Żyjemy w czasie zawieruch i przemeblirowki. Kończy się Górny Karabach, Armenia kombinuje jak koń pod górę bo szuka parasola a dla Rosji nie ma już znaczenia, no i Rosji nie stać obecnie na utrzymywanie fikcji bycia głównym rozdającym w regionie ( Kazachstan oficjalnie odcyckował się od Rosjan ). Azerowie usiłują się rozrastać, korzystając z dyskretnego odwrócenia wzroku przez Amerykanów, którzy pilnowanie interesu ormiańskiego hym... powierzyli Turkom, którzy jak wiadomo byli dla Ormian samą dobrocią. W Izraelu odbył się bardzo zdziwny wjazd na chatę w wykonaniu Hamasu, który nie wiadomo dlaczego nasze mendia radośnie przypisują Rosji z którą Izrael ma przeca bardzo dobre stosunki ( ale nasze mendia całe zło świata upatrują u Wujka Wowy, normalnie Oko Saurona a nie zredukowane imperium ). Co się będzie działo w Strefie Gazy łatwo się zorientować, będzie rzeź! A potem równanie Gazy z ziemią. Pytanie co z dwoma milionami ludzi mieszkających w Gazie? Państwa arabskie tak kochają Palestyńczyków jak psy dziada w ciasnej ulicy, muslimska wspólnota zwana ummą przestaje mieć znaczenie kiedy ma się przed oczyma lekcje pod tytułem Liban czy rola palestyńskiej diaspory podczas najazdu Iraku na Kuwejt. Nie ma co liczyć żeby któryś z krajów ościennych zaryzykował destabilizację, przyjmując uchodźców, poparcie dla Palestyńczyków jest głównie werbalne a urządzanie karnawału na ulicach nie otwiera granic. Znaczy somsiady wyrażą straszliwe oburzenie jakby co ale im okrutniej będzie odbywała się pacyfikacja Gazy tym szacunek dla Izraela wśród nich będzie wzrastał. No i dlatego Izrael Gazę rozpierniczy nie tylko przy aprobacie Zachodu ale też, co może wydawać się zaskakujące, ku uldze wielu arabskich państw dla których Palestyńczycy są problemem na drodze do normalizacji stosunków z Izraelem. Doły tam pokrzyczą, góra przeczeka a za jakiś czas przywódca Hamasu zamieszkały w Katarze wyleci w powietrze albo umrze na serce, w zależności czy od tego wykończy go Mosad czy służby, któregoś z arabskich krajów ( stawiam na Jordańczyków, ich umiłowanie palestyńskich przywódców jest powszechnie znane ).
Tak to już jest na Bliskim Wschodzie. Co potem nikt nie wie, w Izraelu rządziły ostatnimi czasy oszołomy że strach się bać, ekstremizm Palestyńczyków jest nakręcany przez to oszołomstwo. Nie znaczy że Palestyńczycy święci, przywódców wybierają sobie takich że macki opadają, złodziejstwo i hucpa że wyczyny obecnego izraelskiego premiera bledną. Tylko co to ma za znaczenie kiedy w Gazie 40% ludności ma mniej niż 14 lat. Czuję się jak po bombardowaniach Aleppo, wszyscy wielcy świata wyrażali współczucie, przyjmowali migrantów, bynajmniej nie z Syrii bo nie oto w przyjmowaniu migrantów chodziło by ludność cywilną Syrii ratować, wojska amerykańskie zwijały się z regionu, bo przeca Trump zarzundził że trza się szykować na Chiny a ludzie lądowali w obozach pomiędzy ISIS, Assadem czytaj Rosjanami, siłami Turków i Kurdów. I tak naprawdę nikt nic nie zrobił ględząc w kółko o wartościach. No bo to Arabowie się tłuką! Ukraińcy mają to szczęście w nieszczęściu że są tacy europejscy, ech... Na Ukrainie tak w ogóle to bez zmian, wojna pozycyjna, ponoć obie strony konfliktu się nadymają. Wszyscy wyczekują kto pierwszy powie pas i rozpocznie mrożenie. Jak na razie trwa uświadamianie że wyżej d nikt tu nie podskoczy i zdawa się że to powoli dociera. Zdaniem mła trwa już opracowywanie strategii rozmów pokojowych. W Azji Chiny przeżywają że kryzys gospodarczy przestał być ich słodką tajemnicą i też usiłują się trochę nadąć. Nadal straszy się wojną o Tajwan ale zaczyna to trochę dziwnie wyglądać ze względu na chińską demografię - mediana wieku wynosi tam bardzo oficjalnie 37 lat i stale wzrasta. Co prawda dużo testosteronu w obiegu bo nadwyżka mężczyzn powstała w skutek uwarunkowań kulturowych jest potężna ale co to z tego wyjdzie tego nie wie nikt, tym bardziej że cóś mocno rosną Indie. Świat nam się ostatnio zmienia, zafiksowani na tzw. najbliższej Europie możemy tego nie dostrzegać.
A w Europie tyż zdziwnie. Nasze zachodnie somsiady majo problemy, co prawda znacznie mniejsze niż to wieszczy nasza prawica ale za to znacznie większe niż się na ogół sądzi w Niemczech. Przestawianie gospodarki nie idzie tak jak to sobie umyślono i choć tzw. ciepłe uczucia Amerykanów do niemieckiego państwa płyną zza Atlantyku, to dość wyraźnie Niemcom pokazano że wielka gospodarka tak ale z geopolityką w ich wykonie to tak niekoniecznie. No niby można ale są pewne ograniczenia, znaczy pacz co robi Wujek Jo i się stosuj. Problem w tym że wielka gospodarka wymaga modernizacji, a ponieważ kiepsko idzie z dekretowaniem zmian technologicznych to trza się naprawdę zabrać do roboty, tylko nie za bardzo jest kim. Mła się wydawa że obecnie największym problemem Niemiec nie jest polityczne znaczenie ich głosu na arenie międzynarodowej a siadanie potężne układu społecznego opartego o dobrze działającą gospodarkę. Niemcy są wkarwieni na swoich rzundzących i co interesujące, wkarw w Ostlandach przekroczył pewną psychologiczną barierę - zaczynają tam się jakby nieco głośniej zastanawiać czy to zjednoczenie kraju to był taki fajny pomysł. Hym... jak do tej pory zastanawiano się nad tym raczej w zachodniej części kraju. Niemiecka władza państwowa zaczęła uciekać do przodu, mamy nowy projekt europejskiej konstytucji, wykonany wspólnie z Francuzami, który to projekt starannie olewają insze kraje, udając że nie wiedzą o co chodzi. Mamy też nagłą niechęć do przyjmowania imigrantów i opowieści jak to wszystko po wojnie ukraińskiej wróci do normy. Zza tego wszystkiego przez rzund niemniecki dmuchanego powoli wyłazi jak dupa z pokrzywy sytuacja koncernów samochodowych i zdawa się że nie tylko samochodowych. Strzyka mła w lewej pięcie, pewnie na zdechnięcie sporej części wizji nowej, wspaniałej, zielonej przyszłości. Mła odnosi wrażenie że bardzo wielu czeka w Europie na otrzeźwienie Niemiec z zieloności i przekonania o dziejowej misji, żeby spoko zacząć reformować w UE to co wymaga reform. Państwo zarzundzane przez koncerny cóś się nie sprawdziło jako reformator, więc trza poczekać aż mu przejdzie.
U nas zaraz cisza wyborcza, wreszcie! Jaki by w naszej Cebulandii wynik wyborów nie był to mła w pełni usatysfakcjonowana nie będzie, jakoś żadna z sił politycznych się nie zająknęła na temat jakim to złem jest Nestle i Coca - Cola i szalejący korporacjonizm. Co prawda rzundzące wywołują we mła odruch wymiotny ale opozycyjnych mła traktuje głównie w kategorii mniejszego zła. Tylko tyle i aż tyle. Dzisiejszy wpis ozdabiają grafiki Brada Hollanda a w Muzyczniku cóś jesiennego.



