środa, 2 kwietnia 2025

Terapia codziennością, niełatwą

Mła leczy serce zbolałe i zbliznowaciałe po odejściu Szpagetki wszystkim czym się da. Znaczy na chama zajmuję głowę i ręce czym tam podleci. Mam czym. Zrobiłam solidny przegląd info i odwaliłam prasówkę, mam nadzieję że na miesiąc starczy i świat, który nam się ostatnio coś szybko zmienia, troszki wyhamuje z tą zmiennością. Tym bardziej że ludzie coraz bardziej zmęczoni Ryżyzmem, zaczynają "otorbiać" problem, znaczy ignoruje się występy, zakładają najgorsze i robią swoje, co zdaniem mła z czasem uspokoi sytuejszyn międzynarodową. Te pretensje  Amerykanów do reszty świata się wypalą. Polityczne wyszły już z szoku po występach a mendia się zakałapućkały tymi sensacjami. Jeszcze trochę a będziemy mieli ignorowanie kolejnych oświadczeń najwyższego amerykańskiego urzędnika. Mła się aż nie chce wierzyć że to tak szybko postępuje, ten spadek znaczenia przeca kraju z olbrzymią gospodarką. No ale jest, jak jest, świat się w końcu nieustannie zmienia, trza to brać na klatę i kiwać głową ze zdumieniem że ci od teorii przeciągania liny mieli rację. Wicie rozumicie - przy przeciąganiu liny często się zdarza że padają obaj przeciągający, tylko w różnych odstępach czasu. Ech... tak po prawdzie europejski problem z amerykańskim mentalem polega na różnym postrzeganiu wolności - w USA jest  "wolność do" w  Europie "wolność od".  Europa nie rozumie tych gorzkich żalów za petrodolarem, który pozwalał sprzedawać najlepszy amerykański produkt - walutę, kiedy ma na europejskich ulicach stada migrantów z Bliskiego Wschodu. Ich obecność  jest efektem chęci utrzymania petrodolara w grze, co Europę, której usiłuje się zabrać "darmowe" amerykańskie wsparcie zaczęło wnerwiać.

Duża część ludzi w USA z kolei  uważa że mamy rzeczywiście darmowe wsparcie militarne, nie zdając sobie sprawy z ceny jaką za to płaciliśmy.  Ponadto większość  Yankees kompletnie nie kuma europejskiego mentalu, jesteśmy dla nich niewolnikami  państwa. Hym... tego że są niewolnikami sroższego pana, czyli  korporacji,  jakoś zauważyć nie chcą, goniąc to swoje american dream. Smętny ten rozłam Zachodu. Za miesiąc z hakiem u nas wybory prezydenckie, mła ma jednak wrażenie że właściwie jest już po wyborach. Szczerze pisząc nawet mła się pisać o tych wyborach nie chce, kampania prezydencka nudna jak flaki z olejem, w dodatku wszyscy zdają sobie sprawę że chodzi o wybór notariusza. Mła zatem uważa że  łobowiązek prasówkowy odwalony i tymi wszystkimi politycznymi gierkami typu geopolo, wybory prezydenckie i inne teatry polityczne  zajmować się już w tym miesiącu nie musi. Tak po prawdzie to są dla mła ważniejsze sprawy na tym świecie, którymi będzie zasypywała smutek.

Na ten przykład mła obecnie przeżywa dość silny wkarw związany z leczeniem Pana Dzidka. Szpital w osobie młodego lekarza zaćwierkał że będzie  wypisywał Pana Dzidka z oddziału udarowego,  zamiast na oddział rehabilitacyjny, to do domu. Wszystko fajnie, tylko że super osiągnięciem Pana Dzidka jest samodzielne stanie przy chodziku, przy pierwszym kroku leeeciał... Nie wiem jak ma ten rehab w domu przebiegać, co z pójściem do łazienki czy z posiłkami? Przecież to jest formalnie samotny, stary człowiek, sąsiedzi pomagają ale państwo też się powinno trochę poczuć - facet płacił ponad dzieści lat składki a teraz co? Wiem że szpital nie przytułek ale tu qurcze o rehab chodzi a nie o trzymanie staruszka na szpitalnym garnuszku w nieskończoność. O terapię, bo przywracanie sprawności to leczenie.  Mają go usprawniać teraz a nie za pół roku. Za pół roku to będzie po ptokach. Pan Dzidek się nie wykłócał o ten oddział rehabilitacyjny,  cieszył się że niedowładów wielkich nie ma. Przestraszył się dopiero przy próbie poruszania. Mła się martwi żeby ciśnienie mu nie skoczyło na tym udarowym z tych nerwów. Co za dupanda!  Oczywiście mła ze swej strony podjęła kroki po pogadance ze starą pielęgniarką i Pan Dzidek zaczął ociupinkę dreptać, wypłakując, bo rozruszanie nie jest przeca ani łatwe, ani przyjemne. Obecnie mła usiłuję wymusić na owym młodym doktorze choć tydzień rehabu szpitalnego, na innym oddziale. Na moje oko tyle wystarczy żeby Pana Dzidka  można było dalej rehabilitować w domu.

Ogród u mła leży odłogiem, zarówno w Alcatrazie jak i na Suchej - Żwirowej porasta trawa. Mła obiecuje sobie że się zabierze ale najsampierw odgruzuje chałupę, co też proste nie będzie, bo nie dość że mła ma tzw. swoją robotę, to teraz jeszcze mła ten szpital wypadł, sprzątanie u Pana Dzidka  i kto wie co będzie dalej. Cała mła nadzieja w tym że sąsiadka Ela będzie pomagać w doglądaniu a jakby co ciężkiego na nas trafiło to są jeszcze chłopaki z dołu. Jak widzicie  czasu na ogród mało i w związku z tym ogrodowanie mła sprowadziło się ostatnio do kupienia pierwiosnków kluczyków, które mła zamierzała posadzić w okolicach Najpiękniejszej. Mła w ogrodzie bywa z doskoku, patrzę co tam kwitnie, jakie rośliny trzeba wspomóc, co ewentualnie rozsadzić ( wygląda na to że mła będzie musiała popracować na serio z miodunkami i odtworzyć ułudkowe łączki razem z tymi z zawilców leśnych, nie mylić z zawilcami gajowymi ). Mnóstwo roboty mła czeka, szczerze pisząc to nie wiadomo jak mła temu  ma podołać, bo u mła siły jakby już nie te co kiedyś. Mła odczuwa że ząb czasu nieco ją nadgryzł. Ech... "Gdy się człowiek robi starszy, wszystko w nim po trochu parszywieje" - jak pisał Boy - Żeleński. Mła ma takie wrażenie że  u niej to parszywieje nie tak po trochu ale po całości.  Takie podłamstwo ma psychiczne, które się na słabość  fizyczną przekłada. Widzę że to nie idzie u  mnie w dobrym kierunku, do przekonania że żyję pożyczonym życiem jeszcze nie doszło ale cóś nie najlepiej jest z odczuwaniem u mła. To przez to że odejście Szpagetki było tą kroplą, która przelała czarę goryczy, w ciągu ostatnich dwóch lat pochowałam pięć bliskich mi osób i jeszcze Szpagetkę. Straciłam też Pasiaka. Trochę dużo jak na jedną mła.

Cholera, znowu narzekam, znów się ze mła ulewa. Ech... Niby zajęć od groma a na narzekanie to się zawsze czas znajdzie. To ponarzekam ogrodowo, zawsze to milsze niż zwyczajne skwierczenie. Nie że Alcatraz jakiś niewdzięczny czy coś, nic z tych rzeczy. Alcatraz zostawiony sam sobie dokonuje selekcji, rośliny, które mu nie paszą mało dyskretnie wykańcza, to co mu podpasiło sieje się jak wściekłe i powoli zadarnia ogród. Jeżeli o coś mam do Alcatrazu pretensje, to o zbytnie sprzyjanie siewkom paskudnych jesionków. Natomiast temu co Alcatraz wyprawia z ciemiernikami, mła przyklaskuje. Jak tak dalej pójdzie to mła się zastanowi nad owacją na stojąco, bowiem Alcatraz postanowił zamienić się w Ciemiernikowszczyznę po całości. Mła się ten pomysł bardzo podoba, ogrodowanie najbardziej cieszy mła wczesną wiosną. Późną wiosną, latem i jesienią ogród jest jedną wielką bazą kotów, mła w tych porach bardziej skupia się na ogrodowaniu na Suchej - Żwirowej. Alcatraz sobie dziczeje, koty w nim szaleją, pojawia się żywina typu krewni Posrywka a mła sobie może urządzać drzemki na kocyku w cieniu drzew. Ponieważ jestem miastowa do bólu, to odgłosy fabryczne  mła w tych zaleganiach nie przeszkadzają. Za to wczesną wiosną Alcatraz pięknie zakwita i cieszy oczy mła i jej serducho zgnębione ciemnością i chłodem zimy. Niestety Alcatraz nie ma wpływu na Wielkiego Pogodowego, który od czasu do czasy lubi się wyzłośliwić. Niekiedy naprawdę wrednie. No i teraz będzie  właściwe narzekanie.

W tym roku Wielki Pogodowy wyzłośliwiał się już w lutym, na przemian racząc nas dniami aż nadto ciepłymi jak na przedwiosenną porę,  po to by zaraz przymrozić i to tak solidnie. W związku ze związkiem, mła jest dość mocno poszkodowana w ciemiernikowych zasobach. Roślinom w zasadzie nic się nie stało ale wiele odmian, zwłaszcza z serii HGC, ma  pouszkadzane kwiaty. Mróz załatwił pąki i dopiero teraz niektóre z tych odmian pokazują normalnie rozwinięte z kolejnych pąków kwiaty. No niestety, mieszańcowe ciemierniki są bardziej wrażliwe niż te podstawowe dla naszego klimatu gatunki i nie zawsze człowiek może się cieszyć takim ciemierniczym kwitnieniem, jak to w ogrodach Francji czy Wielkiej Brytanii. Wielki Pogodowy tak kombinuje żeby się ogrodnik żyjący w Europie Środkowej zbytnio nie rozhulał - tydzień ciepełka i srruu, cztery mocno mroźne nocki! Taka polityka Wielkiego Pogodowego sprawiła że mła nie tylko martwiła się kwiatami ciemierników. W tym roku to nawet krokusy oberwały i to solidnie, bardzo krótko cieszyłam się urodą tzw. krokusów  botanicznych, głównie Crocus chrysanthus. Najpierw ich kwiaty zarobiły marznącym deszczem a potem domroziło. 

Na szczęście w ogrodzie oprócz rarytetnych ciemierników mnóstwo swojskich siewek produkujących bardziej odporne kwiaty. Mła dzięki temu może się  cieszyć w tym roku całkiem niezłym kwitnieniem, mimo złośliwości Wielkiego Pogodowego.

Ciemiernikom towarzyszą wiosenne cebulaczki: cebulica syberyjska w paru formach, śnieżniki w odmianach i puszkinie. Dają czadu też fiołki odoratki i powoli zbierają się do lepszego kwitnienia przymrożone wcześniej bratki. Dają radę, jak ta dziczyzna, która u Ani Bzikowej powoli wypełza spod Projektu.

Teraz mła się martwi kolejną prognozą kiepskiej pogody, w weekend ma zacząć mrozić nocami, dla miasta Odzi przewiduje się w porywach cztery na minusie. No a właśnie zaczęły kwitnąć magnolki. Taa... Jak tu nie podejrzewać Wielkiego Pogodowego o małpią złośliwość?!

Dobra, tyle tego ulewania się i narzekania. Spróbuję cóś obejrzeć i może nawet zasnę. Ostatnio ciężko u mła ze snem, nerwy ze mła wychodzą albo co, bo mimo zmęczenia słabo sypiam. Głównie wałkuję w myślach pokonywanie przez Pana Dzidka domowych tras z chodzikiem, trzeba to jakoś z głową zorganizować, żeby było bezpiecznie. Ech... Nic to, jakoś to będzie, zawsze jest jakoś. Dziś fotki ogrodowe a w Muzyczniku same cymesy z Krakowa od Zygmunta Koniecznego.


wtorek, 1 kwietnia 2025

Geopolówka

W tzw. polityce światowej trwa bicie piany przez obecną administrację prezydencką w USA. Trwają  "rozmowy o pokoju" i jakieś frajerskie próby resetu stosunków z Rosją. Hym... Bush próbował, Obama próbował, teraz Ryży próbuje. Wszyscy powielają złudzenia Roosevelta ale jego naiwność wobec Rosji tłumaczyła zaawansowana choroba, amerykańskich prezydentów XXI wieku tłumaczy tylko polityczna głupota. Najśmieszniejsze że Rosjanie w dupie mają te umizgi,  bowiem bardziej realnie oceniają sytuację. Idée fixe Wujka Wowy nie zniknęły, Wujek Wowa to co najwyżej może traktować obecne umizgi jako okienko możliwości, które  się wkrótce zamknie, bo real skrzeczy. Rzecz wygląda bowiem  tak: dwa upadające imperia, każde w innej fazie upadku, grają zbyt wysoko nie mając tak naprawdę silnych kart. Zanim chłopcy i dziewczynki z MAGA się zorientują, USA rzeczywiście będzie bliżej Rosji, niż kiedykolwiek było. Ekonomicznie, politycznie, ech... Potęga USA opierała się na swobodnym handlu morskim, za moment to Europa i Azja zaczną budować system ochrony statków i stawiam na to że nie będzie to taki przeżytek jak drogie lotniskowce i zabawa w pana mórz się dla USA skończy. Rosji z tzw. trójprzymierza Rosja - Chiny - Iran wyłuskać się nie da. Im szybciej to w USA zrozumieją, tym dla nich lepiej.

Jest duży problem z amerykańską kasą a zrobienie z tym porządku byłoby takim strzałem w amerykańską mentalność że politycy pospołu z finansującym ich kapitałem by się nie pozbierali. USA obecnie zarzynają się własną ręką, administracja Ryżego wie jakie problemy trapią USA, diagnostami są świetnymi,  ale lekarstwo, które stosuje na te przypadłości jest gorsze niż sama choroba i w dodatku nieskuteczne. W obecnej administracji panuje chaos, który będzie się pogłębiał. Ryży był i  jest leniwy, więc za jakiś czas jego kontrola nad rządem ograniczy się do robienia show na jego użytek, bo tylko w tym jest naprawdę dobry a MAGA zderzy się z rzeczywistością. Rosjanom zostaje tylko nie przeszkadzać a od czasu do czasu jaki kijek w szprychy wsadzić i grać na osłabienie głównego konkurenta, dawnego wroga z czasów świetności. Oczywiście Rosjanie, czytaj pośrednio Chiny,  będą usiłowali wykorzystać osłabienie USA ale szczęśliwie sami Rosjanie są za ciency w uszach żeby grać o naprawdę  duży kawałek tortu. O ile USA po Ryżym będą miały jakieś podstawy by się odbić, to Rosja przechodzi "w stan spoczynku".  Tak by  można w skrócie przedstawić próbę "zawarcia pokoju" w takim szerszym ujęciu.

USA vs UE i ... Azja oraz Australia. Amerykanie zapędzają się w kozi róg przenosząc MAGA fiksacje z  polityki wewnętrznej na politykę zagraniczną. Powoli zaczynają zauważać jednak własne ograniczenia, ta mocarstwowość ma swoje szklane sufity. Obecnie własna niemoc zwalana jest na Europę, która jak to ona, powoli i w bólach tworzy się na nowo a także na innych sojuszników. Wróżka Edna miała rację, żadnej armii EU nie będzie i urzędniki z KE mogą sobie nad tym jedynie popłakać. Nikt rozsądny bezpieczeństwa kraju KE  nie powierzy, bowiem nikt nie chce mieć podobnego bajzlu jak w Hameryce -  ideologów zarządzających armią. My, znaczy Cebulandia,  stoimy z kraja, nasze zadanie to jak najdłużej utrzymać Amerykanów w grze i tu tworzymy koalicję z Brytyjczykami, którzy rozsądnie patrzą na francuskie pobrzękiwanie szabelką.  Jesteśmy na samym początku tworzenia europejskiego systemu zintegrowanych sił zbrojnych, takich zupełnie nie związanych z organizacją o nazwie UE, zanim sprawa ruszy nie ma co się sadzić na  działania typu płaćcie Yankees za bazy, bo na wuj nam one skoro artykuł 5 to rzecz papierowa.

Proliferacja broni atomowej  jest już właściwie przesądzona, od  kiedy Ryży zaćwierkał o 10% budżetu tajwańskiego na obronę i stwierdził że Japonia, Korea Południowa i Australia to pasożyty USA. Zarówno Korea Południowa jak i Japonia są krajami dla których wyprodukowanie nuków to nie kwestia lat tylko miesięcy, USA zatem pięknie same eliminują się z Azji Pacyficznej. Zgadnijcie z kim teraz Europejskie gadają o zacieśnieniu współpracy? Co prawda Hamerykanie zorientowali się że z Japonią to  zbabolili i czym prędzej cóś tam o bazie ale mleko się rozlało. Japończycy  pięknie się uśmiechają i zaczynają ponownie oswajać społeczeństwo z atomem ( w kwestii wspólnej odpowiedzi na cła Ryżego to nawet oswoili z Koreańczykami i Chińczykami - Ryży zaprawdę godzi ).  Ponadto Japończycy  zaczęli wyprzedawać hamerykańskie papiery dłużne. Taa... miejsca opuszczone zajmują inni gracze i tyle, powoli jakby zaczynało to oczywiste docierać do MAGAów.  W Europie bombę najszybciej będą mieć Skandynawowie, na naszą poczekamy ale nie mam najmniejszych złudzeń że idziemy w kierunku własnych nuków. Zobaczycie jak program elektrowni atomowych, planu pokojowego, nagle przyspieszy, he, he, he. Przeszkodzić temu powszechnemu nuklearnemu zbrojeniu się nikt nie przeszkodzi, USA mogą się co najwyżej zapluć - "Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało". Głównie zresztą będą psioczyć w kwestii irańskiej i tyle ich, bo realnie nic zrobić poza otwartą wojną z Iranem nie mogą. Ta amerykańsko - irańska wojna coraz  bliżej na horyzoncie, bo posiadanie broni nuklearnej przez Iran diametralnie zmieni układ sił na Bliskim Wschodzie. No i wówczas nie da się już wmawiać  że "ratuje się tyłek Europie", bo dla wszystkich a nie tylko dociekliwych stanie się jasne że okolice Kanału Sueskiego ostrzeliwane są przez proirańskich Hutti nie z powodu chęci dopieprzenia Europejczykom.

W grę  wchodzą przede wszystkim interesy izraelsko - amerykańskie, Europa obrywa rykoszetem za kiepską politykę bliskowschodnią USA. Tak w ogóle to uderzanie w Hutti to straszna słabizna jest, jeśli o mła chodzi to Hamerykanie mogliby sobie odpuścić to ratowanie naszego tyłka w sprawie przepływu towarów z Azji. Europie wzrost cen na towary z Azji bez podnoszenia ceł to by się przydał. Jednak akurat w tym miejscu interesy europejskie jakoś dziwnie Yankees bolą, he, he, he. Taa... Cały dla nas Europejczyków problem z ta bliskowschodnią polityką hamerykańską jest taki,  że tak po prawdzie to Hamerykanie zajmują się głównie pielęgnowaniem kryzysu w tym rejonie, a skutkami obdarzają notorycznie Europejczyków, bo  ci wszyscy Syryjczycy czy Palestyńczycy, czy kto tam jeszcze,  nie wyemigrują przeca do USA. Obecnie  Ryżowate naiwnie wierzo że Rosja przestanie mieszać w tych okolicach, jak im nieba przychylą na Ukrainie. Durne te zawierzenia co cud. Przez takie działania Europejskie czujo  że strategicznie dla Europy jak i np. Chin nie jest korzystne zarówno rewizjonistyczne podejście Rosji, jak  i redefiniowanie globalnego systemu przez USA. Znaczy niby pojawia się wspólny interes.  Jest  to o tyle niebezpieczna sytuacja że Chinom nie wolno ufać, tylko dlatego że jedziemy na jednym wózku.  Nie ma co dopuszczać Chińczyków zbyt blisko,  bo  to grozi nam rozmontowaniem Europy  od środka. Najciekawszym info z Bliskiego Wschodu było to o opuszczeniu Hutti przez rosyjskich doradców na tydzień przed planowanym atakiem USA i tu dochodzimy do zdziwnych zabaw dziefcząt i chłopców z administracji Ryżego,  czyli przesypywania informacyjnego piaseczku za pomocą nieatestowanej łopatki i dziurawego wiaderka.

W tym miejscu mła musi nadmienić jak bardzo  polityka  hamerykańska  przypomina mła tą nadwiślańską. Obecna administracja amerykańska jakby chciała Wróżce Ednie przyjemność sprawić, Ryżowate robią wszystko żeby potwierdzić że są równie sprawne w zarzundzaniu jak  nasze swojskie PiSdnięte. Zrobili  sobie nawet własną wersję Dworczykgate, która u nich się nazywa Signalgate. Nie da się ukryć że ich wersja lepsza, bo maile Miszy Dworczyka z niezabezpieczonej, publicznej sieci zapodała wtyka, natomiast wybitni od Ryżego na spotkanko rządowe na podobnie niezabezpieczonej, publicznej sieci,  sami zaprosili osobę postronną. Jakby było mało to nieprzychylnego Ryżemu et consortes pismaka. Może dlatego taka lepsiejsza ta ichnia wersja że tradycja mieszania tego co rzundowe z tym co prywatne większa, wszak Hilarii się już myliło. Kiedy  do mła doszło jeszcze że hamerykańska  główna śledząca czyli Tulsi Gabbard,  błyszczy danymi w sieci, to mła pomyślała że to zupełnie jak w domu i deja vu doznała w sprawie idiotów na stanowiskach.  Mła ciekawi kto będzie robił za Jacka Demolkę Sasina administracji Ryżego, Elona nie obstawiam w tej roli, bo Elon jest zwykłym zderzakiem do wymiany. Elonu jak sam twierdzi, ponoć posiada nieosiągalne dla zwykłych ludzi zdolności pamięciowe i techniczne, co mu się wytworzyło kosztem zdolności interakcji społecznych. Idealna osoba do robienia polityki społecznej, he, he, he.

Ryży na tle swojej  ekipy błyszczy głównie z powodu słowotoku, który dla wszystkich poza USA jest  męczący, nawet dla Rosjan, no ale oni muszą znieść z godnością o ile chcą jeszcze tę agonię Wujko Wowowej Rosji przedłużyć. Ryży poza tym zdawa się słabo kontrolować to co się wokół niego dzieje, powtórka ze Ślepego Józka, kiedy administracja sporo rzeczy robiła poza najwyższym urzędem. Cóż, radości starości. Najnowszym pomysłem Ryżego jest to czego nasze PiSdnięte z przyczyn oczywistych robić nie mogły, znaczy zakazywanie zbliżeń pomiędzy państwami czy organizacjami.  Zdaniem Ryżego krzywdząca USA Kanada pod żadnym pozorem nie powinna skręcać w stronę  UE czy nawet  poszczególnych państw europejskich, rzecz jasna też krzywdzących USA. No a cóż Ryży na to może poradzić, obłożyć wszystkich 500%  cłami? Krzywdzicieli jednych. To poczucie krzywdzenia przez innych i brak rzeczywistego oglądu własnych zaniechań Hameryka Ryżego dzieli z  Rosją Wujka Wowy. Jakoś nie chce dotrzeć do ryżego łebka że podwyższenie amerykańskich ceł tak naprawdę oznacza samoeliminację USA ze światowego rynku. Powinien poczytać o przyczynach Wielkiego Kryzysu. No i o tym dlaczego tzw. dysrupcja pozostaje czasem tylko na etapie rozwałki. Patrzę i oczom własnym nie wierzę jak ta polityka oderwana jest od realu. Jak powtarzają błędy typu "ukraińska umowa", jak nie dostrzegają że zawiązują się nowe sojusze przeciwko Stanom.

Jak USA chcą izolacjonizmu to go będą miały, w końcu nie ma przymusu handlu z USA. Dla nikogo. USA mogą być krajem samowystarczalnym, znaczy he, he, he, bez Grenlandii, Islandii, Kanady czy Meksyku. Nawet bez migrantów w roli siły roboczej zatrudnianej na czarno. Kopalnie sobie mogą na własnych terenach rozwijać, choćby w indiańskich rezerwatach. Przeca jak się uprą to jajka będą w stanie produkować i pokonać Rosję na rolniczym polu, bo tam to z jajkami krucho i z masłem. Może nawet tak jak my, mieszkańcy Cebulandii,  leżącej w zdegenerowanej Europie,  będą się pultać że masło w okolicach świąt to drożyzna, Panie tego.  Mła zaczyna dołączać do tych, którzy chcieliby żeby Amerykanie zajęli się głównie własnymi problemami wewnętrznymi i przestali udawać wszechmogących na arenie międzynarodowej, gdzie powolutku ale za to nieustająco,  na skutek działań własnych tracą na znaczeniu. Przewiduję w sprawach wewnętrznych  USA tzw. walkę  o praworządność, która  skończy się tym czym skończyła się dla Cebulandii, chaosem prawnym. Warren Buffett przeniósł interesy do Japonii, stary lis ma czuja. Hamerykanie generalnie nie mają, są obecnie w tej samej fazie zawierzeń w jakiej w 2016 byli Cebulowi. Wstają z kolan by wyrżnąć czółkiem w parapet, z perspektywy doświadczeń zarzundzanej przez populistów, zdziwnie to się ogląda jak się wie jak to się kończy. Nie widzą jak na razie zanurzeni we własnej polityce wewnętrznej tej katastrofy, którą powodują działania zewnętrzne ekipy Ryżego i która będzie miała na nich  o wiele większy wpływ niż sądzą. Kiedy USA nie będą oglądały się na świat, świat przestanie się oglądać na USA. Już widzę jak namówieni przez Ryżego Arabowie inwestują w Rosji, he, he, he.

U nas lewa strona sceny politycznej usiłuje przedstawiać ekipę Ryżego jako wściekłych konserwatystów. Hym... no nie, konserwatyści mają szacunek dla instytucji państwa, rewolucyjne działania to nie oni. Konserwatysta uznaje prymat prawa nad nad wszelkimi formami władzy, a w przypadku Ryżowatych mamy do czynienia z atakiem na prawo i instytucje państwa. Mła nie odmawia rządzącym prawa do zmian ale nie kuma jednego, mając za sobą władzę ustawodawczą, władza wykonawcza może zmieniać wszystko na ścieżce prawnej. Nie wiem po jaką cholerę rozporządzenia prezydenckie kiedy można iść ścieżką właściwej legislacji?  Komuś się marzy władza absolutna?  Naomi Klein w książce "Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne" na rozmaitych przykładach opisała jak siły polityczne korzystają z sytuacji, gdy ludzie są czymś zszokowani, bo wtedy łatwiej jest ich skłonić do zaakceptowania rzeczy, których nie zaakceptowaliby w innej sytuacji. Czyżby to było to? Hym.. no to rewolucja za niedługo zacznie zżerać własne dzieci, bo idea władzy absolutnej w USA nie przejdzie. Nie ta historia, nie ten mental. Ciekawe że USA zachorowało na tzw. neokonserwatyzm akurat teraz, mła sądzi że to na skutek opresyjnego wokeizmu, braku reform systemu wyborczego, duopolu partyjnego, który nijak nie przystaje już do realu i właściwie we wszystkich państwach z duopolem partyjnym kreuje głównie problemy i silną polaryzację społeczeństw. Uczymy się na własnych błędach i patrzmy co  robią z państwami cudze i czym prędzej myślmy nad naszymi własnymi reformami, przede wszystkim nad zniesieniem progów wyborczych i sposobem rozdzielania mandatów. Ani Zjednoczona Prawica ani Koalicja Obywatelska to w długiej perspektywie  nie jest dobry pomysł dla obywateli.

A jak już jesteśmy przy wyborach to się dzieje. W Turcji Sułtan postanowił zrobić wariant rumuński, czyli uniemożliwić kontrkandydatowi start w wyborach prezydenckich. Trudno nie było, bo podobnie jak w przypadku rumuńskiego kandydata, było się o co przyczepić. Tylko że Sułtan przyczepił się o cóś całkiem inszego, zapewne bojąc się tego że postawienie prawdziwych zarzutów mogłoby skutkować postawieniem takich samych i jemu samemu. Skutek jest taki że z okazji końca Ramadanu było więcej wolnego, żeby ludzie do rodzin się porozjeżdżali a nie wyłazili na ulice w Stambule. We Francji podobna aferka, tylko jakby zdecydowanie lepiej zrobiona, bo Marine Le Pen złapano razem z towarzystwem na przewalaniu unijnej kasy, tak w stylu naszego Rysia Czarneckiego i skazano wszystkich jak leci a nie ją samą wybiórczo. Jedyne o co tak naprawdę może teraz Marycha  walczyć to o  zniesienie zakazu startu w wyborach prezydenckich, bo z przewalania kasy się nie wywinie, kwity so. Znając życie  to Marycha pójdzie do sądów wyższej instancji a wtedy co niektórzy zaczną publikować szczegóły przekrętów. Zdaniem mła trza się przygotować na kandydaturę Bardelli, bo Marycha zdrowo umoczyła. Ryży z lekka zaniepokojony, on tu roi o kolejnych kadencjach a tu takie niemiłe info z zagramanicy, jeszcze komu co do głowy w USA wpadnie. Słoneczko Węgier też się wypowiedziało, tak na wszelki wypadek, bo na Węgrzech jakby większe zachmurzenie. 


Dobra, to było podsumowanie minionego miesiąca w polityce światowej, przed nami jutro "Dzień Wyzwolenia" Ryżego czyli oclenie wszystkich jak leci, choć zdawa się tzw. rynki myślą że to Prima Aprilis. Będzie się działo ale co i jak, to się zobaczy później. Teorii spiskowej pod tytułem zrób krach i kup akcje po taniości mła nie kupuje, za duże ryzyko, bo z kryzysem jak z pożarem - można nie opanować. Jak na razie  idzie przez Ryżego zapodawana wersja że będzie gorzej zanim będzie lepiej a taryfy są między innymi po to, aby zmusić inne państwa do ustępstw i obniżenia ich często niesymetrycznych taryf. Taa... Tylko że amerykańskich samochodów czy przetworzonej żywności nie z powodu podatków w Europie, czy Azji się nie kupuje. Wydawa mła się że te cła to jest bardzo wygodny w formie podatek nałożony na obywateli i innych pomieszkujących w USA. Tych którzy jednak będą kupować oclone towary pochodzące z importu. Choćby dlatego że w USA wielu rzeczy się nie produkuje, bo nie ma kim. Mła pisze o tzw. wartości dodanej, kupa solidnie wykwalifikowanych ludzi pracuje w amerykańskich korpo w Europie, w której działają prawa pracownicze i raczej zmienią szybko pracodawcę niż wyniosą się do Krainy Wiecznego Zapiendrolu. No i kto tę wartość będzie w USA dodawał? Wojny handlowe to żadna nowość , najciekawsze że  zaprzestano ich nie ze względów ideologicznych tylko dlatego że się nie opłacały. Jak na razie rozwalaniem Deep State i medialnie rozrabianą deportacją członków gangów udawa się przykryć słabość gospodarczą pomysłów tej hamerykańskiej ekipy ( która dla mła jest pewnym zaskoczeniem, bowiem Republikanie zazwyczaj mają pomysły podnoszące gospodarkę, no ale MAGA jest specyficzną formą tej partii ), pytanie tylko jak długo? Zobaczymy, pożyjemy.  Dzisiejszy wpis zdobią rysunki Léo Foresta, kocie bójki paszą do tematu. W Muzyczniku ta część koncertu Mozarta na flet i harfę, która zawsze mła kojarzyła się z wiosną.