Miałam nie pisać, bo nad trumnami to lepiej milczeć, ale szlag mła trafia i to tak po całości! Stało się nieszczęście, takie, które w naszym kraju się nieczęsto zdarza. Nie jesteśmy aniołami, mamy za sobą zabójstwa na tle politycznym, czy takie mordy z zaszczucia, jak zasztyletowanie prezydenta Gdańska na imprezie, która nas w jakimś stopniu jednoczyła. Jednakże to co spotkało nas teraz jest inne, ma większą skalę i jest innego rodzaju nieszczęściem. Młody człowiek zabił całą swoją rodzinę łącznie z kotami, wsiadł do samochodu i pojechał do Krakowa, gdzie strzelał do obcych sobie ludzi jak myśliwy do biednych kaczek. Zabił sześć osób, piętnaście ranił i jeszcze konie dorożkarskie oberwały. Czy naprawdę myślicie że to wszystko zrobił z powodu polityki?! Bo wolał prawych od lewych, albo odwrotnie. Wybił rodzinę, bo miała inne zdanie w sprawie TK, a tych biedaków na krakowskim Starym Rynku to zastrzelił, bo wszyscy oni byli zwolennikami LGBT? Rabarbara dała mła znać że w necie poruta, więc mła dla jasności czyta i ogląda a tu, kurwa, karnawał! Powszechne ocipienie i zajob polityczny szóstego stopnia i to u wszystkich. Mało szanowni politycy i równie mało szanowni mendialni, na "łamach" mojego niszowego bloga, w zasadzie ogrodowego i namiętnie czytanego jedynie przez boty, uprzejmie donoszę - świat nie kręci się wokół Was i Waszych narracji. Jest od Was niezależny w stopniu o wiele większym niż jesteście to sobie w stanie wyobrazić w Waszych rozumkach i boleśnie rzeczywisty. To że coś się powie, czy napisze "publicznie", nie oznacza wcale że wypowiedziana, czy napisana bzdura kształtuje naszą percepcję, takie kształtowanie to proces złożony i ma małe szanse na realizację, o ile nie jest weryfikowane przez rzeczywistość. Tegoroczne wybory uzupełniające w USA powinny Wam to uświadomić. Ludzie zapytają o przyczynę tego nieszczęścia, ale dobrej odpowiedzi od Was nie dostaną, bo ten zamachowiec nie spełnia wymaganych przez Was kryteriów właściwego zabójcy. Nie jest Ukraińcem banderowcem, nie jest Polakiem różańcowym katolikiem, nie jest prawy, nie jest lewy, choć wszyscy chcą go gdzieś przykleić, jakby nie docierało do nich że ekstremalnie zaburzeni ludzie, będą szukać wszelkich ekstremów, w tym także doznań, np. takich jak granie we własnym filmie czy grze. Jego poglądy mają drugorzędne znaczenie, problemem jest osobowość. Dobry Boże, ciszej nad tymi trumnami, mniej napędzanego polityką jazgotu. To jest... gorszące.
Blog w zasadzie ogrodowy
niedziela, 8 listopada 2026
Zgorszenie.
sobota, 7 listopada 2026
Superba - Porto Antico di Genova
Genua jakby taka łódzka, ma cóś jak odpowiednik Manufaktury. To stary port, czyli Porto Antico, który jest częścią portu w Genui, obecnie wykorzystywaną jako obszar mieszkalny, ośrodek turystyczny, kulturalny i usługowy. Wicie rozumicie, ludzie odwiedzający Genuę czują się w obowiązku zobaczyć to miejsce. Podzielony jest na dwa obszary przyznane na zasadzie koncesji przez państwo dwóm spółkom oraz obszar zarządzany bezpośrednio przez gminę Genua. Teren powszechnie znany jako "Expo" , ponieważ odbywała się na nim wystawa
Expo '92 w Genui, całą renowację przygotowano na wystawę, która miała uczcić miasto związane z Krzysztofem Kolumbem w pięćsetną rocznice odkrycia
Ameryki. Porto Antico rozciąga się na długości od Piazza Cavour do
Ponte Parodi i jest ograniczony od strony rzeki estakadą, czymś dla mła urbanistycznie niepojętym. No ale o estakadach w Genui to lepiej nie mówić, w mieście były z nimi kłopoty. W 2018 roku runęła estakada Ponte Morandi, co skończyło się śmiercią 43 osób. Teraz jest nowa estakada, Genova San Giorgio, która ponoć jest najlepszym możliwym rozwiązaniem dla wymagającego górzystego terenu, zabudowanego do bólu. Sama lokalizacja estakady jest kluczowa nie tylko dla Genui, ale dla całych Włoch, ponieważ łączy autostradę A10 z portem i stanowi kręgosłup transportowy Ligurii. Port w Genui to największy morski port Włoch, zarówno pod względem powierzchni, jak i pod względem przeładunku kontenerów. Miasto z niego żyje. Mła wszystko to rozumie, ale szczerze pisząc to jest zdania że estakada urody miastu nie dodaje.
Za to Porto Antico i owszem, czyni miasto bardziej atrakcyjnym. Za projekt renowacji portu i uczynienia z niego nowego centrum miasta, odpowiada włoski architekt. Renzo Piano. To on wpadł na pomysł by nabrzeża Porto Antico , których jest jak mrówków, stworzyły rozległy obszar
z widokiem na morze, w którym znajdują się punkty koncentrujące tzw. życiowe aktywności, bardzo zresztą zróżnicowane. Mamy zatem galerie sztuki, muzea, obiektyw wystawowe i targowe, miejsca dla przeznaczone dla rozrywki, morskie akwarium i tzw. biosferę. W sumie na powierzchni ponad 230 000 kwadratowych metrów stworzono miasto w mieście. Taka Manufaktura na sterydach, wzbogacona mariną. Każdego roku w Porto Antico odbywają się dwa wydarzenia, które cieszą się dużym uznaniem genueńczyków i turystów: wiosenną Festa dello Sport oraz letni festiwal muzyki, teatru i tańca Porto Antico Estate Spettacolo, który odbywa się na malowniczym placu Arena del Mare.
Znaczy tam odbywają się
główne wydarzenia, bo festiwale tak naprawdę się rozpełzają po poszczególnych częściach całej tej portowej dzielnicy. Teraz mła napisze właśnie o nich, zacznę od najstarszej w okolicy części, w której znajduje się kilka budynków z XVII wieku, które ostały się po wielkich wyburzeniach z lat 60 XX wieku ( aby zrobić miejsce dla tej estakady, która biegnie wzdłuż portu na odcinku około sześciu kilometrów, od Sampierdarena do Foce ).
Porta Siberia to brama, która była częścią murów zbudowanych między
1551 a 1553 rokiem przez Galeazzo Alessiego . Był to punkt dostępu do
Molo Vecchio, zbudowanego jako przedłużenie Mandraccio, półwyspu
używanego w starożytności jako naturalne miejsce do przybijania statków.
Udokumentowana historyczna nazwa to w rzeczywistości Porta del Molo,
podczas gdy nazwa powszechnie używana dzisiaj jest zapożyczona od
sąsiedniej bramy, zbudowanej w czasach nowszych, która dała nazwę całemu
kompleksowi. Nazwa pochodzi od
cibaria, po polskiemu "żywność", ponieważ drogą morską przybywała i wypływała stamtąd żywność. Kiedyś mieścił się tu punkt poboru cła, dziś jest muzeum sztuki i czasowe wystawy.
Nie do przeoczenia jest Bigo, konstrukcja zainspirowana zarówno kształtem, jak i nazwą bigo ( to tradycyjny
dźwig do załadunku statków ), która pełni podwójną funkcję:
mieści obrotową windę panoramiczną, która oferuje 360 - stopniowy widok
na miasto, a jednocześnie stanowi konstrukcję nośną dla
innej konstrukcji napinającej na potrzeby znajdującego się pod nią placu Piazza delle Feste.
Bigo jest uważane w zakresie konstrukcji rozciąganych, za taki cud techniki jak port lotniczy w Denver.
Wieloramienny Bigo jest centralnym elementem Porto Antico, mła miała znowu łódzkie skojarzenia przez to że podwieszona konstrukcja dachu wantowego podtrzymuje te membrany
namiotowe, które okazjonalnie zadaszają plac poniżej. Cóś to jak czasowa Stajnia Jednorożca w Mieście Odzi. Jakby było mało to w porcie znajdują się też Magazyny Bawełny, zatem mła poczuła się niemal jak w domu, he, he, he. Budynek z przełomu wieków XIX i XX wieku, niegdyś pełniący funkcję magazynu dla towarów przewożonych w tranzycie na Molo
Vecchio, obecnie jest
wielofunkcyjnym obiektem mieszczącym Centrum Kongresowe Porto Antico di
Genova. Znajdują się sklepy, bary, kino wielosalowe oraz
wszelkie insze tzw. obiekty kulturalne i rekreacyjne. Zajmuje to wszystko powierzchnię ponad trzydziestu
jeden tysięcy metrów kwadratowych, solidne domiszcze. Przy nabrzeżu Magazynów Bawełny cumują jachty, z tych rarytetnych. Co drugi nosi żeńskie, rosyjskie imię, więc człek zakłada że wie, kim są właściciele. No cóż, to po to by można było takie luksusowe jachty budować giną ludzie w ukraińskich okopach. Te luksusy można wynająć, utrzymanie jachtu z załogą to kosztowna sprawa, więc jachty na siebie pracują. Z nabrzeża można obserwować cumujące po drugiej stronie portu promy i rekonstrukcje klasycznego pirackiego galeonu, robiącego zdawa się za wycieczkowiec. To ponoć obiekt, który był swego czasu planem filmowym dla "Pirartów" Romana Polańskiego. Jednakże to nie te wszystkie bigi, magazyny i jednostki morskie wywarły na mła największe wrażenie w Porto Antico, prawdziwym najnajem jest tam Akwarium i Biosfera.
Akwarium w Genui zajmuje się badaniami i edukacją w zakresie ochrony środowiska, no i eksponowaniem morszczyzny i przybliżaniem tego świata ludziom.
Akwarium w Genui, jak się podkreśla, zawsze dbało o utrzymanie wysokich standardów opieki
nad zwierzętami i zapewnienie im dobrostanu. Pozyskiwanie zwierząt odbywa się zgodnie z zasadą zrównoważonego
rozwoju, zawsze, gdy to możliwe, faworyzując pozyskiwanie zwierząt
hodowanych w innych akwariach, wspierając wewnętrzną reprodukcję
gatunków hodowlanych lub wymianę lub pozyskiwanie nadwyżek zwierząt
pomiędzy placówkami stosującymi tę samą politykę.
Generalnie mają tam szczęśliwie fioła na punkcie ochrony środowiska. Z kolei zaprojektowana przez Renzo Piano Biosfera, która to odjazd innego rodzaju. Kula została
wzniesiona w 2001 roku z okazji odbywającego się w mieście szczytu G8, jest zawieszona nad morzem w Ponte Spinola, w bezpośrednim
sąsiedztwie Akwarium. w Genui. To szklarnia, w której odtworzono mikroklimat lasu tropikalnego, z ponad 150
gatunkami roślin i zwierząt, w tym paprociami drzewiastymi, palmami oraz
kilkoma gatunkami ptaków, żółwi i ryb. Kula ma średnicę 20 metrów, waży łącznie 60 ton i ma
powierzchnię wystawową wynoszącą około 200 m². Gatunki roślin i zwierząt rozwijają się w niej dzięki komputerowemu systemowi
kontroli klimatu, który utrzymuje odpowiedni poziom temperatury i
wilgotności wewnątrz kuli. Klimat regulowany jest przez dwa system: sztuczny, stosowany zimą,
składający się z maszyn umieszczonych pod kulą, które
wykorzystują ciepło wody morskiej do zasilania, za pomocą pompy cieplnej i szeregu grzejników; drugi naturalny, składający się z systemu
ruchomych "żagli", które w zależności od położenia słońca zmieniają
nasłonecznienie, zacieniając powierzchnię w większym lub mniejszym
stopniu. System ten pozwala na utrzymanie temperatury
wewnętrznej pomiędzy 14 °C zimą a 30 °C latem, przy stałej wilgotności
powietrza 60%. Taki to zdziw techniki. No dobra, to by było na tyle o Porto Antico di Genova.
piątek, 6 listopada 2026
Weekendownik - liściopadnik
Politycznie nam się nieco uspokaja, bo jak to mówił Mike Tyson ""Każdy ma jakiś plan dopóki nie wyjdzie na ring i nie dostanie w ryja", znaczy politycy światowi i nasi zderzajo się z rzeczywistościo, tą mniej kreowaną przez mendia i wielbicieli. Mła ma cichą nadzieję że w przyszłym roku dojedzie się obecnych brukselskich, którzy robią się coraz bardziej wnerwiający. Nie że mła jest eurosceptyczna, wprost przeciwnie, mła myśli że czas iść naprzód i wdrażać reformy UE. Zacząć choćby od ukrócenia takich cudownych pomysłów jak pozatraktatowe rozszerzanie kompetencji KE, obchodzenie procedur i marginalizowanie demokratycznej kontroli państw, które to pomysły doprowadzają ludzi do wnerwu jak kontynent długi i szeroki. Pytanie czy się uda to np. pod kierownictwem takiej francuskiej prawicy. Hym... przypuszczam że wątpię, bo w razie gdyby jednak zwyciężyła Le Pen, w co osobiście coś nie tego, mimo korzystnych dla niej sondaży, to będzie miała bajzel na własnym podwórku. AfD to ten sam problem, tyle że znacznie większy. Bo moi mili po rzundach populistycznej do bólu prawicy przyjdzie nieuchronne rozczarowanie i nadejdzie taka żądna władzy lewica że komuna nam się przypomni. A nie da się ukryć że cóś szybko robić trzeba bo UE, czy też właściwie KE się rozpasała; Mercosur wprowadzony ot tak se, Zielony Wał, nierozliczony srovid itd. Bardzo jasnym staje się że KE demokracja cóś przeszkadza i reforma niezbędna. Podziały w sprawie reformy UE nie przebiegają tak jak nam się wydawa, taki niby eurosceptyczny Matołżesz wspomagany prze Nadprezesa podpisywał wszystko zielonoładowe jak leci, taki euroentuzjastyczny Tusku, postawił się w zeszłym roku ETPC i na tym nie poprzestaje. Jeden i drugi jakoś się nie chwali wyczynami, ciekawe dlaczego, he, he, he? Czyżby elektoraty nie zdzierżyły?
Domowo to mocno jesiennie, koty żrą żarełko jak SUVy paliwo, mła z niepokojem ogląda własne boczki - czyżby się cóś gdzieś powiększyło? Po spodniach wchodzących na tyłek bez problemu, to nie sądzę, ale w lustrze to mła jakby optycznie się zwiększyła i nie ma że nie ma. Wyglądam jak Szwajcaria, mała z dwiema górami z przodu i dość dużym zapleczem dobrobytu ukrytym z tyłu. Wygląd, który Cio Mary, szczupluteńka sylfida, określa jednym słowem - tragedia. No cóż, gdyby mła miała te parę centymetrów wysokości wincyj, to wszystko wyglądałoby inaczej, ale mła ma metr pięćdziesiąt w kapeluszu, cóś pomiędzy niskorosłym niziołkiem a mocno wyrośniętym krasnoludkiem. Mła się tak zastanawia czy nie lepiej byłoby jej być barankiem ukrytym w pudełku, którego hodować chciał Mały Książę, za pudełko mogła by robić jaka abaja. Mła by tak sama swoich uczuć estetycznych nie raziła przeglądając się w sklepowych szybach, czy domowym lustrze. Ech... Co robić, mła już nie urośnie tylko kurczyć się będzie z wiekiem, wypadałoby schudnąć, ale to bolesna procedura. Ozempiki i Mounjaro nie wchodzą w grę z tzw. przyczyn zasadniczych i nie chodzi tu o kasę, tylko o to że mła jest z tych, którzy miewają nader często tzw. ciśnienie krwi zejściowe i niskie cukry, o innych problemach nie napomykając. Poza tym są jeszcze względy estetyczne, szybka utrata wagi w pewnym wieku oznacza duuużo zwisającej skóry. Mła mogłaby przestać wyglądać jak Szwajcaria a zacząć wyglądać jak Japonia, znaczy wszystko się trzęsie i przemieszcza. No cóż, zostaje mła się cieszyć że nie wygląda jak Rosja, tak ogromna że nie do opanowania i w żaden normalny ustrój się nie mieści. Dobre i to.
Mła ostatnio nic filmowego nie ogląda, bo po pierwsze primo nie odczuwa potrzeby, po drugie nic ją interesującego jakoś nie wynalazła. Jak na razie to w mijającym tyźniu potrzebę dramatu zaspokajali u mła politycy, którzy mieli w repertuarze tragikomedię. Mła tak czuje że powinna coś przeczytać, tylko jest ten problem że sama nie wie co. Poza tym, jak już jakieś czytadło zamierza wyciągnąć, to pojawia się Mrutek, który koniecznie chce robić za bibliotekarza. Mrutek w ogóle jest niesubordynowany, wrócił z rozwalonym uchem i to tym pooperacyjnym. Nic się nie przejął wyrzutami mła, tylko wymruczał madce że tamten wyglądał gorzej. Mła musiała odseparować go od Sztaflisi, która twierdziła że jest znanym dochtorem uszkologiem i od Helenki, która z kolei wymiaukiwała że jest wykwalifikowaną pielęgniarką. Mła już widziała ten antybiotyk ładowany w ucho Mrutiego po wylizywaniu go przez dziefczynki. I tak na wszelki wypadek zastanawiam się czy czegoś w uszko nie władować, żeby się nie paprało. Na razie uszko przemyte ale mła się martwi, żeby Mruti nie rozdrapywał, jak się będzie swędząco goiło. Trzeba obciąć Mrutiemu pazurki, a to może być cóś takiego, jak dramat muzyczny Wagnera - zdeterminowana baba w hełmie czyli mła jako Brünnhilde i mój słodki Mruciu, nagle przemieniony w Albericha, wokół płomienie a nad nami niebo przecinane błyskawicami. Wszyscy śpiewają w niskim rejestrze, za to bardzo głośno i trwa to wszystko przez długie godziny.
No dobra, to by było na tyle. Fotki domowo - ogrodowe, w tym rarytetna z niechętnie pozującą Sztaflisią, w Muzyczniku muzyczka stara ale jara. Nat King Cole tym swoim ciepłym głosem śpiewa jesienną piosenkę.
środa, 4 listopada 2026
Superba - katedra w Genui
Katedra San Lorenzo w Genui czyli z włoska cattedrale San Lorenzo di Genova, to najważniejsza świątynia w tym mieście. Chyba też najbardziej oblegana przez turystów. Położona na placu o tej samej nazwie, w samym sercu historycznego centrum miasta, jest jednym z punktów "must see" w stolicy Ligurii. Wicie rozumicie, budynek tak ważny jak Palazzo Ducale, tylko szczęśliwie niestrawiony przez pożar i nieodbudowany w klasycystycznym stylu. No dobra, zacznijmy od początku, czyli jak to we Włoszech od antyku. Badania archeologiczne wskazują że teren placu i katedry San
Lorenzo był wykorzystywany jako cmentarz już w czasach rzymskich a od
połowy III wieku służył jako miejsce pochówku dla wspólnoty
chrześcijan. Badania te wykluczyły jednak obecność miejsca kultu
przed IV - V wiekiem.
Według miejscowej tradycji święci Wawrzyniec i Sykstus II, w drodze do
Hiszpanii, zatrzymali się w Genui w domu znajdującym się w okolicy
obecnej katedry i tam, po ich męczeństwie, najpierw wybudowano
kaplicę a następnie kościół poświęcony św. Wawrzyńcowi ( patronowi
miasta, dzielącemu obowiązek wraz ze świętymi Jerzym , Janem Chrzcicielem i Sebastianem ). Ponoć pierwsza świątynia chrześcijańska w tym miejscu została zbudowana około roku 569. Miało to się wiązać się z ucieczką do Genui
arcybiskupa Onorato, który zbiegł z Mediolanu obleganego przez
Longobardów. Pierwsze pewne wzmianki o istnieniu kościoła
pochodzą z roku 878, kiedy biskup Sabatino nakazał przeniesienie tam
relikwii San Romolo. Od IX wieku San Lorenzo zaczął pełnić
funkcję katedry obok Bazyliki Dwunastu Apostołów ( poświęconej San Siro
od VI wieku ), która stała poza starożytnym centrum miasta. Będąc
położona poza starożytnymi murami miejskimi ( w tzw. burgus ), starożytna
bazylika San Siro stała się zbyt łatwym celem dla ciągłych i
niszczycielskich najazdów piratów saraceńskich i nie była bezpiecznym miejscem do odprawiania obrzędów przez biskupów. Ostateczne
przeniesienie siedziby biskupiej do San Lorenzo nastąpiło w 1007 roku a bazylika San Siro została powierzona mnichom
benedyktyńskim.
Nowa ranga budowli sprzyjała urbanizacji wszystkiego wokół niej, po
włączeniu w nowe mury w 1155 roku i połączeniu trzech starożytnych centrów miejskich ( castrum , civitas i burgus ), to miejsce stało się prawdziwym sercem
Genui. Obecny budynek kościoła wznoszono w XI wieku na istniejącym już cmentarzu i stopniowo
rozbudowywano go aż do XVI wieku. Kościół został konsekrowany w 1118 roku przez samego papieża Gelazego II, jednego z tych papieży, którzy dzielnie walczyli z niemieckimi cesarzami o inwestyturę. Budynek dziś prezentuje niezwykłe
zróżnicowanie stylów; od pierwotnej struktury romańskiej, wyraźnie
widocznej na ścianach bocznych i ich portalach, po majestatyczny styl gotycki, w którym
wzniesiono asymetryczną fasadę z
dwukolorowymi czarno - białymi pasami, oraz w trzech majestatycznych
portalach inspirowanych stylem francuskim. Późniejsze interwencje
doprowadziły do włączenia elementów renesansowych i manierystycznych ,
w tym kopuły i apsydy, zaprojektowanych w XVI wieku przez architekta
Galeazzo Alessiego.
Dla mła dominującym stylem w tej budowli jest jednak gotyk. W roku 1098 rozpoczęła się radykalna
przebudowa katedry w stylu romańskim, wspierana funduszami z wypraw
krzyżowych, innych przedsięwzięć wojskowych, czytaj intratnych wojenek i podatków miejskich. Odpowiadał za nią niejaki Magistri Antelami, prace przy budynku powierzono rzemieślnikom z
regionów alpejskich, to oni stworzyli zasadniczą konstrukcję obecnego kościoła. W 1133 roku, genueńska
siedziba biskupów została podniesiona do rangi arcybiskupstwa przez papieża
Innocentego II, mile wspominanego w Polsce, ponieważ wydał bullę protekcyjną dla archidiecezji gnieźnieńskiej i tym samym odwołał rozporządzenie z 1133 roku o podporządkowaniu Polski diecezji magdeburskiej.
Z epoki romańskiej do dziś przetrwały jak wspomniałam dwa boczne portale: San Giovanni na północy i San Gottardo na południu, części apsydy i chóru oraz niektóre sekcje naw. Portal San Giovanni to najstarsze wejście do kościoła, od Piazetta San Giovanni. Powstał w latach 1118 -1142. Architraw portalu to ponownie wykorzystany element rzymski, a całość stanowi najstarszą zachowaną część dekoracji rzeźbiarskiej zewnętrznej. Niedaleko portalu znajduje się fasada baptysterium. Portal San Gottardo powstał w latach 1155 - 1160, z ozdobnym małym przedsionkiem ( tzw. protiro ). Przy jego dekoracji rzeźbiarskiej pracowali mistrzowie z Luki i Pizy. Kunsztowne głowice kolumn przedstawiają mityczne stworzenia, takie jak przedziwne dwucielne smoki i orły, postacie symboliczne ( jak choćby król Dawid ), oraz groteskowe a pełne fantazji przedstawienia, na przykład osła grającego na harfie. Oczywiście i w tym wypadku wykorzystano resztki po starożytnościach rzymskich, np. wtórnie wkomponowano element z rzymskiego marmuru z epoki cesarstwa ( datowany na około II wiek n.e. ). Kolejna wielka przebudowa kościoła rozpoczęła się gdzieś około roku 1230 ( choć pierwsze koty za płoty to rok 2017 ), rzecz jasna w stylu gotyckim, który z Francji rozpełzał się na całą Europę. Nowy projekt obejmował stworzenie imponującej fasady z dwiema wieżami i wnętrzem ze sklepionymi modnie nawami. Najbardziej gotycko wypada ta dwukolorowa, w zasadzie, fasada z czarnymi i białymi pasami, składająca się z trzech majestatycznych portali. Na mła te portale zrobiły olbrzymie wrażenie z powodu użycia różnobarwnego materiału do kamieniarki. Tak naprawdę to z perspektywy osoby która liznęła nieco historii sztuki, to główna fasada zwrócona na zachód, ukazuje przejście od stylu romańskiego do gotyku hym... na wpół francuskiego. Niesamowita mieszanka. Silnie inspirowana wzorcami wielkich katedr północnej Francji, szczególnie tej w Rouen i wspaniałej katedry w Chartres, zachowuje XIII wieczne francuskie kanony rzeźby, prawdopodobnie za sprawą wyspecjalizowanych pracowników, sprowadzonych z rejonów, w których gotyk był już stylem dominującym.
To była pewna norma że wraz z zatrudnionymi budowniczymi rozprzestrzeniały się nowinki architektoniczne. Jednocześnie jest w tym wszystkim rys rodzimy, swoisty dla tego miejsca ( mła oblookała parę starych kościołów w Genui ). Trzy gotyckie portale pochodzą z pierwszej ćwierci XIII wieku i wyróżniają się stylistycznie na tle architektoniczno-rzeźbiarskiego układu katedry. Wraz z endonarteksem włączonym w grubość dzwonnic, stanowią one jedyny ślad projektu przekształcenia San Lorenzo w całkowicie gotycką katedrę, projektu, którego realizację rozpoczętego po 1217 roku a następnie przerwano ( o czym świadczą boczne filary z przerwanymi sklepieniami ) i nigdy nieukończono. No tak to bywa z katedrami, coś zaczynano, potem zarzucano i jeszcze później podejmowano przebudowując w kompletnie innym stylu. To przemienne ułożenie pasów białego marmuru karraryjskiego i czarnego kamienia z Promontorio ( bardzo ciemnego lokalnego wapienia ), które tak zaintrygowało mła, było uznawane za symbol szlachectwa i przywilejem przyznawanym jedynie najbardziej wpływowym rodzinom Republiki, tak budować mogli tylko Doria, Fieschi , Spinola i Grimaldi. Majestatyczny a zarazem wyrafinowany efekt uzyskany za pomocą kamiennej okładziny miał głosić chwałę Superby, Republiki Genui, dumnej, bogatej, dla której finansowanie monumentalnych dzieł z dochodów z handlu morskiego nie stanowiło problemu. Tak w ogóle to zżycie miasta z morzem przeniknęło do architektury, niektóre techniki konstrukcyjne stosowane do łuków i dachów bezpośrednio zaczerpnięto z doświadczeń genueńskiego budownictwa okrętowego.
Główny portal katedry, który wywołał zachwyt mła, to przepiękna struktura, w której marmurowe kolumny przeplatają się z elementami murowanymi zdobionymi intarsjami z motywami geometrycznymi, palmetami i spiralami o wyraźnej klasycznej inspiracji. Białe marmurowe rzeźby, które nadal zdobią fasadę, pochodzą z XIII wieku. Luneta głównego portalu podzielona jest na dwie części. W górnej pojawia się Chrystus w chwale, czyli Pantokrator, zamknięty w mistycznej mandroli ( takiej całopostaciowej aureoli w kształcie migdała ) i otoczony symbolami czterech ewangelistów ( tzw. tetramorfozą czyli zwierzątkami symbolicznymi : aniołem dla Mateusza, skrzydlatym lwem dla Marka, orłem dla Jana i skrzydlatym wołem dla Łukasza ). W dolnej części ( wzdłuż architrawu ) wyrzeźbiona jest scena męczeństwa świętego Wawrzyńca vel Lorenzo, patrona katedry, przedstawionego na ruszcie. Hym... ten obraz grillowania świętego szczęśliwie ginie pod tronującym Chrystusem, mały jest. Ponoć kiedyś rzeźby te były jasno polichromowane, wzbogacone mozaikowymi teserami , masą szklaną i złoceniami , co czyniło fasadę bardziej realną, jednakże dla mła ta wyblakła wersja jest prawdziwie urodziwa. Po bokach portalu, w bocznych ościeżach znajdują się również dwa pionowe cykle rzeźbiarskie, na prawej stronie przedstawiona jest genealogia Jezusa Chrystusa według linii Jessego, zwieńczona Trójcą Świętą, na lewej stronie umieszczono szereg scen, począwszy od Zwiastowania po Ucieczkę do Egiptu, przechodząc przez Nawiedzenie, Narodzenie, Objawienie Pańskie, Ofiarowanie w Świątyni i Rzeź Niewiniątek . Bezpośrednio nad portalem centralnym znajduje się rozeta z XV wieku. Dwa mniejsze portale na fasadzie nawiązują strukturą do portalu centralnego, choć są prostsze. Archiwolta z motywem zygzakowatego pręta, jest takim typowym elementem dekoracyjnym dla francuskiej architektury gotyckiej zaimplementowanym w tej włoskiej katedrze. Oba portale zwieńczone są lunetami zdobionymi motywami geometrycznymi i architrawami, każdy ozdobiony kartuszem pochodzącym z XVII wieku.
No jest pięknie, koronkowo i subtelnie, katedra majestatyczna a odfruwa do nieba dzięki tym portalom. Żeby tak całkiem nie odfrunęła umieszczono na schodach pilnujące ją lwy. Dodano je w 1840 roku, zostały wyrzeźbione przez Carlo Rubatto. To takie neoklasycystyczne lwy, umieszczono je tam by jeszcze bardziej zmonumentalizować bryłę katedry i nawiązać trochę przy tym do lwów pod
kolumnami, umieszczonych na końcach fasady, pochodzących z XIII
wieku i przypisywanych szkole Benedetto Antelamiego. Mimo że stylistycznie to wszystko niby od Sasa do Lasa, to jednak jakimś cudem pasi, co mła uznawa za typowy włoski miracolo. W ogóle dekoracja rzeźbiarska wymiata w tej katedrze. W prawym rogu fasady, nad lwem szkoły Antelami, znajduje się
kolumna będąca zarazem rzeźbą, taka w stylu baaardzo francuskiego gotyku, popularnie zwana "Ostrzącym Noże". Postać, która w prawdopodobnie
przedstawia świętego Jana Ewangelistę, trzyma w rękach zegar słoneczny z
metalowym gnomonem. Rzeźba pełniła funkcję zegara
słonecznego dla miasta, łącząc niejako sakralną rolę katedralnego świętego z funkcją
regulatora czasu, istotnego dla handlu odbywającego się na placu przed Duomo.
Z inną niewielką rzeźbą wiąże się legenda. Mały, śpiący piesek,
wyrzeźbionego u podstawy jednej z kolumn prawego portalu ( od strony Via
San Lorenzo ), ponoć jest przedstawieniem stworzenia, które należało do jednego z
kamieniarzy pracujących nad fasadą; po śmierci zwierzątka jego
właściciel chciał uwiecznić je w marmurze, aby zachować o nim pamięć. Podobno głaskanie rzeźby przynosi szczęście, szczególnie w miłości, jednakże historycy sztuki, w trosce o stan rzeźby, złośliwie twierdzą że ta figurka to
prosty element zoomorficzny, typowy dla średniowiecznego repertuaru
dekoracyjnego XIII wieku. Taa... znamy te numery, przynosi szczęście i już, co pewnie sprawi że za jakiś czas do pieska nie będzie dostępu.
Mła nie będzie Wam tu dokładnie całej rzeźbionej części fasady opisywać, bo byłby to wpis kilometrowy, tyle tam historii ze Starego i Nowego Testamentu. Rzeźby i
detale fasady przez wieki przeniknęły do genueńskiego folkloru i często gęsto o tych drugorzędnych elementach, nietypowych lub zaskakujących jak ten piesek, tworzono opowieści zamieniające się w legendy. Zresztą nie zawsze to są rzeźby, np. tzw. Szachownica San Lorenzo
to znajdująca się na północnej ścianie ( po lewej ), pod jednym z
dużych okien niedokończonej wieży,
marmurowa szachownica wmurowana w ścianę. Wg. legendy znalazła się tam z powodu zemsty Megollo Lercariego. Genueński
kupiec Megollo Lercari, obrażony na dworze w Trapezuncie po wygranej w
szachach z dworzaninem Andronikusem, dokonał straszliwej zemsty,
przejmując greckie statki i wysyłając cesarzowi Aleksemu II beczkę
zawierającą nosy i uszy jego poddanych. Szachownica została zamurowana w
katedrze w 1314 roku jako wieczna pamiątka jego zemsty.
Taa... te szachy to taki krwawy sport. Jest też inna wersja legendy o szachownicy. Roczniki Caffaro podają, że w XII wieku spór
między Genuą i Pizą został rozstrzygnięty grą w szachy, którą wygrali
Genueńczycy i na pamiątkę tego triumfu szachownica została umieszczona na
fasadzie katedry.
Kolejny dziwny detal znajduje się w pobliżu narożnika głównej fasady, to
blok marmuru z wyrzeźbioną ręką i dłonią trzymającą mały krzyż pattée, znaczy taki, którego cztery ramiona są wąskie w środku i stopniowo rozszerzają się na zewnątrz.
Relief ten interpretowano jako przedstawienie "państwowej ręki", co
miało wskazywać że katedra do 1930 roku należała do mieszkańców Genui, a nie do
diecezji. Bardziej romantyczna wersja jest taka że jest to pomnik
młodego rzeźbiarza, który zmarł przedwcześnie podczas budowy a którego
ojciec wyrzeźbił krzyż w formie nagrobka w fasadzie katedry. Z rzeczy nielegendarnych to na marmurowych cokołach portali widoczne są liczne średniowieczne
graffiti, w tym takie przypominające herb Triestu ( włócznię świętego
Sergiusza ), będące świadectwem kontaktów handlowych między Genuą a
Adriatykiem. Znajduje się tam również "filetto" ( wzór do gry w tria ),
prawdopodobnie wyrzeźbiony przez wiernych lub pospólstwo, które
zatrzymywało się na schodach katedry. Gra była podejrzana,
ponieważ mówiono, że mężczyźni używali jej jako pretekstu do zaglądania pod spódnice
kobiet wychodzących z kościoła. Na kolumnach portalu wciąż widoczne są otwory po bełtach kuszy , będące
świadectwem krwawych walk wewnętrznych między frakcjami gwelfów i
gibelinów, które miały miejsce w Genui w XIII wieku.
Ta katedra pełna historii, nie tylko takiej przez duże H, ale bardzo malutkiej.
Wracając do historii obiektu, to pomiędzy 1307 a 1312 rokiem ukończono fasadę a także wzniesiono prawą dzwonnicę, porzucając pierwotny projekt ( z powodu kryzysu miasta po niszczycielskim pożarze w 1296 roku ), który przewidywał dwie bliźniacze dzwonnice zintegrowane z fasadą. Katedra do dziś jest taka fasadowo asymetryczna, co jednak nie zmniejsza jej urody. Jednocześnie przebudowano wewnątrz kolumnady, wstawiając nowe kapitele i fałszywe empory, dbając o zachowanie istniejących wcześniej elementów romańskich, które ocalały z pożaru. W tej samej fazie przebudowy kontrfasada została wzbogacona o dekoracje freskowe. W 1455 roku dobudowano loggię do lewej wieży a w 1522 roku dodano manierystyczne zwieńczenie do prawej wieży, co zdaniem mła sprawiło że zyskała na urodzie. W latach 1527 - 1530 katedra została uszkodzona w wyniku eksplozji prochowni znajdującej się w pobliżu Pałacu Biskupiego. Było poważnie, bo wybuch spowodował zawalenie się dachów prezbiterium i apsydy. Aby zaradzić tym szkodom, około 1550 roku Rada Miasta zleciła perugijskiemu architektowi Galeazzo Alessiemu przeprowadzenie gruntownej renowacji budynku. Projekt zakładał likwidację starej wieży Nola nad transeptem i zastąpienie jej kopułą wzorowaną na rzymskiej kopule Panteonu. Prace te jednak nigdy nie zostały w pełni ukończone, działania ograniczyły się do przebudowy apsydy, wzniesienia kopuły nad transeptem, ponownego wykonania podłogi i wykonania sklepień kolebkowych u stóp krzyża, zastępujących pierwotne drewniane kratownice. Mła się przyzna szczerze że wnętrze katedry zrobiło na niej mniejsze wrażenie niż katedra z zewnątrz. Może zbyt dużo oczekiwałam po tym oglądzie zewnętrznym. Wnętrze budowli jak to w klasycznym planie bazyliki, podzielone jest na trzy nawy i klasycznie jak to w Italii mieści rzeźbiarskie i malarskie dzieła z wyższej półki, w tym prace takich artystów jak Luca Cambiaso, Lazzaro Tavarone i Matteo Civitali. Przy lewej nawie znajduje się wspaniała kaplica San Giovanni Battista, zbudowana jako miejsce przechowywania prochów patrona miasta, przywiezionych do Genui w czasie pierwszej krucjaty przez przywódcę wyprawy Genueńczyków, Guglielmo Embriaco, zwanego Testadimaglio. Przy okazji przywiózł też artefakt zwany Sacro Catino, islamską czarę z zielonego szkła, który Genueńczycy uznawali za Świętego Graala, kielich użyty przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Znajduje się on dziś w podziemiach, gdzie mieści się Muzeum Skarbu San Lorenzo.
Wnętrze katedry było stale wzbogacane między XVI a XVII wiekiem. Freski w kaplicy Lercari namalowano w połowie XVI wieku a ich autorami byli Luca Cambiaso i Giovan Battista Castello, znany jako il Bergamasco. Renowacja prezbiterium została ukończona w XVII wieku, kiedy to, w latach 1622 - 1624, Lazzaro Tavarone ozdobił sklepienie i absydę obrazami z opowieściami o świętym Wawrzyńcu, umieszczonymi w złoconej stiukowej oprawie. W drugiej połowie XIX wieku powierzono dekorację sklepień i apsydy niejakiemu Maurizio Dufourowi, urodzonemu w rodzinie pochodzącej z Francji, która zbiła fortunę w przemyśle cukierniczym w Genui. Dufour wraz z z Piaggio Mussinim stworzył freski w stylu neo - XV - wiecznym na sklepieniu apsydy, ponoć he, he, he, cukierkowe. Freski te pozostały widoczne do 1966 roku, kiedy to podczas dalszych prac restauracyjnych, mających na celu oczyszczenie kościoła z XIX wiecznych nawarstwień, pokryto je bielą. Budynek w ostatnich 150 latach przeszedł kilka takich renowacji "oczyszczających". W latach 1894 -1900 pracami kierował architekt Marco Aurelio Crotta , pod ścisłym nadzorem Alfredo d'Andrade, potem w latach 1932 - 1933 było kolejne odkręcanie, mające na celu przywrócenie katedrze średniowiecznego wyglądu, po II Wojnie Światowej stworzono podziemne muzeum katedry pod kierunkiem Franco Albiniego, no i ostatnie, prace renowacyjne przeprowadzono z okazji Jubileuszu 2000 roku. W czasie II Wojny Światowej w 1941 roku, w katedrze miał miejsce swoisty cud, brytyjska flota, wykorzystała gęstą mgłę u wybrzeży Ligurii i zaatakowała centrum miasta. Podczas tego ataku wystrzelony z pancernika HMS Malaya pocisk trafił prosto w katedrę. Na szczęście nie wybuchł. Pocisk został usunięty przez techników i zrzucony do morza po zabezpieczeniu, dziś można oglądać jego replikę i przeczytać na tablicy tekst dziękujący Komu Trzeba za to że okazał się badziewny.
We wnętrzu na mła największe wrażenie zrobiły kolumny oddzielające wnętrza naw. Ta kolumnada podtrzymująca ostrołuki, jest jak już wspomniałam wynikiem
odbudowy po niszczycielskim pożarze w 1296 roku. Odbudowa,
ukończona około 1308 roku, stanowi wyjątkowy przypadek symbiozy
stylistycznej, ponieważ budowniczowie zdecydowali się na ponowne wykorzystanie
kolumn romańskich, ocalałych z poprzedniej budowli, wieńcząc je nowymi
kapitelami i systemem pozornych empor, co oczywiście jest rozwiązaniem rodem z gotyckiej Francji.
Część gotycka, ta dolna, gdzie kolumny podtrzymują rząd czarno-białych,
pasiastych łuków, wcale się wizualnie nie gryzie z poprzednią serią romańskich
okrągłych łuków z szarego kamienia, znajdujących się na górze, datowanych na
XI - XII wiek. Wymiana kolumn z zachowaniem nienaruszonej górnej części
była możliwa dzięki odpowiednim drewnianym konstrukcjom ciesielskim,
których budowę ułatwiło bogate doświadczenie genueńskich rzemieślników w
budowie statków. Tak, tak, pisałam że morszczyzna się przydała. Dolne kolumny mogły zatem zostać wymienione,
pozostawiając nienaruszone romańskie łuki powyżej, w galerii dla kobiet. Takim miastowym szczególikiem jest epigraf umieszczony wzdłuż kolumnady, zaczerpnięty z Kroniki
Jakuba de Voragine i datowany na 1312 rok. Tekst upamiętnia pięknymi, gotyckimi literami szlachetne
pochodzenie Genui, łącząc je z mityczną postacią trojańskiego księcia
Janusa, prawnuka Noego, który rzekomo wybrał to miejsce ze względu na
jego strategiczne położenie.
Taa... trojański prawnuk Noego, urocze. Nad centralnymi drzwiami znajdują się dwa freski namalowane między
końcem XIII a początkiem XIV wieku, przedstawiające Sąd Ostateczny i
Gloryfikację Marii Panny, oba utrzymane w bizantyjskim stylu. Pierwszy z nich namalował niejaki Marco il Greco, malarz udokumentowany w
mieście na początku XIV wieku. Być może namalował, bo tak do końca nie wiadomo. Mła bezczelnie przyznawa że wylazła z kościoła dość szybko, zdecydowanie bardziej interesowało mła to co na zewnątrz, niż jego wnętrze. Ani pomnik nagrobny rodziny
Cybo, wykonany z marmuru w XVI wieku przez Giacoma i Guglielma della
Portę we współpracy z Niccolò da Corte, ani XIII wieczny marmurowy
sarkofag w którym pierwotnie znajdowały się prochy Jana
Chrzciciela, dzieło francuskie, mła nie zatrzymały. Mła za nic mając barokowe marmury i stiuki pruła do kolumn i rzeźb cud urody portali.

.jpg)