piątek, 6 listopada 2026

Weekendownik - liściopadnik

Politycznie nam się nieco uspokaja, bo jak to mówił Mike Tyson ""Każdy ma jakiś plan dopóki nie wyjdzie na ring i nie dostanie w ryja", znaczy politycy światowi i nasi  zderzajo się z rzeczywistościo, tą mniej kreowaną przez mendia i wielbicieli. Mła ma cichą nadzieję że w przyszłym roku dojedzie się obecnych brukselskich, którzy robią się coraz bardziej wnerwiający.  Nie że mła jest eurosceptyczna, wprost przeciwnie, mła myśli że czas iść naprzód i wdrażać reformy UE. Zacząć choćby od ukrócenia takich cudownych pomysłów jak pozatraktatowe rozszerzanie kompetencji KE, obchodzenie procedur i marginalizowanie demokratycznej kontroli państw, które to pomysły doprowadzają ludzi do wnerwu jak kontynent długi i szeroki. Pytanie czy się uda to np. pod kierownictwem takiej francuskiej prawicy. Hym... przypuszczam że wątpię, bo w razie gdyby jednak zwyciężyła Le Pen, w co osobiście coś nie tego, mimo korzystnych dla niej sondaży, to będzie miała bajzel na własnym podwórku. AfD to ten sam problem, tyle że znacznie większy.  Bo moi mili po rzundach populistycznej do bólu prawicy przyjdzie nieuchronne rozczarowanie i  nadejdzie taka żądna władzy lewica że komuna nam się przypomni. A nie da się ukryć że cóś szybko robić trzeba bo UE, czy też właściwie KE się rozpasała; Mercosur wprowadzony ot tak se, Zielony Wał, nierozliczony srovid itd.  Bardzo jasnym staje się że KE demokracja cóś przeszkadza i reforma niezbędna. Podziały w sprawie reformy UE  nie przebiegają tak jak nam się wydawa, taki niby eurosceptyczny Matołżesz wspomagany prze Nadprezesa  podpisywał wszystko zielonoładowe jak leci, taki euroentuzjastyczny Tusku, postawił się w zeszłym roku ETPC i na tym nie poprzestaje. Jeden i drugi jakoś się nie chwali wyczynami, ciekawe dlaczego, he, he, he? Czyżby elektoraty nie zdzierżyły?

Domowo to mocno jesiennie, koty żrą żarełko jak SUVy paliwo, mła z niepokojem ogląda własne boczki - czyżby się cóś gdzieś powiększyło? Po spodniach wchodzących na tyłek bez problemu, to  nie sądzę, ale w lustrze to mła jakby optycznie się zwiększyła i nie ma że nie ma. Wyglądam jak Szwajcaria, mała z dwiema górami z przodu i dość dużym zapleczem dobrobytu ukrytym z tyłu. Wygląd, który Cio Mary, szczupluteńka sylfida,  określa jednym słowem - tragedia. No cóż, gdyby mła miała te parę centymetrów wysokości wincyj, to wszystko wyglądałoby inaczej, ale mła ma metr pięćdziesiąt w kapeluszu, cóś pomiędzy niskorosłym niziołkiem a mocno wyrośniętym krasnoludkiem. Mła się tak zastanawia czy nie lepiej byłoby jej być barankiem ukrytym w pudełku, którego hodować chciał Mały Książę, za pudełko mogła by robić jaka abaja. Mła by tak sama swoich uczuć estetycznych nie raziła przeglądając się w sklepowych szybach, czy domowym lustrze. Ech... Co robić, mła już nie urośnie tylko kurczyć się będzie z wiekiem, wypadałoby schudnąć, ale to bolesna procedura. Ozempiki i Mounjaro nie wchodzą w grę z tzw. przyczyn zasadniczych i nie chodzi tu o kasę, tylko o to że mła jest z tych, którzy miewają nader często tzw. ciśnienie krwi zejściowe i niskie cukry, o innych problemach nie napomykając. Poza tym są jeszcze względy estetyczne, szybka utrata wagi w pewnym wieku oznacza duuużo zwisającej skóry. Mła mogłaby przestać wyglądać jak Szwajcaria a zacząć wyglądać jak Japonia, znaczy wszystko się trzęsie i przemieszcza. No cóż, zostaje mła się cieszyć że nie wygląda jak Rosja, tak ogromna że nie do opanowania i w żaden normalny ustrój się nie mieści. Dobre i to. 


Mła ostatnio nic filmowego nie ogląda, bo po pierwsze primo nie odczuwa potrzeby, po drugie nic ją interesującego jakoś nie wynalazła. Jak na razie to w mijającym tyźniu potrzebę dramatu zaspokajali u mła politycy, którzy mieli w repertuarze tragikomedię. Mła tak czuje że powinna coś przeczytać, tylko jest ten problem że sama nie wie co. Poza tym, jak już jakieś czytadło zamierza wyciągnąć, to pojawia się Mrutek, który koniecznie chce robić za bibliotekarza. Mrutek w ogóle jest niesubordynowany, wrócił z rozwalonym uchem i to tym pooperacyjnym. Nic się nie przejął wyrzutami mła, tylko wymruczał madce że tamten wyglądał gorzej. Mła musiała odseparować go od Sztaflisi, która twierdziła że jest znanym dochtorem uszkologiem i od Helenki, która z kolei wymiaukiwała że jest wykwalifikowaną pielęgniarką. Mła już widziała ten antybiotyk ładowany w ucho Mrutiego po wylizywaniu  go przez dziefczynki. I tak na wszelki wypadek zastanawiam się czy czegoś w uszko nie władować, żeby się nie paprało.  Na razie uszko przemyte ale mła się martwi, żeby Mruti nie rozdrapywał, jak się będzie swędząco goiło. Trzeba obciąć Mrutiemu pazurki, a to może być cóś takiego, jak dramat muzyczny Wagnera - zdeterminowana baba w hełmie czyli mła jako Brünnhilde  i mój słodki Mruciu, nagle przemieniony w Albericha, wokół płomienie a nad nami niebo przecinane błyskawicami. Wszyscy śpiewają w niskim rejestrze, za to bardzo głośno i trwa to wszystko przez długie godziny. 

No dobra, to by było na tyle. Fotki domowo - ogrodowe, w tym rarytetna z niechętnie pozującą Sztaflisią, w Muzyczniku muzyczka stara ale jara. Nat King Cole tym swoim ciepłym głosem śpiewa jesienną piosenkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz