Pierwotne jądro kolekcji powstało w XVII wieku dzięki zbiorom kardynała Neri Marii Corsiniego, do których w pierwszej połowie XVIII wieku dodano inne dzieła zbierane prze członków różnych gałęzi rodu Corsini, a także różne "zdobycze" pozyskane przez "darowanie". No wicie rozumicie, wypadało cóś ładnego papieżowi przywieźć, albo jakaś miłą dla oka łapóweczkę wręczyć jego bratankowi, który tak wiele mógł w Państwie Kościelnym załatwić. Kolekcja obejmuje szeroki wachlarz dzieł sztuki, głównie włoskiej od wczesnego renesansu do końca XVIII wieku. Posiada dzieła o tematyce religijnej i historycznej, a także pejzaże i obrazy rodzajowe oraz portrety . Najwięcej w tych zbiorach jest malarstwa włoskiego baroku ( zwłaszcza rzymskiego, bolońskiego i neapolitańskiego ) oraz ważnych przykładów dzieł tzw. bamboccianti ( tak nazywano malarzy działających w Rzymie od około 1625 do końca XVII wieku którzy byli cudzoziemcami, najczęściej byli to holenderscy i flamandzcy artyści, którzy przywieźli do Włoch tradycje przedstawiania chłopskich tematów z XVI-wiecznej sztuki niderlandzkiej i tu tworzyli małe obrazy gabinetowe lub ryciny przedstawiające codzienne życie niższych klas w Rzymie i na pobliskich wsiach ) i malarzy krajobrazowych. Nie znaczy że w galerii nie ma wcześniejszych obrazów. Jest troszki "prymitywistów" włoskich, między innymi braciszkowie - Fra Filippo Lippi i Fra Angelico ( błogosławiony dominikanin malujący słodko i pięknie ). Dla mła ten ostatni miejscami już wyrasta z "prymitywistów", to jest troszki inna bajka.
Renesansowe malarstwo wpadło mła w oko za sprawą obrazu Giovanni Anotnio Bazziego, to jego Mojry czy też Parki macie na fotce powyżej. Należał do grona tzw. leonardian, jeden z brytyjskich historyków sztuki określił tę artystyczną grupę dość złośliwie i zarazem zabawnie jako "Uśmiech kota z Cheshire bez kota". Taa, smutny jest los epigonów. Mła bezczelnie śmie twierdzić że przynajmniej dwóch malarzy zaliczanych do tej grupy miało cóś od siebie do dodania - pierwszy to Quentin Massys a drugi to właśnie Giovanni Antonio Bazzi zwany Il Sodoma ( jeżeli wierzyć plotom Vasariego to Bazzi zawsze otaczał się "chłopcami i młodzieńcami bez brody, których kochał bardziej niż przyzwoitość nakazywała" ). Jest też bardzo dobry Bassano ( mła oczywiście zamiast na św. Rodzinę i pasterzy gapiła się na zwierzęta ) i św. Rodzina pędzla Andrea del Sarto ( piąta fota od góry ) po oblookaniu której Dżizaas stwierdziła że rozumie moją atencję dla włoskiego manieryzmu. Pewnie gdyby podejrzewała że Annibale Caracci, autor tego malowanego tabernaculum z fotki powyżej , tyż manierysta to by ją znów zdziwko wzięło, he, he, he. Mła przyznawa że wpadały jej w oczęta nie tylko dzieła najwyższych lotów, np. popłuczynka po Albrechcie Dürerze jej się wydała godna uwagi. Zająca poniżej namalował akwarelą niejaki Hans Hoffmann, facet który zżynanie z Albrechta wzniósł na inny poziom. Podobnie zwróciła uwagę na "Złożenie do Grobu" pędzla Sisto Badalocchio i oraz o smutku przemijania autorstwa Angelo Caroseliiego ( to ten poniżej z boczku ).
Jednakże naprawdę mocno i solidnie mła się zatchnęła w tym
muzeum malarstwem barokowym. Zacznę z grubej rury - Michelangelo Merisi da
Caravaggio i powalający Jan Chrzciciel. Rozpisane na trzy kolory i
mnóstwo odcieni solidne studium. Mła się wgapiała w czym szczęśliwie nie
przeszkadzały jej światła, wyjątkowo w tej galerii paskudnie
rozmieszczone ( trzeba było sztuki wyczyniać żeby obrazy obejrzeć bez
blików sztucznego światła na ich powierzchni ). Caravaggio namalował cóś kole ośmiu obrazów przedstawiających Jana Chrzciciela. Jan był dość popularnym motywem, że tak profańsko rzecz ujmę. Jego przedstawienia są powszechne choć rzecz jasna ich koncepcja się zmieniała. Na czternastowiecznych czy piętnastowiecznych obrazach dojrzały mężczyzna rozpoznawalny był jako ten konkretny święty po atrybutach takich jak: miska, krzyż trzcinowy, skóra wielbłąda i żywy baranek. Najpopularniejsza malarska wizja Jana przed kontrreformacją to scena chrztu Jezusa dokonywanego przez Jana, czy też bardzo popularnego w czasach renesansu niemowlęcia Jana Chrzciciela wraz z niemowlęciem Jezusem i Marią, jego matką ( grupa ta była często uzupełniana przez matkę Chrzciciela, św . Elżbietę ). Sam Jan na pustyni był mniej popularny, ale nie był nieznany. Dla młodego Caravaggia Jan niezmiennie był samotnym chłopcem lub młodzieńcem na pustyni. Obraz ten był oparty na stwierdzeniu z Ewangelii Łukasza, że "dziecię rosło, umacniało się w duchu a przebywało na pustyniach aż do dnia, gdy się objawiło Izraelowi". Oprócz tych prac przedstawiających samego Jana, głównie z wczesnych lat, Caravaggio namalował trzy sceny dotyczące Janowej śmierci: egzekucję i dwie ponure Salome z głową świętego. Co by była jasność Caravaggio nie był pierwszym artystą, który potraktował Chrzciciela jako tajemniczy akt męski - były wcześniejsze przykłady takiego potraktowania tematu - prace Leonarda, Rafaela, Andrei del Sarto i innych. To co odróżnia Janów Caravaggia od Janów innych malarzy to realizm i bijący po oczach dramatyzm przedstawień. Żadnego idealizmu, chłopak z krwi i kości. Ludzie tamtej epoki nie byli przyzwyczajeni do takich przedstawień świętych, realizm oburzał bo pozwalał zadawać pytania na temat kondycji świętości. Zdziwne jak na kontrreformacyjny Rzym, stąd różne problemy Caravaggia z duchowną klientelą.
Kolejne zatrzymanie na dłużej przy obrazie miało miejsce w salce gdzie wiszą "Rubensy". Mła oblookała te lwy i tygrysy z warsztatu, zawiesiła oko na św. Sebastianie ale dopiero głowa starca wywołała u niej efekt wow. Mła się kręciła i wracała do tego obrazu ( fotka obok ). Ta pięknie malowana głowa przemówiła do mła w znacznie mocniej niż Madonna della Paglia Antoona van Dycka czy słynna Madonna z Dzieciątkiem której autorem jest Bartolomé Esteban Murillo. Jeżeli mła ma być szczera to jedyna Madonna która zrobiła na niej większe wrażenie to ta która wyszła spod pędzla znacznie mniej sławnego malarza. Mła pisze tu o Orazio Gentileshim, malarzu wywodzącym się z kręgu caravaggionistów, jednym z nielicznych który spod wpływu wielkiego Michelangelo zdołał się wyzwolić. Jego Madonna z Dzieciątkiem ( na fotce poniżej ) przypisywana była niegdyś Caravaggio, mła nie wie dlaczego bo odrębność malarska Orazio, jego własny styl jest w tej pracy widoczny jak na dłoni ( podobnie jest z Carosellim, jego prace też mają pewien odrębny rys, wyróżniający je od dzieł mistrza czy innych caravaggionistów ). Mła się zatrzymywała co i raz przy obrazach Mattii Pretiego, Jusepe de Ribery czy ucznia Ribery, znanego ze zjadliwości i braku poszanowania autorytetów Salvatora Rosy ( jego "Tortury Prometeusza" nie da się odzobaczyć, niestety, aż dziw że specjalista od krwawych scen potrafił subtelnie malować krajobrazy przesycone przejrzystym powietrzem ). Mła podziwiała też elegancką "Salome" Guido Reni ( fotka poniżej na boczku ) prezentującą głowę Jana Chrzciciela jak wypiek na konkurs ciast ( wszystko tu jest tak estetyczne że aż się oczekuje z ust Jana padających słów "Pierwsza nagroda dla nas", zabójstwo w stylu soft ).Jeśli chodzi o grafiki ze zbiorów Corsinich to jest sporo małych autoportretó ale nie tylko. Wśród nich wyróżniają się słynne "Trzy drzewa" z widokiem Amsterdamu z 1643 roku. Jest też "Chrystus uzdrawiający chorych", grafika znana też jako "Druk za sto florenów". Grafika nie jest opatrzona ani podpisem, ani datą, ale uważa się że pochodzi z 1648 roku, owego roku w którym zakończyła się tzw. wojny osiemdziesięcioletnia, prowadzona o niezależność Zjednoczonych Prowincji od Hiszpanii. Uważana jest za najpiękniejsze graficzne dzieło artysty. Ta ksywka z florenami wzięła się stąd że rzymskiemu kupcowi, który zaproponował mu kupno partii odbitek Marcantonio Raimondiego za sto florenów, Rembrandt zaoferował w zamian tylko tę grafikę.
Niestety wystawa prac Rembrandta jest tylko czasowa, należy żałować a z drugiej strony można oczekiwać inszych czasowych wystaw. Pod koniec XVIII wieku z Włoch wyprowadzono mnóstwo dzieł sztuki za sprawą Francuzów, na ogół przywykło uznawać się Brytyjczyków i Niemców za grabieżców kultury, Francuzi im dorównują. Z Francji mnóstwo tego dobra się rozpełzło po Europie i nie tylko. Kto wie skąd jeszcze przyjadą dzieła dawnych mistrzów do włoskich muzeów na wystawy czasowe? XVIII wieczne malarstwo w zbiorach Galleria Corsini to piękne weduty i pastele. Weduta to nic inszego jak obraz, rysunek albo rycina, przedstawiające widok miasta lub jego fragment, często ze sztafażem czyli scenką rodzajową. Wyrosła z XVII wiecznych kompozycji malarskich łączących elementy architektury rzeczywistej i fantastycznej lub tylko fantastycznej, zwykle z przesadnie podkreśloną perspektywą ( nazywano to prospektem ). W XVIII wieku zrobił się z tego mały przemysł, weduty były chętnie kupowane - cóś jak widokówka z miejsc sławnych z urody. Przedstawiano panoramy, kosmoramy, mariny i tym podobne cudowności. Malowano przy pomocy nauki, znaczy camera obscura pozwalała na uzyskanie rezultatów jak najbardziej zbliżonych do realnych widoków. Mła Wam tu prezentuje prace których autorami są Luca Carlevarijs i Giovanni Antonio Canal, zwany il Canaletto ( wuj Bernarda Belotto ). Pastele miłe dla oka to dla mła przede wszystkim urocze obrazki Rosalby Carriery ( fotka obok ).

















Ooooo, jak pięknieeeee.
OdpowiedzUsuńByło pięknie a nawet piąknie. Co ważne, galeria nie jest przepastna tylko taka w sam raz na spokojne zwiedzanie. Jedyne co mła przeszkadzało to cholerne oświetlenie, nogi z tyłka temu kto takie oświetlenie obrazów wymyślił!
OdpowiedzUsuńTo po tym muzeum były ogrody w Castel Gandolfo.. wcale się nie dziwię, że sobie wnętrza tam odpuściłaś. Głowa "starca"-przepięknie malowana. Też bym wracała.
OdpowiedzUsuńTak, to po tej uczcie mła pojechała oblookać ogrody. :-)
UsuńDużo dobrego.
OdpowiedzUsuńDużo ale bez przeciążania zwojów.
UsuńNo i turystów innych nie było...
UsuńNo tak fajnie to w Rzymie nie ma. ;-) Byli ale nieliczni bo na ogół do muzeumów w sobotę czy niedzierlę ludziska przychodzą po południu. Tak po prawdzie to Watykańskie Muzea są mocno oblężone, galerie państwowe cóś jakby mniej. Mła co prawda była w czasie tuż przed histerycznym ponownym zamykaniem wszystkiego ( jak znam życie to we Włoszech jest teraz niezłą partyzantka z restauracjami, he, he, he ) więc ludziów w ogóle nie było dużo.
Usuń