Wielebny Joseph Pemberton wyuprawiał tę odmianę hybrydowej róży piżmowej w 1918 roku. To mieszaniec polyanthy 'Marie Jean' z różą herbacianą 'Perle des Jardins'. Krzew w optymalnych warunkach osiąga około 150 cm wysokości. Ma w miarę odporne na choroby ciemnozielone wydłuzone liście. Kwitnienie zaczyna jako pąk w kolorze morelowo - żółtym, w miarę rozwijania się kwiaty o 17 - 25 płatkach zmieniają kolor na jasno kremowy. Kwiat ma niewielką średnicę, około 4 - 5 cm i nazwijmy to nieuporządkowaną budowę róż z dużą ilością chińskich genów. Zapach od razu daje nam do zrozumienia że mamy do czynienia z różą piżmową, tej woni nie da się pomylić z żadną inną różaną "perfumą". 'Thisbe' zalicza się do tych bardziej wytrzymałych "piżmowców", znosi z godnością strefę 6b. Jak przystało na różę piżmową kwitnie tzw. uderzeniami przez cały sezon. Tej odmiany nie należy mylić z różą którą wyhodował Louis Noisette w roku 1820 ( choć o tę noisettkę toczył się nazwijmy to, lekki spór, pomiędzy Vibertem, Lafayem a Noisettem - synonimy, sporty, te sprawy ). Mieszaniec noisette nie nadaje się do uprawy w naszym klimacie. Tak po prawdzie to nawet nie wiem czy owa pierwsza 'Thisbe' dotrwała do naszych czasów. Krzew niby był "very vigorous, very thorny" ale mieszańce noisette to bardzo delikatne róże, nawet w cieplejszej znacznie od Polski południowej części Wielkiej Brytanii potrafią niemile zaskoczyć ogrodników którzy je uprawiają. Na szczęście 'Thisbe' Pembertona nadaje się do uprawy w mieście Odzi. Co prawda tegoroczne upały nie pozwoliły jej pokazać się z najlepszej strony, znaczy kwiaty rozwijały się błyskawicznie i niemal schły na krzewie a zapach jeszcze silny o świcie już o poranku stawał się ledwie wyczuwalny ale jednak zakwitła i całkiem nieźle przyrosła. Zainteresowanym ćwierkam że róże piżmowe przycina się przy końcu zimy ( oszczędnie - raczej formuje się krzew niż "po różanemu" za którymś tam oczkiem przycina ). 'Thisbe' jest odmianą kolekcjonerską, przynajmniej u nas. Do ogrodu mła trafiła dzięki pani Małgosi Kralce.
niedziela, 16 czerwca 2019
piątek, 14 czerwca 2019
Nadal upalnie ale jakby nieco lżej
Upał troszki odpuścił, tak na jeden dzień a mła od razu lepiej. Nawet błąd zobaczyła w angielskim słownictwie upalnego wpisu. Jak gorąco to mła robi błąd za błędem, nie tylko w pisaninie. Na ten przykład nie stawiała się zbyt mocno kiedy Pan Andrzejek postanowił wyciąć samosiewne jesionki a powinna znaleźć w sobie siły coby jak ten Rejtan położyć się w okolicach nożyc do gałęzi i piły. No i teraz Pan Andrzejek zajmuje się głównie dyszeniem a my koło niego biegamy. W dodatku Pan Andrzejek jakby smutnawy bo dotarło do niego że trza się oszczędzać co jest związane z latkami na karku. Jakoś nikt nie lubi liczyć ile latek już na karku uzbierał. Hym... taki to smutek tropików się nam zalągł, a wszystko przez błędy mła.
Nie opryskałam róż, jakoś się nie mogłam zebrać. Tym bardziej że co i raz z różanych kwiatów wygląda jakaś sympatyczna mordka, nienależąca do mszycy czy skoczka różanego. No serca ni mam pryskać stworzeniu którego ślepka dobrze widzę. Na szczęście liczba mszyc nie jest zastraszająca, krzewy różane u mła duże i silne więc co tam z tego że jakieś stadko mszyc sobie na nich pożyje. Tak szczerze pisząc to wolę ogród z mszycami i inną żywiną niż taki wysterylizowany, z roślinami wyczyszczonymi z wszelkiego życia. Jedyne komu nie daruję to bukszpanowym ćmom! Końcówki do "różanych" prętów znalezione, cena z nóg nie zwala czyli można poszaleć. Jak na razie liczę ile będę ich potrzebować, tak żeby wszystko załatwić za sprawą jednej przesyłki. Zamówienie mła się rozrasta w zaiste cudowny sposób i mła doliczyła się już około dwudziestu różnych końcówek do dwudziestu różnych prętów ( no ogród jednak jest duży, choć na taki nie wygląda ).
Moje robótki domowe idą opieszale, owszem mła wymyła cóś tam z okien ale nie tak że wszystkie na błyski i w ogóle. Mła sobie powiesiła szklane kolorowe baloniki i stare witrażyki i szklane zabawki. Tak jakoś bardziej jej letnio i kolorowo w kuchni w której panuje raczej duch bożonarodzeniowy ( wicie rozumicie - te puszeczki, hafciki i insze aniołki ). Odbywa się też nieustanne pranie i suszenie pościeli, firan, zasłon, dywaników, jedyny pożytek dla mła z upałów jest taki że pranko schnie błyskawicznie i mła może teraz różne kurzołapy poprać. A szmat u niej w domu zatrzęsienie, mła jest bardzo tekstylna - lubi obruski, poduszeczki itd. Oczywiście mła szuka każdego możliwego pretekstu coby się uwalić i albo lektury zażyć albo cóś ciekawego pooglądać. Znaczy kombinatorstwo starego leniucha nadal uprawia po całości. No tak, ale kto to nie kombinuje w upalną pogodę? Chyba nawet kotom już się znudziła kanikuła bo zalegają w domu ( nadal na topie są stoły i umywalki jako odpowiednie miejsca do zalegania ). Przyszłotygodniowa prognoza daje jakąś tam nadzieję na to że temperatury nam znormalnieją. Przydałoby się dłuższe wytchnienie bo zarówno zwierzęta jak i rośliny solidnie wymęczone. Szczęśliwie że koty rozleniwione bo spragnione ptaki korzystają z resztek oczka wodnego na całego. Ponoć przed nami trochę burz, mam nadzieję że nie będą to szalone nawałnice tylko takie tam zwyczajne letnie burze. Wyczekuję nowego tygodnia i lepszej pogody, może chęci mi przybędzie do ogródkowych robót ( że może przybędzie sił to tylko ledwie napomknę )
Nie opryskałam róż, jakoś się nie mogłam zebrać. Tym bardziej że co i raz z różanych kwiatów wygląda jakaś sympatyczna mordka, nienależąca do mszycy czy skoczka różanego. No serca ni mam pryskać stworzeniu którego ślepka dobrze widzę. Na szczęście liczba mszyc nie jest zastraszająca, krzewy różane u mła duże i silne więc co tam z tego że jakieś stadko mszyc sobie na nich pożyje. Tak szczerze pisząc to wolę ogród z mszycami i inną żywiną niż taki wysterylizowany, z roślinami wyczyszczonymi z wszelkiego życia. Jedyne komu nie daruję to bukszpanowym ćmom! Końcówki do "różanych" prętów znalezione, cena z nóg nie zwala czyli można poszaleć. Jak na razie liczę ile będę ich potrzebować, tak żeby wszystko załatwić za sprawą jednej przesyłki. Zamówienie mła się rozrasta w zaiste cudowny sposób i mła doliczyła się już około dwudziestu różnych końcówek do dwudziestu różnych prętów ( no ogród jednak jest duży, choć na taki nie wygląda ).
Moje robótki domowe idą opieszale, owszem mła wymyła cóś tam z okien ale nie tak że wszystkie na błyski i w ogóle. Mła sobie powiesiła szklane kolorowe baloniki i stare witrażyki i szklane zabawki. Tak jakoś bardziej jej letnio i kolorowo w kuchni w której panuje raczej duch bożonarodzeniowy ( wicie rozumicie - te puszeczki, hafciki i insze aniołki ). Odbywa się też nieustanne pranie i suszenie pościeli, firan, zasłon, dywaników, jedyny pożytek dla mła z upałów jest taki że pranko schnie błyskawicznie i mła może teraz różne kurzołapy poprać. A szmat u niej w domu zatrzęsienie, mła jest bardzo tekstylna - lubi obruski, poduszeczki itd. Oczywiście mła szuka każdego możliwego pretekstu coby się uwalić i albo lektury zażyć albo cóś ciekawego pooglądać. Znaczy kombinatorstwo starego leniucha nadal uprawia po całości. No tak, ale kto to nie kombinuje w upalną pogodę? Chyba nawet kotom już się znudziła kanikuła bo zalegają w domu ( nadal na topie są stoły i umywalki jako odpowiednie miejsca do zalegania ). Przyszłotygodniowa prognoza daje jakąś tam nadzieję na to że temperatury nam znormalnieją. Przydałoby się dłuższe wytchnienie bo zarówno zwierzęta jak i rośliny solidnie wymęczone. Szczęśliwie że koty rozleniwione bo spragnione ptaki korzystają z resztek oczka wodnego na całego. Ponoć przed nami trochę burz, mam nadzieję że nie będą to szalone nawałnice tylko takie tam zwyczajne letnie burze. Wyczekuję nowego tygodnia i lepszej pogody, może chęci mi przybędzie do ogródkowych robót ( że może przybędzie sił to tylko ledwie napomknę )
czwartek, 13 czerwca 2019
'Ginger And Fred' - irys TB przymglony
'Fred And Ginger' to odmiana autorstwa Paula Blacka zarejestrowana w roku 2013. W tym samym roku została wprowadzona do handlu przez szkółkę Mid - America. Dorasta do 79 cm wysokości, zaliczana jest do odmian kwitnących dość wcześnie i w środku sezonu irysów TB. Powstała w wyniku następującego krzyżowania: siewka siostrzana odmiany 'Handmade' X siewka oznaczona # O214XX: ( 'Flashy Show Girl' x siewka oznaczona # M58A: ( siewka siostrzana odmiany 'Cameo Appearance' x 'Heaven' ) ). Odmiana 'Fred And Ginger' otrzymała w 2015 roku Honorable Mention. To bardzo skomplikowany irysek, ilość kolorów na jego płatkach sporawa - prawdziwy blend, nastojaszczij! Czego tu nie ma - lekki fiolet, cielisty róż, mleczna biel, błękitnawe odcienie w okolicach błękitno - mandarynkowej bródki. Na dodatek te wszystkie kolorki takie trochę "smoky", choć może bardziej pasowałoby tu określenie "foggy". Posadziłam w okolicy dalszego i bliższego kuzynostwa ( znaczy tam gdzie rośnie 'Cameo Appearance' i 'Fogbound' ) i czekam na ten piękny moment kiedy cała rodzinka masowo zakwitnie. Jak na razie odmiana nie sprawia żadnych problemów, zakwitła w pierwszym sezonie po posadzeniu. Mam nadzieję że będzie się równie dobrze rozrastać jak jej "pokrewni". Czy nazwa odmiany pochodzi od tytułu filmu Felliniego czy od najsłynniejszego w historii Hollywood duetu tanecznego nie wiem, jedynie przypuszczam że to od dansującego duetu. Taki uroczy ten kwiat i elegancki, zupełnie jak tańcząca Ginger i partnerujący jej Fred.
środa, 12 czerwca 2019
Heat wave, narastające pragnienie Zielonego, "dekukcja" dotycząca przyczyn stanu rzeczy
Gotujemy się, choć po prawdzie to w familii najbardziej źle z tego powodu Małgoś - Sąsiadce i mła. Ciotka Elka planowo nie wyłazi z domu i twierdzi że jest cool, koty wyłażą non stop i też twierdzą że jest cool. Pojawiają się w porach posiłków i jeszcze mają tyle energii żeby tłuc się między sobą ( jakieś drażliwe porobiły się od tych upałów ). Mła postanowiła wyżyć się domowo, tzn. usiłuje prać, myć i cóś tam cóś tam, do pierwszego zasięścia. Jak zasiędzie to nie ma już siły się podnieść i przerywa pracę w pół gwizdka. A potem tylko kombinuje jakby tu zalec! Szczęśliwie nie dyszy ani nie jest spuchnięta jak balon ( to co mła prezentuje na kościach nie ma nic wspólnego z puchliną za to dużo z obżeraniem się i za małą w stosunku do tego obżerania się ilością ruchu ). Hym... mimo bardzo późnego wieku balzakowskiego ( cóś mła mówi że mistrz byłby ciężko zdumiony że mła bezczelnie pozwala sobie na zaliczenie się do pań w tym wieku ) mła nie czuje się jak wieloryb wyrzucony na plażę. To dlatego że mła ogranicza sobie wyjścia i zaczęła bardziej żyć "na telefonie", Mła sprytnie wyłazi jak już naprawdę musi a tak się szczęśliwie składa że jej wyjścia nie mają nic wspólnego z "kierunkiem miasto". Ciekawe jak długo uda się utrzymać taki stan rzeczy? Oby do końca fali upałów! Teraz będzie ględzenie, jak ktoś ma słabe nerwy lepiej niech nie czyta bo mła pluje jadem na ludzi bo wychodzi jej że upał upałem ale brak wody to w kraju zawdzięczamy nikomu innemu tylko sobie samym. Głównie przez brak należytej politycznej reprezentacji i nieustającą niemożność egzekwowania odpowiedzialności za taki stan rzeczy z wodą jaki jest. Pisząc krótko sucho nam bo sami to sobie robimy! A teraz będzie baaardzo długo.
Dobra, jest tak że przy okazji upałów bardzo leniwie z powodu wszechotaczającej gorączki mła zastanawiała się nad tzw. pustynnieniem województwa ódzkiego. W mieście odkąd przemysł włókienniczy wziął i kipnął wody jakby więcej ale wokół nas mało ciekawie. Po mojemu odpowiedź jest jedna - Bełchatów! A konkretnie to kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego i elektrownia węglowa w Bełchatowie. To jest cholerny centralnopolski problem - truje, niszczy ale prund produkuje. W planach jest zalanie kopalni i utworzenie największego sztucznego zbiornika wodnego w Europie. Tylko że jak się nie pospieszą to nie będzie czym tego zbiornika zalać. Plany mają takie w okolicach 2030 i 2050, a to trzeba by zaraz i natentychmiast. Na północy województwa tyż nie lepiej, zagłębie rolnicze - sady, plantacje krzewów owocowych, warzywka i zboża. I to wszystko potrzebuje wody! A u nas gospodarka wodna ciągle na etapie na którym słowo melioracja było rozumiane jako odwadnianie. Bujamy się od powodzi do suszy, narzekamy na zmiany klimatyczne w skali globalnej ale w skali lokalnej mamy problem z którym insi poradzili sobie w XVII wieku. Taa... mam wrażenie że nasi rzundzący to tak na etapie budowy hut i inszego przemysłu cinżkiego. Wicie rozumicie, kopalnie, Panie tego, dla ludzi pracy i w ogóle program partii pogromem narodu. Nawet Mazowsze tańczące przed naszym nowym samolotowym zakupem przypomina młodość wierchuszki obecnej władzy. Żyjemy w skansenie "gospodarki socjalistycznej" lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i mamy szansę jako skansen skończyć. Zwiedzać nasz kraj będą od czasu do czasu w celach edukacyjnych, pomieszkiwać raczej nie. Jakoś nie mam złudzeń że za ładnych parę lat nasze podkarpackie nie będzie przypominało wyludnionej doliny Aosty a i co mniejsze miasta nie zrobią się jeszcze mniejsze. Hym... i będzie po elektoracie obecnie rzundzących.
Z drugiej strony sceny politycznej co to niby ma być "postępowa" cóś nie słyszę mocnych głosów o tym co z takim Bełchatowem na cito zrobić, taśmy sraśmy ale konkrety o tym jak poprawić gospodarkę zasobami wody w kraju nie padają. Państwo zajmują się dokopywaniem inszemu państwu ( i co mi z tego że bardziej buraczanemu ) a problema prawdziwe sobie odłogiem leżą! No bo Europa, no bo nowe wyzwania, no bo konflikt kulturowy. No bo, no bo! Za to cicho o terenach zalewowych i jakoś nie słychać nowych pomysłów na temat skąd brać prund, czy jak programowo powstrzymać stepowienie kraju. Politycy nam się popsowali, są coraz marniejszego gatunku. A tu nam myśleć trzeba realistycznie o wodzie, której mamy coraz mniej. A z próżnego to Trumpy i inne mundre inaczej przeca nie nalejo, skoro i Salomon nie dał rady. U nas wały będą dalej budować wały zamiast myśleć o bagienkach, cudne plany zabetonowania koryt rzek będą snuć i jeszcze będą kombinować z przekopaniem mierzei co jest idiotyzmem czystej wody i wyrzucaniem olbrzymiej kasy w błoto żeby paru partyjnych bonzów mogło się nachapać. Niestety vox populi to nie jest wcale vox Dei o czym wiadomo od roku 1933 i niemieckich wyborów i mamy sporą szansę że nasz ludek za pińcet plus pozwoli na realizacje piekielnych wizji obecnie nami zarzundzających. Jakoś nie udało się zaszczepić w ludkowych głowach pojęcia że przyczyna wywołuje skutek ( za mało dobrze prowadzonych lekcji matematyki ) więc jest oczekiwanie na mannę z nieba ( za dużo lekcji religii ) zamiast realnego myślenia o świecie. I wiecie co - wcale mnie nie cieszy że ci oczekujący na mannę dostaną w wyniku realnie zachodzących zmian najbardziej po tyłku ( po zawistnie polsku rzecz ujmując żadna to satysfakcja że sąsiadowi pali się chałupa jak mój własny dom też ogniem zajęty ).
Oj, przydaliby nam się Zieloni z prawdziwego zdarzenia! Nie tylko wiosny czy tam takie palikoty, po prostu partia która odczarowałaby mit o "ekoterroryzmie" i "lewakach ekologach". Jaki jest koń każdy widzi, wody nam ubywa i Polska wyraźnie i w szybkim tempie stepowieje. Wcale nie tak wielkie opady kończą się powodziami, w upały mamy braki wody - wyraźnie cóś jest nie halo. Zanoszenie modłów w parlamencie o deszcze i słoneczko to mylenie pojęć ( modły zanosi się w świątyniach a nie w parlamentach, w parlamentach się pracuje nad prawem ). Mła przypuszcza że szamanizm zamiast polityki może być skutkiem dorwania się do do decydowania ludzi nieprzyzwyczajonych do myślenia o tym jak rozwiązać problem bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Czasem to podejrzewam że nieprzyzwyczajonych do jakiegokolwiek myślenia. No tak, tylko ktoś tych ludzi wybiera, ktoś powierza im zarządzanie wspólnym dobrem i ktoś za to płaci niemałe piniędze i tym ktosiem jest społeczeństwo. Hym... magia wyborów, gdybyśmy sobie wynajęli za tę kasę ludzi a nie ich wybrali to dawno zarządzający byliby ze swojej pracy rozliczeni ( nasz wdzięczny ludek zapewne w zgodzie z najlepszą tradycją urwałby parę zer od pensji wynajętych "za niewłaściwie wykonaną pracę" ) a nasza sytuacja wodna byłaby inna.
Nie będzie dobrze dopóki w ludziach nie zlikwiduje się choćby i częściowo tego strasznego grażynizmu i januszyzmu który jest niczym innym jak głupim sobkostwem skrzyżowanym z chamstwem. Tego widzenia jedynie własnego interesu przy jednoczesnym utrzymywaniu pozoru "Polaka patrioty". Nie bardzo wiem jak ale wiem że uświadomić trza społeczeństwu że pińcet to lepiej w co inszego włożyć i przypilnować żeby nie rozkradli a nie przeżreć bo inaczej to za jakiś czas obecnie przeżerający będą żebrać dotacji od państwa na zakup wody pitnej. I nigdzie nie jest napisane że ją dostaną bo pozwoliliśmy na dewaluację prawa! Chyba edukacja to teraz priorytet, jeszcze jedna lekcja religii w szkole i nieco mniej matematyki a ziści się sen Hitlera o prawie darmowym rezerwuarze taniej siły roboczej z Polski, co to jest na tyle bystra że włącznik prądu pstryknąć ale już nie bardzo wiedząca co to jest ten prąd. Modlić się tu razem z rzundzącymi będą o godne życie bez syfu chemicznego zimą, bez powodzi po byle opadach wiosną i jesienią i bez ciągłych susz latem zamiast sobie to godne życie wypracować! A potem będą płakać że młodzi a zdolni wyjeżdżają ( a nadal wynoszą się na potęgę ) bo im się nie chce mieszkać w zapuszczonej syfilandii z kolegą nowotworem czyhającym na zdrowie i niewydolną służbą zdrowia. Za dwadzieścia lat tzw. Polski B już nie będzie. Nie zlikwidują jej poprzez wyrównanie poziomu życia, ona po prostu wymrze. Odejdzie wraz z dopłatami do hektara i padającą infrastrukturą której nie da się utrzymać z malejących podatków coraz mniej licznych mieszkańców.
Problem nie leży we władzy, przede wszystkim leży w ludziach, oni boją się zmian i kurczowo trzymają się wizji świata sprzed pół wieku. Co rzutkie to uciekło, zostają albo ci związani rodziną, ludzie z poczuciem misji albo tacy którzy boją się świata. Drenaż mózgów trwa w najlepsze a my płacimy olbrzymią kasę na wychowanie dzieci które nie zapłacą nam emeryturą bo zwyczajnie wyjadą kuszone lepszym, łatwiejszym życiem. Mam wrażenie że u nas mamy do czynienia z kacem informacyjnym, zalewa nas masa info której po prostu nie chcemy przyjąć do wiadomości. Wszystko przestało być tym czym się wydawało - Kościół Katolicki nie jest już ostoją tylko organizacją systemowo chroniącą przestępców seksualnych, postsolidarnościowe partie polityczne są stowarzyszeniami ludzi pazernych na kasę i mają mało wspólnego z pojęciem solidarności, a sąsiedzi i znajomi siedzą za granicą i wystawiajo na fejsie foty z urlopu w Tajlandii. I nic nie jest jak być powinno, strach się bać. Głowa boli, najlepiej "po dziecinnemu" zamknąć oczy. Jak prosto jest udawać że nic się nie zmieniło - jest władza co daje ludziom od czasu do czasu dobrutkę za to że może z ich wolnością robić co się jej żywnie podoba, Kościółek nic za uszami nie ma i to matka nasza, znajomi wyjechali bo tu się do niczego nie nadawali i byli od nas gorsi a te foty to fotomontaż - jest jak było dawniej, znaczy dobrze. Zamkniemy oczy i świata nie ma. A jak nam je życie przemocą otworzy to będziemy płakać z bólu! To rzecz jasna będzie wina życia a nie nasza! Bo przecież my nic nie zrobiliśmy, dosłownie nic!
I wicie rozumicie, te moje biadolenia nad ludkiem rozpaskudzonym wyborczymi łapówkami nie wynikają z tego że ja taka postępowa a tu proszę Państwa taki ludkowy ciemnogród, co to tradycja szczerzepolska itd. . Mnie ten ludek wkarwia głównie dlatego że nie chce wiedzieć, boi się prawdy a już szczególnie takiej że nie ma nic za darmo. To żadne przywiązanie do tradycji, to zwyczajny strach przed odpowiedzialnością za własne życie. Dzięki temu strachowi ludek jest leniwie głupio tani jak panna "dająca za bułki". Nic się nie ceni, przewala własną przyszłość za jakieś marne rupie pozwalając się prowadzić przez cwaniaków udających "śmiertelnych wrogów" a pijących razem wódkę w sejmowej restauracji, bo jego "chata z kraja" ( no, bardzo z kraja - zaraz przestaną do niej wodę w ludzkich cenach dostarczać ) i lepiej brać jak dają ( że zabierają to już nie widzą bo widzieć nie chcą ). Nie patrzy dalej niż na rok do przodu, bezmyślnie zamyka zwierzę w plastikowej beczce, żre gówna od których mózg wyparowuje a pieprzy o chemitralsach co mu szkodzą, tnie drzewa a potem się dziwi że cienia nie ma, nie uczy się na błędach. Nie, nie dodam że słucha disco - polo bo znam parę bardzo przyzwoitych osób które lubią takowe granie i jakoś im na myślenie ono nie zaszkodziło.
Uczenie się ludek boli bo wymaga od niego wysiłku a ludek wysiłku nie lubi i dlatego robi wszystko żeby sobie go zafundować w przyszłości aż w nadmiarze. Z powodu ciężkiego bólu jaki mu sprawia myślenie nie odróżnia tego co było najlepsze w naszym ciemnogrodziaństwie, co nas tworzyło i co pozwalało przeżyć od tego co jest tylko ornamentem i zbędnym balastem. W tzw. postępie widzi zagrożenia nie tam gdzie trzeba a nie widzi ich tam gdzie rzeczywiście istnieją, zaślepiony łatwością życia i radością bezdecyzyjności ( nawet nie przypuszcza że sam buduje podstawę do wykasowania "głupiego ludka" w majestacie prawa ). Pulta się kiedy ogląda polityczny teatr zamiast zadawać tzw. wybrańcom narodu konkretne pytania dotyczące np. funkcjonowania kopalni i elektrowni w Bełchatowie. I święcie wierzy że jak nie pójdzie na wybory i nie zagłosuje to będzie miał czyste sumienie bo nie wybierze żadnego zła. No ale wodę to ludek chce mieć tanią i w odpowiedniej ilości! A co zrobi jak jej nie będzie bo nie będzie?! Modły zaniesie? Lepiej niech już teraz zanosi je o rozum bo źle się dzieje na świecie i coraz głośniej jest o tym że nadmiar przeciętnie rozumnego ludka jest balastem i uwaga - nie każdy przeciętnorozumowy ludek jest wartościowy, przeciętny znaczy nadający się do kasacji ( aż mła zmroziło jak przeczytała co jeden profesur napisał, od razu uznała w swym przeciętnym rozumku tego profesura za jednego z pierwszych do kasacji by ludzkości żyło się lepiej ).
Wiem że głos na puszczy bo społeczeństwo cierpi na krótkowzroczność. Będzie znaczy bolało! Rozumiem koty, upał powoduje rozdrażnienie! Dziś wpis ilustrują krasnoludkowe obrazki Fritza Baumgartena, wiadomo krasnoludki winne są wszystkiemu! Brakowi wody też!
Dobra, jest tak że przy okazji upałów bardzo leniwie z powodu wszechotaczającej gorączki mła zastanawiała się nad tzw. pustynnieniem województwa ódzkiego. W mieście odkąd przemysł włókienniczy wziął i kipnął wody jakby więcej ale wokół nas mało ciekawie. Po mojemu odpowiedź jest jedna - Bełchatów! A konkretnie to kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego i elektrownia węglowa w Bełchatowie. To jest cholerny centralnopolski problem - truje, niszczy ale prund produkuje. W planach jest zalanie kopalni i utworzenie największego sztucznego zbiornika wodnego w Europie. Tylko że jak się nie pospieszą to nie będzie czym tego zbiornika zalać. Plany mają takie w okolicach 2030 i 2050, a to trzeba by zaraz i natentychmiast. Na północy województwa tyż nie lepiej, zagłębie rolnicze - sady, plantacje krzewów owocowych, warzywka i zboża. I to wszystko potrzebuje wody! A u nas gospodarka wodna ciągle na etapie na którym słowo melioracja było rozumiane jako odwadnianie. Bujamy się od powodzi do suszy, narzekamy na zmiany klimatyczne w skali globalnej ale w skali lokalnej mamy problem z którym insi poradzili sobie w XVII wieku. Taa... mam wrażenie że nasi rzundzący to tak na etapie budowy hut i inszego przemysłu cinżkiego. Wicie rozumicie, kopalnie, Panie tego, dla ludzi pracy i w ogóle program partii pogromem narodu. Nawet Mazowsze tańczące przed naszym nowym samolotowym zakupem przypomina młodość wierchuszki obecnej władzy. Żyjemy w skansenie "gospodarki socjalistycznej" lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i mamy szansę jako skansen skończyć. Zwiedzać nasz kraj będą od czasu do czasu w celach edukacyjnych, pomieszkiwać raczej nie. Jakoś nie mam złudzeń że za ładnych parę lat nasze podkarpackie nie będzie przypominało wyludnionej doliny Aosty a i co mniejsze miasta nie zrobią się jeszcze mniejsze. Hym... i będzie po elektoracie obecnie rzundzących.
Z drugiej strony sceny politycznej co to niby ma być "postępowa" cóś nie słyszę mocnych głosów o tym co z takim Bełchatowem na cito zrobić, taśmy sraśmy ale konkrety o tym jak poprawić gospodarkę zasobami wody w kraju nie padają. Państwo zajmują się dokopywaniem inszemu państwu ( i co mi z tego że bardziej buraczanemu ) a problema prawdziwe sobie odłogiem leżą! No bo Europa, no bo nowe wyzwania, no bo konflikt kulturowy. No bo, no bo! Za to cicho o terenach zalewowych i jakoś nie słychać nowych pomysłów na temat skąd brać prund, czy jak programowo powstrzymać stepowienie kraju. Politycy nam się popsowali, są coraz marniejszego gatunku. A tu nam myśleć trzeba realistycznie o wodzie, której mamy coraz mniej. A z próżnego to Trumpy i inne mundre inaczej przeca nie nalejo, skoro i Salomon nie dał rady. U nas wały będą dalej budować wały zamiast myśleć o bagienkach, cudne plany zabetonowania koryt rzek będą snuć i jeszcze będą kombinować z przekopaniem mierzei co jest idiotyzmem czystej wody i wyrzucaniem olbrzymiej kasy w błoto żeby paru partyjnych bonzów mogło się nachapać. Niestety vox populi to nie jest wcale vox Dei o czym wiadomo od roku 1933 i niemieckich wyborów i mamy sporą szansę że nasz ludek za pińcet plus pozwoli na realizacje piekielnych wizji obecnie nami zarzundzających. Jakoś nie udało się zaszczepić w ludkowych głowach pojęcia że przyczyna wywołuje skutek ( za mało dobrze prowadzonych lekcji matematyki ) więc jest oczekiwanie na mannę z nieba ( za dużo lekcji religii ) zamiast realnego myślenia o świecie. I wiecie co - wcale mnie nie cieszy że ci oczekujący na mannę dostaną w wyniku realnie zachodzących zmian najbardziej po tyłku ( po zawistnie polsku rzecz ujmując żadna to satysfakcja że sąsiadowi pali się chałupa jak mój własny dom też ogniem zajęty ).
Oj, przydaliby nam się Zieloni z prawdziwego zdarzenia! Nie tylko wiosny czy tam takie palikoty, po prostu partia która odczarowałaby mit o "ekoterroryzmie" i "lewakach ekologach". Jaki jest koń każdy widzi, wody nam ubywa i Polska wyraźnie i w szybkim tempie stepowieje. Wcale nie tak wielkie opady kończą się powodziami, w upały mamy braki wody - wyraźnie cóś jest nie halo. Zanoszenie modłów w parlamencie o deszcze i słoneczko to mylenie pojęć ( modły zanosi się w świątyniach a nie w parlamentach, w parlamentach się pracuje nad prawem ). Mła przypuszcza że szamanizm zamiast polityki może być skutkiem dorwania się do do decydowania ludzi nieprzyzwyczajonych do myślenia o tym jak rozwiązać problem bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Czasem to podejrzewam że nieprzyzwyczajonych do jakiegokolwiek myślenia. No tak, tylko ktoś tych ludzi wybiera, ktoś powierza im zarządzanie wspólnym dobrem i ktoś za to płaci niemałe piniędze i tym ktosiem jest społeczeństwo. Hym... magia wyborów, gdybyśmy sobie wynajęli za tę kasę ludzi a nie ich wybrali to dawno zarządzający byliby ze swojej pracy rozliczeni ( nasz wdzięczny ludek zapewne w zgodzie z najlepszą tradycją urwałby parę zer od pensji wynajętych "za niewłaściwie wykonaną pracę" ) a nasza sytuacja wodna byłaby inna.
Nie będzie dobrze dopóki w ludziach nie zlikwiduje się choćby i częściowo tego strasznego grażynizmu i januszyzmu który jest niczym innym jak głupim sobkostwem skrzyżowanym z chamstwem. Tego widzenia jedynie własnego interesu przy jednoczesnym utrzymywaniu pozoru "Polaka patrioty". Nie bardzo wiem jak ale wiem że uświadomić trza społeczeństwu że pińcet to lepiej w co inszego włożyć i przypilnować żeby nie rozkradli a nie przeżreć bo inaczej to za jakiś czas obecnie przeżerający będą żebrać dotacji od państwa na zakup wody pitnej. I nigdzie nie jest napisane że ją dostaną bo pozwoliliśmy na dewaluację prawa! Chyba edukacja to teraz priorytet, jeszcze jedna lekcja religii w szkole i nieco mniej matematyki a ziści się sen Hitlera o prawie darmowym rezerwuarze taniej siły roboczej z Polski, co to jest na tyle bystra że włącznik prądu pstryknąć ale już nie bardzo wiedząca co to jest ten prąd. Modlić się tu razem z rzundzącymi będą o godne życie bez syfu chemicznego zimą, bez powodzi po byle opadach wiosną i jesienią i bez ciągłych susz latem zamiast sobie to godne życie wypracować! A potem będą płakać że młodzi a zdolni wyjeżdżają ( a nadal wynoszą się na potęgę ) bo im się nie chce mieszkać w zapuszczonej syfilandii z kolegą nowotworem czyhającym na zdrowie i niewydolną służbą zdrowia. Za dwadzieścia lat tzw. Polski B już nie będzie. Nie zlikwidują jej poprzez wyrównanie poziomu życia, ona po prostu wymrze. Odejdzie wraz z dopłatami do hektara i padającą infrastrukturą której nie da się utrzymać z malejących podatków coraz mniej licznych mieszkańców.
Problem nie leży we władzy, przede wszystkim leży w ludziach, oni boją się zmian i kurczowo trzymają się wizji świata sprzed pół wieku. Co rzutkie to uciekło, zostają albo ci związani rodziną, ludzie z poczuciem misji albo tacy którzy boją się świata. Drenaż mózgów trwa w najlepsze a my płacimy olbrzymią kasę na wychowanie dzieci które nie zapłacą nam emeryturą bo zwyczajnie wyjadą kuszone lepszym, łatwiejszym życiem. Mam wrażenie że u nas mamy do czynienia z kacem informacyjnym, zalewa nas masa info której po prostu nie chcemy przyjąć do wiadomości. Wszystko przestało być tym czym się wydawało - Kościół Katolicki nie jest już ostoją tylko organizacją systemowo chroniącą przestępców seksualnych, postsolidarnościowe partie polityczne są stowarzyszeniami ludzi pazernych na kasę i mają mało wspólnego z pojęciem solidarności, a sąsiedzi i znajomi siedzą za granicą i wystawiajo na fejsie foty z urlopu w Tajlandii. I nic nie jest jak być powinno, strach się bać. Głowa boli, najlepiej "po dziecinnemu" zamknąć oczy. Jak prosto jest udawać że nic się nie zmieniło - jest władza co daje ludziom od czasu do czasu dobrutkę za to że może z ich wolnością robić co się jej żywnie podoba, Kościółek nic za uszami nie ma i to matka nasza, znajomi wyjechali bo tu się do niczego nie nadawali i byli od nas gorsi a te foty to fotomontaż - jest jak było dawniej, znaczy dobrze. Zamkniemy oczy i świata nie ma. A jak nam je życie przemocą otworzy to będziemy płakać z bólu! To rzecz jasna będzie wina życia a nie nasza! Bo przecież my nic nie zrobiliśmy, dosłownie nic!
I wicie rozumicie, te moje biadolenia nad ludkiem rozpaskudzonym wyborczymi łapówkami nie wynikają z tego że ja taka postępowa a tu proszę Państwa taki ludkowy ciemnogród, co to tradycja szczerzepolska itd. . Mnie ten ludek wkarwia głównie dlatego że nie chce wiedzieć, boi się prawdy a już szczególnie takiej że nie ma nic za darmo. To żadne przywiązanie do tradycji, to zwyczajny strach przed odpowiedzialnością za własne życie. Dzięki temu strachowi ludek jest leniwie głupio tani jak panna "dająca za bułki". Nic się nie ceni, przewala własną przyszłość za jakieś marne rupie pozwalając się prowadzić przez cwaniaków udających "śmiertelnych wrogów" a pijących razem wódkę w sejmowej restauracji, bo jego "chata z kraja" ( no, bardzo z kraja - zaraz przestaną do niej wodę w ludzkich cenach dostarczać ) i lepiej brać jak dają ( że zabierają to już nie widzą bo widzieć nie chcą ). Nie patrzy dalej niż na rok do przodu, bezmyślnie zamyka zwierzę w plastikowej beczce, żre gówna od których mózg wyparowuje a pieprzy o chemitralsach co mu szkodzą, tnie drzewa a potem się dziwi że cienia nie ma, nie uczy się na błędach. Nie, nie dodam że słucha disco - polo bo znam parę bardzo przyzwoitych osób które lubią takowe granie i jakoś im na myślenie ono nie zaszkodziło.
Uczenie się ludek boli bo wymaga od niego wysiłku a ludek wysiłku nie lubi i dlatego robi wszystko żeby sobie go zafundować w przyszłości aż w nadmiarze. Z powodu ciężkiego bólu jaki mu sprawia myślenie nie odróżnia tego co było najlepsze w naszym ciemnogrodziaństwie, co nas tworzyło i co pozwalało przeżyć od tego co jest tylko ornamentem i zbędnym balastem. W tzw. postępie widzi zagrożenia nie tam gdzie trzeba a nie widzi ich tam gdzie rzeczywiście istnieją, zaślepiony łatwością życia i radością bezdecyzyjności ( nawet nie przypuszcza że sam buduje podstawę do wykasowania "głupiego ludka" w majestacie prawa ). Pulta się kiedy ogląda polityczny teatr zamiast zadawać tzw. wybrańcom narodu konkretne pytania dotyczące np. funkcjonowania kopalni i elektrowni w Bełchatowie. I święcie wierzy że jak nie pójdzie na wybory i nie zagłosuje to będzie miał czyste sumienie bo nie wybierze żadnego zła. No ale wodę to ludek chce mieć tanią i w odpowiedniej ilości! A co zrobi jak jej nie będzie bo nie będzie?! Modły zaniesie? Lepiej niech już teraz zanosi je o rozum bo źle się dzieje na świecie i coraz głośniej jest o tym że nadmiar przeciętnie rozumnego ludka jest balastem i uwaga - nie każdy przeciętnorozumowy ludek jest wartościowy, przeciętny znaczy nadający się do kasacji ( aż mła zmroziło jak przeczytała co jeden profesur napisał, od razu uznała w swym przeciętnym rozumku tego profesura za jednego z pierwszych do kasacji by ludzkości żyło się lepiej ).
Wiem że głos na puszczy bo społeczeństwo cierpi na krótkowzroczność. Będzie znaczy bolało! Rozumiem koty, upał powoduje rozdrażnienie! Dziś wpis ilustrują krasnoludkowe obrazki Fritza Baumgartena, wiadomo krasnoludki winne są wszystkiemu! Brakowi wody też!
wtorek, 11 czerwca 2019
'Attractive Lady' - irys TB nieoczekiwanie "wyrosły zamiast"
'Attractive Lady' odmiana stworzona przez Thomasa Johnsona została zarejestrowana w roku 2007. W tym samym roku została wprowadzona do handlu przez szkółkę Mid - America. Dorasta do 86 cm wysokości, należy do odmian późno kwitnących. Mocno i pięknie pachnie, jeden solidnie otwarty kwiat zapachnił mła jadalnię. Odmiana powstała w w wyniku krzyżowania starszej odmiany autorstwa Josepha Ghio', Notable' i słynnej odmiany 'Santa'. W roku 2010 otrzymała Honorable Mention. W moim ogrodzie jej kłącze pojawiło się zamiast innej odmiany, tak troszki z pomylenia, troszki z zadośćuczynienia za pomylenie i troszki ze wspólnego bzika na punkcie bródek. Rośnie dobrze, kwitnie w miarę, tzn. jak ma ochotę ale uznaję tę odmianę za nie tak bardzo kapryśną jak niektóre z irysów Ghio ( hym... jak się zastanowić to Joseph Ghio stworzył tatusia 'Attractive Lady', więc wychodzi że jest twórcą dziadecznym tej odmiany, he, he, he ). Na rabacie robi wrażenie, w domu zaś powaliła urodą.
poniedziałek, 10 czerwca 2019
'Coralina' - irys TB w kolorze nieoczekiwanie nieoczywistym
'Coralina' to odmiana zarejestrowana przez Thomasa Johnsona w roku 2014. W tym samym roku została wprowadzona do handlu przez szkółkę Mid - America. 'Coralina' dorasta do 86 cm wysokości i dość dobrze się rozrasta ( znaczy jak na selfa w kolorze zbliżonym do łososiowego różu ). Zaliczana jest do odmian kwitnących w środku sezonu irysów TB. Historia powstania tej odmiany jest taka hym... tego... transpacyficzna. Znaczy mamusią odmiany 'Coralina' jest siostrzana siewka odmiany Barrego Blytha 'Enter the Dragon' o oznaczeniu # 0256-B. Tatusiem zaś jest również odmiana Barrego 'Eye for Style'. I z tych australijskich rodziców pojawiła się w hamerykańskiej szkółce urocza sieweczka oznaczona # TB135A, która z czasem zamieniła się w odmianę 'Coralina'. To dość niezwykły irys, Thomas Johnson twierdzi że to brzoskwiniowy self, jak dla mnie to jego kolor jest o wiele ciekawszy niż standardowa "brzoskwinka" występująca w wielu odmianach typu self. 'Coralina' ma tzw, kolor nieoczywisty, widać że mamusine geny nie pozwoliły jej zostać jeszcze jedną irysową "róziawością". Tu jest jakiś beżowy podkład pod tym różem, coś co łamie barwę i zmienia nudną brzoskwiniową odmianę irysa TB w prawdziwą piękność. Do tego po tatusiu 'Coralina' jest ślicznie "sfalbaniona" ( choć i mamusi też się nieźle "falbanią" płatki ). Jakby było mało to nie wiadomo po kim ( być może po bocianie ) 'Coralina' ma delikatne, jaśniejsze pole pod pomarańczową bródką. Piękna jest! Wdzięczna jestem Robertowi że tak na nią namawiał, warta miejsca w ogrodzie!
niedziela, 9 czerwca 2019
Różanie - kłopoty i kłopociki
Zdania nie powinno zaczynać się od słowa więc, więc dopiero po tym wstępie przyznam że w tym roku różanka sprawia mi spore kłopoty. Nie żeby jakaś straszliwa inwazja skoczków różanych czy mszyc. Owszem jak co roku pojawiły się wraże owady ale nie jest to różana "hatakumba". Kłopoty mła z różami wynikają raczej z tego że mła padła ofiarą własnego sukcesu. Znaczy róże u niej rosną że ho, ho i jeszcze raz ho, jakby powiedział św. Mikołaj. Rosną aż tak że mła nie może wejść do kotłowni bo różane pędy zarosły drogę. I kto wie czy kotłownia nie zmienia się w kotownię bo ostatnio w kotłownianym uchylonym okienku była widziana Śpięca Królewna Okularia z jakimś kocurkiem robiącym za Księcia z Bajki ( a potem udał się tam Felicjan i z kotłowni dochodziły tzw. straszne odgłosy, po czym Księciunio uciekł a Okularia obrażona na maksa za Felicjanowe wtrącanie się do jej spraw prywatnych nie pojawiła się na śniadaniu ).
Różane pędy w tym roku osiągają rozmiar tej fasoli co to rosła do nieba. Najwyższa pora poprowadzić je wzwyż. No i tu napotykamy problema, mianowicie trza kupić w składzie odwiecznie planowane solidne pręty metalowe , potem poszukać ładnych zakończeń do tych prętów ( po mojemu to mogą być francowate lilijki, wszak to po prawdzie irysy czyli jak najbardziej paszące w ogrodzie mła ), zespawać jedno z drugim i i przywieźć do ogroda. Pręty których mła potrzebuje dla swoich róż muszą mieć około trzech metrów z hakiem więc będzie straszne proszalstwo o dowiezienie albo koszty mało radosne ( doliczyć spawanie, no mam wrażenie że różankowanie w moim wypadku wymaga tarzania się w pieniędzach ). Z roku na rok odkładam zakup prętów, stosując jakieś półśrodki typu drabinka, podpórka , kijek ale tak dłużej się nie da.
Pręty jako rzecz ogrodowo konieczną kupić musowo ale jak pomyślę o całym tym obsrywantes ze spawaniem, przywożeniem, zabezpieczaniem przed korozją, wbijaniem w glebę to mnie się natychmiast odechciewa wszelkiej działalności różanej. Ech, jeszcze jakby było mało to nici z dosadzenia w różance bukszpanowego obramowania rabaty ( miałam ostatnio taki pomysła na zapewnienie sobie zieloności pod oknem zimą ), bukszpany żre u mła wraży azjatycki owad i mła musi walczyć z całych sił coby się nie rozprzestrzenił ( niestety, tu mła chyba wystąpi z chemią, podły ciem zżera bukszpany błyskawicznie i nie ma litości dla Azjaty ). Wszystkie te okołoróżane kłopoty i kłopociki razem zebrane + zapowiadane upały sprawiają że nie mam najlepszego humoru mimo zjawiskowego tegorocznego kwitnienia róż.
Różane pędy w tym roku osiągają rozmiar tej fasoli co to rosła do nieba. Najwyższa pora poprowadzić je wzwyż. No i tu napotykamy problema, mianowicie trza kupić w składzie odwiecznie planowane solidne pręty metalowe , potem poszukać ładnych zakończeń do tych prętów ( po mojemu to mogą być francowate lilijki, wszak to po prawdzie irysy czyli jak najbardziej paszące w ogrodzie mła ), zespawać jedno z drugim i i przywieźć do ogroda. Pręty których mła potrzebuje dla swoich róż muszą mieć około trzech metrów z hakiem więc będzie straszne proszalstwo o dowiezienie albo koszty mało radosne ( doliczyć spawanie, no mam wrażenie że różankowanie w moim wypadku wymaga tarzania się w pieniędzach ). Z roku na rok odkładam zakup prętów, stosując jakieś półśrodki typu drabinka, podpórka , kijek ale tak dłużej się nie da.
Pręty jako rzecz ogrodowo konieczną kupić musowo ale jak pomyślę o całym tym obsrywantes ze spawaniem, przywożeniem, zabezpieczaniem przed korozją, wbijaniem w glebę to mnie się natychmiast odechciewa wszelkiej działalności różanej. Ech, jeszcze jakby było mało to nici z dosadzenia w różance bukszpanowego obramowania rabaty ( miałam ostatnio taki pomysła na zapewnienie sobie zieloności pod oknem zimą ), bukszpany żre u mła wraży azjatycki owad i mła musi walczyć z całych sił coby się nie rozprzestrzenił ( niestety, tu mła chyba wystąpi z chemią, podły ciem zżera bukszpany błyskawicznie i nie ma litości dla Azjaty ). Wszystkie te okołoróżane kłopoty i kłopociki razem zebrane + zapowiadane upały sprawiają że nie mam najlepszego humoru mimo zjawiskowego tegorocznego kwitnienia róż.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








