niedziela, 13 października 2019
Babie Lato wymruczane
Na tzw. memłonie Natury jest pięknie i złoto, w domu mrucząco - koegzystencjonalnie a mła ma wreszcie troszki czasu dla swojego ogrodu. Koty szczęśliwie zajęte ukrywaniem się przed sobą, zabawą w napady i tym podobnymi radościami ( Mrutek złapał albo komuś zabrał swoją pierwszą mysz - odebranie Mrutkowi tego biednego zezwłoka okupione było Mrutkową histerią, normalnie przedszkole i "To było moje najmojejsze!" ). Oczywiście są ekscesy bo walka o "matczyne serce" mła przeszła z tej pierwszej, gorącej fazy w podstępną zimną wojnę psychologiczną. Psychologia jest wyrafinowana bo niby nie ma nic wspólnego z Mrutkiem ale wymusza się na mła większe zwracanie uwagi na dziewczynki. Wiedziałam że mistrzynią tak prowadzonej walki będzie Szpagetka, nasz domowy Machiavelli. Po pierwsze w ramach protestu wzgardziła zakupioną dla niej glukozaminą ( trza dbać o jej stawy przy tych kontuzjowanych łapkach ) po drugie zastosowała numer z repertuaru Lalusia - nieznany sprawca na środku naszego najlepszego pokoju reprezentacyjnego zwanego Pokojem Cioci Dany i Azy wziął i zrobił olbrzymią, śmierdzącą kupę!
Wiem że to Szpageton była wykonawcą tego dzieła bo: Mrutek z dworu leci do domu żeby zaszczycić kuwetę, numer jest poniżej godności Sztaflika a Okularii nie przyszedłby do głowy, słodycz wylewała się wprost ze Szpagetki uszami - taka przymilność mrucząca to występowała u niej przed nastaniem Mrutka, Szpageton zasiadła na tym parapecie którego nie lubi po to żeby był widok na pokój i moją reakcję na znalezisko, jej wzrok który spotkał się z moim wzrokiem kiedy naszłam kupsko, pełen był jadowitej satysfakcji a sfrunęła z tego parapetu jak wróżka i do wieczora jej nie widziałam. Martwić się nie martwiłam bo ciepło i wszystkie koty siedzą długo na dworze, nawet Mrutek ( jak przyszedł wczoraj do domu to bęcnął w wyrku i spał jak zabity - musiałam go śpięcego podnosić co bym sama mogła z wyrka skorzystać ). Dochodzą mnie z Alcatrazu porykiwania ( Sztaflik ), miauki proszalne ( Mrutek ), jakieś gonitwy ciałek widuje i to wszystko - normalne kocie życie się toczy w ogrodzie. Na fotce obok Mrutek dogląda marcinków, bardzo się nimi interesuje ( na fotkach poniżej znajdziecie wyjaśnienie z czego się bierze jego zainteresowanie ).
Październik ale wszystko jeszcze funkcjonuje w trybie letnim, pewnie dlatego że w mieście Odzi bardzo, bardzo zimnych nocy było ledwie dwie lub trzy. W tym ciepełku babioletnim wszystko owadzie wylazło coby się na słoneczko i związane z nim dobrutki załapać. Zresztą nie tylko owadzie, mła też zasuwała jak ten pszczółek ze szpadlem i sekatorem. Posadziłam kupione okazyjnie cebulki wiosną kwitnące, posadziłam też paprocie choć wymagało to zerwania darni ( czuję że mam krzyż ). Przede mną jeszcze wykopanie zaschłego rodka i kombinacja co posadzić na jego miejsce ( cóś mła mów że lepiej tam rodka ponownie nie sadzić - w tym roku wypadły dwa na Podskarpku i jakoś nie sądzę żeby odtwarzanie tych nasadzeń było dobrym pomysłem ). Kupować niczego nie kupię, może przesadzę coś z inszej części ogrodu. Powinna to być roślina która rośnie dość wolno i jest bardziej rozłożysta niż wysoka. Może kalina japońska a może co inszego, szczerze pisząc świeża sprawa i jakoś nie mam pomysła. Ogólnie to Alcatraz mła dobija, mój ogród pilnie potrzebuje tzw. chłopa do roboty. Mła to się nawet chwilami zdaje że przydałoby się paru chłopów ale jak wiadomo personel pracujący z zielenią winien być doglądany ( bo może zrobić cóś w brew a nawet w dwie brwie ) a mła nie bardzo widzi siebie doglądającą więcej niż jedną sztukę chłopa. No nic, jakoś to będzie. Dziś do mła dzwoniła jej sister średnia i strasznie narzekała że zarósł przydomowy ogródek wielkości 1/10 Alcatrazu, zdaje się że mamy rodzinne skłonności do zapadania na niemoc ogrodową, he, he, he.
Na szczęście jest jeszcze Sucha - Żwirowa i kiedy dobijam się stanem Alcatrazu patrzę sobie na moje Podwórko. Nie żeby euforia i stany maniakalne ale troszki lepiej się mła robi, ona jeszcze nie jest taki leń kumpletny - cóś tam się rusza i robi. Za mało, to mła wie! Pytanie tylko jak z tego za mało wyleźć? Dżefa mła sadzi w Alcatrazie ale klimat nie sprzyja bezproblemowemu ich wzrastaniu ( mła dostała rachunek za wodę - nie padła od niego na serduszko tylko dlatego że latem z konewką zamiast z wężem latała ). Klimat sprzyja za to takim cholernym jesionkom czy nieciekawym klonom, akurat klony które mła lubi tak szybko nie wzrastają. No cóż, trza się solidnie rozejrzeć za chłopstwem, które jeszcze za granicę nie uszło a siłą mięśni i jako takim rozumem dysponuje. Pan Andrzejek na emeryturkę dopiero w styczniu - lutym a mła a właściwie to Alcatrazemu trza chłopa od zaraz! Mła musi też lepiej przemyśleć koncepcję dżefnianych nasadzeń, dotychczasowe pomysły mła "na lasek" niespecjalnie się sprawdziły, to jest jej wina i nie da się na nikogo owej winy zwalić. Niestety!
P.S. Zdjątko nr 1 to martwa natura z żywym kotem. Hym... tego... Mrutek zapozował!
piątek, 11 października 2019
Ojej, ojej, już prawie połowa października!
Mój boszsz... już piątek! Przeleciał mła ten tydzień jak z bicza trzasł i mła się teraz zastanawia jak tu się udać i gdzie w poszukiwaniu straconego czasu. No bo to już zaraz połowa października będzie! W domu w kocich sprawach są postępy i podstępy, Mrutek zaczął wyłazić samodzielnie i zawiązał koalicję z Okularią, czarnule nadal nieprzejednane ( choć Szpagetka jak Sztaflik nie widzi to nieco milsza ). Ogrodowo leżę i kwiczę, znaczy ogród widuję w biegu ( ale w weekend zamierzam się zebrać w sobie i troszki go postraszyć ). Były rzecz jasna w tygodniu jaśniejsze epizody typu dłuuuga rozmowa z Tatusiem, wybitny występ kulinarny Mamelona z krewetkami w roli głównej, no i Nobel Prize dla Olgi Tokarczuk ( oczywiście natychmiast przez politycznych wszelkich opcji zawłaszczany ale co tam - polityczni przeminą a Nobel dla Tokarczuk zostanie, kto dziś pamięta kto był ministrem kultury rządu RP w czasie gdy Nagrodą Nobla byli wyróżniani Reymont, Miłosz czy Szymborska ). Po tym ostatnim wymienionym przyjemnym epizodzie mła napuchła z dumy choć wie że prawdziwym weryfikatorem wielkości jest czas, jednak dla niej tu i teraz zdobycie tej nagrody akurat przez tę pisarkę jest po prostu czymś bardzo, bardzo miłym. I to wcale nie dlatego że to Polka tylko dlatego że to dobra pisarka którą mła czasem czytuje ( co prawda nie jakoś nabożnie i na klęczkach, nie wszystkie lektury mła darzy upodobaniem które każe jej wracać do książki ). To dobra wiadomość a ostatnio takich nie było ( odszedł od nas Pan Janeczek i Janusz Kondratiuk - smutniej się zrobiło ).
Polityczni rzecz jasna szaleją, nosi ich strasznie przed wyborami. Oczywiście są ekscesy bo gwiazdy to po prostu bez ekscesów nie mogą - Żywa Legenda Solidarności puściła bąka w salonie za nic mając de mortuis aut bene aut nihil ( czym pokazała jak blisko jej do pewnego posła z partii obecnie nami zarzundzającej, któren szalał z okazji pogrzebu tego generała co nam stan wojenny zrobił ), Prezes Narodu usiłował zatorowość płucną uczynić narzędziem mordu ale cóś szybko się zorientował że przestrzelił ( numer w stylu płacy minimalnej ) i wrócił do obiecywania wszystkim wszystkiego i wymieniania kogo nie lubi, była debata i chłopi jeszcze żyją dzięki swojemu prezesowi któren do chłopa w ogóle podobny nie jest, postępowi lewicowi podstępnie odbierają elektorat komu się da a Konfederacja ponoć istnieje. Na razie tych co chcą wierzyć w dobrobyt powszechny jest więcej więc mam wrażenie że będzie tak że zawierzający nam wybiorą władzę. Jak to rzekł swego czasu o zanętach wyborczych nasz obecny premier - "Ludzie są tak głupi, że to działa..." i dopiero cena miski ryżu ( w Polszcze to zawsze była cena kaszanki ) zweryfikuje entuzjazm zawierzających. W przeciwieństwie do agencji ratingowych i ekspertów BŚ mła podejrzewa że polska gospodarka tąpnęła około dwóch lat temu - niedowierzającym polecam przyjrzenie się kiedy rzeczone instytucje zorientowały się że w 2008 roku cóś się będzie złego działo w USA i jak szybko dotarło do nich że Grecja właśnie się wykłada - i że teraz to co widoczne jest dla mła i "innych malkontentów" powoli zacznie być widoczne dla inszych z zawierzającymi włącznie . Mła nie bardzo martwi spodziewany wynik wyborów, mła się bardziej martwi tym co każda nowo wybrana władza będzie musiała po wyborach zrobić - przejść od obiecanek do realu zarządzania a tu mamy kolejne oddłużanie szpitali, urealnienie cen energii ( jak nie pamiętacie to mła w ogóle przeczuwa energetyczne bum ) i tym podobne radości. Znaczy karnawał się skończy i oby się nie okazało że wielki post będzie bardzo wielkim postem od zaraz i natentychmiast.
A co w "kurtulatnym życiu" mła? Od czasu kiedy Dżizaas bardzo przepraszała rodzinę i przyjaciół za zaproszenie ich na film pod tytułem "Piłsudski" ( Mamelon jako jedyna przyzwoita i pełna współczucia wykrztusiła z siebie "Właściwie to dobrze że przypomniałam sobie jak to z tymi frakcjami PPS było, bo w szkole to mi się zawsze myliły.", reszta spuściła zasłonę milczenia na dzieło i potępiająco wgapiała się w Dżizaasa ) mła nie była w kinie a podobno "Joker" godzien oglądania. Nic jednak nie wskazuje na to żeby mła mogła oddać się uciechom ducha bo mła zaplanowała sobie uciechę ciała i ducha czyli spóźnioną już i tak solidnie prackę w ogrodzie ( po której zazwyczaj pada na twarz i jedyne co jest w stanie oglądać i słyszeć to lgnące do niej leżącej na wyrku kocie ciała i słodkie pomruki - mła po pracy w ogrodzie odlatuje do Nibylandii lotem błyskawicy i nawet podobno chrapie ). Przed nią sadzenie kolejnych cebulek ( przecenili czosnki białawe Allium christophii i mła się nie powstrzymała i zakupiła cebulki, na szczęście ledwie trzy bo tylko tyle wygrzebała z kartonu pełnego cebulkowego dobra ), pożegnanie z uschłym rodkiem 'Old Port', posprzątanie tego kupska zielonych odrzutów jakie jej urosło na podwórku po ostatnim pieleniu Suchej - Żwirowej. Zaprawdę powiadam Wam jest co robić w ogrodzie i nie czas to na pasienie oczu kurtulą. Może co najwyżej mła zrobi dobrze uszom i posłucha sobie w ciepłe jesienne popołudnie dobrej starej bossanovy.
Polityczni rzecz jasna szaleją, nosi ich strasznie przed wyborami. Oczywiście są ekscesy bo gwiazdy to po prostu bez ekscesów nie mogą - Żywa Legenda Solidarności puściła bąka w salonie za nic mając de mortuis aut bene aut nihil ( czym pokazała jak blisko jej do pewnego posła z partii obecnie nami zarzundzającej, któren szalał z okazji pogrzebu tego generała co nam stan wojenny zrobił ), Prezes Narodu usiłował zatorowość płucną uczynić narzędziem mordu ale cóś szybko się zorientował że przestrzelił ( numer w stylu płacy minimalnej ) i wrócił do obiecywania wszystkim wszystkiego i wymieniania kogo nie lubi, była debata i chłopi jeszcze żyją dzięki swojemu prezesowi któren do chłopa w ogóle podobny nie jest, postępowi lewicowi podstępnie odbierają elektorat komu się da a Konfederacja ponoć istnieje. Na razie tych co chcą wierzyć w dobrobyt powszechny jest więcej więc mam wrażenie że będzie tak że zawierzający nam wybiorą władzę. Jak to rzekł swego czasu o zanętach wyborczych nasz obecny premier - "Ludzie są tak głupi, że to działa..." i dopiero cena miski ryżu ( w Polszcze to zawsze była cena kaszanki ) zweryfikuje entuzjazm zawierzających. W przeciwieństwie do agencji ratingowych i ekspertów BŚ mła podejrzewa że polska gospodarka tąpnęła około dwóch lat temu - niedowierzającym polecam przyjrzenie się kiedy rzeczone instytucje zorientowały się że w 2008 roku cóś się będzie złego działo w USA i jak szybko dotarło do nich że Grecja właśnie się wykłada - i że teraz to co widoczne jest dla mła i "innych malkontentów" powoli zacznie być widoczne dla inszych z zawierzającymi włącznie . Mła nie bardzo martwi spodziewany wynik wyborów, mła się bardziej martwi tym co każda nowo wybrana władza będzie musiała po wyborach zrobić - przejść od obiecanek do realu zarządzania a tu mamy kolejne oddłużanie szpitali, urealnienie cen energii ( jak nie pamiętacie to mła w ogóle przeczuwa energetyczne bum ) i tym podobne radości. Znaczy karnawał się skończy i oby się nie okazało że wielki post będzie bardzo wielkim postem od zaraz i natentychmiast.
A co w "kurtulatnym życiu" mła? Od czasu kiedy Dżizaas bardzo przepraszała rodzinę i przyjaciół za zaproszenie ich na film pod tytułem "Piłsudski" ( Mamelon jako jedyna przyzwoita i pełna współczucia wykrztusiła z siebie "Właściwie to dobrze że przypomniałam sobie jak to z tymi frakcjami PPS było, bo w szkole to mi się zawsze myliły.", reszta spuściła zasłonę milczenia na dzieło i potępiająco wgapiała się w Dżizaasa ) mła nie była w kinie a podobno "Joker" godzien oglądania. Nic jednak nie wskazuje na to żeby mła mogła oddać się uciechom ducha bo mła zaplanowała sobie uciechę ciała i ducha czyli spóźnioną już i tak solidnie prackę w ogrodzie ( po której zazwyczaj pada na twarz i jedyne co jest w stanie oglądać i słyszeć to lgnące do niej leżącej na wyrku kocie ciała i słodkie pomruki - mła po pracy w ogrodzie odlatuje do Nibylandii lotem błyskawicy i nawet podobno chrapie ). Przed nią sadzenie kolejnych cebulek ( przecenili czosnki białawe Allium christophii i mła się nie powstrzymała i zakupiła cebulki, na szczęście ledwie trzy bo tylko tyle wygrzebała z kartonu pełnego cebulkowego dobra ), pożegnanie z uschłym rodkiem 'Old Port', posprzątanie tego kupska zielonych odrzutów jakie jej urosło na podwórku po ostatnim pieleniu Suchej - Żwirowej. Zaprawdę powiadam Wam jest co robić w ogrodzie i nie czas to na pasienie oczu kurtulą. Może co najwyżej mła zrobi dobrze uszom i posłucha sobie w ciepłe jesienne popołudnie dobrej starej bossanovy.
niedziela, 6 października 2019
A miała być lejna niedziela
W sobotę wbrew zapowiedziom było całkiem całkiem. Niby chłodno bo cóś tak kole dziesięciu stopni na plusie ale słoneczko wychodziło, koty biegali a ja mogłam nieco poszpadlować w przerwach pomiędzy doglądaniem Mrutka. Nawet trawki ja wkopała i poszukała miejsca na moje nowe lawendki. Cebulki co prawda jeszcze nie zostały posadzone ale to dlatego że mam nowe koncepcje cebulkowe. No i dokupiłam na pioch troszki nowych cebulków irysów znaczy kosaćców żyłkowanych ( kosaciec - co za słowo, fuj ). Konkretnie to odmianę 'Harmony', po taniości i na szczęście że po taniości bo zakup był z łakomstwa. Ta odmiana jakoś u mnie niespecjalnie się udaje, szczerze pisząc to chyba z wszystkich wczesnych irysków ona radzi sobie najgorzej ( mam deja vu, znaczy pewnie o tym pisałam ).
Koty nadal się docierają, z przerażeniem widzę że Mrutek podłapuje zagrywki Sztaflika - zaczął pyskować podniesionym tonem, to już nie jest wysoki słodki głosik to jest cóś pomiędzy Szaflikowym rozkazywaniem i pełnym pretensji skrzekiem Szpagetki. Może ja go rzeczywiście powinnam trzymać z dala od siostrzyczek? Bo jak nie będę trzymała to jest duża szansa że różki na głowie Mrutiego zamienią się w łopaty łosia. Przeca słyszę pobrzmiewającą Felicjanową nutę w tych rykach typu - Chcę jeść surowe mięcho i co z tego że będę miał sraczkę! - czy - Nie mogę oddychać, wypuść mnie na dwór! Jeszcze troszki to będzie wstawał jak każdy porządny kot o drugiej w nocy i występował z propozycjami nie do odrzucenia.
A przy niedzieli co to miała być lejna a wcale nie była mła pracowicie jak ten pszczółek krzątała się po podwórku, starając się nie patrzeć na wejście szopkowe do Alcatrazu coby nie kusić niedoświadczonego Mrutiego. Na guzik się to zdało bo Mruti wie gdzie stoją konfitury i mła musiała się podzielić na ogrodniczkę i kociopańcię która ma oczy na około głowy. Mimo konieczności podzielenia uwagi i związanej z tym mniejszej wydajności ogrodniczenia, mła udało się dziś co nieco zrobić. Głównie mła pracowała gracką, szpadelkiem i sekatorem i powoli podwórkowy gąszcz staje się ponownie ogrodem. W przyszłym tygodniu ma być ciepło i mła zamierza kontynuować i kto wie, może przed listopadem jakoś się podwórkowo ogarnie. Z Alcatrazem bardziej cienko bo i powierzchnia większa i roboty bardziej wymagające. No ale nie ma że nie ma, mła się zaweźmie i zrobi co tam będzie mogła ( nawet jak mało to zawsze cóś ). Poza tym mła ma znów szczwany plan wobec Pana Andrzejka któren udaje się w styczniu na emeryturę i zaklina się publicznie że wtedy to już kompletnie nic nie będzie robił tylko pracował w ogródku, drewienko piłował, piwko popijał a ptoszki będą mu ćwierkali przeboje Czesia Niemena. Niestety ponieważ Pan Andrzejek jest z tych którzy gwóźdź młotkiem uderzą nie krzywiąc gwoździa i nie gubiąc obucha młotka, to na wspaniały czas jego emerytury czekają też inne harpie ( tylko w naszej kamienicy ma trzy wielbicielki ). Cóś mła mówi że musi zwiększyć konkurencyjność oferty ( cholerna Gienia robi schabowe jak marzenie ).
Na dzisiejszych zdjątkach - wzbogacony nowymi łupami zbór strasznych kotków ( baaardzo kolorowych ), trzy jesienie ogrodowe a każda inna - trzy pierwsze fotki z różanki ( z lekka ogarniętej ), trzy następne z Suchej - Żwirowej i wersja jesieni z Alcatrazu.
Koty nadal się docierają, z przerażeniem widzę że Mrutek podłapuje zagrywki Sztaflika - zaczął pyskować podniesionym tonem, to już nie jest wysoki słodki głosik to jest cóś pomiędzy Szaflikowym rozkazywaniem i pełnym pretensji skrzekiem Szpagetki. Może ja go rzeczywiście powinnam trzymać z dala od siostrzyczek? Bo jak nie będę trzymała to jest duża szansa że różki na głowie Mrutiego zamienią się w łopaty łosia. Przeca słyszę pobrzmiewającą Felicjanową nutę w tych rykach typu - Chcę jeść surowe mięcho i co z tego że będę miał sraczkę! - czy - Nie mogę oddychać, wypuść mnie na dwór! Jeszcze troszki to będzie wstawał jak każdy porządny kot o drugiej w nocy i występował z propozycjami nie do odrzucenia.
A przy niedzieli co to miała być lejna a wcale nie była mła pracowicie jak ten pszczółek krzątała się po podwórku, starając się nie patrzeć na wejście szopkowe do Alcatrazu coby nie kusić niedoświadczonego Mrutiego. Na guzik się to zdało bo Mruti wie gdzie stoją konfitury i mła musiała się podzielić na ogrodniczkę i kociopańcię która ma oczy na około głowy. Mimo konieczności podzielenia uwagi i związanej z tym mniejszej wydajności ogrodniczenia, mła udało się dziś co nieco zrobić. Głównie mła pracowała gracką, szpadelkiem i sekatorem i powoli podwórkowy gąszcz staje się ponownie ogrodem. W przyszłym tygodniu ma być ciepło i mła zamierza kontynuować i kto wie, może przed listopadem jakoś się podwórkowo ogarnie. Z Alcatrazem bardziej cienko bo i powierzchnia większa i roboty bardziej wymagające. No ale nie ma że nie ma, mła się zaweźmie i zrobi co tam będzie mogła ( nawet jak mało to zawsze cóś ). Poza tym mła ma znów szczwany plan wobec Pana Andrzejka któren udaje się w styczniu na emeryturę i zaklina się publicznie że wtedy to już kompletnie nic nie będzie robił tylko pracował w ogródku, drewienko piłował, piwko popijał a ptoszki będą mu ćwierkali przeboje Czesia Niemena. Niestety ponieważ Pan Andrzejek jest z tych którzy gwóźdź młotkiem uderzą nie krzywiąc gwoździa i nie gubiąc obucha młotka, to na wspaniały czas jego emerytury czekają też inne harpie ( tylko w naszej kamienicy ma trzy wielbicielki ). Cóś mła mówi że musi zwiększyć konkurencyjność oferty ( cholerna Gienia robi schabowe jak marzenie ).
Na dzisiejszych zdjątkach - wzbogacony nowymi łupami zbór strasznych kotków ( baaardzo kolorowych ), trzy jesienie ogrodowe a każda inna - trzy pierwsze fotki z różanki ( z lekka ogarniętej ), trzy następne z Suchej - Żwirowej i wersja jesieni z Alcatrazu.
piątek, 4 października 2019
Październiczności
No i zapaździerniczyło! W tym roku klonik japoński 'Aconitifolium' cóś wcześniej zaczął przebarwianie liści na prawdziwie ognistą czerwień. Cóż, po dziwnym lecie zdziwna jesień i nie ma właściwie czemu się dziwić.W domu jesień jak zawsze herbatkowa a w tym roku mła jest szczególnie mile do herbatki usposobiona bo ma nowy jesienny serwis herbatkowy, którego zakup bezczelnie wyżebrała u "swojego faktora". Garnuszki są właśnie takie jakie powinny być jesienne garnuszki herbatkowe. Olbrzymi garnek herbaciany będzie teraz robił za wazonik a herbatkę będziem pili " aligancko". Tak w leśno - polnych klimatach, jak mła lubi.
Mła w ubiegłym, jeszcze w wrześniowym tygodniu pilnowała "siostrzeńców". Młodociane u Dżizaasa, Wasyl i Tytus po domowemu zwani Wasią i Tytim, są kotami po przejściach. Na podwórko kamienicy w której mieszkają Dżizaas i Jądrzej jakiś ponad miesiąc temu przyniosła je dzika kotka. Dwa spośród trzech maluchów były w dobrym stanie ale najmniejszy samczyk jak to określiła Dżizaas "obesrany po uszy i ledwie żywy". Została podjęta szybka akcja ratownicza, małe rozparcelowano ( dwa zostały przy Dżizaasie, jeden trafił do sąsiadki z kamienicy z drugiej strony ulicy ), kotka na leczenia a potem na sterylizację do lecznicy, Tytus ostre leczenie w domu i jakoś wszyscy z tego wyszli żywi, choć Dżizaas miała napady migren ze stresu. Pierwotnie Wasię usiłowano wcisnąć do mła ale ona wiedziała że tak młody, dziki kotek może paść ofiarą paskudyzmu dziewczynek - za duży na maluszka wzbudzającego resztki instynktu macierzyńskiego, za mały żeby poradzić sobie z wypasionymi i silnymi dziewczątkami ( Mrutek miał problem a co dopiero takie kociątko ).
Poza tym lepiej kiedy zwierzę, szczególnie młodziutkie ma w domu towarzysza ze swojego gatunku. Z doświadczenia mła wynika że stadko chowa się lepiej niż jedynaki a w tym wypadku to kotki z tego samego miotu, znaczy braciszki. No i Dżizaas została madką wielokotną na pełnym etacie. O dziwo Jądrzej pozazdrościł i też chciał zostać madkiem bo "alergia na kocią sierść to mu dawno temu przeszła a w ogóle to była alergia na roztocza". Taa... Małe wyleczone, wyedukowane ( kuweta ogarnięta i dobrze wiedzą gdzie trzymane jest żarełko ) i dopieszczone - znaczy jest tak jak powinno być. Chłopaki mocno różnią się między sobą - Waśka czyli Wasyl Bestia ze Wschodu jest dużym kotem o potężnych łapach, cętkach zamiast pręg i lekko skośnych oczach ( kocia fotka nr 1 i 4 to jego portreciki ), Tytus ( kocia fotka nr 2 i 5 ) to miniaturek o oczach jak groszki, wyłudzający co się da metodą kota z bajki o Shreku.
Ciocia Tabs oczywiście bardzo kokocha maleństwa, mimo tego że wie jak Dżizaas z Jądrzejem je rozpuszczą i pofolgują najgorszym kocim cechom charakteru ( no, ale Cio Tabs nie powinna się wypowiadać na temat prawilnego wychowania kotów bo Cio ma koty głównie po to żeby je rozpuszczać ). Rosną małe manipulatory i zarządcy "państwa", już teraz są przedsmaczki, he, he, he.
No a moje własne stadko? Moje własne stadko daje mła popalić w ramach integracji Nowego. Śpią już stadnie, znaczy wszystkie koty w domu, ale panienki przeniosły się do kuchni żeby Mrutek sobie nie myślał! Zimno w nocy, tyłek trzeba wygrzać jednak obrazę dalej się zaznacza. Przywództwo Salonu Odrzuconych mieszczącego się w kuchni objęła Sztaflik, to ona jest najbardziej nieprzejednana jeśli chodzi o dopuszczenie Mrutiego do łask. Sztaflik przemawia teraz długo do mła, gada zupełnie jak wścieknięta Tabisia ( młau -łau -łał - łała - łał - młałuł ), która przecież była nastojaszczą suczą i nie tylko gatunek i płeć mam tu na myśli. Treść tych Sztaflikowych przemów nie nadaje się do tłumaczenia, jedna wielka nieprzyzwoitość się na mła wylewa z tego kociego gardziołka. Sztaflik nadal prycha na Nowego, pokazuje zęba ( choć już nie tak często ), daje sygnał do ataku radzieckiego całego stada ale i w jej zachowaniu zachodzą pozytywne zmiany. Zaaferowana rozdawanym żarciuchem przestaje zwracać uwagę na Mrutka, no i nie leje go już tak mocno. Okularia i Szpagetka spuszczone z oka przez Sztaflisię coraz częściej podchodzą do Mrutka nie po to żeby go zdzielić tylko żeby go dokładnie obwąchać, Szpagetka zdecydowała się nawet jeść przy Mrutku. Mrutek ze swej strony też się pokazał od rogów. Nie jest kotem agresywnym, jego zaczepki wynikają z chęci zabawy. Jest za to uciekinierem. To prawdziwy wałęsa, niby nie chce ( tak przynajmniej usiłuje wyglądać jak zamierzam otworzyć okno ) ale czuje że musi! Byle za okno na zewnętrzny parapet a potem hulaj dusza, piekła nie ma! Madka w szlafroku i laciach po podwórku lata jak wariatka a on ani myśli do domu bo siostrunie chodu, liście spadają a ptoszki fruwają. Co mu tam madka o zagrożeniach będzie truła jak on tu zaraz wszystko sobie sam zobaczy. No tak, plan był taki żeby Mrutka stopniowo z dworem oswajać i ten plan jest zasadniczo realizowany - Mrutek na gigancie sam się oswaja a ja latam usiłując wykonać dawkowanie swobody za oswajanym, który nie reaguje na moje przywoływania. Kończy się to moje latanie jednako - zasadzam się za brzózką albo drzwiami do kamienicy, spadam na Mrutka jak "jaszczomb" i Mrutek wędruje w moich ramionach w domowe pielesze gdzie wypuszczony czym prędzej zajmuje strategiczną pozycję na parapecie, obok Szpagetki schowanej dla bezpieczeństwa ( Mrutek jest jeszcze w końcu półobcy ) w papierowej zakupowej torbie z Leroja. I tak sobie razem bezekscesowo egzystują na tym parapecie - torba i Mrutek.
Na fotkach poniżej gwiazdunie - Sztaflik i Okularia udają ze to nie one tylko jakieś roślinki, w tym czasie Mrutek podziwiał samochód Pana Krzysia a Szpagetka usiłowała wrobić Małgosi że ona nic ale to absolutnie nic nie jadła, od przybycia Mrutka to o pustym żołądku chodziła i proszę jak się słania na Małgosine stopy.
A poza życie stadnym to byłyśmy z Mamim na wysortach i odreagowywałyśmy stresy ( Gosine zdrowie, Magdziołowe kłopoty, Tatuś w roli rekonwalescenta i Cio Mary z nowo zdobytym "chorzeniem grypopodobnym" ) radosnym grzebaniem w śmieciach. Czegóż to te Niemce, Holendry i Brytyjczyki nie wyrzucajo z chałup?! Mła aż kwiczała ze szczęścia gdy dopadła ceramiczne źwierzątka. Sama sobie prezent zrobiła na Dzień Zwierząt ( człowiek też zwierz ) bo tak głupio żeby koty kuszały karmę Acana za piniądz ciężki a mła tak bez niczego, żadnej przyjemności za marne rupie kupionej. No nie wypadało. Mła nabyła paskudki które pasują do jej starych paskudek i od razu jej lepiej. Hym... grzebanie w śmieciach ma silne działanie terapeutyczne, może mła nie ma tyle energii co po powrocie z lasu czy szkółki roślin ale też ją nosi i czuje że gór co prawda przenosić nie będzie ale parę "sztychów" szpadlem jest w stanie wykonać. Zdobycze mła pokaże przy inszej okazji, teraz mła jest przywoływana do zalegania wspólnego - sukces, Szpagetka i Mrutek zusammen przywołująco ryczą razem z wyra!
Subskrybuj:
Posty (Atom)