poniedziałek, 25 kwietnia 2022

Avanti popolo!


Ech... mła pojechała na wakacje coby od polityki  odpocząć  ale wyraźnie wybrała nie to  miejsce co czeba, pustynię  trza było wybrać na której tylko od czasu do czasu jaki wielbłąd śmignie. Ironicznym komentem Najwyższego Wakacyjnego  do jej pomysłu na wypoczynek był widok Jana Pawła II Pustego ( tak Dżizaas niegdyś nazwała to rzeźbiarskie dzieło ) w obstawie policji spoglądającego mało życzliwie  na mikro z początku a potem niepokojąco rosnącą komuszo demonstrację zaczynającą się od wiecu na Piazza Republica. Było wszystko jak być  powinno: policja w kordonie ( z wiadomych względów nie fociłam ), filmujący agenci, smród odpalanych  petard z różowym dymkiem, porykiwania przez megafon, które nie przeszkadzały w odmówieniu jednej z pięciu koniecznych do odmówienia modlitw grupce muzułmańskich pracowników służb miejskich padających na twarz na terenie  Term Dioklecjana. No i oczywiście korek był kiedy z wiecu zrobił się pochód. Mła nie oglądała wiadomości poza tymi z metra, starała się nie patrzeć na graffiti z towarzyszem Xi w roli Batmana a i tak sierp z młotem ją dopadły jak  spamerzy telefon Mamelona.
 

Mła to wszystko nie powinno dziwić, w końcu Włochy chorowały  na tako wersje srowida jaką zafundował im ichni zarzund a właściwie zarzundy.  W wyniku  tego zarzundzania zeszli nie tylko ludzie ale i gospodarka ledwie zipie. Z punktu widzenia turysty to wygląda tak - sklepiki ze skórzaną galanterią z Via Sistina wręcz wymiotło, straszą puste witryny, miejsc po pizzeriach sporo a młodzi w dupie mają komunikaty nakazujące noszenie maseczek  w metrze ( nakładają je dopiero w wagonach, pewnie bojąc się  maseczkowych aktywistów ), widać wzrost cen  choć nie jest to taka inflacja  jak u nas. Oczywiście srovid  a właściwie walka z nim jest już tam taką samą  fikcją jak u nas, Włosi zdają się mieć świadomość  że tzw. obeszczenia służą wszystkiemu innemu ale nie walce z chorobą, hym... ichni płemieł jest prawie tak popularny jak nasz. Mła o fikcji walki przekonała się na skórze własnej - żadnego green pass mła nie okazywała za to jej papiru potwierdzającego negatywny  test na srovid  nikt nie czytał. Właściwie wystarczyło powiedzieć vengo dalla Polonia i otwierały się drzwi sezamu bez okazywania papira jakby green pass z wpisem przynajmniej siedmioczepiennym  miała. Nawet na lotnisku. 

Oczywiście mła mogo tak olewać bo jest tylko przelotnym ptoszkiem ale mła się wydawa że zmęczenie materiału jest na tyle duże że zarzundzające robio się ostrożne bo widzo że  przegięły. Znikąd w takim   tworze jakim jest  UE nie  narodził się silny eurosceptycyzm i wojujący nacjonalizm. Doprowadzili do tego ci, którzy tym tworem rządzili, przy współudziale krajowych zarzundów. Na przykładzie francuskich wyborów prezydenckich łatwo to zobaczyć, tak to jest jak się siłą obywatelom durnoty narzuca. Skrajności polityczne wówczas rosną i nabierają znaczenia, sierpy i młoty, które na zachodzie Europy odbierane są inaczej niż u nas, pojawiają się na murach i flagach demonstrantów. Hym... dobrze że swastyk nie ma. Jeszcze. Mła tak pisze bo jak na jej gust to ta demonstracja,  której była świadkiem, z niepozornie się zapowiadającej nagle okazała się być  zbyt liczna i zbyt wielu młodych ludzi w niej szło. Nie bardzo, bardzo młodych ale takich, których nie sposób już posądzić o młodzieńczą naiwność. Jako osobę wzrosłą w komunie zachwyt jej ideami zawsze mła niepokoi.

Oczywiście hasła antywojenne są naiwne  do bólu, niektórym ludziom wydaje się że  jak zamkną oczy i nie będą popierali którejś ze stron konfliktu  to wojna zniknie.  Potem się okazuje że jednak którąś ze stron popierali a ta sama wojna wybucha gdzieś indziej. Widać niektórych Włochów  historia z Syrią niczego nie nauczyła, zawsze się jacyś oporni na wiedzę trafią. Problem w tym że z takim zarzundem jaki mają Włosi,  są oni w gruncie rzeczy  skazani na szukanie rozwiązań politycznych poza mainstreamem. Na tle zarzundowego zamordyzmu ostatnich lat różne  ekstrema i ekskrementy nie wydają się im  aż tak groźne jak są w rzeczywistości. No cóż, mają problem. I tak nie jest on tak duży w porównaniu z problemem który mamy my, mła przekonała się o tym usiłując przylecieć do  kraju, Ojczyzny swojej ukochanej, Cebulandii Najjaśniejszej. Hasło "Warszawa nie przyjmuje" odarło jej wakacje z całego uroku, zresztą wielogodzinne oczekiwanie na lotnisku i niepewność  wylotu każdemu by dojadły. Mła tak się wydawa sądząc po zachowaniu  współpasażerów.

Znaczy polityka naszego zarzundu dopadła mła nawet na wakacjach.  Mła nie ma żalu do strajkujących kontrolerów lotu, w dupie ma że zarabiają wincyj niż nauczyciele czy pielęgniarki. Ani nauczyciela ani pielęgniarki mła nie chce widzieć na wieży kontroli lotów, tam mła chce widzieć fachowców. Dość tych tupolewizmów. Jak jakiś PISdowaty dupek zarabiający kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie zabiera  jedną trzecią  pensji kontrolera to jest dopiero skandal, były prezes  PAŻP zarabiał okrągły milion rocznie nie odpowiadając za nic. Jakby  było mało jeszcze na dodatek przyznał sobie stanowisko starszego kontrolera, żeby brać więcej kasy, choć nie przepracował na tym stanowisku ani godziny. A taki Horała niebożę, który ciągnie fuchy w dwóch ministerstwach i jeszcze od lat bierze 50 tysięcy miesięcznie za pilnowanie łąki pod przyszłe lotnisko im. Lecha Kaczyńskiego w Baranowie. To jest problem dla polskiego lotnictwa a nie strajkujący kontrolerzy. Zamiast dać kasę na utrzymanie istotnych dla bezpieczeństwa stanowisk zarzundzające szastają premiami i podwyżkami dla niekompetentnych z nadania politycznego.

Cały nasz kraj tak działa nie działając. Ta sytuacja z kontrolerami to teraz wypisz wymaluj  taka jaką wykreowano z lekarzami. Mła pamięta jak jedna PISdowata  poślica wydzierała się na mównicy sejmowej: "Niech jadą!" kiedy lekarze zagrozili, że wyjadą z Polski jak będą tak słabo zarabiać. No i pojechali.  PISdowata poślica niestety z nami została.  W naszym kraju PISdowate robią  na opak sztuczkę króla  Midasa - wszystko czego się tkną zamieniają w gówno. Duże i śmierdzące. Zaczęli od Janowa by potem starannie rozłożyć  LOT i PKP, rozwalić PKS i dobić  NFZ. Cud że Urzędy Skarbowe jeszcze działają. Samoloty latać nie będą ale będziemy budować lotnisko,  statki  wielkotonażowe przez mierzeję nie przepłyną bo wybudowaliśmy przekop dla jachtów,  w kopalniach wybucha  bo jest tam tak nowocześnie i bezpiecznie że hej, w NBPie siedzi taki od nakręcania inflacji, płemieł co otworzy usta to łże, prezydent pożal się Boże, Antoni rozmontował wywiad a zaraz potem armię ku radości Wujka Wowy,  prawem zajmują się dupy a nie prawnicy,  cudem to to ukończyło studia i nie potrafiło normalnie funkcjonować w zawodzie.  No bosko - mła miała duuużo czasu na myślenie siedząc te siedem godzin  przed bramką w  Fiumicino a potem półtorej godziny w samolocie stojącym na płycie lotniska. Doszła do wniosku że jak spotka osobiście wyborcę PIS to przywali,  cierpliwość  mła też ma  granice. O rzymskich wakacjach mła napisze Wam jak jej złość  przejdzie.


poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Pływając w rzece historii

"Historia uczy że ludzie nie wyciągają z niej wniosków." To nie mła, to Warren Buffet, ale mła by się mogla pod tym podpisać. Dlaczego  tak się dzieje?  Bo w programach nauczania  na "przyczyny powstania" od zawsze jest kładziony mniejszy nacisk niż na mitologie narodowe. Mła ostatnimi czasy rozmyśla sobie jak widzimy historię i dochodzi do wniosku że ona ją jednak widzi inaczej niż większość  jej rodaków, to pewnie przez ten jej niby z historią niezwiązany akademicki epizod, kiedy musiała zakuwać o ekonomicznych podstawach folwarku i wpływie gospodarki folwarcznej na jestestwo chłopskie. Kiedy historia przestaje być historią a zaczyna  być socjologią czy ekonomią, która się kiedyś zdarzyła, wszystko zaczyna wyglądać nieco inaczej. Mła oczywiście jak i insi płynie w nurcie wydarzeń ale od czasu do czasu cóś ją kusi żeby zajrzeć pod powierzchnię. Na ogół takie zaglądanie  kończy się tym że mła  dochodzi do wniosku że klasa polityczna jest zbyt duża i należy ją ograniczyć w jakiś mało  humanitarny sposób i że pieniężne są bezczelne jak zawsze. Jak wiecie mła za wszelką praprzyczynę ludzkich działań politycznych uznaje chęć nieograniczonego dostępu do kaszanki, to miazmaty pełzającego marksizmu ukształtowały spojrzenie mła na rzeczywistość, także tę która minęła - o ile coś mija rzeczywiście. Być może stąd takie krwawe wnioski mła wysnuwa. Czasem jednakże mła widzi historię jako nieustanny przepływ mocy, integrację i dezintegrację, szlak  wodny w którym co i raz inne fragmenty obfitują w życie podczas kiedy inne zamierają by za jakiś czas ponownie się odrodzić i dziać  się w innych konfiguracjach. Przejawy tego życia są jej zdaniem niezmienne ale często zmieniają nazwy. Tak mła to widzi. 

Napiszę Wam jedno - z takim podejściem jak u mła to człowiek cóś poza grupą,  się nie nadawa np. do irracjonalnej naszości ( choć po prawdzie to ona nigdy nie jest irracjonalna ), cinżkiego poszanowania dla jednostek,  które same z siebie zmieniły dzieje ( zamiast kulturalnie  być wbrew pozorom masową odpowiedzią na niewydolność systemu ) i tym podobnych spraw, które powszechnie uznajemy za przyczynę  zdarzeń. Tak więc to co dla wielu rodaków mła uchodzi za zwycięstwa czy klęski dla mła ma drugie, trzecie, czwarte a jak dobrze pójdzie i piąte dno i jest dla niej nieco inne ( czasem całkiem inne ) i mła jak ta sierota zostaje z tym swoim zdaniem. Jedną z takich kwestii  w której mła nieco się różni od swoich  jest kwestia wolności narodu. Daleko mła do tych mitów narodowych, gdzieś tam one pewnie podskórnie w niej  żyją ale na tym świadomym poziomie to mła widzi całą ich nieprawdziwość, sztuczny konstrukt mający spajać itd.  Mła uwielbia to poczucie kiedy może jako jednostka czuć się w miarę wolna, tak samo ma kiedy czuje że ta grupa której  jest częścią tyż takie poczucie wolności posiada. Czasem  ma wrażenie że grupa do ktorej niby przynależy nie czuje już tego dobrego wolnego. Nie czuje  bo system uwiera tych swoich. Tak było za komuny, tak jest teraz, kiedy my już na Zachodzie. O co kaman?  No system zrobił się  opresyjny, coś zaczyna przypominać komusze podejście a nasze doświadczenie mówi nam  że komuny nie da się reformować. Mamy jako państwowość pięćdziesiąt lat raptem doświadczeń życia w nowoczesnym systemie zachodnim i to z przerwą na pięćdziesiąt lat komuny, więc trudno żebyśmy wyciągali inne wnioski. Jest to dla nas niebezpieczne bo będziemy uciekać w miraże, pamiętając że ostatnia ucieczka nam się opłaciła. 
 
Miało  to miejsce w 1989 roku kiedy odzyskaliśmy podmiotowość i płynnie przeszliśmy z jednego systemu  do drugiego, tego który nam się bardziej podobał. Teraz okazuje się że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma i czujemy jakieś nostalgie. Widzimy pewne zbieżności z tym od czego udało nam się wykręcić, pamięć już nie ta więc coolorujemy przeszłość i czujemy  że może by tak cóś zmienić, bryknąć na wolność.  I tu się kłania patrzenie na powierzchnie zdarzeń bo owszem,  mieliśmy wolność wyboru ale  cóś słabo do nas dotarło że to jest  wybór między dwiema opcjami. Leżymy na największej w Europie nizinie stanowiącej dogodną drogę  z Azji do reszty kontynentu europejskiego,  na takim uskoku tektoniczno - politycznym,  jeżeli chcemy mieć państwo niezależne od konkurencyjnych systemów politycznych proponuje przenieść je na sztuczną wyspę na południowym Atlantyku i zadeklarować że  w życiu nie będziemy  mieli żadnych bogactw tylko korzonki będziem wtranżalać i odsalaną wodą popijać. Mła bardzo lubi opowiastki o naszym umiłowaniu wolności ale zdawa sobie sprawę że robienie na ich podstawie politycznych planów cóś abstrahuje  od układu odniesienia, bo albo będziemy w systemie zachodnim albo w systemie wschodnim albo góry sobie wybudujemy. No bo jak  je będziemy mieli to sobie możemy być Szwajcarią. Jak jeszcze wymieciemy wszystkie surowce, to możemy. Wiecie dwa państwa skandynawskie chciały być neutralne podczas II Wojny Światowej ale tylko  jedno sprzedawało rudę  Rzeszy. I tylko jedno zostało neutralne.  No to pogadalim o  neutralności. No więc wolność od systemu zachodniego i co dalej? Oby nie numery w stylu samostijnej czy Bałkanów Zachodnich. Bo na "wolność" w stylu Norwegii, Szwajcarii czy jak się okazuje niezwykle "samodzielnego" UK bym nie liczyła. Mła czeka na ten moment  kiedy do Brytyjczyków dotrze jak to jest  z  tym ich niezależnym sądownictwem. 
 
Zresztą srowid  dość wyraźnie pokazał jak to jest z tą wolnością, najbardziej racjonalnie podeszli niby mocno proeuropejscy Szwedzi, Skandynawia trzeźwiała szybciej ale to nie niezrzeszeni  Norwegowie byli tam motorem zmian. Przypominam tyż że to sami Szwajcarzy przegłosowali istnienie na ich terytorium green pass, także formalne niezrzeszenie nie załatwia wszystkiego. Tak nawiasem pisząc to Parlament Europejski przegłosował  green pass jako dokument ułatwiający przepływ osób między państwami, reszta  to radosna twórczość polityków krajowych.  Mła już pisała że zauważyła zależność - im państwo bardziej zinfiltrowane przez ludzi Wujka Wowy, im więcej polityków siedzi w kieszeni a przemysł bardziej uzależniony od nośników energii ze Wschodu tym obeszczenia większe a nacisk na czepienie przechodzi w obowiązek. No bo przeca jedne firmy mają pakiety akcji inszych, nieprawdaż? Jakby któś ten sznurek do wisielczej pętli kapitalistom sprzedawał, he, he, he.  Demokracja jest kupowana przez Wschód. Nie ma co udawać - grupie kupowanej zarówno przez Rosję jak i  Chiny,   przewodzą kraje  z najsilniejszymi gospodarkami - Niemcy i Francja, to w przykróceniu ich zapędów przywódczych nasz interes. Nie tylko ten narodowy, przede wszystkim interes jako ludzi wolnych, obywateli. Po tym blamażu z rurociągiem gazowym wywołującym wojnę mamy swoje 5 minut.  Nie na piendrolenie o  niepodległości w stylu zdziadziałego Korwina tylko na takie skonstruowanie prawa unijnego  żeby żadne durne pomysły na własny wzrost  gospodarczy kosztem krajów unijnym nikomu do głowy nie przychodziły. Sorry, takich rzeczy nigdy w historii nie robiło się przez osłabianie struktur sojuszy. W dobie grupowania się w bloki wojskowo - gospodarcze opowiastki o niepodległości totalnej są odgrzewaniem  bajek, jeżeli kraje posiadające broń jądrową budują bloki to chyba jest dość jasnym sygnałem że to jednak nie jest czas na samotnego wilka. Dla nas problemem nie jest zrzeszenie jako takie ale to że w tym zrzeszeniu są równi i równiejsi i układ konserwujący nierówności. Bo UE z jednej strony rozdaje kasę na wyrównanie poziomu życia ale z drugiej w myśl jak najbardziej zrozumiałej zasady przepływu osób i kapitału nie prowadzi działań osłonowych wobec państw z których drenuje się ludzki kapitał, powodując powstawanie pustyń demograficznych. Wyjście z UE tej sprawy nie załatwi tylko ją pogorszy, patrz Ukraina z której od paru lat emigruje kupa luda. To samo dotyczy innych państw niezrzeszonych o słabej gospodarce.  Jak się okazuje to nawet gospodarka tak silna jak brytyjska ma problemy z udźwignięciem samodzielności i brexit to obecnie szereg zgniłych kompromisów, ma tyle wspólnego z tym co było zapowiadane co kruk z biureczkiem. No a trzymanie się ze Wschodem to my już mamy przećwiczone, w XX wieku jak dobrze policzyć to prawie 70 lat pozostawaliśmy w orbicie jego wpływów, nawet za broń musieliśmy w 1920 chwycić coby jednak w niej nie być. Prawda zatem jest taka ze gdyby  UE nie było to trzeba by ją wymyślić.
 
Z tego mojego podejścia do historii wynika też inne odczytywanie zjawisk takich jak pauperyzacja zachodnich społeczeństw  czy też wielki głód, który ma nam na Zachodzie grozić. Mła napisze wprost  - jaki wielki głód? Wielki głód w Europie to był w getcie warszawskim,  w oblężonym  Leningradzie i w latach 30 na Ukrainie. Tylko ten ostatni był głodem masowym. Wszystkie te przypadki  miały  przyczyny polityczne - celowe  głodzenie określonych  grup w celu eksterminacji. To co ma być teraz wielkim głodem to jest raczej urealnienie kosztów produkcji żywności i odchudzenie spasionych społeczeństw Zachodu, spasionych do tego stopnia że problemem medycznym nr 1 tych społeczeństw są choroby cywilizacyjne typu cukrzyca. Obecny "wielki głód" wynika z tego że doszliśmy do ściany ekstremalnie marnując żywność z jednej strony a z drugiej usiłując zmodernizować rolnictwo na wzór przemysłu i to źle zarzundzanego bo rozwalanego dopłatami, które z jednej strony ma  być wysoce wydajne z drugiej  promujemy obniżenie wartości produkowanych  płodów rolnych i potworne koszty dla środowiska i nie chodzi tu mła o pierdzące krowy.  W krajach rozwiniętych wyrzucamy 1/3 kupowanego jedzenia, sorry to nie wielki głód nam grozi tylko ograniczenie strefy komfortu. To samo dotyczy pauperyzacji, to tylko urealnienie kosztów pracy. Cały problem w tym że ci którzy albo mają środki produkcji albo  pośredniczą w przepływie dóbr przyzwyczaili się do olbrzymich zysków z których nie chcą rezygnować i kombinują jakby za pomocą ograniczenia demokracji zachować swoją strefę komfortu w całości a nie rozłożyć proporcjonalnie koszty tej zmiany. Mła czasem  ma wrażenie że ludzie Zachodu, w tym i my,  nie bardzo wiedzą jak  wygląda reszta świata i pitulą  przed siebie że oto koniec z końcem będą musieli wiązać a publiczność złożona w dużej części przez ludzi zapieprzających całe  życie za kromkę chleba wyjść nie może z zadziwienia. Na dokładkę zdrowo wpieprza publisię pouczanie przez Zachód na temat "Jak prawilno żyć oszczędzając planetę". Mła się nie dziwi, każdego by wkarwiło jak najbardziej rozżarta, śmiecąca, prokonsumencko nastawiona część ludzkości poucza innych jak żyć mniej  żrąc, nie śmiecąc i we względnej ascezie zakupowej.  No litości.
 
Mła inaczej też  reaguje na wieści  o wielkich spiskach. Wielkie spiski w historii okazywały się wieloma małymi spiskami. Żydzi, jezuici, cykliści, ukochani masoni i wszelkie inne tajne stowarzyszenia są produktami do straszenia. Deep State - hym... pokażcie mła epokę i państwo w którym nie  funkcjonował deep state. To żadne novum, zawsze tak  było. Mła nie przeczy że są koncepcję zakładające wprowadzenie takiego  a nie innego ładu światowego czy czegóś w tym guście, to też nic nowego, uczyliście się o przyczynach XX wiecznych wojen więc temat nie powinien być obcy. Świat jest pełen sprzecznych interesów, to nieustające związywanie i rozwiązywanie koalicji w celu ich realizacji. Spisek bogatych przeciw biednym? Jako potomkini bardzo majętnych ludzi żywiąca w ruinie informuje Was że majętność nie  jest stanem danym raz na zawsze i przypisanym do  nazwiska, potomek ostatniego króla Anglii z rodu Plantagenetów  jest stolarzem na jakimś zadupiu. Wielkimi fundacjami czasem zarządzają mali ludzie o nikomu nieznanych nazwiskach. Na ogół tylko pierwsze pokolenie bogaczy jest tak durne żeby afiszować się z bogactwem ponad miarę. Pieniądz i jego upadek - he, he, he, Mikołaj Kopernik stwierdził że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy, w XVI wieku tak twierdził. Walka o światową walutę? Kto ma technologie ten ma władzę, mła słucha bajań o gospodarce i leniwie zastanawia się nad instrumentami mierzenia jej siły. Przypomina sobie brzydkie pieniężne  praktyki Starego Fryca,  sposoby XIX wiecznych Brytyjczyków na siłę funta i wraca  do rozmyślań  nie nad gospodarką a nad możliwościami rozwoju technologii w systemach autorytarnych. Mła jest jakoś sceptycznie nastawiona do zdania tych  niektórych zachodnich ekspertów wieszczących triumf feudalizmu nad kapitalizmem ( mła jako wychowana  w komunie stoi bezczelnie na stanowisku że żadnej komuny w warstwie realnej nie było, system w którym  żyła  miał wszelkie cechy systemu feudalnego ). Otóż system feudalny ma  swoje ograniczenia, zazwyczaj wali się niby  niespodziewanie z powodu wewnętrznych niespójności, jest bowiem systemem nastawionym na trwanie a nie na zmiany a świat jest płynny. Historia to rzeka.

 
Przykład pierwszy z brzega - radziecka kosmonautyka, technologia na przełomie lat 50 i 60 XX wieku nie do pobicia. Cóż takiego się stało że 20 lat później to Reagan a nie Breżniew robił plan gwiezdnych wojen? Odbyła się konserwacja systemu, tak go zakonserwowali że 30 lat po skoku technologicznym rozpierniczyło państwo. Teraz są snute opowieści o Chinach pierwszej  gospodarce świata, ciekawe czy ona taka pierwsza jak rosyjska armia druga?  Mła przypomina sobie historie XV wiecznych Chin, to dopiero była gospodarka. To co jest teraz, przewaga technologiczna nad innymi,  to prycho w porównaniu z tym jak stały Chiny na przełomie wieku  XIV i XV.  W Portugalii budowano karawele a w Chinach  łodzie oceaniczne o długości 120 metrów. Z czym do gości? Nie do uwierzenia jak szybko to padło i się zwinęło. Tylko dlatego że kasta urzędnicza nie mogla pozwolić sobie na utratę znaczenia. Nagle im się konfucjanizmem odbiło nie w tę stronę co trzeba. Teraz też zaczyna, mła nie może patrzeć i słuchać o tym co się wyprawia w Szanghaju z okazji nawrotu srandemii  - komuna czy zarządzający cesarz jest niereformowalna, trza się modlić o tajwanizację  Chin, inaczej będzie z tego nieszczęście w stylu rosyjskim. Mła  się wpatruje, zastanawia się co ukryte przed jej ślepiami bo  gdzieś blisko dna, czego nie dostrzega mimo tego że na powierzchni, narzeka na jakość wod tej rzeki bo ma wrażenie że podtrute i stąd słaba widoczność i  na tym przemyśliwaniu spędziła tydzień wypełniony aż nadto zajęciami.  W ramach ozdóbstw powklejała odstresowującą modę z przełomu wieków XVIII i XIX ( istniały już wówczas pisma  modowe ) i filmiki nie takie jak zwykle. Dziś zamiast muzycznika mam dla Was niesamowitą historię.


I jak   kogoś interesuje jak to jest z dzisiejszą nauką  to proponuje wykład profesora Łukasza A. Turskiego, żaden z niego oszołom. Politycznie wszyscy łykną bo to i wykładowca Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego co jeży  na głowie włos lewicy i człek co otarł się o Fundację Batorego co wywołuje drgawki u prawicy. Wykład dotyczy oszustw naukowych a miejsce miał przed tym zanim ktokolwiek z nas małych żuczków pomyślał o pandemii i został "trollem Putina" i "zajadłym antyszczepionkowcem".

niedziela, 17 kwietnia 2022

Raszyści , banderowcy i reszta

Mój Boże, kto nie z nami ten przeciw nam, czas wojny wszystko upraszcza  do absolutnego prostactwa. Mła aż otrząsa jak czyta ociekające nienawiścią wypociny na temat innego narodu. Z drugiej strony nie może wyjść z zadziwienia  jak ludzie mogą mieć takie  łuski na oczach i za przeproszeniem pieprzyć  trzy po trzy o rosyjskiej tzw. kulturze wysokiej  jak Niemcy  o Goethem w epoce działających krematoriów Auschwitz.  Co ma piernik do wiatraka a kultura wysoka do społecznego przyzwalania na zbrodnie?  Hym... używanie kultury tworzonej przez  urodzonych w Rosji twórców,  zazwyczaj zresztą cinżko gnębionych przez zarzundzających krajem,  do maskowania natury systemu nie wytrzymuje zestawienia z obrazem nadpalonego trupa. Jedna i druga opcja myślenia o Rosji i jej mieszkańcach  jest dla mła nie do przyjęcia, emocje rozbujane  do fazy histerii a nie spojrzenie na to co jest i jakie  jest, nie mówiąc  już o tym dlaczego takie jest. Takie to proste że aż prostackie, nie mam na to innego określenia. O tym że Rosja ma ze sobą problem dobrze widzieli od zawsze sami Rosjanie, często ci których  dziełami życia przykrywa się dziś militaryzm, skłonności totalitarne i tym podobne brzydkie strony tzw. rosyjskiej  duszy.  Ci wielcy dobrze wiedzieli  że wielkoruskie to nie za bardzo powinno być rosyjskie. "Praszczaj, niemytaja Rossija, strana rabow, strana gaspod. I wy, mundiry gałubyje i ty, priedannyj im narod" - to nie mła, to  Lermontow, świetnie zdający sobie sprawę z tego że Rosja nigdy nie miała obywateli tylko niewolników i poddanych, z tej nędzy kartajewszcziny, z rozkradania totalnego uprawianego do zawsze przez czynowników. Hym... u nas za sumienie swego czasu robił Stefan Żeromski, dziś mało popularny nie tylko z racji młodopolskich naleciałości na języku pisanym. Taa... łatwiej zobaczyć słomkę w oku cudzym niż belkę w swoim własnym, bardzo głośno wrzeszczymy  o zbrodniach sowieckich sołdatów,  o ukraińskich na Wołyniu,  o tym co sami w czasie wojny robiliśmy pamiętać nie chcemy. Jakoś specjalnej ochoty w narodzie naszym  nie widzę na postawienie znaku równości pomiędzy dziećmi ze sztetli wschodniego Mazowsza czy Białostockiego a tymi z polskich wsi na Ukrainie, za to moralne wzmożenie na to "jakie  te Ruskie to swołocz" prezentowane jest nader chętnie. Sorry, w każdym narodzie jest całe mnóstwo swołoczy, nieszczęściem Rosji jest to że wplata je ona w system zarządzania i do swoich resortów siłowych   sprawniej  niż jest to przyjęte w cywilizacji zachodniej.  Tylko tyle.

W latach 90 XX wieku Aleksander Janow pisał że era Jelcyna to tylko demokratyczny epizod w historii Rosji i że następny etap będzie faszystowski. Wykrakał? Nie, to tylko wyciąganie wniosków z historii. W XX wieku groza rewolucji i wojny domowej, stalinowskie czystki, których najbardziej wynaturzoną formę możemy odnaleźć w  kulcie  Pawki Morozowa, Hołodomor,  masowe mordowanie jeńców wojennych, rabunki i gwałty dokonywane przez sowieckich żołnierzy -  takie fakty pozwalały ogarnąć rzeczywistość,  stwierdzić że możliwa jest wiara Rosjan w swoją wyższość moralną połączoną z masakrowaniem cywilów, gwałtami,  a także gotowość absolutnie bezkrytycznej wiary w każde kłamstwo władzy odciążające sumienie jednostki. Czy to jest nowe? Absolutnie nie, to tylko Zachód ma  pamięć złotej rybki.  Kiedy w  Polsce trwało Powstanie Styczniowe, Aleksandr Hercen, takie niechciane sumienie XIX wiecznej Rosji,  zwrócił się  do Victora Hugo uchodzącego za europejski autorytet moralny z apelem o zabranie głosu, Hugo napisał  odezwę: " Żołnierze rosyjscy, stańcie się na powrót ludźmi". Był rok 1863. Dziś pewnie nadgorliwi wrzuciliby Hercena do wielkiego wora z napisem "Ruska Swołocz" . Ech... Śladu po tym "nawracaniu" nie zostało ani w Rosji gdzie żołnierze to na ogół imię i nazwisko potrafili napisać i szlus, ani w zachodniej Europie, gdzie na społeczeństwo rosyjskie patrzy się poprzez  pryzmat przybyłych imigrantów, rzadko  przy  tym zadając sobie pytanie dlaczego ci ludzie emigrowali z własnego kraju. Tacy Francuzi wspominają białych Rosjan i dysydentów, Amerykanie opowiadają o rosyjskiej mafii a Niemcy jako jedyni na Zachodzie Rosjan się po prostu boją. Jak najbardziej zresztą słusznie, Niemcy dobrze wiedzą, co im zrobili Rosjanie, ale też wiedzą  że dobrze na to sobie zapracowali. Oni jedni ze starych  państw Zachodu utożsamiają tak naprawdę Rosjan z Rosją. Reszta za przeproszeniem pieprzy trzy po trzy nie przekładając  rosyjskiego systemu totalitarnego, tego samodierżawia ukochanego przez Rosjan, na jamy w ziemi w których chowa się ofiary masowych mordów. Szczęśliwie nie doświadczyli rosyjskiej okupacji więc ględzą o tym wstydzie który Amerykanie zafundowali sobie w Guantanamo, wrzodzie na demokracji, nie widząc różnicy skali z sepsą. Taki klubik pożytecznych idiotów polityki niby a po prawdzie to raczej biznesmenów handlujących nie tyle przekonaniami co niezależnością własnych narodów od kaprysów dyktatur - vide wzrost cen energii jesienią zeszłego roku, Rosjanie dobrze płacą, podobnie jak  Chińczycy ( znamienne jest że City nie popierało zaangażowania w konflikt  w przeciwieństwie do Wall Street ). Społeczeństwo zachodnie  poglądy ma podobne do poglądów swoich polityków.

Faszyzm? Mła nie do końca  się zgadza z tym faszyzmem rosyjskim czy też tym ukraińskim, to są raczej nacjonalizmy, którym coraz bliżej  do nazizmu. O ile Ukraina jako państwo usiłuje z trudem zachować jakiś balans o tyle państwo rosyjskie popłynęło. Zwróćcie uwagę że piszę tu o państwach a nie o jego obywatelach,  trzeba rozróżniać bo nigdy 100% obywateli nie popiera działań własnego państwa.  Dlaczego faszyzm zlewa nam się z  rosyjskim nazizmem? To jest dość proste - zarówno komunizm jak i faszyzm są wybitnie antyinwidualistyczne  a nacjonalizm jak i one zakłada prymat zbiorowości nad jednostką.  Jerofiejew opisuje to tak: "Rosyjskie "My" nie składa się ze zbioru "Ja", będących wartością dla siebie samych, jak to ma miejsce w Europie. Rosyjskie "Ja" nie jest pierwiastkiem przystosowanym do samodzielnego życia, przebywa wyłącznie w molekule narodowej. Stąd nie "Ja"  kształtuje ideę "My"; to "My"  przemawia i manifestuje. "My" płodzi wyrodne "Ja" jak drobne kartofle". "Jednostka zerem, jednostka bzdurą" jak to pisał z kolei Majakowski, który rozumiał że komunizm jest dla Rosjan jak najbardziej do przyjęcia. Faszyzm przerodzony w nazizm z tego samego powodu też będzie. Znaczy gdyby nie Wujek Wowa to ten rys rosyjskiego charakteru wykorzystałby inny Wujek któremu marzyłby się powrót imperium w chwili kiedy jego państwo ma siłę takiego dużego terytorialnie Pakistanu. Rosyjska dusza ma sporo azjatyckiego pierwiastka, pewnie dlatego jako egzotyczna wzbudza taką fascynację na Zachodzie. Im dalej od państwa w  którym żyją w masie  ludzie z rosyjską duszą, tym ona większa. Sąsiedzi zachwytu nad rosyjską duszą nie podzielają, choć samych Rosjan lubią. Jakby oddzielali w czasach kiedy Rosjan nie opanowuje amok, ich jako ludzi od państwa  i systemu które tworzą. A co z Ukraińcami? Do tej pory nasz stosunek do Ukrainy był  odwrotny do tego jak postrzegaliśmy Rosjan i ich państwo, ukraińskie państwo nam nic nie zrobiło z tej prostej przyczyny że jest bardzo młode a sami Ukraińcy? -   no cóż,  określenie banderowiec było wymienne  wobec Ukraińca. Tak nam się porobiło na skutek historii  jakby Wołyń i Podole to cała Ukraina była a nie jej zachodnia część stanowiąca około  1/3 terytorium. Nie tak wiele osób wie o separatystycznym pokoju z Rosją  bolszewicką, który  podpisaliśmy  w latach  20 XX wieku zostawiając na lodzie nadal walczących Ukraińców i o polityce  wobec mniejszości narodowych prowadzonej w  dwudziestoleciu międzywojennym. Zatem istnieje u nas  słabe pojęcie  o tym jak sobie wyhodowaliśmy żmiję na łonie, starannie dbając by była cholernie jadowita. Własnej  głupoty nikt w podręcznikach szkolnych opisywać nie lubi a szkoda.  Dopiero dziś zagrożenie ze strony Rosji uzmysłowiło wielu z nas  że nam razem  z Ukraińcami po drodze. No wicie rozumicie, jak Isakowicz Zalewski mówi że Wołyń to Wołyń a pomóc człowiekowi trzeba, czas wspierać napadanych  i ludzie z tą pomocą ruszają to jest to olbrzymia zmiana. 

Bo na wspólnym wózku jedziemy. Rządzący Rosją ubzdurali sobie i przekonali do tego własne społeczeństwo że wszędzie  gdzie pisze się cyrylicą jest Rosja, w której akurat pisze się grażdanką. Bułgarzy się nie cieszą a Serbowie nie znają rosyjskiego sołdata więc uważają że OK. Jakby było mało tam gdzie cyrylicą się nie pisze powinno być dla Rosji bezpiecznie, jakbyście nie wiedzieli to rosyjska propaganda obecnie sprzedaje wersję że mnóstwo Ukraińców uciekłoby do Rosji ale Polacy siłą trzymają chcących powrócić do matuszki, totalny odjazd.  Mła się natentychmiast włącza skojarzenie z latami 30 i sytuacją z Niemcami, Hitler razem z narodem  niemieckim też był w nieustannym zagrożeniu. Wszyscy czyhali. Rozpoznaję od początku ten kod i jak czytam czy słyszę o zagrożeniu pełzającym NATO to zastanawiam się kiedy to sojusz, który od czasu awantury o Kosowo jest bardzo jednoznaczny jeśli chodzi o używanie siły w Europie,  znaczy nigdy wincyj,  Rosji zagrażał? Wojska żadnego  państwa należącego  do NATO nie naruszyły granic   państwowych Rosji.  Ba, żadne państwo sąsiadujące z Rosją nie naruszyło jej granic. Za to Rosja spoko narusza granice państw sąsiednich. Czołgami, samolotami, żołnierzami.  Bo jest zagrożona przez czyhanie. Z faktami się nie dyskutuje, można ich  tylko nie przyjmować do wiadomości i rojenia snuć o zagrażającym NATO.  Rosja swoją polityką może sprowadzić sobie to co sprowadzili sobie  na głowę  80 lat temu Niemcy, zagrożenie stało się realem i to okrutnym. Ech... te ciągoty imperialne, przywrócić sobie dawne znaczenie i pozycję, mimo że już dawno nie spełnia się kryteriów pozwalających być supermocarstwem. Oczywiście to nie jest tak że to jest tylko wina Rosji. Mła napisze to  wprost - na podstawie wyimaginowanych zagrożeń przez lata była  prowadzona wojna z terroryzmem. Wyimaginowanych bo do wyeliminowania takiego zagrożenia nie trzeba prowadzić kosztownych wojen. Dowód - domniemanego sprawcę tej rozpierduchy z 11 września 2001 roku wyeliminowano w Pakistanie, państwie niebędącym w stanie wojny z USA i jego sojusznikami. Przypominam że w tzw. wojnie z terrorem aktywny udział brała Rosja naciskając na  dawne republiki ZSRR w sprawie udostępniania lotnisk dla przerzutu sprzętu wojskowego.  Tak się kończą durne wojenki koncernowe i współpraca z reżimem, reżim krzepnie i czuje że też może sobie pohulać. Zwykli ludzie obrywają najmocniej. I tak Rosja zamiast rozpaść  się jak Pambuk przykazał czyli przez samorozkradzenie, co jest jakby naturalnym dla niej sposobem zejścia ze sceny dziejów,  zaczyna rozpad od drgawek wojennych co przekłada się na straszność dla jej sąsiadów a może też przełożyć się na straszność dla samych Rosjan.

Jak na razie Zachód się przestawia wolno bo jeszcze nie rozumie implikacji tego wszystkiego co jest związane z dławieniem się Rosji Ukrainą. No dobra,  dlaczego nie przyłączyć Marsylii do Maroka a południowych Włoch wyludnionych do Libii? Francja przeca szykanuje muzułmańskie przedmieścia a Włochom po cholerę domy, które trzeba sprzedawać za 1 euro?  Poza tym wg. tej chodzącej głupoty Le Pen spoko można przyłączyć do Niemiec Alzację i Lotaryngię które dłużej do nich należały  niż  Krym do Rosji. Może Birmingham przyłączyć  do Pakistanu? Jeżeli tolerujemy jednych przyjdzie nam z czasem tolerować drugich. Ciekawe że dupki z Paryża i Italii tego nie widzą. Brytyjczycy pocieszają się że Pakistan daleko, he, he, he.  O rany surowce, no koncernowi nas zabijo.  Tylko że obywatele jakoś nie współczują koncernom, srandemia spowodowała zmniejszenia wrażliwości zwykłego ludzia na niedole koncernów. Tak jest w całej UE i nie tylko UE. Zmienia się, Amerykanie zdaniem mła pobłogosławili rozliczenie polityki Niemiec, Ukraińcy skorzystali a Niemcy będą musiały zrozumieć swoją pozycję w szeregu bo obecnego układu UE nie sposób dalej tolerować, jest niebezpieczny dla Europy ( do niedawna w niemieckiej przestrzeni  publicznej spoko funkcjonowali nawet nie prorosyjscy a proputinowscy celebryci, cinżko lewicowa młodzież, która jak obejrzała raz czy dwa Russia Today to uważała że już wszystko o Rosji wie,   prawiczki wschodnioniemieckie stęsknione  za panem i przez niego finansowane, zaplecze rządowe będące  w dużej mierze agenturą rosyjską, mła nie dziwią te srovidowe obeszczenia,  branie  ludzi za twarze   -  Niemcy po prostu wymagają deputinizacji, u nas też by się przydała, tylko o ile niemieckie społeczeństwo zaczyna zdawać sobie z tej konieczności sprawę, to  u nas jeszcze jej nie ma  ). Rosjanie w Polsce. Ci którzy mieszkają w kraju z oficjalną rusofobią na porządku dziennym  łatwo nie mają.  Nie dość  że jesteśmy przekonani o własnej wyższości cywilizacyjnej i kulturowej to jeszcze  jak tylko w Rosji się gotuje to dajemy temu przekonaniu taki wyraz że macki opadają do tego stopnia że człek może po nich deptać. Potrafimy być obrzydliwi. Jakoś nie dostrzegamy iż często gęsto ci ludzie przyjechali tu bo w Rosji było im ciężko nie tylko pod względem materialnym, snujemy jakieś  durne opowiastki w stylu dobry Rosjanin to martwy Rosjanin. Złośliwie mła się ciśnie na klawiaturę że to takie podobne  do wielkorustwa. Wielkopolactwo, qurna, od Pcimia do Psiej Wólki i sadzawki.

Raził na Zachodzie  do tej pory nacjonalizm ukraiński, teraz  dociera że Rosjanie to takie wielkorusy, nic się nie zmienili. Mła ze zdziwieniem czyta że kogoś dziwi że na mięso armatnie to pojechali żołnierze z Dagestanu czy Kałmucji albo Kraju Chabarowskiego i to oni mają być odpowiedzialnymi za zbrodnie. Znów pamięć złotej rybki. Zbrodnie wojenne są wpisane w rosyjską doktrynę wojenną, to sianie terroru i  likwidacja zagrożenia partyzantką. Dowódcy o tym wiedzą, jest to powszechna praktyka, zdziwienie Zachodu po Czeczeni, Syrii jest nie na miejscu. Hipokryzja do entej potęgi. To że walczą na najgorszych odcinkach frontu nie  etniczni Rosjanie a  ludzie z odległych i biednych  republik dla nas w Polsce jest żadną nowością, nikogo się  nie bano tak jak "Kałmuków" w armii radzieckiej i tej nieradzieckiej przetaczającej się podczas II WŚ  przez nasz kraj. Tylko Własow,  Rosjanin,  został powieszony na strunie fortepianowej za kolaborację z Niemcami a dowodzący azjatyckimi  jednostkami rozpirzającymi wszystko sowieccy generałowie nie. To traktowanie jako mięcha armatniego ludzi niebędących etnicznymi Rosjanami ma rasistowskie podłoże, Rosjanie pielęgnują  azjatyckość w sobie dopóki ona się bardzo mocno fizycznie nie uzewnętrznia. O stosunku do ludów Kaukazu lepiej nie wspominać. To jest kalka tego co było w latach 50 XX wieku w Stanach w stosunku do obywateli pochodzenia afrykańskiego. Do mojego pokolenia wychowanego na "internacjonalizmie" sowieckim to słabo dociera, choć na ogół wystarcza jedna dłuższa wizyta we współczesnej Rosji żeby otrzeźwieć. Do Zachodu za to nie dociera w ogóle, są jak dzieci nadal wierzące w Rosję walczącą z nazizmem nie widząc realu zza propagandy i utrwalonego od dawna obrazu. Rosja jest po prostu rasistowska,  w większym stopniu niż  Ukraina, nie mam tu na myśli wierchuszki tylko społeczeństwo. To wynika z zapyziałości, siedzeniu na dupie  w jednym miejscu i z konserwatyzmu oraz bidy. Klasyczna mieszanka. Ukraińcy po prostu bardziej masowo się ruszają a  w zderzeniu ze światem mity pryskają. Nie znaczy że Ukraińcy to same anioły i żadnych rasistów, faszystów, nazioli nie produkują i w ogóle   nie popełniają zbrodni wojennych.  Taa... mają za uszami i to sporo, przeca my ani ślepi ani głusi - "Pamiętaj Lasze po San nasze".  Spoko, my też potrafimy zaoferować pogardę i pomiatanie "swołoczą", tylko co to zmienia w kwestii konieczności sojuszu? Co do zbrodni wojennych.  Nie ma wojny bez zbrodni. Jest tylko kwestia czy zbrodnie wojenne są założeniem wojskowym   czy też zdarzają się. System czy konkretne zdarzenie  to nie jest to samo, system to już ludobójstwo.   Wołyń, Ruanda to było ludobójstwo, długotrwała tzw. wojna z terroryzmem nie, mimo że pochłonęła ofiar od cholery.  Macronizmy to nic innego  jak "elementy ludobójstwa" z czasów wojny w Ruandzie. Tak to już jest że liczą  się intencje i masowość "przerobu". Choć ofiarom zbrodni to  wszystko jedno. 

Co do roli mendiów w podsycaniu nastrojów antyrosyjskich. Dno dna. Po covidzie ( dla zainteresowanych, rządy europejskie , nie tylko nasz, chcą zmienić umowy  na  dostawę szczepionek i nie zamierzają płacić więcej za to badziewie, na stole jest opcja zamiany na inne specyfiki  firm - ledwie przemknęło  przez mainstream  informacyjny  ) i tej wojennej nagonce mła uważa za jedyne wiarygodne media wodę,  prąd i gaz. Media manipulują faktami, podtrzymują nieustająco narrację strachu, cenzurują wolność wypowiedzi, antagonizują i tworzą podziały w społeczeństwie "na zamówienie". Są tubą propagandową i narzędziem w rękach  grup interesu i władzy. Tak działa nie tylko mainstream, wolni strzelcy często gęsto wcale nie są  tacy wolni jak się to wydaje. Przy okazji tego konfliktu widać to dość wyraźnie. Dlatego mła pisze Wam z pantofla że zbrodnie w okolicach Kijowa są dziełem armii rosyjskiej na 95%, że trupy są, rozpieprzenie infrastruktury ogólnie jest  i nie da się dalej utrzymywać narracji że to tak komputerowo wygenerowane. Ci którzy do Kijowa wrócili mówią że jest surrealistycznie, nietknięte obok totalnie rozpirzonego, wymordowane rodziny obok takich dla których jedynym znakiem wojny były alarmy przeciwrakietowe  na które przestali reagować.  Dobra, koniec tego  wpisu, który urodził się z cinżkiego wkurzenia na nas Polaków i naszego zbyt dobrego  o sobie mniemania. Teraz o ilustracjach, to są książkowe ilustracje rosyjskich bajek stworzone  przez  nierosyjskiego autora. Frank. C. Papé był brytyjskim ilustratorem książek. "The Russian Story Book" wydana w 1916 roku uchodzi za perełkę w jego twórczości.  Muzycznik tyż powinien być dziś taki bardziej prawdziwie rosyjski. Zdaniem mła mało co  jest tak prawdziwie rosyjskie jak tekst "Bradiagi" - "Bradiaga sudbu preklinaja taszczitsja z sumoj na plecziach".  Mła pisze rosyjskie teksty w łacińskiej transkrypcji bo mało kto od niej młodszy potrafi czytać bukwy. Dla rosyjskiego nieznających - Włóczęga ( swój  ) los przeklinając taszczy na ramionach wór ( dobytek z którym uciekł ze skazania, co wynika z kolejnych zwrotek tej pieśni  ) . Kiedy udaje mu się wrócić do domu od matki dowiaduje się że ojciec dawno nie żyje a brat w  kajdanach zesłany na Syberię. Taa... cała Rosja. Cała biedna, umęczona sobą Rosja.

sobota, 16 kwietnia 2022

Przedwielkanocnik

Dobra, w pierwszych słowach tego wpisu przepraszam wszystkich którym dłuuugo na komenty nie odpowiadałam, tydzień był cinżki, do netu zaglądałam tyle o ile, info ze świata do mła dochodziły głównie za sprawą radia i szczerze pisząc najbardziej interesowało mła co tam słychać w sprawie obsadzenia prawidłowo kontroli lotów zarządzającej naszą  przestrzenią  powietrzną. Uprzejmie donoszę w  sprawach domowych że różowa koperta poszukiwana jest na poczcie bo odnotowaliśmy tylko kremową i  żółtą ale Pan Listowy  twierdzi  że na poczcie bajzel świąteczny i jeśli chodzi o niego to nie byłby zdziwiony gdyby miała dojść po świętach. Małgoś spacyfikowana, znaczy kupiona nowa kuchenka, wymyte wszystko co cza i odbębniony pogrzeb  jej bratowej, której śmierć rodzina ze względu na babciny podeszły wiek i stan zdrowia usiłowała przed Małgoś ukryć - awantura była potężna. Dobrze ze Małgoś nie poszczuła i mła nie musiała rodziny pobić  czy cóś, blisko było.

Koty przeszkolone, zaopatrzone należycie, wyciumkane do wyłysienia w miejscach pocałunkowych zostają z Cio Mary, która będzie dzieliła czas na dwa domy bowiem Wujek Jo  tyż wymaga opieki i jak Cio Mary stwierdziła na tle grzeczności kotów jawi się jako rozbisurmaniony. Ostatnio kwestia naprawianego zamka do pralkowych drzwiczek mogła się dla Wujka Jo okazać śmiertelna, Cio Mary zaczęła sprawdzać  czy aby na pewno musiałby odsiedzieć zasądzony za zabójstwo Wujka Jo wyrok. W ogóle tydzień był cóś ciężki dla panów w rodzinie mła, Ciotczyny Włodzimierz po myciu okien wygląda jak  ofiara ostrzału Donbasu. Ciotka Elka stwierdziła że tak się kończy stawanie na nie do końca wytartym parapecie i że Włodzimierz ma szczęście bo gdyby poszła szyba i jemu szczęśliwie by się nic nie stało to wtedy mniej szczęśliwie zostałby ofiarą przemocy domowej. Mła na wszelki wypadek sprząta nadzwyczaj umiarkowanie. 

Oczywiście kocia grzeczność nie jest grzecznością absolutną. Tak po prawdzie to niektórzy potrafią zaprezentować obrazę odwracając się do mami tyłkiem czy patrząc na nią jednym oczkiem. Nawet wężową sylwetkę prezentują  choć jak staną  na tych swoich trzech łapkach to widać  zwisające brzuszydełko, niepokojące mła.  Brzuszydelko zrobiło się z dokarmiania przez Małgoś, ostatnio Szpagetka jada u niej, znaczy Małgoś ze swojej michy, Szpagetka ze swojej - obie michy  ustawione na stole, Szpagetka ma na krześle  podwyższenie zbudowane z poduszek. Mła jak wróci z wojaży to utnie to bezeceństwo bo tak po prawdzie to koty za wiele nie schudły z okazji wiosny. Mruciu co prawda z lubością prezentuje tzw. chudą łapkę ale nadal waży blisko sześć kilo. Jeśli chodzi o pilnowanie przez niego godzin posiłków to zegarek można regulować. Utraty wagi nie widać też mocno po Okularii i Sztafliku, Pasiak schudł w marcu ale znów zaczyna nabierać ciała - kiedy chodzi to zarzuca wiadomo czym.

Jeśli chodzi o namawianie do sesji to mła udało się to tylko w przypadku Szpagetki i Mrutka, zresztą żeby Szpagetka raczyła zwrócić się przodkiem do obiektywu mła musiała zastosować zachętę z kurczaczyny. Mruciu był bardziej chętny jeśli chodzi o prezentowanie "szczupłości", po sesji to było tylko myk i mła odliczyła je dopiero na kolacji. Bo koty większość dni spędzają teraz w ogrodzie, kiedy pada przesiadują w szopkach a kiedy tylko wychodzi słońce rezydują wśród zielonego. Mła im zazdraszcza  i planuje że po powrocie ona też tak będzie, znaczy szopki to odpuszczę sobie ale  przebywania w zielonym to na pewno nie. Jak widzicie na załączonych obabrazkach kotom ten styl życia wyraźnie służy, mła ma nadzieję że po tej srovidowo - wojennej codziennej mieszance ostatniego czasu  wakacje dadzą jej chwile oddechu i nabierze sił na ogrodowanie. Sił bo ochotę już ma. 

Teraz będzie dużo fot z ogrodu, mła ma nadzieję że nawet kiedy przyjdzie zapowiadana zmiana aury i nam się ochłodzi to zawarta w tych fotach wiosenność choć trochę Was rozgrzeje. Wicie rozumicie, teraz w ogrodzie tzw. szał kwitnień znaczy zaczynają produkować się magnolki i ciemierniki wreszcie pokazują kwiaty nieuszkodzone przez przymrozki. Mła zamieszcza bardzo dużo fotek żeby Wam prawdziwie świątecznie było.  Oprócz fot ogrodowych mła zrobiła dwa długie wpisy na tematy  mniej przyjemne. Nie  że straszliwe jeremiady, nic z tych rzeczy, po prostu parę przemyśleń które mła od dłuższego czasu nosi w sobie a od czasu do czasu aktualności zapodawane w mendiach jakby ją utwierdzały w tym myśleniu. Mła nie będzie tydzień więc sobie wpisy możecie rozłożyć na czas wolny, mła się ostatnio w dziedzinie czytelnictwa blogowego i nie tylko blogowego bardzo zaniedbała, podobnie jak w dziedzinie pisalnictwa. No nie uchodzi, więc mła Wam wyprodukowała czytanki - pierwsza będzie wklepana jutro, druga pojutrze. A w muzyczniku Anna Szałapak i  "To się nie zdarzy" - ech... "Ludziom potrzebne  - światło i błękit w przestrzeni, Śnieg Elbrusa i biel obłoków".  Mła byłaby uboższa o ten wiersz Osipa Mandelsztama gdyby nie Piwnica pod Baranami.  Wszystkiego Najświąteczniejszego Kochani.