Mła postanowiła napisać cóś zabawnego, ku pokrzepieniu bo Agniecha wkurzona, Dora depresyjna a Romana walczy z Lisiem a właściwie to z Lisiową choróbką co też jakoś niespecjalnie działa na poprawę nastroju. Czym Was tu rozśmieszyć a jak się nie uda to choć zabawić? Polacy od zawsze rżą radośnie kiedy słyszą i widzą zapisany język naszych południowych sąsiadów zwanych pieszczotliwie Pepiczkami, bo oni to majo ten język taki dziwny. O żeż boszsz, cięęężżżko uwierzrzrzyć zważżywszszszy na to żżże naszszsz własny to żżadna przrzrzeszszszkoda nie do pokonania dla przrzrzecięęętnego cudzoziemca. Nieprawdażżż? Mówić po polsku jest zdaniem co poniektórych trudniej niż mówić po chińsku ( mła już Wam kiedyś pisała że nawet czuje jakąś dziwną satysfakcję kiedy zagramanicą przemawia w języku rodzimym - ten popłoch w oczach otaczających mła ludzi wskutek dźwięków które z się wydobywa jest dla mła dość kretyńskim powodem do radości ). Jednakże zdaniem sporej części naszych rodaków to zagraniczne ludzie po polskiemu nie rozumiejo i nie mówio bo som głupawe ( "No przecież mu mówiłem, patrz mnie na usta" ). Mła postanowiła Was zatem ucieszyć tradycyjnie po polsku czeszczyzną. Zaprezentuje wam pierwszą zwrotkę przeboju w tłumaczeniu na język czeski.
"Otvírá se brána, nevěřím očím
mění se věci, bude to jinak?
Běžím směrem k nim, tví gangsteři křičí Stůj
protože tvůj bol je lepší než můj
tvůj bol je lepší než můj"
Jaka szkoda że Karel pofrunął już do Niebieskich Chórów ( ciekawe czy stoi z lewej czy prawej Pavarottiego ) bo wyobraziłam sobie tę przyśpiewkę dziadowską w jego wykonaniu. W choreografii opracowanej przez K. Staszewskiego, sam mód! Helenka, nadal żywa, jako wykonawczyni to już by było to. A przy okazji przeboju to sentymentalna karteczka na temat LPP3 www.wiocha.pl . Nie wiem czy podróba czy oryginał ale jak pamiętam plotki z lat 80 to cóś na rzeczy było, he, he, he.
Polityczne robio się przyciężkie, tu humor niestety na poziomie "kabaretu telewizyjnego" z dawnego DDR, nudnawo znaczy ( ileż to razy można patrzeć na naszego mynistra od chorób - bo na pewno nie od zdrowia - a w główce słyszeć starą piosnkę "Czy te oczy mogą kłamać?". ) Co prawda miał miejsce jak najbardziej polityczny pokaz filmu o występnych celebrytach ale to po pierwsze nie było śmieszna a po drugie cóś zamierzenie demaskacyjne spaliło na panewce bo celebryci nie edukują dzieci w szkołach i nie przygotowujo ich do pierwszej komunii ( dawne Święto Rowerka obecnie Święto Smartfona ) za to każdy wie że to są podejrzane typki co gołe cycki, dupska i inne przyrządy po mendiach obnoszą i dzieci to lepiej od nich trzymać z daleka . Mła jest jednak sprawą klubową zbulwersowana, zastanawia się co do tej pory robiła nasza prokuratura i sądy, choć może nie powinna się tak bulwersować bo skoro wymiar sprawiedliwości olewa sprawy występnych duchownych to dlaczego ma nie olewać spraw występnych celebrytów - w końcu niby żaden ból nie może być lepszy. Na marginesie piszę że nie obejrzałam nowego filmu Sekielskich bo nic by nie wniósł do wiedzy mła w wiadomym temacie . Mła czeka za to na ich trzeci film w którym przyjdzie się nam wszystkim zmierzyć z legendą, coś czuję że będzie bolało. No ale w końcu "Prawda was wyzwoli" że legendę zacytuje.
Znów cóś mało śmiesznie mnie się skręciło, sorry. Z info domowych, przestępczość kwitnie! I to jest w dodatku recydywa, znaczy duch w kotach nie ginie bo duchy naszych odeszłych kotów chyba pilnujo żeby nie ginął! Mrut - Brut, Kulawka, Bambrych i Francka Monokl, z udziałem gościnnie występującego Pasiaka ( ksywa Miauczarz ) ukradli zaworeczkowane i nieobrobione do podjodku wątróbki drobiowe. Przestępcze chlanie łupu miało miejsce przed domem ( dobrze że mła zdążyła wyrwać Mrutku z paszczy podartą folię ). Mła ma dziwne podejrzenie że prowodyrami tego przestępczego czynu był duet Szpagetka i Mrutek ( cóś są dla siebie podejrzanie mili, Szpagetka nawet pozwala się lizać Mrutku po swojej słynnej chorej giczy ). Małgoś - Sąsiadka wpadła na kolejny fajny pomysł jak obrobić "obcego listonosza" metodą na babcię. Nie będę Wam tu pisała jak to sobie wykombinowała, bo jeszcze przepis na numer wpadnie w oko jakiejś przedsiębiorczej babci. Pomysł jest sprytny, bezczelny i znów zakładający z góry brak możliwości ukarania sprawcy. No jak pisałam jest to niestety pomysł kolejny. Od paru lat Małgoś opracowuje metody ale cóś to ostatnio przyspieszyło, to trzeci pomysł w ciągu miesiąca. Małgoś - Sąsiadce kwarantanna wyraźnie szkodzi, jutro zabieram ją do sklepu żeby jej coś jeszcze gorszego do głowy nie przyszło. Z info ogrodowych to jest zimno i mła ogroduje z doskoku. Prognozy na lato cudne, mają być burze, ma lać i być chłodno - moje wysuszone ogrodnicze serce śpiewa!
Dziś za ozóbstwo robią foty ogrodowe a za muzycznik czeska piosenka o miłości ( moja ulubiona wersja to ta góralska ). W chwili kiedy mła to pisze chroma Szpagetka wykonuje wściekłego zająca na obuwiu mła. Chyba jej mocno lepiej.
Wiem, wiem, womitujecie już tematami pandemicznymi ale nie ma lekko - zaraz mija nam drugi miesiąc zamknięcia ( drugą miesięcznicę tym wpisem czczę ) i choć cóś tam poluzowali to histeria narobiła takich szkód że odkręcanie tego wszystkiego zajmie mnóstwo czasu, sił i środków i nikomu i niczemu , może z wyjątkiem środowiska naturalnego i paru kolesi trzepiących kasę, nie będzie od tego lepiej . Jest to też ostatni w wykonaniu mła tekst pandemiczny ( kobyła prawdziwa ) bo mła nie sądzi że cóś ją jeszcze w temacie zaskoczy. Co się przez ten miesiąc od ostatniego pandemicznego wpisu zmieniło? Znacząco i to bardzo wzrosła liczba medycznych domagających się twardych dowodów na to czym faktycznie jest ta epidemia. Wzrosła dlatego że jak do znudzenia wieszczyłam wypływa coraz więcej brudków o manipulowaniu danymi, między innymi w temacie włoskim ( mła wiedziała że tam smród będzie ogromny, czuła przez skórę zanim jeszcze doszła do racjonalizacji ) a także w temacie hiszpańskim ( choć tam smrodek jest znacznie mniejszy ) i wonieje też brzydko zza Atlantyku. Zaczęło się rzecz jasna od sprawdzania dogłębnego konkretnych przypadków i od razu zrobiło się mało ciekawie. Okazało się bowiem podczas weryfikacji i to tak czarno na białym że w przypadku znacznego odsetka osób wciągniętych do rejestrów jako zmarłych na covidochorobę nie ma faktycznej pewności że to nowe schorzenie spowodowało ich zejście. Dzieje się to z tej przyczyny że osoby te znajdowały się w tzw. stanie terminalnym, znaczy że można było przewidzieć długość ich życia. Pisząc krótko - nie wiemy czy osoby takie zmarły z Covid 19 czy z powodu Covid 19. Pisałam już o tym wcześniej ale nie sądziłam że liczba tych nieustalonych przypadków będzie aż tak duża. Szukając przyczyny wzmożonej umieralności w Lombardii dobrano się do decydującego zdaniem mła czynnika - zarządzania systemem ochrony zdrowia ( mła wielokrotnie to międliła bo czuła jak ten pies tropiący że tu jest inszy pies pogrzebany i ci co przyczyny śmiertelności na zarazę badajo też go wyczuli, mła natentychmiast sobie pomyślała że powinna się wabić Sherlock ). Niestety wszystko zdaje się potwierdzać tezę włoskiego epidemiologa który chyba już w lutym napisał o tym że jak zatka się szpitale ludźmi nie wymagającymi hospitalizacji i pacjentami hospicjów to nie ma zmiłuj i będzie się działo.
No, żaden system ochrony zdrowia tego nie zdzierży. Pacjenci hospicjów byli podłączani do respiratorów , potem zjawiali się pacjenci których do zajętych respiratorów nie można było podłączyć, potem był triage itd. Jednym słowem prawdziwe bordello wynikłe z niczego innego tylko z braku organizacji, braku racjonalnego podejścia do tematu i niedoinwestowania służb medycznych. O dziwo to bordello nie rozciągnęło się na całą włoską krainę, ogniska wzmożonej śmiertelności nie zamieniły się w jeden wielki pożar. Jak się okazuje kwarantanna wprowadzona w niektórych rejonach Lombardii w niczym nie pomogła ( wypłaszczanie nastąpiło ale zdaniem mła to głównie bruzd w mózgach niedotlenionych przez noszenie maseczek obywateli inszych państw postraszonych włoskim kryzysem ), choroba szalała roznoszona przez medycznych, którym nie zapewniono środków ochrony, głównie w tych rejonach prowincji gdzie było duże nasycenie placówkami medycznymi i opiekuńczymi ( często koronka omijała wielkie miasta co jest zastanawiające, ba, są duże miasta w Italii a także w Europie gdzie śmiertelność rok do roku liczona spadła, między innymi w mieście mła, Odzi - przyczyną tej jak na razie niższej śmiertelności najprawdopodobniej jest zmiana stylu życia przez wprowadzenie izolacji społecznej ). Kolejne kraje Europy w różnym stopniu i w różny sposób wyciągały wnioski z lekcji włoskiej ( do dziś zresztą do końca nieprzerobionej ) czyli z tego jak się brzydko robi w kraju który ma problemy z opieką medyczną nawet w swojej najbogatszej prowincji, jednakże niezależnie od sposobu radzenia sobie z zagrożeniem wszędzie Covid 19 atakował i zbierał śmiertelne żniwo w podobny sposób - umierali i umierają w większości pacjenci szpitali, hospicjów, domów opieki. Statystycznie to ostatnio było to blisko 70% wszystkich zmarłych którym przypisano zejście na Covid 19.
Dziś mła przeczytała szwedzkie jęki na temat leczenia staruszków. No bo wicie tam teraz trwa dochodzenie czy staruszków leczy się właściwie i czy pod pozorem leczenia nie uprawia się masowej eutanazji. Sprawa jest cienka z powodu form tlenoterapii i podawania pacjentom leków na bazie opiatów. Mła napisze tak, wspomaganie oddychania w sposób zgodny z fizjologią jest u tak starych pacjentów w porządku, nie wywołuje kontowersji jak podłączanie do respiratorów generujących ciśnienie pozytywne, wtłaczających powietrze do starych i niewydolnych płuc - jakbyście nie wiedzieli to powietrze w sposób naturalny zasysamy. Są tacy którzy uważają że wszelka tlenoterapia ma być dostępna dla staruszków bez względu na stan ich zdrowia a potem trza im zabrać jeszcze silne leki przeciwbólowe bo hamują proces natleniania organizmu. Taa... wskutek tego możemy mieć nikłą nadzieję że część pacjentów 80+ ze skrajnymi niewydolnościami innych narządów nie umrze na COVID - 19. Umrą na coś zupełnie innego za to z w mękach. To się nazywa wybrukować piekło dobrymi chęciami. No ale problem szwedzki to jest jakiś pryszczyk przy tym co sobie zrobili Włosi. Może dlatego że Szwedzi to cóś bardziej realnie patrzą na biologię, bez sentymentów ( majo bardzo brzydkie karty w historii z tego powodu, stąd też pewnie taka skrupulatność w sprawdzaniu czy jednak się staruszków nie dobija ). A wracając do kwestii statystki to medyczni drążą z uporem temat licznika i mianownika. Wicie rozumicie chodzi o ten stosunek zachorzałych i zmarłych do tylko zachorzałych czy też nosicielskich.
Można na tej podstawie wyciągnąć wnioski na temat faktycznej śmiertelności Covid 19. Tu się robi ciekawie bo prognozowana przez WHO śmiertelność na poziomie powyżej 3% przy masowym testowaniu spada i to znacznie, co zresztą funkcyjni tej organizacji na początku tego cyrku zapowiadali i to że tak powiem neonem i dużymi literami. Obecnie większość epidemiologów ( nawet tych z College of London, dzięki których modelom statystycznym siedzimy w chałupach ) uznaje za najbardziej prawdopodobne że w skali całej populacji zaraża się co najwyżej 20% ludzi z czego około1% umiera. Skąd takie a nie inne dane. Głównie z "Diamond Princess", statku który dzięki kwarantannie był niczym laboratorium ( ale nie tylko bo jest coraz więcej danych i z inszych miejsc ) . To dzięki danym z odciętego statku czerpiemy informacje o roznoszeniu się wirusa w populacji gdzie średnia wieku wynosi powyżej 50 lat ( cóś tak bliżej 60 lat to średnia wieku pasażerów tej łajby ). Jak wiadomo ryzyko zapadnięcia na Covid 19 i przejścia go z ciężkimi objawami lub nieprzejścia go czyli zachorowania ze skutkiem śmiertelnym wzrasta wraz z wiekiem, zatem dane dotyczące populacji dla których średnia wieku jest niższa będą inne. Śmiertelność i ciężkie zachorowania będą stanowiły w młodszej populacji nikły procent, być może będzie to procent niższy niż ten z którym mamy do czynienia w przypadku sezonowej grypy. A może wyższy ale nie ma tu mowy o jakiejś hekatombie o której z takim histerycznym zawodzeniem piały media i w którą tak wiele osób odciętych od innych ludzi i skazanych na przekaz medialny uwierzyło. Nic takiego nie nastąpiło, te słynne dzięki mendiom chłodnie się nie zapełniły, jedyne co naprawdę solidnie pieprznęło to gospodarka.
No dobra, to skąd ta panika, ta kwarantanna i dlaczego nie jeden tylko a wszystkie niemal rzundy rzuciły się do izolowania wszystkich jak leci? Po raz enty zahaczę o problem z pewną grupą zawodową. Jak wiecie nie podzielam zdania, które zdaje się jest zdaniem większości, że politycy są mądrzejsi od reszty społeczeństwa. Ja uważam że są jego obrazem. Pisałam już o tym wielokrotnie ale piszę jeszcze coby zdanie mła trafiło. Społeczeństwo nie składa się z samych geniuszy więc wśród polityków rzadko któś taki się trafia. Większość politycznych to są Kowalskie, Smithy albo inne Watanabe tak samo mądro - głupie jak reszta ludziów ( może nawet nieco głupsze ale bardziej cwane bo od zawsze do tego zawodu mamy negatywną selekcję ). Oczekiwanie od nich rozwiązań i racjonalnego myślenia za nas w chwili kryzysu jest obarczone bardzo dużym ryzykiem. Olbrzymia większość ludzi potrzebuje wodza, taka nasza stadna uroda że hierarchia musi być coby nam się przeżyć udało, problem polega na tym że to jest wódz jak ulepiony z wyobrażenia takiego właśnie Kowalskiego o sobie samym w roli wodza. Znaczy na ogół tragikomedia bo oczekujemy racjonalnych działań od Kowalskiego któren bywa nieraz bliźniakiem mynistra Sasina ( każdy rzund na świecie ma w składzie swoich Sasinów, niektóre rzundy się z samych Sasinów składajo bo sieroty z manią prawdziwą głosują na inne sieroty ) . A my społeczeństwo mamy wynikające albo z lenistwa albo ze zmęczenia zbyt duże zaufanie do politycznych i znikomą nad nimi kontrolę. Zaufanie dobra rzecz ale kontrola lepsza. Osobiście to Kowalskiemu bym cały czas na łapy patrzała, z okazji epidemii to nawet szkło powiększające bym zakupiła. Ale większość ludzi woli zawierzenie i świnty spokój a nie wgapianie się w cudze łapy. Wgapiają się jak już muszą. Teraz ich trochę przymusi bo za jakiś czas, wraz z wylezieniem ludzi z zamknięcia, nie da się już ukryć że cóś z tą pandemią nie jest halo. Stopień zawierzania w pandemię naszą powszechną będzie malał albo do pojawienia się naprawdę groźnej mutacji wirusa ( tzw. druga fala, wówczas naprawdę będzie się działo i nie będzie potrzeby zawierzania bo koń jaki jest każdy widzi ) albo do zaniku problema ( i wtedy pojawią się masowo zadawane pytania, też się będzie działo ).
A pandemia ? Cóż, obecnie są dysonanse poznawcze wielopłaszczyznowe, te klimaty ( mła już nie jest odbierana jako nawiedzona przez ludzi konfrontujących przekaz medialny z realem, znaczy takich którzy wyleźli z domów i pracują, liczba pandofili zaczęła wyraźnie maleć w jej mieście ) . Mła paczy i czeka na tę chwilę kiedy się przeleje i ludek zacznie szukać winnego całej tej styuacji ( zamiast pożytecznych rozmyślań nad nazwijmy to naiwnością własną w sprawie niektórych zawierzeń będzie szukanie koziołka ). Dostanie się świecznikowym bo któś beknąć musi, mła nie tak dawno przeczytała dobry komentarz do sytuacji tych co na świeczniku - "Anuszka już rozlała olej." A co z wirusem? A zostanie z nami jak wiele innych przed nim i jak wiele innych po nim. Będzie sobie pewnie mutował w słabsze albo groźniejsze szczepy. Kraje które go "zwalczyły" notują nowe zachorowania ( nawet te inwigilujące na potęgę obywateli ) co było do przewidzenia i o czym zresztą epidemiolodzy uprzedzali mówiąc i pisząc tzw. otwartym tekstem ale ani WHO się jakoś jasno nie wypowiadało ( były bajania o przerwanej transmisji wirusa i zaniknięciu na które to info większość znawców tematu reagowała wysypką objawiającą się wysypaniem na papier bądź ekran ) ani polityczni, którzy zastanawiali się co też będzie się bardziej wyborcom in spe podobało a nie czy ludziom powiedzieć że są tak samo mało kumaci w temacie jak oni i tak naprawdę to może nie oni powinni w tym momencie zarządzać ( ta magia władzy, nikt się tego "dobra" nieprzymuszony nie pozbywa ) tylko że trzeba by się zdać na jakiś system, który nie bazuje na modelach tylko na realnych danych i zarządzany jest przez medycznych którym się mocno patrzy na ręce w sprawie powiązań z biznesem medyczno - farmaceutycznym ( cóś na kształt szwedzkiego rozwiązania ). Kwarantanna posłużyła jako wypłaszczacz i jako oswajacz tematu, bardzo drogi oswajacz! Teraz będziemy wszyscy płacić za wypłaszczenie i oswojenie i nie sądzę żeby to nam dobrze zrobiło na charakter.
A co z paniką zarazową? Oczywiście zawsze trafią się niedorozwoje lejące pielęgniarki, ratowników czy Ślązaków. No ale w takich niedorozwojowych wypadkach to jest zazwyczaj pretekst do przemocy a nie wiara fanatyczna w pandemię ciężką. Na masową skalę w tym pokoleniu ten numer będzie ciężko powtórzyć, zbyt wiele autorytetów przestanie być autorytetami a niedowierzanie w kwestiach epidemicznych władzy wszelkiej i tej demokratycznej i tej autorytarnej się weźmie i zalęgnie. Rzecz potencjalnie niebezpieczna w razie wysypu jakiegoś prawdziwego świństwa. No i "w necie pisali" nie będzie już prawdą objawioną, nawet najdurniejsi będą się gubić w przekazach dnia z wielu źródeł pochodzących co może nawet być pozytywne. Mła ma co prawda brzydkie podejrzenie że najbardziej głupie przekazy zyskają najliczniejszych zwolenników bo gatunek nasz tak już ma. W ramach bonusu miesięcznicowego przypominam wszystkim oczekującym na szczepionkę jako rozwiązanie doskonałe że od 36 lat poszukujemy formuły szczepionki na HIV i że co roku gramy w ruletkę z grypą ( czasem trafiamy a czasem nie, bo to głównie sprawa odporności krzyżowej a nie tego że posiadamy formułę na wszystkie rodzaje grypy, bo to z kolei z powodu szaleńczej mutacji grypki jest niemożliwe ). Koronawirusy podobnie jak grypa z łatwością mutują, do tej pory nie ma żadnej szczepionki na wirusy z tej grupy, więc w oczekiwaniu na coś naprawdę skutecznego można sporą część życia spędzić w "izolacji społecznej". I tym radosnym akcentem kończę.W ramach ozdóbstwa Hans Holbein młodszy i inni.
P.S. Ostatnimi czasy znów wypłynęła kwestia wiarygodności testów, im dalej tym weselej. Mła widzi że jak ludziskom się trzeźwieje to za pomocą mendiów usiłuje im się implantować nową porcję strachu. Teraz na tapecie jest choroba dzieci, już się ćwierka cóś o testach. Pieniędze, pieniędze i jeszcze raz pieniędze! I te youtuby i facebooki którym do tej pory nie przeszkadzało lizanie brudnego kibla w tzw. wyzwaniach a nagle zaczęły przeszkadzać wywiady z medycznymi.
P.S.2 Czemu miało służyć zamknięcie granic w EU, skoro ani Korea Południowa ani Japonia ( to 36 milionowe Tokio, he, he, he ) nie zamknęły granic? Odpowiedzcie sobie na to w ten sposób - czy wolelibyście być leczeni przez niemiecką czy polską służbę zdrowia? Jako muzycznik zapodaję dla wszystkich "drążących" stosowną pieśń artysty ostatnio bardzo modnego , szczególnie polecam ostatnią zwrotkę. I tyle w tym temacie b o mła już tyż nim rzyga. Ze spiskowym tajnym pozdrowieniem. Hym... zdaje się że mła zniesmaczona mainstreamem właśnie przelazła ostatecznie do alternatywy. Może nawet alternatywy w kolorze pomarańczowym?
Jak na razie nic o nim nie wiem oprócz tego że nazywa się 'Stokrotek' i że Robert Piątek postanowił go zarejestrować w 2019 roku. Na stronie AIS jeszcze się nie pojawił, jak się pojawi to uzupełnię dane. Jest nietypowy bo wcale nie za często spotyka się odmiany z ciepłym lub zimnym fioletem na płatkach dolnych a koglo - moglową barwą płatów kopułki. Wygląda mi na odmianę dość późną ale ten sezon jest tak nietypowy że tak naprawdę to jest czysta spekulacja z tym terminem kwitnienia odmiany. Przyznam się że bardzo mnie ucieszyło pojawienie się tego kfiota, liczyłam na dziewięć kwitnień nówek, niestety zakwitły tylko trzy. W takiej sytuacji mła z radością przywitałaby na rabacie każdy irysowy kwiat, choćby nie był specjalnie urodny. Na szczęście 'Stokrotek' jest miły dla oka, będzie pasował do innych odmian z fioletami na płatkach dolnych. Mam poza tym wrażenie że krzepki z niego irysek, sezon mamy przecież ciężki ( Kaska G. jak i Orszulka napisały że u nich takoż w sprawie esdebiaków cinko, żadna z nich nie pamięta tak kiepskiego sezonu irysów SDB ) a on jakoś dał radę, zniósł listopadowe przesadzanie i wyprodukował aż trzy kfioty przyzwoitej jakości ( choć na mocno skróconym pędzie ).
Jestem wdzięczna zarzundowi naszemu. Wdzięczna bo odbyłam dzięki jego działaniom podróż sentymentalną do czasów młodości. A wicie rozumicie, niemal każdy czule wspomina młodość choćby miała miejsce w czasach paskudnych, bo przeszłość jest bezpieczna i zamknięta a świeżość doznań właściwa młodości niepowtarzalna ale odgrzewana po latach tyż smaczna. Poza tym cały ten kretyński bój o piosneczkę w czasach pączkującego kryzysu mła po prostu rozbawił a śmiech to zdrowie. Oczywiście jest to znacznie mniej zabawne dla tych którzy muszą poszukiwać nowej pracy czy dla starszego pana z kotami, z którego zrobili obiekt kpin urzędnicy z nadania jego własnej partii ( mła nie uważa że Jarosław to samo zło, mła bardziej niepokoi ta banda "mętkich przydupasów" głodnych władzy i związanych z nią apanaży, która orbituje kole niego ). Mła przy okazji tego całego zamieszania przypominała sobie najlepsze jej zdaniem lata Trójki, jakież to było wówczas radio! Kuźwa, szalejąca cenzura a tu tak między wierszami, często zapodawana przez ludzi z jedyną słuszną partią powiązanych, całkiem insza wersja rzeczywistości. Mła pamięta jak w tym niby komuszym radyju przerwano program zdrowo po 17 13 maja 1981 roku a czytający info zaczął od tego że wolałby nigdy nie podawać takiej wiadomości.
To było ho, ho, ho przed stanem wojennym i zabójstwem księdza, które tak naprawdę ten stan zakończyło i przed epoką obchodzenia się komuny z Kościołem jak z jajkiem. Może to wspomnienie młodości mnie przesłania oczy sentymentalną mgiełką i mła mniej realnie patrzy na tamtą radiową rzeczywistość ale jej się wydawa że pod koniec lat 80 Trójka wzniosła się niemal na poziom godny ówczesnej BBC - była naprawdę pluralistyczna. Jednocześnie utrzymywano w niej jakość dyskursu politycznego ( dziś dla wielu polityka jest męcząca bo to jednostajna, tępa nawalanka i pitolenie dla ubogich o dupie Maryni ). Być może jest to radio zamierzchłej epoki ( mła też jest dinozaurzycą ) ale cóż to była za maszyna. A rola kulturotwórcza? Ech... w porównaniu do olbrzymiej większości radiostacji to Trójka z czasów chwały jest to cóś na kształt premiery "Aidy" Verdiego w tzw. pełnej inscenizacji w świecie wodewilów i akademii ku czci.
Teraz będzie starcze narzekanie. Jak wiecie istnieje prawda czasu i prawda ekranu ( mikrofonu, klawiatury ) i mła odnosi niepokojące wrażenie że w przekazach medialnych ma coraz częściej do czynienia głównie z prawdą ekranu ( mikrofonu, klawiatury ). Prawda czasu nam cóś zanika i to bez udziału cenzury. Na grzyba cenzura jak istnieje selekcja info dokonywana według klucza. Klucz oczywiście niby bywa różny w zależności od poglądów i to nie tyle redakcji co coraz częściej poglądów właściciela mendiów ( i tu jest pogrzebana nanibność klucza ). Mam odczucie że mendia podają fakty których nie są w stanie pominąć i to z bólem, a rzeczy które są nie po linii albo do których trza się dogrzebać, co kosztuje, traktują jako zło niekonieczne i w związku z tym nie wymagające zamieszczenia na łamach czy ekranie. Jak już kiedyś pisałam to nie jest tak że mła wierzy że drzewiej to informacjami nie manipulowano, nic z tych rzeczy. Mła ma tylko brzydkie podejrzenie że proces manipulacji nie był aż tak zaawansowany, ponieważ nie było dwupodziału ( kapitał ciężki a po drugiej odbiorcy info ) tylko jakby była wielopodzielność. Po prostu ciężej było o manipulacje w tzw. mainstreamie bo zbiegało się zbyt wiele różnych interesów a to nie jest rzecz sprzyjająca ustalaniu jednej wersji świata. Mła to uderzyło podczas tej mendialnej histerii związanej z pandemią. Z jednej strony informuje się nas o tym że podczas badania w którym "...nie wykorzystano bariery z maseczek chirurgicznych, koronawirusem zakaziło się 10 spośród 15 zdrowych zwierząt. W przypadku bariery zastosowanej tylko na klatkach zdrowych chomików koronawirusem zakaziły się cztery spośród 12 chomików, a w przypadku maseczki zastosowanej na klatce z chorymi chomikami - dwa z 12 zdrowych zwierząt." Informacja stulecia znaczy.
Natomiast nie informuje się o tym że wśród naukowców trwa spór dotyczący tzw. interferencji wirusowej i nie przytacza się choćby stanowisk polemizujących stron bo można by zostać posądzonym o sympatie antyszczepionkowe a info o domniemanym związku pomiędzy szczepieniami na jedną chorobę a zapadalnością na inne to nie może być mainstream bo co powiedzą reklamodawce ( mła nie jest antyszczepionkowcem - jej rodzicielka miała pląsawicę po szkarlatynie a u zaszczepionej mła choroba przebiegała w ten sposób że jej się skóra łuszczyła na dłoniach, miała cóś ze 37 stopni i czerwony trójkącik wokół gęby i nie mogła pląsać na dyskotece, co nie znaczy że dziś mła by się bez bezwzględnej konieczności odważyła zaszczepić jakimś "na wszystko" świństwem Pfizera made in China ). Przepraszam bardzo ale metodologia badań chińskich na chomikach a próby wykonane w Hameryce dla Pentagonu ( wobec których też jest sporo zarzutów jeśli chodzi o metodologię ale zostały wykonane na 12 000 ludzi ) to jednak jest całkiem inna jakość. Dlaczego mogę na popularnym portalu info przeczytać o badaniach chińskich a nie mogę w tym miejscu przeczytać o badaniach amerykańskich ( dotyczyły przeca też wirusów z grupy koronawirusów )? Bo linia ideo musi być zachowana? Jak tak robią z okazji zarazy to co jeszcze odcedzają? Dodam że portal należy do Agory i toczy boje o to coby cenzury nie było.
Jakość dziennikarzy to następna zagwozdka. Za czasów młodości mła wcale nie było prosto dziennikarzem zostać i to nie tylko dlatego że władzuchna ówczesna dbała żeby dziennikarz był na bazie i po linii. Za czasów dziecięctwa i wczesnej młodości mła w programie edukacji akademickiej jednym z przedmiotów do obowiązkowego zaliczenia była ( oprócz ekonomii socjalizmu ) logika. Dawała spory odsiew że tak rzecz ujmę. Może dlatego stara szkoła dziennikarstwa wypracowała taki wysoki poziom. No na tyle wysoki że mła na niej wychowana czytając niektórych współczesnych przedstawicieli dziennikarstwa zastanawia się kto ich, kuźwa, uczył zawodu! Cóż to za szkoły wydały te dyplomy? O czym i jak ci ludzie piszą bo mam problem z wywnioskowaniem o co kaman a po tej lekturze to nie nie wiem jak się nazywam. Jakaś tam teza sobie, argumentacja sobie a reszta to czar felietonistki albo felietonisty.
Często jeszcze porażona niedowładem językowym. No dobra, nie każdy felietonista ma wykształcenie dziennikarskie ( bo akurat felietonista to nie musi ) ale dobrze by było gdyby nie miał problemów z przelewaniem myśli na klawiaturę. Wicie mła tyż ma taki niedowład myślowo - językowy ale mła pisze sobie amatorsko pitu - pitu na blogim a nie za pieniędze w portalu czy gazecie. Reportaże? Trochę lepiej niż z felietonami ale wcale nie tak różowo. Analizy? Boże ratuj! I nie jest to wzywanie imienia Pańskiego nadaremno! Nie tak dawno mła czytała "utwór literacki" na temat tego że Facebook nie uczy a miał edukować i podziały zasypywać. A ja durna zawsze myślałam że Facebook to ma zarabiać i w tym celu został stworzony! Macki mnie po tej lekturze opadli. Z dziennikarstwem radiowym jest podobnie a z telewizyjnym jest hym... tego... w wielu wypadkach to jest paradziennikarstwo, jakaś pozakategoria.
Dobra, starczo ponarzekałam. Teraz o tej krowie Szpagetce. Rozmawiałam po południu przez telefun z Dohtorem że już jedziemy jak myknęła mi z pokoju przez ledwie uchylone okno i pobiegła do ogrodu. Ja ryczałam w telefun "Ona ucieka!", Dohtor się dopytywał "Na czterech łapach czy na trzech?" ( na czterech ), szybciorem podałam info po czym biegiem udałam się jej szukać w ogrodzie. Oczywiście się zakamuflowała ( niepotrzebnie wyjęłam wcześniej transporterek, małpa się zorientowała ) i jej nie znalazłam. Po pół godzinie nawoływania, kuszenie mięchem i obietnicami dodatkowych przywilejów odpuściłam. Zadzwoniłam do Dohtora który radośnie pokwikując zapewnił mnie "Sądzę że jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.". Jedziemy jutro po 17, transporter nie będzie schowany a ja ją przytrzymam trochę wcześniej w domu, a przede wszystkim będę odławiała do koszyczka przy zamkniętych drzwiach i oknach. Z ogrodu rzecz jasna wróciła triumfalnie na trzech łapach, choć Ciotka Elka twierdzi że to podkulenie łapy to było kiedy zobaczyła że mła wypełzła coby ją powitać wyrzutami. Teraz się nażarła do rozpuku i podsypia na wyrku. I tak się skończyła "zaplanowana wizyta medyczna". Dzisiejsze zdjątka to Alcatraz z wredną Szpagetką powróconą na rodziny łono ( było katowanie trawek w Alcatrazie, Sztaflik i Mrutek też w tym uczestniczyli, tylko Okularia olała temat bo się prowadzała z Grubym ) . Te pod spodem to zakątek azaliowy dla Boguśki. Tak to miejsce wygląda, jak widać japońskie azalie nie są duże. Jako muzycznik "That Ole Devil Called Love", niech jazz Was kołysze.
Obserwuję Szpagetkę i już sama nie wiem co o tej jej "nóżce" bolącej myśleć. Gryzonie prześladuje na czterech łapach, do miski biegnie na trzech ( mła pamięta takie jej zachowania z przeszłości ) . Nie żebym ją o symulowanie podejrzewała ale cóś to dziwna sprawa. Wczoraj rozespana opierała się tą nadwrażliwą łapką o Mrutka sprytnie go odpychając ale kiedy mła chciała łapkę dotknąć usłyszała niezadowolnienie w głosiku. Teraz mła nie wie czy to niezadowolnienie było z powodu wrażliwości łapki czy tego że Mrutek miał ją wyjętą spod "paszki" i przestał być "kopany". W każdym razie czy łapka prawdziwie chora czy to cóś przejściowego czy też to broń psychologiczna na mła to na pewno na apetyt Szpagetce nie szkodzi, wyżera swoje i ogląda się za cudzym. Nie przeszkadza jej też w ogrodowych wycieczkach. W domu Szpagetka starannie wybiera trasy, nie wykonuje wysokich skoków itd., natomiast w ogrodzie to hulaj dusza! Oczywiście jak mła się w Alcatrazie pojawiła to Szpageton przyszła do niej z łapką należycie podkuloną, wicie rozumicie - kota co dba o zdrowie i urażoną kończynę oszczędza, choć mła na własne gały widziała przed chwileczką jak Pasiaka wraz z Okularią goniła używając wszystkich czterech łap. No jest zagwozdka, mła nie wie jak Pan Dohtor na te opowieści zareaguje. Na szczęście zawsze można prześwietlić łapsko coby jasność była. Przykurcze ścięgien, insze skutki utykania tyż trza będzie sprawdzić. Ech... Szpagetka to potrafi medycznie dać popalić, mła cóś na ten temat wie. Na razie jest niezadowolona z postawy mła, ona bardzo nie lubi być śledzona. Hym... zupełnie jakby była szpionem szoguna i mła przerywała jej obserwacją jakąś tajną działalność. Jednakże mła sprawę do końca wyjaśnić musi żeby się nam nic przypadkiem w Szpagetce nie rozchorowało.
Z rzeczy miłych : Romana zaczęła pisać w bologosferze, znaczy pojawił się blog pod tytułem Rrr czasem o kotach ( polecam pierwszy post o podróżowaniu w czasach zarazy ), mła odkryła późne kwitnienie tulipanów na Podwórku oraz odbyła wizytę u Mamelona. Pisałam już że Mamelon jak ten księżniczek zamknięta w wieży, głównie koncentruje się na ogródku, wychodzi z rzadka na szeroki świat boży co wcale zdrowiu nie służy bo ruch w ogródku to jednak cóś innego niż przebieżka. Na szczęście alergia została u Mamiego opanowana lekami, jakoś znowu może żyć bez plam swędzących na skórze, kichania, itd.. Niestety leczenie ma ten skutek uboczny że Mamelon osiągnęła rozmiary mła a posterydowe kilogramy w naszym słusznym wieku późnobalzakowskim cinżko zrzucić. No cóż, trza się będzie do tego zrzucania jakoś mentalnie przygotować bo paniom starszym kilogramy na kręgosłupie nie służą ( a tu plany były podróżnicze i w ogóle ). Mła postanowiła z bólem serca ograniczyć słodkości do zera, Mamelon jest jeszcze w stanie przeddeklaracyjnym ( wiadomo, słodycze robio za pocieszkę jak wyleźć nie można ). Mła jest jednak pełna wiary że "damy radę" lepiej niż niektórzy.
Mła pocieszki postanowiła szukać w temacie zielonym. Wzięła i zakupiła na rynku pierwszego pierwiosnka łyszczaka jaki wpadł jej w łapy. Podobnie jak w przypadku wyczynowego podchlewania ciasteczek za mądre to nie było. Po pierwsze to sukcesy w uprawie Primula x pubescens mła ma takie sobie ( oględnie pisząc ), po drugie to tylko ogrodnicze wygłodzenie zakupowe skłoniło ją do zakupu pierwiosnka łyszczaka o pełnych kwiatach i to takich w kolorze zdechłej śliwki i półżywego biskupa. Jak mła się bliżej pierwiosnku przyjrzała to do takiego właśnie wniosku o przyczynach zakupu doszła - handelek był dokonywany na ostrym głodzie. Nie to że łyszczaki się mła nie podobajo, podobajo się ale takie o normalnych kwiatach i pastelowych kolorach a tu, qrcze, szczyt przecywilizowanej uprawy wprost z holenderskich hal został zakupiony. Tylko faza ostrego głodu takie zielone zakupy tłumaczy. Jedno co dobre to że łyszczaki znoszą suszę ( w tym roku cinko z pierwiosnkami, u Mamelona tylko jedna 'Francesca' się ostała). Zdjątka do wpisu dzisiejszego robione były przy niesprzyjających warunkach ( wiater ), jakość ich zatem zostawia wiele do życzenia. No ale jest na nich wszystko co najważniejsze - nowy łyszczak, świeżo odchwaszczone tulipanki ( konia z rzędem temu kto znajdzie Mrutka na tym zdjątku ) i co najważniejsze - dowód na istnienie Pasiaka. Jest jeszcze Mrutek odpoczywający po pieleniu ( naprawdę pomagał podgryzając to chwaścidełka, to mła a dziewczynki go leniwie obserwowały z kamora ).
P.S. Mła właśnie zrobiła sobie prasówkę po portalach info i mało się kawą popołudniową nie zachłysnęła. Cóś mła się zdaje że właśnie wkroczyliśmy w fazę późnoschyłkową IV RP, skretynienie urzędników mianowanych przez zarzund przypomina mła stan umysłów aparatczyków nieboszczki PZPR z okresu stanu wojennego. Normalnie Albiny Siwaki! Kazikowi wyszła przyśpiewka ojla, ojla, może konkurować z Zenkiem bo melodyjka wpada w ucho. Kerownictwo radiowej Trujki ( dawnej Trójki ) zadbało o popularność utworu odpowiednią kampanią promocyjną. He, he, he, "Lymuuzyny dwiee, jedna, cały cmentarz twój...".
No niby kwitło cóś tam, niby były jakieś nowości na rabacie które pokazały kwiaty ale ten sezon irysowych maluszkowych kwitnień uważam za nieudany. Ba, on zyskał u mła miano sezonu dodupnego za sprawą tego że irysy wyprodukowały mnóstwo pąków z których rozwinęły się paskudnie pofilcowane kwiaty. Tylko nieliczne odmiany miały kwiaty które wyglądały w miarę ( podkreślam to w miarę ) normalnie. Większość prezentowała twory kwiatopodobne które czym prędzej traktowałam sekatorem. Do tej pory największą zmorę w uprawie irysów SDB stanowiły dla mła wiosenne przymrozki, po których z przemrożonych pąków wyłaziły uszkodzone kwiaty. Teraz okazało się że podobne uszkodzenia powoduje marcowo - kwietniowa susza.
Mła w tej klęsce irysowej nie może też pominąć wpływu prac lekstrycznych wykonywanych późną jesienią. Chciała nie chciała mła musiała iryski wykopać bo z lekstryką żartów ni ma i w listopadzie ponownie sadzić kępy. Listopad jak wiadomo nie jest dobrą porą na sadzenie irysowych kłączy o czym teraz mła przekonuje się empirycznie. Mła ma nadzieję że to było ostatnie kopanie Podwórka w obecnym i przyszłym dziesięcioleciu, bo nie dość że jest to ciężkie zadanie koparkowe, wcale nie tak mało kosztujące, to jeszcze mła ma z tego tytułu problemy ogrodowe. Zawsze jak tak jest że cinżki sprzęt na Podwórko wjeżdża to ona ma kiepski sezon irysowych kwitnień. Na szczęście uprawa ogrodu to nie jest myślenie i robienie w kategorii jednego sezonu, może w przyszłym roku będzie lepiej i iryski SDB oszołomią mła urodą.