Gdyby mła była złośliwa, tak prawdziwie, to lobbowałaby za tym żeby na egzaminie państwowym ze znajomości języka polskiego łobcokrajowce łamały sobie jęzory na tytule tego wpisu. Toż to prawie ta klasa co Grzegorz Brzęczyszczykiewicz zapodany Hansowi do zapisu nazwiska. Jednakże mła wie że są pewne rzeczy których robić po prostu nie warto ( np. sprawdzać czy X Przykazań jest na pewno zgodnych z polską konstytucją ), bowiem są głupie. Tak po prostu. A głupota nie popłaca o czym najlepiej świadczy szkielet zamku Krzyżtopór, największej magnackiej rezydencji Rzeczypospolitej XVII wieku ( tak po prawdzie to on się początkowo nazywał Krzysztopór od imienia fundatora ale z czasem przerobiono to na Krzyżtopór ). Co ciekawe, takie głupoty zdarzają się wcale nie głupim ludziom, co wg. mła jest dowodem na to że inteligencja potrafi zawieźć człowieka w najmniej spodziewanym momencie i że mądrym to się tylko bywa. Dobra, zacznijmy od Ossolińskich, tych dzięki którym szkieletor powstał. Protoplastą rodu był Jan z Ossolina, który w pod koniec XIV wieku dochrapał się godności kasztelana wiślickiego. Nie był on rzecz jasna pierwszym z rodu, imię jego ojca poświadczono w 1366 roku, ale o godnościach cicho sza. Co nie znaczy że ród był jakiś tam parweniuszowski, herb rodowy Topór należy do najstarszych herbów szlachty polskiej. Pieczętowali się nim znamienici ludzie ( najstarszy wizerunek pochodzi z pieczęci Żegoty, wojewody krakowskiego z lat 1282 - 1285 ). Posiadaczy prawa do tego herbu uważano w średniowieczu za potomków palatyna Sieciecha, legenda herbowa wiązała powstanie godła z Lechem IV, jednym z mitycznych władców Polan. Od XV wieku ród z Ossolina wzrastał w znaczenie. W XVI wieku to już była magnateria pełną gębą, Krzysztof Ossoliński który wpadł na pomysł zbudowania zamku Krzyżtopór był wojewodą sandomierskim a i innych godności miał sporo. Osobą był ciekawą, człowiekiem wykształconym i wychowanym w wierze kalwińskiej ( zmienił wiarę na katolicką chyba ze względów koniunkturalnych, po śmierci ojca szczerego protestanta i po wstąpieniu na tron chyba najbardziej zdewociałego z naszych królów, Zygmunta III Wazy ). Był człowiekiem znającym się na gospodarce, dbałym o majątek własny i potrafiącym pomnażać kasę, niegłupim a jednak to właśnie jemu zaświtało w głowie tak gdzieś koło 1627 roku żeby we wsi Ujazd postawić fortecę, która jednocześnie byłaby siedzibą rodu.
Na samo dzień dobry zamek miał pochłonąć pięć milionów złotych. Hym... to było w czasie zanim waluta polska poleciała na łeb na szyję wskutek potopu szwedzkiego, znaczy zanim zaczęto bić tymfy i boratynki i szelągi , które miały mniej kruszcu niż to ludziom wmawiano. Mła Wam to opisze tak - złoty polski wynosił wówczas wartość trzydziestu groszy a za jeden grosz człowiek mógł się przed zawirowaniami potopowymi w XVII wieku przez tydzień utrzymać. Nie że na bogato, ale przeżyć to spoko. Wiecie już zatem że pięć baniek to była nielicha sumka. No bo było za co płacić, zamek Krzyżtopór w momencie powstania był jedną z największych rezydencji w Europie, prawdziwym palazzo in fortezza, wzniesionym tak że do dziś zachowały się olbrzymie oryginalne obwarowania, nasypy i mury. To zresztą go wyróżnia z tysiąca inszych starych budowli, stan zachowania wynikający przede wszystkim z jakości materiałów i ze sposobu w jaki zamek wzniesiono. Ponadto nigdy nie był przebudowywany ( bo nawet ukończony nie został ). Nie wiemy tak naprawdę jak nazywał się twórca projektu tego obiektu, przypuszcza się że mogli to być włoscy architekci z kręgu następców J. B. da Vignoli. Realizację projektu przypisuje się Wawrzyńcowi Senesowi, przy czym bardzo często zaznaczane jest że na etapie realizacji swoje trzy grosze wtrącał inwestor. Są tacy którzy twierdzą że zarówno wykonawca jak i inwestor nanieśli na projekt własne wizje i tym tłumaczą niejaką naiwność form ( dużym wkładem inwencji własnej budowniczego ) jak i zapożyczenia włosko - hiszpańskie ( pomysły fundatora, który odbył podróże poznawcze po krajach południowej i zachodniej Europy ).
Jak to ktoś ładnie napisał - "Formy zamku są zarazem wyszukane i naiwne, układają się w wymyślne zestawy przestrzenne". To prawda, w tych murach można odnaleźć podobny klimat co w kamieniczkach Kazimierza Dolnego, choć to przeca festung a nie patrycjuszowska kamienica. Jest jakaś ludowość, pełna wdzięku toporność, coś bardzo dla nas swoistego. Kamieniczki są przeca wcześniejsze i to znacznie ale pewnie przy budowie zamku pracowali podobni majstrowie. Może nawet tacy z okolic Pińczowa i Lublina. Te projekty włoskie realizowane przez rodzimych budowniczych nie przypominają manierystycznych czy wczesnobarokowych założeń pałacowo - obronnych w innych krajach naszego kontynentu. Zamek Krzyżtopór jest taki szczerzepolski, mimo tej niby włoskiej proweniencji. Jest też w pewien sposób obiektem unikalnym, właściwie później już tak u nas nie budowano. Znaczy tak spontanicznie, po majstrowsku, w swobodny sposób przekształcając pierwotny projekt. He, he, he, może do czasów bazyliki licheńskiej, która jako i zamek Krzyżtopór wyrasta z pól, łąk i wiejskiej niskiej zabudowy, jest łobrzydliwie wymarmurzono złocona i przypomina koszmarek o Bazylice Świętego Piotra w Rzymie po pijaku śniony przez polskiego budowlańca .
Dobra w okolicy Iwanisk stały się własnością rodu
Ossolińskich na początku XVII wieku. Dlaczego Krzysztof akurat tu
zaplanował budowę rodowej siedziby? Na miejsce budowy wybrano cypel
skalny
otoczony wąwozami i podmokłym terenem utworzonym przez ciek wodny,
miejsce w sam raz na założenie typu obronnego. Fortecę wzniesiono w zasadzie
jednofazowo, tak od początku do końca bez przerw długich. Owszem, były fragmenty które
kończono w latach późniejszych ale prawie cała monumentalna budowla
powstała w sumie w krótkim jak na takiego kolosa okresie czasu - za
rok rozpoczęcia budowy przyjęło się uważać 1627 a już w roku 1644 zamek
był na tyle gotowy by w swoich murach przyjąć króla Władysława IV Wazę,
najznamienitszego gościa jaki mógł się pojawić w polskim zamku ( wizyta
króla wiązała się z imprezą weselną Krzysztofa Baldwina Ossolińskiego,
syna Krzysztofa ). W ciągu niespełna dwudziestu lat powstała rezydencja
która zachwyciła gości z królewskiego dworu i przeszła do legendy
polskiego sarmatyzmu jako najbardziej pański z pańskich pałaców.
Przepych zamku Krzyżtopór uchodził za niezrównany, ale i sama
architektoniczna koncepcja zachwycała współczesnych.
Jak już wspomniałam program ideowy universum, czyli np. fascynację czasem której ulegali ludzi baroku, widać w konstrukcji, choćby w symbolice liczb w niej zawartych. Zamek w Ujeździe miał mieć cztery główne wieże ( jak cztery pory roku ), dwanaście głównych sal ( dwanaście miesięcy w roku ), pięćdziesiąt dwie komnaty ( ilość tygodni w roku ) i trzysta sześćdziesiąt pięć okien ( ilość dni w roku ). Szczerze pisząc mła nie liczyła, za gorąco było. Jednakże przeszło jej przez głowę że nawet dzisiaj oszklenie tego obiektu kosztowałoby majątek. Być może goście imprezki weselnej Krzysztofa Baldwina policzyli ale na nich zdaje się największe wrażenie zrobiło akwarium. W ośmiobocznej wieży miał znajdować się szklany pojemnik, basen, którego dno stanowiło sufit sali znajdującej się poniżej. Znaczy akwarium było takie że można sobie było nad wodą pochodzić piętro wyżej a piętro niżej obserwowało się rybki i blask słońca przez wodę przebłyskującego. Nawet dziś robiłoby to wrażenia a co dopiero wtedy. Żłoby z marmuru i stajnie na trzysta koni to przy tym prycho. O kryształowych lustrach doświetlających dzięki odbiciom światła wnętrza ledwie napomknę. Malarskie dzieła widzące na ścianach to Panowie Bracia mieli gdzieś, ważne że malarze włoscy a nie krajowi, natomiast o kobiercach rozwieszonych i rozłożonych w salach zamku, tak miłych sercu naszej szlachty i magnaterii i owszem często wspominano.
Teraz wróćmy do historii zamku, po śmierci Krzysztofa w 1645 roku spadkobiercą został Krzysztof Baldwin, który okresowo zamieszkiwał w Krzyżtoporze i być może kontynuował prace wykończeniowe. Niestety niedługo cieszył się życiem, zginął jak na wojaka przystało pod Zborowem w 1648 roku. Niestety bezpotomnie. Dobra iwaniskie wraz z Ujazdem przeszły w ręce dalszej rodziny i skoligaconych rodów. Byli więc właścicielami zamku kolejno: Kalinowscy, Morsztynowie, Sanguszkowie, Denhoffowie Pacowie, Sołtykowie, Łempiccy i Orsetti. W czasie najazdu szwedzkiego zaledwie po jedenastu latach trwania skończyły się czasy splendoru, zamek został zdewastowany i ograbiony, tak do końca to nie za bardzo wiadomo przez kogo. Wiadomo za to że nie został zniszczony. Z tego czasu pochodzi jedyny zachowany zamkowy plan Dahlbergha. Obiekt był użytkowany i najprawdopodobniej przetrwał w niezmienionym kształcie do 1770 roku kiedy to Michał Jan Pac musiał szybko zniknąć z kraju po konfederacji barskiej. Krótko przedtem wyremontował południową część pałacu, w której zamieszkał, ale po jego wyjeździe zamek znów zaczął podupadać i chylić się ku ruinie. Sołtykowie, nie podejmowali prób odbudowy, ograniczając się do użytkowania jedynie części pomieszczeń. Za drogo było remontować. W roku 1815 r. kolejni właściciele - Łempiccy, nie mieszkali już w zamku tylko w pobliskim dworze, podobnie sprawa się miała z kolejnymi właścicielami, rodziną Orsetti, których własnością Krzyżtopór był aż do roku1944. Ruiny zamku były schronieniem zarówno powstańców styczniowych, ludności cywilnej podczas I Wojny Światowej, partyzantów podczas II Wojny Światowej. Potem o zgrozo był tu poligon Armii Czerwonej. Po wojnie Krzyżtopór stał się własnością Skarbu Państwa, w latach 90. XX wieku skomunalizowaną. W latach 70. i 80. XX wieku w obrębie założenia prowadzono prace zabezpieczające i częściowo rekonstrukcyjne ( sklepienia pięter ). W 1991 roku obiekt otwarto dla zwiedzających. Zrobiono rampki i inne takie ułatwiające zwiedzanie. Teraz cóś ćwierkają o świetle i dźwięku więc śpieszcie się jeśli chcecie jeszcze zobaczyć porządne ruiny bez disco archeo.
No, no! Słyszałam, oczywiście, o zamku Krzyżtopór, ale o jego historii wiedziałam mało albo raczej nic zgoła. Imponujące! I chyba w tym celu, zaimponowania wszystkim po sarmacku, zbudowane. Gdyby to było w dzisiejszych czasach, celem mogłoby być wypranie brudnych pieniędzy.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście, nieźle się zachował, a rycina, na której jest plan, bardzo mi się podoba.
Rzeczy z góry skazane na zagładę jakoś do mła nie przemawiajo, znaczy podziwiam ale nie bardzo rozumiem. Pewnie mam kaca po przeskalowaniu naszych miejskich inwestycji. ;-D
OdpowiedzUsuńW Ujeżdzie byłam parę razy, pierwszy raz dawno, jeszcze chodzenie wśród ruin było chyłkiem i nielegalnie, póżniej już z bilecikiem ;).
OdpowiedzUsuńI tak, zastanawiała mnie ta niepraktyczność ;) Krzysztofa ale i jakoś fascynowała myśl o jego fantazji, o jakiejś jednak wizji ? może zachwycie architekturą ? może pragnieniem pokazania siły ?
A Ty miałaś piękny pomysł ze zdjęciem tej chatynki :)).
I za każdym razem, jak tam byłam ogarniało mnie takie poczucie oddechu tą przestrzenią widoczną wokół. Że co tam zamek - te widoki piękne :)!
To czekam na ciąg dalszy.
No i Moja Droga Pani T. ! Ty o zdrowie dbaj !
Rozumiem, że Szpagi w świetnej formie, rządzi światem i okolicą ;) ?
Głaski dla wszystkich :).
My niestety wciąż w żalu.....
Rabarbara
Powinno być "pragnieniu pokazania siły"... :(. Chyba muszę się zdyscyplinować.
UsuńRabarbara
Mła przepraszowuje że tak późno odpisuje ale wczoraj ją zmogło i spałą jakoś długo, a dziś musiała latać a kiedy przylazła i chciała z ogrodu przynieść te doniczuszki do paczenia to leje i mła, ma znów wyrzut sumienia bo kłącza irysowe sobie, doniczuszki sobie, kartony sobie a mła już nie pamięta jak się nazywa bo Małgoś jeszcze na nią krzyczy że koperek nie taki kupiła po drodze. Ech... Jeszcze mła się na dodatek Toskania rozsypuje i mła jest smętnie zła. Ta chatynka mła urzekła, tak sobie stoi w pobliżu tej ruiny i człowiek od razu czuje że z takich chatynek to przeskalowanie Krzyżtopora to musiało się wydawać niemal nadprzyrodzone. Do mła jakoś postawa "pokazania się" nie przemawia, no a niestety wszystko wskazuje na to że Ossoliński Krzysiu lubił zaimponować. Żal utulamy, całym stadem utulamy. Gdziekolwiek Błyskotek jest niech mu dobrze będzie, to najważniejsze. Nie dyscyplinuj się - wakacje są. ;-)
UsuńWiesz, czasami mam wrażenie, że im bardziej staram się coś zgarnąć w kupkę tym bardziej się rozsypuje.... jak z Prosiaczkiem ....
UsuńRabarbara
Mła się dziś czuje jak Kłapouchy - "Przepraszam za to, czego nie zrobiłem". Mła znów nie polazła na pocztę. Nie wiem dlaczego mnie te dni tak ostatnio umykają?
UsuńŚwięcie wierzę w dwudziestokilometrowy tunel, to przecież prycho w porównaniu z akwarium. W tamtych czasach, gdy szkło było jeszcze drogie,taka rzecz jak akwarium zamiast sufitu, to rany Julek!! Chyba cały Licheń tyle nie kosztował co ta ekstrawagancja. Inna rzecz, nie mogło być chyba zbyt kolorowe, gdzie te tropikalne rybki, gdzie roślinki jak z bajki, gdzie oświetlenie? I choćby Ossoliński się skichał, to wątpię w gurami czy pielęgnice. Raczej jaki sum wpuszczony, albo inna krajowość, być może lądująca na stołach.
OdpowiedzUsuńMalownicze te ruiny, kompletnie nie do mieszkania ze względu na skalę, nie do pojęcia że ktoś chciałby, a chcą, choćby zamek w Stobnicy 😀. Dla mnie to jak zrobienie sobie kosztownej realizacji żydowskiej chyba klątwy o posiadaniu stu łóżek po których bezsenność nosi😀 Co do głupoty, to wiesz, nie jednego opanowywuje. Jeden sadzi zameczki w Bawarii, inny chce naśladować Hadriana, jeszcze innym się marzy odbudowa potwornej kolubryny w Stolicy. O ile kolubrynie jestem przeciwna, to reszta wariactw jakoś mniej szkodliwa mi się wydaje. Może dlatego, że już są ich wyniki, można nawet w nich instalować disco archeo.
Mła sobie wyobraża to szklenie sufitu w ten sposób że nieduże tafle szklane ( bo w tym czasie nie znano technologii która umożliwiałaby wyprodukowanie naprawdę dużej szklanej tafli ) były wprawione w jakieś ramy którymi podzielono sklepienie. Czy ściany boczne były ze szkła czy uszczelniono je inszym sposobem to osobna kwestia. Szkło musiało być grube, ciężar wody musiał być przenoszony przez te ramy na mury ( te mogły to spokojnie wytrzymać, takie są ), sadzawka nie mogła być zbyt głęboka. Mła cóś bardziej wierzy w to że ryby były krajowe i raczej często wymieniane ( podejrzewam że po pewnym czasie lądowały na stole ). Tak to sobie wyobrażam. Ponoć uszczelnianie akwarium i doprowadzenie do niego wody było możliwe dzięki systemowi rur uszczelnianych tak jak i zbiornik za pomocą rozdrobnionej podgrzanej skały. Hym... no tak. oprócz akwarium Krzyżtopór miał posiadać centralne ogrzewanie, rozprowadzane na wzór takiego jakie miały niektóre średniowieczne klasztory. Taa... za niedługo pewnie człowiek się doczyta że mieli żaluzje automatyczne i sterowanie wilgotnością pomieszczeń. Zameczki w Bawarii stanowią dziś niemal obowiązkowe punkty zwiedzania landu, zarabiają znaczy. Pałac Saski raczej nie zarobi - pomysł od czapy. Ktoś tu się wyraźnie bawi jak klockami, mła jeszcze toleruje bajdurzenia dopóki nie zaczną z okazji odbudowy konkretnie kraść. Disco archeo odpada, mła słyszała jak Zuccero się nadzierał z Zamku św. Anioła i jeszcze mu się błyskało. To było okrutne!
UsuńNormalnie "Wakacje z duchami" ;))))!
UsuńRabarbara
Gorzej, Dżizaas stwierdziła że to było doświadczenie graniczne. Mła zrozumiała że gdyby granica została przekroczona Dżizaas też by zaczęła wyć i błyskać.
UsuńTaaa...jak wspominałam, pochodzę cija z przepięknego, zabytkowego miasta nad Wisłą, do którego to miasta w latach mej młodości, znany reżyser, wprowadził modę na spektakle "światło i dżwięk". Już wtedy uważałam to za koszmar ale jak widać, w młodzieńczej naiwności, nie doceniałam możliwości rozwoju ;))).
UsuńRabarbara
Ps wyrazy uznania (że wytrwała) i współczucia (z powodu wytrwania) dla Dżizaas....
UsuńRabarbara
Ze światłem i dźwiękiem to można cuda robić ale na ogól wychodzi dyskoteka. Dla mła to są straszliwości za których popełnianie powinno się odbywać przynajmniej rok kary bez możliwości zawiasów. Dżizaas jest w stanie znosić różne rzeczy ale Zuccero ryczący nad Rzymem to naprawdę było cóś. No wiesz i choćby tysiąc klaksonów trąbiło, to nie zagłuszy... taki to ciężar, gatunkowy.
UsuńAno czego to ludzie nie wymyślą. Za to mozesz teraz nam o tym opowiadać😀
OdpowiedzUsuńFakt, fantazję to Ossoliński miał. Mła jednakże bardziej ceni sobie fantazję jego potomków, Ossolineum jakoś bardziej jej pasi. :-)
UsuńPopieram w calej rozcionglosci😀😀
UsuńGdzieś mi się kołacze opis wjazdu Ossolińskiego do Rzymu, haftowane zlotem czapraki, złote podkowy, o kamykach nawet nie wspominając. Gościu miał fantazje. Taki Krzysztopor idealnie się tu wpisuje.
OdpowiedzUsuńTo akwarium w 17 wieku jednak mało mi się wydaje prawdopodobne, toż to szkło pancerne musiałoby być żeby ciężar wody wytrzymało, metr3 wazy tonę przecież a i, jak internety mówią, akwarystyka w Europie właśnie stawiała swe nieudolne, pierwsze kroki (słoiki).
W twojej relacji foto najbardziej ujął mnie brak ludzi, przypomniał mi się zamek w Gniewie, który zwiedzaliśmy w radosnych latach 80tych, tyle, ze tam nie było ramp ani ułatwień :D teraz to nie jest nawet discoarcheo tylko sraczka po zamku królewny Snieżki.
Jeżu malusieńki, może trzeba jaka ekspedycję ratunkową zorganizować dla krzysiowych ruin? Discoarcheo do zniesienia, ale sraczka? Nie.
UsuńTen wielki wjazd do Rzymu i gubienie złotych podków były w wykonaniu brata przyrodniego Krzysztofa, Jerzego Ossolińskiego, marszałka sejmu, elektora króla Władysława IV, późniejszego kanclerza wielkiego koronnego. Jurek tak zaszpanował że w drodze powrotnej został księciem Świętego Cesarstwa Rzymskiego ( przedtem jeszcze został mianowany księciem przez Urbana VIII ). Ten wjazd to była impreza w wielkim stylu, "Gazette de France" o nim pisała, Stefano della Bella akwaforty wykonał dla potomności. Akwarium w dzisiejszym rozumieniu to na pewno nie było ale o sadzawkę z dnem przejrzystym jestem w stanie Krzyśka podejrzewać. Kasy jak lodu i skłonność do dziwactw. Ludzie i owszem byli ale szybko odpadali bo gorąc wokół mury nagrzewał. Co do sraczki u królewny Śnieżki to niestety mła potwierdza - są ekspozycje z manekinami w strojach z epoki ( kopie nie oryginały ) i z tekstem przewodnika oraz stosowną muzyczką w tle roznoszącymi się z głośników gdzieś tam dyskretnie umieszczonych. Takie muzeum dla dzieci, mła nazywa to ekspozycją typu "Muzeum Polin - zwizualizujemy dla Ciebie".
Usuńbrat czy inny pociot, po jednych piniondzach (dużych) jak widać ;P
Usuńekspozycja z dźwiękiem to jeszcze niewiele, szemrzenie ledwo w porównaniu z inscenizacjami gniewskimi, podświetlaną eksstudnie na dziedzińcu i kryjącym go dachem, coby weselnikom na głowy się nie lalo. A mam sentyment do tego zamku, bo tam poznałam męża, w piękniejszych okolicznościach architektury.
Yeyku, zywe rycerze to mła przerażajo choć pociechy mojej sister zachwycone. No ale to jest zwiedzanie do lat 12, ma swoje prawa. Mła zamek w Gniewie oglądała z zewnątrz, zamknięte to było i tylko głos pamięta skrzeczący że ten Jan Sobieski i ta Marysieńka ( ekhem, ekhem... Twój Marsieńka nieci inszy ), którzy mi nijak do tych Krzyżaków nie pasili. Ot, wspominki z dziecięctwa. ;-)
Usuńobecność Jana i Marychy na zamku w Gniewie jest uzasadnione histerycznie, Jan był starosta gniewskim, zanim został Janem 3 i wybudował Maryśce skromny "budynek barokowy" na podzamczu, w którym teraz mieści się hotel Marysieńka.
UsuńWidocznie nie trafiłaś na epizod krzyżacki "napad Krzyżaków na słowiańską wioskę".
Do żywych rycerzy mam sentyment, bo poznałam i zaprzyjaźniłam się onegdaj z ekipa gniewskiego zamku, to oni w początku lat 90tych prawie, ze własnymi recami odbudowali te ruine. Doprowadzili do tego, ze zamek zaczął na siebie zarabiać, tubylcy mieli prace, niestety jak to bywa w bajkach przyszła zła królowa w osobie rady miejskiej, wygnała rycerzy, i koniec końców trzeba było zamek sprzedać. Obecny właściciel funduszy nie szczędzi ale z zamku zrobił maszynkę do robienia kasy. Rycerze wrócili ale już tylko jako ekipa obsługująca widowiska.
zajrzyj do wiki pod hasło Jarosław Struczyński, dowiesz się m.in. skąd Francuzi w Gniewie
UsuńW czasach kiedy mła Gniew oglądała to zamek był taki bardziej ruiniasty. To że było histerycznie uzasadnione to mła wi, ale jak oglądała to wszystkie budyneczki byli zapuszczone, z barokiem włącznie. A mła była w wieku w którym uważała że w pokrzyżackich domiszczach to polski król nie powinien mieszkać ( to przez pranie mózgu z okazji któregoś tam lecia PRL ), nawet jak jeszcze nie był królem. He, he, he, jak rozumiem zostałaś wzięta w jasyr przez "Les Compagnons du Tour de France", Marysieniek znaczy nawiedził Gniew przy okazji przekazywania umiejętności trudnej sztuki rekonstrukcji takich zamkowych obiektów. No tak, zostałaś wywieziona, któś za cóś. ;-D Co do takich co przychodzą na gotową i radośnie przejmują rzecz pieczołowicie odtworzoną i jeszcze pierwś po ordery wystawiajo, to namnożyło się tego tałatajstwa urzędniczego powiązanego ze szwagrami i cholera wie kim jeszcze. Mła zna pojunkierską siedzibę na Pomorzu o której władze sobie przypomniały jak już za zbiórkową forsę była wyremontowana. :-/
UsuńSraczka sraczką aleeee. To podobno jest ostatni rok gdzie można zwiedzać gniewski zamek. Od przyszłego roku dostęp do wnętrza będą mieli tylko i wyłącznie goście hotelowi.
UsuńNo i tak cały czas myślę, które to jeszcze miasteczko..... :). Mnie urzekł Opatów ale może Nowa Słupia ? Bo o Bodzentyn to chyba nie zahaczyłaś ? :)))
OdpowiedzUsuńU mnie mokro mżawkowo. KiciusiaKłębusia zapoznała koleżankę?/kolegę? i zaprosiła do domu, przez okno mojego pokoju, rzecz oczywista, zapoznana/zapoznany nie okazał się dość zręczny no i mam straty, szlumbergera częściowo, doniczka niewiele ale niestety, prześliczna szklaneczka z kompletu na nocny stolik poszła w drobny mak :((. Dobrze, że karafka na wodę ocalała.
Dobrego dnia Tobie et consortes ;))
Rabarbara
To było miasto daleko od Sandomierza i to nie całe a jego fragmenty, mła napisze ale to jej troszki zajmie. Szkoda szkiełek, szkoda roślinki ale co robić, taka dola kociarza. U mła właśnie wychodzi słoneczko po deszczu, koty oczywiście wypruły! :-)
UsuńNo to mam dwa miasta na myśli ale już ciiii...... czekam ;))).
OdpowiedzUsuńRabarbara
Mła chyba najsampierw napisze posta relaksacyjnego, Szpagi właśnie przyszła się na nią zrelaksować. Tak, na nią. W końcu mła stuka w klawiaturę z kotem na głowie!
UsuńNaszła mnie znienacka refleksja, że to chyba dobrze, że w dobie internetu, kiedy wszystko można sobie zobaczyć na yutubie i różnych tam, jednak ludzie chcą tak osobiście, naocznie, namacalnie......
OdpowiedzUsuńTylko dlaczego wszyscy naraz :((....
Rabarbara
Mła ma wrażenie że teraz to w większości po takich mniej turystycznie obleganych miejscach to jeżdżą Ci którzy naprawdę chcą zobaczyć a nie tylko cyknąć sobie focię na tle. A dlaczego jeżdżą wszyscy naraz - z powodu kretyńsko zaplanowanych ogólnopolskich wakacji dwumiesięcznych dla dzieciów i młodzieży. Mła od dawna ćwierka że system ze zwiększeniem ilości przerw ( organizmy uczniowskie częściej odpoczywają co sprzyja nauce )i skróceniem letnich wakacji na rzecz tych wiosennych i jesiennych nie jest głupi. No i terminy letnich ferii powinny wędrować tak jak i tych zimowych. Tłoku ni ma, wiosną i jesienią pogoda tyż bywa piękna, a sezon wakacyjny nie trwa dwa miesiące i szlus.
Usuńwe Francji co 6 tygodni jest przerwa, rozumu od tego uczniom nie przybywa mam wrażenie a i przywiązanie Francuzów do "właściwych" wakacji w sierpniu powoduje raz zamieranie wszelkiej działalności (lepiej nie chorować, nie psuć sprzętów domowych ani nie planować stawiania dobudówki, nikt nie przyjdzie wszyscy na wakacjach), dwa ścisk i jazgot w rejonach turystycznych.
UsuńNo i sama piszesz pogoda bywa, a i długość dnia tez ma znaczenie.
Ludzi jest stanowczo za dużo.
Jeżdżo bo som przyzwyczajone, znaczy trza odzwyczaić. Tym bardziej że Francja ma strefy klimatyczne i wogle. Przeca na Martynikę moża zapitalać zimą. Na narty! ;-D
UsuńFrancuza nie odzwyczaisz, urlop w sierpniu to takie samo must have jak Noel albo poranna kawa w misce, nie ma zmiłuj.
OdpowiedzUsuńA i Francuz to nie Szwed, któren jeździ zima tam gdzie ciepło, Francuz musi w Alpy, ew. Pireneje.