Biało, mroźno, wieczór nadal zapada zbyt szybko jak na gust mła. Wcale mnie się tegoroczna zima nie podobie, a już najbardziej to wstrząsa ona mła finansowo. Wicie rozumicie, kotowskie nie mogą marznąć. Do dupy jest i nie mam w związku z tym dobrego humoru. Na szczęście awaria prundowa okazała się być przeciążeniem, solidnym ale bez straszliwych następstw, mła dzięki oszczędnemu podłączaniu urządzeń jakoś się udało nie wywalić wszystkiego energetycznego w kosmos. Komp ocalony, kuchnia ocalona, nie korzystam z elektrycznego czajnika, bo wolę żeby przepływowy ogrzewacz wody nie zawiódł. Instalacja niby nie stara ale wszystko, Panie tego, na prund, któren nam miał tanieć. Oj naiwna, naiwna, naiwna! Taa ... jak "ten mól w otchłani wód, który liczy wciąż na cud".
W domu jeszcze post świątecznie, mła nie schowała bombek. W zeszłym roku mła została bardzo mocno świątecznie obdarowana, najbardziej ucieszyła się z kociego obrazka w cud urody ramce i kociej świeczuszki. Przyjechały też do niej kolejne miniaturki, to już ostatnie, mła czuje się należycie dominiaturkowana. Przemalowałam część mebelków, tzw. sypialnia będzie w coolorze blue. Po zapłaceniu rachunku wodociągowego mła uda się do Dżizaasa w celu nabycia biletu samolotowego. Potem do końca miesiąca będzie jadła zalewajkę i kapuśniak. Tak u mła obecnie wyglądają finanse. Hym... nie wyróżniam się na tle, Irenka i Gienia też ostro liczą kasę, nie zapowiada się nam ten rok cóś bogato. Cio Mary ma się z nas najlepiej finansowo, za to niestety spadły na nią zmartwienia związane z chorobami przyjaciół. Szczerze pisząc to wolę pieniążek z dwóch stron oglądać niż zamartwiać się nieuchronnym. Ech... biedna Cio Mary.
Mła zapodaje Wam zimowe fotki a w Muzyczniku cóś na rozgrzewkę. Znaczy przyjemne ciepło, żadne tam upały - dobra, brazylijska muzyczka.