Wpis Ani Bzikowej chodzi za mła od dłuższego czasu, mła się leniwie nad nim zastanawiała. Wydawało mła się, może nieco naiwnie, że mła by się na cóś takiego, co Bziczek wypraktykowała, mogła pisać, bo przeca mła generalnie to tak frontem do ludziów i różnych spraw ciekawa. Potem jednakże mła sobie przypomniała jak to ją "kręcą" różne zloty i zlociki, jak nie lubi zorganizowanych imprez, nawet jak wiążą się z wyjazdami w fajne miejsca. Mła tak bardzo szczerze spytała samą siebie czy miałaby ochotę pojechać na jakieś warsztaty, podczas których mogłaby poodkrywać z pomocą innych własne jestestwo? Hym... śladu nie zostało po tym optymistycznym "Myślę że bym się wpasiła", bo otóż bym się nie wpasiła, nawet jak warsztaty odbywałyby się na Karaibach. Nie wiem czy to skrajny indywidualizm ( mam nadzieję że nie, nie lubię myśleć o sobie jako istocie aspołecznej do bólu! ), czy ten sceptycyzm, który czasem zahacza o cynizm i który nie pozwala mła zawierzać w różne dobroci, czy też wewnętrzne przekonanie o braku potrzeby stosowania jakichś szczególnych działań naprawczych w młowym jestestwie. Mła nie zawsze żyje się najlepiej samej ze sobą, ale uważam ten stan za naturalny i w pewien sposób pożądany, szczerze pisząc nie rozumiem dlaczego miałabym to zmieniać. Nie wiem czy pamiętacie ale kiedyś napisałam o tym że moim zdaniem nadużywa się dziś terminu "depresja" i określa się nim różne egzystencjalne bóle, które nas gniotą. Szafuje się hojnie lekami, lecząc te wszystkie melancholie, które są niejako naturalnym objawem normalnego funkcjonowania. Mła nie twierdzi że depresja nie istnieje, mła twierdzi że nie każdy głęboki smutek jest depresją. A my boimy się głębokich smutków, cała nasza zachodnia kultura się ich boi, chcemy tylko fajnych, budujących nas pozytywnie doświadczeń. Jakby smutek nie mógł budować pozytywnie! Jak się mła nad tym głębiej zastanawia, to się jej ta cała pogoń za naprawą siebie wydawa w prawie każdym przypadku bezcelową. Nie można naprawić tego co nie jest zepsute, tylko jest jakie jest.
Mła to teraz pewnie wsadzi kij w mrowisko ale przeca szczerość to wartość sama w sobie - przepracowanie traum nie zmienia przeszłości, jedyne co zmienia to myślenie o niej. To obłaskawianie świata minionego. Mła rozumie i wie że potrzebne, są ludzie którzy mają taki PTSD, który uniemożliwia im funkcjonowanie. Jednakże większość ludzi nie cierpi na PTSD i mła zachodzi w głowę dlaczego tak wiele osób czuje potrzebę, jak najbardziej autentyczną, przepracowania traum, które nie były doświadczeniami granicznymi? Co skłania nas do szukania pomocy, w sytuacji kiedy nie mamy traumy wojny, wypadku, zbrodni? Dlaczego jesteśmy tak nieodporni na zwykłe życie? Nie wiem. Po prostu nie mam pojęcia dlaczego dochodzimy do wniosku że coś jest z nami nie tak, bo nas smutek gniecie i dlaczego nie uznajemy tego stanu za naturalny. Gabinety psychologów pełne, warsztaty, treningi świadomości pod okiem couchów od jestestwa mają się świetnie, tylko czy to wszystko naprawdę pomaga? Jakby pomagało to przeca gabinety powinny pustoszeć a te warsztaty zamierać a jednak tak się nie dzieje. To się rozwija i przypomina coraz bardziej normalny rynek usług. Kosmetyka dla duszy. Tylko prawda, smętna a jakże, jest taka że nie ma idealnej recepty na wszystkie bóle, nie ma recepty nawet na omijanie bólu i udawanie że on nie istnieje, tylko od nas zależy czy uśmierzymy to co nas boli, czy też będziemy sobie żyli bez uśmierzania. Czy naprawdę wszystkie nasze bóle wymagają zmiany myślenia o nich? Czy tak boimy się każdego smutku że wolimy żyć urojeniem, które pozwala ludziom z PTSD normalnie funkcjonować? Jak pisałam, rozumiem że są bóle z którymi normalnie żyć nie sposób, ale coś mła się zdawa że ofiary wojny na warsztatach o jestestwie nie spotkasz a i w gabinetach psychologów nie pojawiają się tak często jak powinny. Pełno za to w nich ludzi bojących się smutku, wręcz całkowicie wobec niego bezradnych. Usługi w pełnej gotowości czekają na klientów, tfu, pacjentów. To nie jest tak że to ludzie sami z siebie szukają ukojenia, że popyt wytwarza podaż, to cóś bardziej skomplikowanego, jakiś rodzaj sprzężenia zwrotnego, którego mła nie rozgryzła.Mła zauważyła że rynek literatury poradnikowej od jestestwa rozwija się prężnie, porady w kwestii zostania biznesmenem, szczęściarzem w związku, mistrzem Zen, znajdziecie w każdej księgarni. No i znów to natrętne pytanie, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Dlaczego mimo tego uzbrojenia w porady "Jak żyć", sens tego życia cóś coraz bardziej nam umyka? Mła cóś żmijka Socjologia użarła, bardzo niejasno mła podejrzewa że kryje się za tym konsumpcjonizm i stanozjednoczońskie remedia na to, że nie spełnia ten konsumpcjonizm naszych potrzeb, w świecie, w którym religijne doktryny nie stanowią już odpowiedzi. Mła na to myślenie naprowadziła pewna zmiana w konsumpcjonizmie, obecnie tryndne jest konsumowanie doświadczeń, gromadzenie rzeczy zeszło na drugi plan. To mła jakoś tak zagrało z tym leczeniem smutków, wszak konsumpcjonizm ma za zadanie uczynić nas szczęśliwymi tu i teraz. Smutki w konsumpcyjnym społeczeństwie się leczy albo przepracowuje, przy okazji na tym zarabiając. Takie są te moje socjo - podejrzenia. Kochane ludzie życie to nie bajka a na końcu się jeszcze umiera. Nieraz ciężko. Nie pomoże niepalenie tytoniu, niechlanie alkoholu i brak ćpania. Co najwyżej się w tej trumnie będzie lepiej prezentować z powodu braku ekscesów, czyli dość nudnego życia. Przepracowanie traum nie zmieni faktu że zaistniały. Sorry ale w tej sytuacji smutek to objaw jasnego osądu rzeczywistości. Po cholerę tłumić jasny osąd? Dlaczego nie mamy być z powodu ludzjiej kondycji zasmuceni? Mła nie rozumie, dlatego mła się nie nadawa na warsztaty i poszukiwanie siebie. Mła dość dobrze orientuje się gdzie jest, u progu starości, z przeszłością której nie sposób zmienić, tego nie dokona nawet demencja mła. Jest jak jest, trzeba wykorzystać te rzadkie chwile szczerości, które człowiek ma sam ze sobą i przestać się bać na zapas smutków i bólów. Taka już nasza natura że nas jestestwo boli i smuci. Naprawdę trzeba się bać stanu kiedy w ogóle nie boli i nic smuci, obawiam się że taki stan to tak bardziej pod psychiatrię podpada.
Wybrałam najbardziej nostalgiczne japońskie obrazki dla ozdóbstwa mojego wpisu pełnego dzikich podejrzeń i odpowiednio smętną muzyczkę - królowa nostalgii Kalina.











