za sprawą miszcza chaosu, Demencji z Hameryki. 

Ostatnio amerykańskie firmy migrują do Kanady i Europy, nie wierzę że to piszę, ale to prawda. Mamy taką sytuację że amerykańska administracja odkleiła się od niemal wszystkich branż z wyjątkiem cyfrowych i one te stare branże zaczynają otwierać fabryki poza USA. Jest grubo, bo dotyczy to Lockheed Martin itd. Demencja po nałożeniu 50% ceł na Kanadę uspokoił się przemianowując jezioro Ontario na jezioro Ameryka. No głupszej nazwy nie mógł wymyślić. Jest jakaś szansa że ogłosi kolejne zwycięstwo nad Iranem i w końcu zwinie się z Cieśniny Ormuz, po czym wszyscy odetchną. Z wyjątkiem Bibiego Netanyahu, którego na całym Bliskim Wschodzie obecnie kochają jak psy dziada w ciasnej ulicy a szczególną zajadłością odznaczają się przy tym bardziej liberalni mieszkańcy Izraela. Chyba dla pokrzepienia ego po irańskich przygodach, Demencja podarował całą niewydobytą, czyli jakby słabo realną, ropę naftową Wenezueli,  ukochanym Stanom Zjednoczonym. Piękne te gruszki na tej wierzbie.  Być może jeszcze przed listopadowymi wyborami pokocha Kubę, na razie usiłował kochać Rassiję na szczycie G - 20, ale cóś nie pykło. Szef CIA był u Wujka Wowy, więc chodzą różne słuchy. Także o tym że w Białym Domu jest ratuj się kto może. Coraz głośniej w samych USA że modele językowe czyli tzw. AI generyczna,  to jednak nie to samo co sztuczna inteligencja, mimo budowania data center i olbrzymiej kasy w tle zaczynają padać mało wygodne pytania o opłacalność biznesa. Gospodarka moje Słoneczka, gospodarka. Nie padają te pytania kiedy idzie o robotykę, rozwijanie mocy obliczeniowych dla biotechnologii itp., tylko jak się okazuje na tych rodzajach AI nie ma aż tak dużego nawisu kasy z cyfro - korpo.  Tak nawiasem pisząc internet tak pełen śmieci że nie chodzi już tak jak kiedyś, co Google usiłuje nam zastąpić wciskaniem AI na siłę. Powolutku, choć nie po cichutku, krnąbrność się pojawia i pytania czy aby niektóre korpo nie powinny mieć limitu wykorzystywania mocy obliczeniowych. Wicie rozumicie - ceny energii w tle. 

Wujek Wowa na tournée, Kirgistan ale tak naprawdę to  Indie i Chiny. Z obu krajów usłyszał "Kończ Waść, wstydu oszczędź", bo robi się mało przyjemnie. Chiny przestały korzystać na wojence w Ukrainie, bo doszła wojna z Iranem, co oznacza problem z paliwami w całej Azji. No a rafinerie w Rosji płoną. Problem z Rosją jest też taki że leżą z ropą a jak złoża w Rosji nie będą eksploatowane to padną a koszty doprowadzenia w nich do ponownego wydobycia będą gigantyczne. To nie Arabia Saudyjska, gdzie złoża są położone płytko. Sprawa robi się nieopłacalna. Chińczycy robią dobrą minę do zlej gry, czyli nie zamawiają obecnie wielkich ilości paliw, twierdząc że już są po piku zużycia. No fakt, Chiny już są po piku, chodzi  o to żeby wszyscy myśleli że tylko po piku zużycia paliw kopalnych. Wujkowi Wowie udało się ledwie wymęczyć Gazociąg Siła Syberii 2, jednakże należy go bardziej rozpatrywać jako zakusy imperialne Chin, niż realną pomoc dla Wujka Wowy.  Tak naprawdę nie wiadomo, kiedy i czy, papier zniesie wszystko a Chińczykom ciągle ta broń rakietowa dla Kima ością w gardle stoi. Rosjanie obecnie walą w infrastrukturę Ukrainy balistykami, których produkują około 70 sztuk miesięcznie, chodzą ploty że Ukraińcy szykują Rosjanom zimną zimę, ponieważ to godzi w podstawy kontraktu Rosjan z Wujkiem Wową - Ty nam zapewniasz dostatek jaki taki i spokój a my się nie wtrącamy w politykę. Mła się wydawa że ten kontrakt i tak już wisi na włosku w związku z planowaną mobilizacją. Hym... nawet częściowa wywoła niezadowolenie. Wujek Wowa chyba się zorientował jak bardzo jest nie halo, bo wypichcił dekrety jak z czasów ZSRR,  do tiurmy można pójść za samo oddychanie i każdą firmę można przejąć. Jakby było mało Brytole mocno Rosjanom fiknęli i nie pomogło straszenie Demencji jak to USA zmienią zdanie co do przynależności Falklandów. To nie ma żadnego znaczenia w chwili gdy lotniskowiec "Lincoln" podąża ze słabo działającą kanalizą w kierunku macierzystego portu a tzw. projekcja siły USA to śmiech na sali. Jak zwykle puste gadanie Demencji.

U nas też wesoło, odbyły się dwie imprezki: Campus Polska i Bal u Prezydenta. Hym... po mojemu obie niewarte kasy, którą na nie wydano. Ta u prezydenta to frekwencyjna kicha, bo coś się psuje wbrew sondażom pomiędzy prezydentem a społeczeństwem. Mła ma wrażenie że chodzi o obciach, pomyłki historyka może do narodu nie przemawiają, ale wraz z narastającym w Polsce antytrumpizmem, jakby urok naszego prezydenta się zmniejszał. Obciach to straszna broń, w dodatku nie pomaga też żarcie się prawicy. Dodatkowo orderowe błędy trwają, Wyszkowski z orderem Orła Białego to jak powtórzenie błędu Dudy z Macierewiczem. Orzeł Biały właśnie zrobił się czymś na kształt Zasłużonego Budowniczego PRLu, kapituła może teraz odznaczyć nim kogokolwiek - odznaczenie bez znaczenia. Odesłanie naszego najwyższego odznaczenia pocztą przez Zeleńskiego niestety nabiera sensu. Prawica oprócz rozpadu PiS musi się też mierzyć z naszą najnowszą aferą Zondakrypto, którą KO bardzo grzeje , bo przykrywa ich nieudolność w kwestii zarządzania państwem. W Zondakrypto umoczona jest też Konfa i kancelaria prezydenta i kto wie czy nie sam prezydent, bo coś tak dziwnie zaprzeczał, że mła się zaraz wiadoma kawalerka przypomniała. Mła ma takie wrażenie że trwa ogólne bezhołowie i państwo działa tylko wtedy, kiedy media w ramach walki politycznej, bo bezstronne to one nie są, co i raz wyciągają na światło dzienne takie cymesiki od których oko się bielmem zasnuwa. Bezwład, naciąganie prawa jak  starej gumy z majtek, zwykle złodziejstwo, urzędnicze lenistwo oraz  hybrydowa wojna, która trwa w najlepsze. Przed nami walka o ukrócenie samowoli KE i uświadomienie krajom zachodniej Europy że nie zbudują przewagi technologicznej opierając się na zielonym wale, o czym świadczą wyniki ekonomiczne strefy euro.  Ciężka sprawa, nieprawdaż?

Dzisiejszy wpis ilustrują prace Jewgienija Racziowa, którego z angielska zapisują Evgeny Mikhailovich Rachev.  Tak mła się nawinęły te rosyjskie bajki,  paszące do części treści wpisu. Mam do tych ilustracji sentyment, w końcu czas mojego dzieciństwa mła przypominają.  Zamiast Muzycznika filmik o trudnościach konstruowania. 

niedziela, 23 sierpnia 2026

Czas końca lata

Tradycyjnie w kołowrotku, tym razem z wytężeniem mózgu. Zmęczona jestem realem. W mijającym tyźniu mła się zajęła tym co wokół nas się dzieje a uwierzcie że dzieje się mnóstwo spraw, które choć wydają nam się teraz dalekie i zupełnie z nami nie związane, będą na nas miały solidny wpływ. Pisałam o stanie naszej samorządności w Cebulandii, która  zdaniem mła w celu poprawy działania wymaga czegoś więcej niż tylko ograniczenia kadencyjności burmistrzów i włodarzy miast, o powszechnym na Zachodzie zwalaniu win korpokapitalizmu na migrantów i chęci żyłowania pracowników, oraz niechęci polityków do naprawy systemu benefitów, tak by był on wspomaganiem dla potrzebujących a nie systemem budowania poparcia partii politycznych i darmową kasą dla ludzi z wyuczoną bezradnością, pisałam o upadku imperium, którego konsekwencje poniesiemy wszyscy, niezależnie od tego jakie mieliśmy poglądy na temat tego tworu. Wpływ bezpośredni możemy mieć tylko na to co w Cebulandii, reszta to procesy które toczą się już siłą inercji, jesteśmy tu  bardziej świadkami i uczestnikami bez prawa głosu. Zdaniem mła tak jak waliła się komuna, tak korpokapitalizm wyczerpuje swoje możliwości i zmierzamy w kierunku czegoś nowego, obawiając się żeby to nowe nie miało autorytarnej mordy. Żyjemy w ciekawych czasach, dobrze żebyście byli przygotowani na to że to,  do czego byliście przyzwyczajeni może się szybko zmienić. 

Mła wiedzie swoje małe życie w mieście Odzi usiłując związać koniec z końcem i jakoś tam z kotami żyć. Człowiek styka się z różnymi patologiami, ale przecież żyje wielowymiarowo, na szczęście. Opłakałam bez łez Okularię, bardzo dziwne uczucie, strasznie przygnębiające. W tym roku straciłam dwie kocie dziefczynki, dodatkowo doszły zabiegi Mrutka i Helenki - ciężki coś ten rok pod względem emocjonalno - weterynaryjnym. Ech... Ostatnio pocieszająco śniła mła się Szpagetka, może to znak, światełko w tunelu, które nie zwiastuje nadjeżdżającego pociągu tylko wyjście z podziemi. Oby, bo znów we mła rozpełza się anhedonia, znaczy mła ma zaburzenia  układu nagrody w mózgu na skutek stresów. Z wiekiem coś robię się krucha. Żeby poprawić sobie nastrój poszłam do kina na coś odstresowującego - "The rivals of Amziah King", co u nas przetłumaczono jako  "Wszyscy moi wrogowie".  Żadne wybitne dzieło ale dla scen skalpowania i nalotu pszczół na szkołę w małym amerykańskim miasteczku naprawdę warto zobaczyć. Film jest amerykański do bólu, ale w ten sposób, który przypomina klasykę westernu. Jeżeli nie możesz przy pomocy prawa zapewnić sprawiedliwości, to weź sprawę w swoje ręce, tylko nie daj się złapać. No i ścieżka dźwiękowa, blue grass i całkiem nieźle śpiewający Matthew McConaughey, który w niczym nie przypomina Killera Joe, ulubionej przez mła postaci, którą stworzył ten aktor. Ponieważ jednego filmu mła było mało dla uzyskania oddechu, oblookałam też "Silent Friend" Ildikó Enyedi, tak europejski że bardziej się nie da. Polecam każdemu, kto lubi myśleć o wszelkim żywym stworzeniu, jako o całości - malutki spoiler, pelargonia w roli odźwiernej wymiata. 

No i to tyle. Nie chce nic planować na przyszły tydzień, bo moje plany coś ostatnio nie wypalają. Zdjęcia to zdziśki z tegoroczną szklaną dyńką i pełną kolekcją kamionkowych domków. Wszystko z Chin, albo innych Indii, bo u nas się już nikomu nic nie opłaca robić, ze względu na ceny energii i koszty pracy. W Muzyczniku wklejam muzyczkę z "The rivals of Amziah King".

sobota, 22 sierpnia 2026

No i bęc!

"W miarę jak demokracja jest udoskonalana, urząd prezydenta reprezentuje w coraz bliższym stopniu duszę społeczeństwa. Pewnego wielkiego i wspaniałego dnia prości ludzie tego kraju wreszcie osiągną życzenie swych serc i w Białym Domu zamieszka absolutny głupek i kompletnie narcystyczny kretyn". 

Cytat pochodzi z artykułu Henry'ego Louisa Menckena opublikowanego na łamach "Baltimore Evening Sun" z 26 lipca 1920 roku.

Ostatni w tym miesiącu wpis  z cyklu interesuj się polityką, żeby ona nie zainteresowała się tobą.  Mła nie tak dawno pomyślała sobie że może i dobrze że Star się odeszło przed tym co teraz dzieje się w USA. Nie że u nas raj i cud malina, jednakże w USA wszystko jest bardziej, nawet kretyni na najwyższych stanowiskach i oligarchiczni złodzieje jakby na sterydach. W ciągu ostatniego półrocza przyspieszyło zadłużenie USA, osiągając wartość ponad 40 bilionów dolarów, kraj wplątał się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie ( tego Star nie wybaczała żadnej administracji! ), z której nie potrafi wyjść, możliwość projekcji siły w wykonaniu USA spada tak że powstają nowe sojusze obronne, które nie są zainteresowane uwzględnianiem interesów USA, starzy sojusznicy,  tacy jak Korea Południowa, są porzucani,  co przyspiesza proliferację broni atomowej,  trwają  wojny celne i oczekiwanie na wielką gospodarczą Wunderwaffe, która ma rozwiązać wszystkie problemy Stanów Zjednoczonych Ameryki - cudownej AI. Yankees popłynęli na wszystkich frontach, tym domowym tyż. Zamiast reform mają burdel nie z tej Ziemi. Tak bardzo chaotycznie zapodam.  Po wywaleniu ludzi odpowiedzialnych za kontrolę żywności z agencji rządowych, bo przeca trzeba oszczędzać na wszystkim tylko nie na sali balowej i strukturach ICE, mają narodową epidemię sraczki, która jest rozdmuchiwana przez mendia, no i mają nawrót chorób typu odra, czy tężec, bo strach wywołany skutkami  preparatu na covid zostawił w społeczeństwie ślady a żadnej kampanii promującej rozsądne szczepienia  nie było, bo szczepionki niekombinowane niemal bezpłatne dla dzieciaków i ubezpieczalnie nie zarobią.

Ceny domów nadal rosną, ceny energii tak samo, żywność w górę, samochody takoż, giełda odlatuje od realu i zamienia się w zielony stolik. No i ten dług. Wszystkie znaki na Niebie i Ziemi wskazują na to że USA właśnie nam padają i nie pomoże tu żadne bronienie jena, czyli przekonywanie rządu Japonii by nie wyprzedawała amerykańskich obligacji,  żadne atakowanie wszystkich wokół z wyjątkiem Wujka Wowy, Xi i Kima. Pierwszy sygnał przyszedł z Iranu - olali wszelkie rozmowy z Durniem z USA. Teraz słychać że Kanada nie chce żadnych negocjacji, tylko czekać aż odezwie się UE w tym temacie. Zaczyna się olewanie rządu USA, tego się inaczej nie da nazwać. Amerykanie mają problem i to duży, bo do tego obrazu upadku znaczenia na arenie międzynarodowej dochodzi szemranie w armii. MAGA się rozpadła ostatecznie, co większe cwaniaki teraz twierdzą że Trump zdradził. Nie sądzę żeby im to pomogło, bo za bardzo umoczyli. Ameryka powoli się budzi z tego zauroczenia Durniem i jest nieco zdziwiona tym że świat wokół niej nie jest tym światem sprzed zauroczenia. Proces upadku mocarstwa to nie te półtora roku rządów Durnia, to jest dłuższa historia, którą Obama i Biden usiłowali za wszelką cenę spowolnić,  ale wobec narastającej oligarchizacji kraju, rozwoju korpokapitalizmu, braku dogłębnych reform amerykańskiego systemu politycznego, tzw. rozciągnięcia mocarstwowego, po prostu nie dali rady. USA jest już tylko jednym z wielu silnych krajów, hegemon upadł. Świadectwem głębokości tego upadku jest Dureń w Białym Domu i brak ochrony amerykańskiego interesu przez elity.

Dzisiejszy wpis ilustrują prace Josepha Christiana Leyendeckera, urodzonego w Niemczech Amerykanina, który obok Normana Rockwella tworzył plakatowy obraz "cudownej Ameryki", takiej z marzeń ludzi. W Muzyczniku stosowna muzyczka country i sam Hank Williams, prosta piosenka ze smutnym tekstem,  a w przyszłym tyźniu będą na blogim  same lekkie tematy.


czwartek, 20 sierpnia 2026

Takie tam sobie rozmyślania o imigrantach

Łatwo obwinić migranta, miliardera trudniej. Dlatego tak świetnie ma się powoli narastający rasizm i konflikty na tle narodowościowym. Mła ma do migracji stosunek dość trzeźwy, w Europie nie zmieści się prawie cała Afryka i pół Azji, w USA nie zmieści się cała Ameryka Środkowa i pół tej Ameryki Południowej. Jednakże ludzie będą migrowali, bo od zawsze migrują, od czasów kiedy nie było jeszcze żadnych granic i żadnych państw. Problem nabrzmiał i w końcu trzeba go rozwiązać, bo będziemy mieli co i raz taką Ceutę albo przerzutowe akcje ze strony Łukaszenki. Niekontrolowana migracja to zamęt, więc jasne jest że migracje należy kontrolować. W zasadzie jest to proste, zamknąć granice i już, tylko czy jest to rozsądne? Nie jest. Zacznę od klasyki - migranci zabierają miejsca pracy. I tak i nie. Prawda jest taka że migranci pracują za relatywnie mniejsze pieniądze, za które spora część Polaków nie poszłaby do roboty. Z punktu widzenia tuziemca szukającego roboty, migranci zaniżają pensje, godząc się na niższe stawki. A jak to wygląda z pozycji tego samego tuziemca kupującego w sklepie żywność.  Jest tak drogo że nie powinno już drożeć, trzeba obniżać koszty. W jaki sposób je obniżać? Można zarżnąć kurę i płakać że jajecznicy nie będzie, czyli płacić godziwie tuziemcom robiącym przy żywności, żeby potem ci sami tuziemcy wpadali w zdziwko że chlebek nasz powszedni kosztuje coś tam 50 złociszy. Można jeszcze zaćwierkać zatrudniającemu  że za dużo chce zarobić, tylko że nie wszyscy są Januszami biznesu ( tak nawiasem pisząc Januszom biznesu pewne możliwości powinno się zdrowo przyciąć, tak, jak i koncernom, które powinna w końcu dopaść ustawa antykartelowa! ).  Jak ma się wyjść na swoje kiedy podatki są jakie są, czy bardzo wielcy przedsiębiorcy nie mają aby za dużych ulg, kosztem małych pracodawców?  Nie wiem, ale wiem że coś z tą kwadraturą koła, w którą wpisani są migranci,  w końcu trzeba będzie nam zrobić, bo piendrolnie. Teraz mła się wypowie na temat pozornie tylko polityczny, bo to nie jest problem do rozwiązania dla prawicy, czy lewicy, to jest problem do rozwiązania  dla wszystkich. Powoli do ludzi zacznie w końcu docierać że prawdziwym konfliktem w którym bierzemy udział, jest ten między ludźmi żyjącymi tak se średnio, naprawdę biednymi a klasą bogatą i stale się bogacącą, dla której migranci to wygodne odwrócenie uwagi od stanu rynku pracy. To tu jest coś mocno nie tak.

Migracja migracji nierówna. Co do migracji ze wschodu w Polsce i Europie. Wskaźnik zatrudnienia Ukraińców w Niemczech wynosi obecnie równe 50% w ujęciu osób, które spędziły w kraju około 3,5 roku od fali przyjazdów w 2022 roku, wskaźnik zatrudnienia dla uchodźców z  2015 roku z Syrii i Afganistanu w Niemczech obecnie wynosi ok. 35%. Po prawie 11 latach.  W Polsce wskaźnik zatrudnienia uchodźców Ukrainy wynosi 65%, licząc z tymi , którzy przybyli przed wojną wskaźnik osiąga 80%, a doliczając pracujących studentów 95%.  Migracja z krajów bliższych kulturowo "lepiej się wchłania" na rynek pracy. W UK przed brexitem Polacy którzy robili jak Ukraińcy, przy okazji robiąc też za chłopca do bicia, w czasie kiedy torysi wyprawiali głupoty a Partia Pracy zajmowała się byciem nie tyle antyizraelską, co prawie antysemicką. Potem Polacy zaczęli wyjeżdżać i z tej ponad półtora milionowej rzeszy trwa tam obecnie coś kole 700 tysi. Za to przypłynęli ludzie na łódkach. Osoby docierające do UK na małych łodziach to "azylanci", którzy ze względów prawnych nie mają natychmiastowego dostępu do otwartego rynku pracy. Tak, to jest witaj kochany socjalu, idzie to dokładnie w tę stronę, w którą poszło w Niemczech. Odpowiedzią dlaczego tak jest, są przeciągające się procedury i hołubienie na socjalu. Jakoś nikt się nie zdobył na pomysł nakazywania prac społecznych za to utrzymywanie na socjalu. Szkoda, bo tych ludzi można by wykorzystać i przeszkolić zawodowo. Pytanie tylko czy ci ludzie naprawdę przyjechali do pracy, czy do raju. Bądźmy szczerzy - jeżeli po dekadzie pobytu w Reichu pracuje niewiele ponad 1/3 migrantów, to nie była to migracja zarobkowa tylko socjalna. Dobra, dobra - uchodźcy. Tylko dzieci dorosły chodząc do niemieckich szkół, rodzice przez dekadę mogli poznać język a zatrudnienie jest w tej grupie jakie jest. Sorry ale azylantem nie powinno się być wiecznie, wiec nie ma co udawać - Niemcy wyhodowali sobie migracje socjalną. To jest znacznie bardziej kłopotliwe niż problemy związane z migracją zarobkową.

Migracja zarobkowa ma swoje własne, nieciekawe oblicze  - firmy szukają tanich pracowników za granicą, posługując się argumentem że na polskim rynku pracy nie ma pracowników. Nie ma pracowników za oferowane pensje, czy nie ma pracowników w ogóle? To jest pytanie na które powinniśmy sobie odpowiedzieć, bo cuda wianki się dzieją. Oraz na pytanie czy chcemy rozwijać biznes za wszelką cenę, czy może robić to nieco mniej ofensywnie, mniej konkurencyjnie, za to bardziej spokojnie, bez powodowania napięć społecznych. Wiecie odwieczne prawo biznesu - prywatyzować zyski, uspołeczniać straty nie powinno być państwową doktryną. Coś bardziej mła się widzi  że państwo powinno pilnować by bogacenie się nie odbywało się kosztem wszystkich innych wokół. Mła się obawia że to kontraktowanie robotników za granicę będzie wymagało wzmożonej kontroli, bo wyrosną nam obozy pracy. To są koszty za które zapłacimy my wszyscy a nie tylko właściciele biznesów. Jeżeli nie ma pod ręką pracowników, to może pomysł na biznes powinien być nieco inny. Ostatnio coś nasz zarzund zaostrza kryteria przyznawania pozwoleń na pracę, pojawiły się już pierwsze artykuły o tym jak Kolumbijczycy będą cierpieć. No cóż, mogą poszukać pracy w Hiszpanii, która ma duży wzrost gospodarczy, więc powinno być sporo roboty dla ludzi posługujących się językiem hiszpańskim. Nie jesteśmy w stanie zbawić całej Kolumbii, mamy swoje własne kłopoty i kłopociki. Rozwiązywanie  problemu konkurencyjności przez sprowadzanie taniej siły roboczej podoba się mła znacznie mniej niż rozwiązywanie takiego problemu przez innowacyjność, zmiany w produkcji, czy cóś.  A co z migrantami? Oni na tym wszystkim też nie wychodzą najlepiej. Im dalej od domu rodzinnego zawędrują, tym dla nich mniej ciekawie. Z jednej strony niby dostęp do dobrobytu, taa... powiedzcie to robotnikom, którzy budowali Dubaj, z drugiej strony zwyczajny wyzysk i często, gęsto niechęć miejscowych, których wkurza masowe pojawienie się ludzi o innych normach kulturowych, wyznających inne wartości i zmieniający ten swojski świat, do którego byli przyzwyczajeni. Łatwiej psioczyć na migranta, niż na tego, który go zatrudnia, więc obrywają jak ten Cygan za kowala.