wtorek, 24 września 2024

Rozmaitości

Dziennikarze są od tego, żeby krytykować wszystkich, rząd i opozycję, bez wyjątku. To jest normalne  że bardziej dojeżdża się władzę, gdyż ona jest bardziej sprawcza. Jednakże, co nie da się ukryć, dziennikarze mają swoje polityczne sympatie i antypatie, co czasem bije z ich tekstów tak, że trudno to ukryć. Mła jest po lekturze tekstu Sroczyńskiego w Gazeta. pl., naszym mainstreamowym portalu "bardziej na lewo". Niby tekst w porząsiu, niby mła się z tezami w artykule zgadza ale gdzieś w niej głęboko siedzi zdziwnienie tym felietonem.  Pewnie dlatego że mła odnosi  wrażenie że facet absolutnie nie powinien pisać na temat dziennikarskiego obiektywizmu.  Treść przekazu niby w porzo tylko mła ma brzydkie podejrzenia co do intencji. To jest tak, mła zgadza się w kwestii że  zarówno w PO  jak i w PiS najgorsi są tzw. harcownicy i totalsi, którzy nadmiernie polaryzują społeczeństwo, jednakże np. nie uważam że słynny zegarek Nowaka jest równy "złodziejstwu w majestacie prawa", jakiego  dokonali członkowie Zjednoczonej Prawicy, choćby przy wyprowadzaniu kasy z Funduszu Sprawiedliwości dla ofiar przestępstw. 

Coś to nie halo, by zrównywać te dwie historie i w ogóle "kochajmy się". Mła  denerwuje że  kwestię wspomnianego funduszu, która powinna być przerabiana  raczej przez prokuratorów w ciszy gabinetów, obecna władza nagłaśnia do bólu jako tzw. "demokracja walcząca" ( demokracja z przymiotnikiem jest  zawsze podejrzana! ) ale żeby ćwierkać od razu  - Wszyscy władzowi kradną tak samo - no, od tego to mła  jest daleka. Niektórzy kradną wincyj. Polityka mendialna partii politycznych polega na skrajnym polaryzowaniu a pan Sroczyński jest, niestety, rycerzem jednej ze stron. Skąd o tym wiem? Zastosowałam wobec jego tekstów polecaną przez niego metodę. Przypomniałam sobie co i kiedy pisał. I teraz  zagwozdka - tekst jest OK, niby, bo jak się przyjrzeć  szczegółom to już jest troszki zbyt prosto. No i powiało mła uwielbieniem dla Razemków, którzy wcale od PiSowatych nie są tak daleko jeśli chodzi o kupowanie poparcia za benefity. Mła nie lubi słowa symetryzm, uważa że jest nadużywane ale w tym felietonie Sroczyńskiego czuła jednak jego niepokojący posmaczek. Może gdyby nie osoba piszącego mła by podeszła do tego pisania inaczej, ale w dziennikarstwie ma znaczenie kto i kiedy pisze.

 

Nie samymi felietonami człek żyje, ponieważ Mamelon stanowczo odmówiła pójścia ze mła do kina na tani seans dla staruszków, mła postanowiła pooglądać troszki seriali. Padło na "Electric Dreams". Mła najbardziej podobał się odcinek  trzeci "The Commuter", reszta była trochę nierówna i to mimo tego że obsada z tych świetnych. Jednakże na tle inszych pulpowatych tworów to jeszcze warte czasu spędzonego przed ekranem. Oblookałam też "Dark Matter", tak z mieszanymi odczuciami. Aktorzy bardzo dobrzy, pomysł świetny bo na podstawie niegłupiej powieści ale cóś zaszwankowało. Niby OK ale nie do końca OK, zupełnie jak z tym felietonem Sroczyńskiego. Mła nie czuła się tymi seansami usatysfakcjonowana. Mamelon na wydziwianie mła i utyskiwanie nad brakami filmideł, stwierdziła krótko  że chyba czas na Rosamunde Pilcher, znaczy zasnę i problem jakości filmików z głowy. Mła postanowiła że będzie oglądać sobie powtórkowo stare odcinki "Morderstw w Midsomer", mła dobrze nastrajają krwawe opowiastki z angielskich wsi. Książkowo też jest tak rozrywkowo, mła czyta cygańskie bajki Ficowskiego, romskie opowieści są z tych wzruszających, mła przypominają się lektury dzieciństwa. Czytam też wydaną w 1961 roku "Kuchnię Warszawską", kuchenne wspominki z PRL, z margaryną do kanapek itd. Niektóre przepisy dziś straszą, inne są śmieszne a niektóre gwarantują nadal przeżycia kulinarne z tych miłych. Hym... ledwie niecałe siedemdziesiąt lat temu powstała ta książeczka a nasz dzisiejszy jadłospis jest tak inny. Pamiętacie polskie jedzenie sprzed epoki jogurtów? A potrawy, które dziś wywołują u wielu osób obrzydzenie, takie jak choćby gulasze z podrobów? Owszem, zyskaliśmy nieco zdrowia na talerzu, ale sporo też utraciliśmy. Co z muzyczką? Mła słucha starych kawałków, znaczy wesoły jazzik z lat 20 i 30 XX wieku. potrzebuję troszki zastrzyku energii, bo końcówka lata dała jej popalić a w bonusie jeszcze dostała nieodbyte wakacje trzydniowe.

Ech... Mła podsłuchuje też sobie podcastów popularno - naukowych, zawsze to troszki wiedzy liźnie. Na ten przykład Bałtowie a Estończycy to całkiem cóś inszego. Estończycy są ludem ugrofińskim, o czym łatwo się zapomina, kiedy mówi się o krajach bałtyckich. Łotysze i Litwini to Bałtowie właściwi że tak rzecz określę. Estończycy, Karele i Finowie są kulturowo bardzo bliscy. Te europejskie ludy jako pierwsze zetknęły się z moskiewską ekspansją, znacznie wcześniej niż my. Historia Inflantów, związana z naszą, jest z tych mało znanych a szkoda, bo wyjaśnia wiele spraw, które nam tu w Polsce się przydarzyły. Podsłuchuje również  króciutkich podcastów Kamila Janickiego o historii Wawelu, czasem nawet oko zawieszę na filmach,  bo pan Kamil pokazuje swoje koty. Co u kotów? Dzikość serc i charakterów, tylko chłodną nocką odbywa się zaleganie na mła. Jeszcze nie zaczęło się nabieranie ciałek, chyba dlatego że nadal jest ciepło. Jednakże mła zauważa zwiększenie apetytu stada, być może wyczuwają już idącą jesień, chyba po długości dnia. Rano nie ma jeszcze leniwego zalegania, jest szybkie patrolowanie  Podwórka i Alcatrazu ale nie ma już darowywania sobie posiłków. Kiedy nadchodzi ich pora całe towarzystwo odlicza się przy michach. Mła często dokonuje przeglądów technicznych kotostwa, wicie rozumicie kleszcze i inne paskudztwa.  Nie tak dawno na Mrutku mła naszła kolekcję pcheł, ponoć rasowych i z dobrej hodowli, jak twierdził sam przeglądany, którą to kolekcję mła wybiła ręcznie, po czym nastąpiło szczotkowanie i kroplenie.  Mrutek oczywiście niezadowolniony, najchętniej robiłby za rozsadnik a tu mła pozbawiła go tej atrakcji. Jest  obrażony,  najbardziej o to szczotkowanie, dlatego muszę skleić słonika z muszelek, którego postanowił rozwalić razem z kloszem słonika przykrywającym, w ramach retorsji rzecz jasna. Na szczęście klosz cały a słonik do naprawienia. Oczywiście powiedziałam  Mrutku co zrobię z jego tyłkiem jak tylko go złapię ale on już był za oknem i triumfująco uchodził do Alcatrazu. Dziefczynki grzeczniejsze i mniej kolekcjonowaniem pcheł zainteresowane.

Sprawozdanie renowacyjno - dekoratorskie: mła udało się po latach dwóch oprawić wreszcie swoją  brugijską koronkę. Trwało to, bo proste nie było. Działaliśmy we trójkę; Mamelon, Sławencjusz i mła, koncepcja oprawy ulegała wielokrotnie zmianom. Obecnie koronka jest w ramce kombinowanej, owal drewniany z pozłotkiem i szkłem, umieszczony na brązowym aksamicie umieszczonym w ramce dębowej bielonej. Jak dla nas  był to wyczyn.


Dzisiejsze wpisowe fotki są domowe, przepisy są z "Kuchni warszawskiej", w Muzyczniku troszki dixi.



niedziela, 22 września 2024

Wysortownia zastępcza

Ponieważ rzeczywistość daje nam ostatnio popalić,  mła postanowiła rzucić się w radosny świat wysortów. Niezbyt cennych ale wygrzebanych, należycie odmytych i wogle. Nie było sądzone mła łazić po Marolles, to zrobiła gdzie indziej wygrzebek.  Mła stara się cieszyć tym co ma, bo i tak ma dużo. Nieszczęście jakim jest dla ludzi zniszczenie domu, czy choćby zwykłe zalanie chałupy,  jest nieporównywalne ze zniszczeniem planów wakacyjnych. Zupełnie inna waga zdarzeń, człowiek od razu czuje  się jak wybraniec losu, kiedy tylko sobie uświadomi że są na tym świecie gorsze  rzeczy  niż niespełnienie marzonka o chodzeniu na wysorty w Brukseli,  obżeraniu się tam mulami i chlaniu belgijskich piw. Przyjemność polowania na wysorty można znaleźć bliżej, barszczyk czerwony też niezły a pierdonkowe spumante da się wypić.

Ciepła, mleczna biel starej porcelany zawsze mła robiła dobrze na jestestwo. Mła już kiedyś pisała na temat swoich skorupek, część z nich wówczas przedstawiła. Teraz pojawiły się nowe a właściwie nienowe, bo to dość wiekowa porcelana, najstarsza filiżanka ma prawie sto lat. Reszta jest nieco młodsza ale też już bliżej  szlachetnego starocia niż zwykłego wysortu. Oczywiście mła musiała porcelankę szybko schować, Mrutuś przejawia szósty zmysł jeśli chodzi o tropienie i tłuczenie porcelany, przeszło to na niego z Tatusia mła. Teraz Mruteczka nie ma kto bronić, zawsze robiła to Małgoś, Gienia i Irenka widząc mła wściekłą na ogół zmykają. Nie wiem dlaczego bo przeca na nich się nie wyżywam. Na Mrutku zresztą też nie, najwyżej obrywa słowem grubym i latam za nim ze ścierką. Kary najwyższej, czyli zamknięcia w łazience, za to przestępstwo nie ma.

Mła zdumiewa przy tym wysortownictwie zmiana własnego gustu.  Mła  nie podobały się tzw. rżnięte kryształy,  wyjąwszy okres najwcześniejszego dzieciństwa, kiedy zachwycało ją łamania światła przez krawędzie rżniętego szkła. Ta masowa kryształowa produkcja z lat PRLu nie przemawiała a teraz mła przyuważyła  u się, że niektóre wyroby z tego czasu to jednak cóś w sobie majo. Hym... patyna czasu? A może to mła wraca do klimatów dzieciństwa, czyli infantylnieje na potęgę? Nie wiem, ciężko mła powiedzieć, jednak mła odkrywa na nowo urok szkła, tak jak odkryła kiedyś tam urok  wytartych pozłotek na porcelanie, ślad używania ich przez innych  ludzi. Mła się robi naprawdę solidnie wysortowa, takie egzemplarze to niemuzealne przeca, to "przechodzone" przedmioty, noszące na sobie  ślady swojej historii. Jakoś bardziej mła wzruszają niż te  w doskonałym stanie. Może to i prawda że do podkreślenia piękna potrzeba troszki brzydoty?

No i to by było na tyle, mła dziś  mimo niedzierli ma swoje obowiązki. Może cóś jeszcze wieczorem naskrobie, o ile będę miała siłę. Na razie życzę wam słonecznej i leniwej  niedzierli, mła nie może to choć Wy skorzystajcie. Zdjątka są wysortowe rzecz jasna a w Muzyczniku podróż sentymentalna. Taka bardzo naturalna, z głosem  nieprzesterowanym, bez lekstronicznych poprawek. Taki odpowiednik wytartych pozłotek na filiżankach. Cóś prawdziwego - Piotr Szczepanik żywcem goni kormorany. Od wczoraj już jesień.

P.S. Info dla Kitty - zmieniłam ustawienia komentów, spróbuj a może się uda.

sobota, 21 września 2024

Wrzuta popowodziowa

Tak się ten wpis zgrabnie z poprzednim łączy. Mła przeczytała na portalu WP.pl -  "Policja zatrzymała osobę, która zamieściła w mediach społecznościowych wpis, uznany przez służby za dezinformację"

Policja zatrzymała osobę, która zamieściła w mediach społecznościowych wpis, uznany przez służby za dezinformację. Na grupie Kłodzko 998 Alarmowo na Facebooku Sebastian T.  liczący sobie latek 22,  zwrócił  był uwagę na problem z szabrownikami grasującymi podczas powodzi w Kłodzku. Padł też zarzut że reporterzy TVP manipulują przekazem i instruują rozmówców z miejsca wydarzeń. 

Wpis był tej treści:  

"Po Lądku i Stroniu i okolicznych wsiach chodzą uzbrojeni szabrownicy, ludzie boją się wyjść z psami na dwór, brakuje policji, wojska, ciężkiego sprzętu i przede wszystkim pomocy od państwa"

Policja zareagowała, chłopa zatrzymano. Nadkomisarz Marek  Boroń się wypowiedział na temat dezinformacji: 

"Jeden z takich przykładów, to na profilu Kłodzko ukazała się informacja, że w Lądku i Stroniu mieli grasować szabrownicy. Oczywiście była to informacja nieprawdziwa. Tę osobę już zatrzymaliśmy i wspólnie z prokuraturą jutro będziemy ją rozliczać, to będzie art. 172 Kodeksu karnego, czyli utrudnianie akcji ratowniczej"  WP. pl dalej dokłada  do pieca - "Jak się okazało, wpis ten wywołał fałszywy obraz sytuacji i przeszkadzał w prowadzeniu akcji ratowniczej, stąd czynności, jakie podjęli policjanci. Po konsultacji z Prokuraturą Okręgową we Wrocławiu na tym etapie postępowania zatrzymanego mężczyznę przesłuchano w charakterze świadka w trybie art. 183 kpk."  Następnie zapodano że  podkomisarz Zagórski poinformował: "Aktualnie gromadzony jest materiał dowodowy, a dalsze decyzje będą podejmowane po jego skompletowaniu".

Pamiętajcie w Kłodzku, Lądku Zdroju i Stroniu nie było szabrowników a te skrzykiwania się na jumę, nie napiszę jak robione,  bo jeszcze mnie wsadzą, to po prostu zwidy były. Dorka, Twoi sąsiedzi na pewno kłamią, dezinformatorzy jedni paskudni. Po cholerę tam to wojsko po tych paru dniach rzundowe wysyłali i przekazywali mu władzę?! Tylko plotki podtrzymali.  Oczywiście ludzie zareagowali, także policjanci. 

Glina po godzinach na X:

"Czekaj, czekaj - czy ja dobrze słyszę? Mam nadzieję, że się mylę, bo jeśli nie, to właśnie wchodzimy na całkiem nowy poziom absurdu: pierwszy przypadek zatrzymania za post w social media, który nie jest zniesławieniem czy groźbami, za to rzekomo przeszkadzał w akcji ratunkowej. Serio? XXI wiek, a akcje ratunkowe torpedowane przez wpis na Facebooku? Czy teraz przyszłość służb ratunkowych zależy od jednego posta na grupie 'Kłodzko 998'? Jeśli tak, to chyba mam do czynienia z nowym gatunkiem science fiction".

Ludzie  nie piszcie o żadnych szabrownikach  bo naszej dzielnej policji przeszkadzacie w akcji, baby i chłopy się wyspać  porządnie nie mogą tylko latają za tymi szabrownikami fikcyjnymi. Więcej cenzury, prosimy.  Po co rozliczać kwestię przygotowania zbiorników na powódź, no po co?  Więcej uśmiechu w krainie uśmiechu. Polska nie Rosja, źli bojarzy powoływani są przez złego cara. Zacytuję klasyka:

"Ludwiku Dorn i Sabo, nie idźcie tą drogą! Nie idźcie tą drogą!"

P.S. https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-walka-z-szabrownikami-trwa-policja-pokazala-nagranie,nId,7820584 - mendialny dowód na sianie dezinformacji przez pana Boronia. Ponoć policyjne nagranie. Fiku miku i znaleźli się szabrownicy. Bardzo mła by chciała żeby pan Boroń  teraz wytłumaczył nam wszystkim jak to z tym brakiem szabrowników było.

piątek, 20 września 2024

Słowo wolne jak ptak

Rzecz dzisiaj  będzie o cenzurze, bo na blogu Oli zdarzyło się cóś mało przyjemnego. Oględnie pisząc. Mła jako znana szerzycielka  teorii spiskowych, które dość szybko przestają być teoriami zamieniając się w korupcyjny bajzel, wkarwiający przyglądający się występom władzy naród, zastanawia się czy Blogger zaliczy ją do "nieprzyjaciół ludzkości".  Wyróżnienie z tych nobilitujących, bo amerykańska korpo bezczelnie cenzurująca treści nie tworzy bazy potępionych, tylko listę ksywek i nazwisk poszukiwanych w necie przez ludzi mających dość papy zapodawanej przez Alphabet. Wicie rozumicie, te wszystkie bezpieczne treści o pupulce Maryni ( słowo dupa nie ma racji bytu, dupa jest konkretna i dość dorosła a pupulka to taki infantylizm w sam raz paszący do oglądaczy motylków, kwiatków, psióch i kokotków ) nie uciągną na dłuższą metę biznesa, bo ileż do cholery można oglądać pierdół?! Zdaniem mła Alphabet jest właśnie w trakcie zarąbywania się własną ręką, co mła akurat snu z powiek nie spędza, bo mimo tego że mła korzysta z Alphabetowej  platformy, to ma do niej sporo zastrzeżeń i nie uważa jej za ósmy cud świata. Korzystam bo ponad dziesięć lat temu najprościej było mła tu się lognąć i tworzyć, od tego czasu jakość usług Bloggera się wzięła i pogorszyła, bowiem przesiadka na smartfony okazała się cóś problematyczna  i maszynka, która była do opanowania  dla babć i wnuczek, przestała być cóś prosta w obsłudze. Ludzie szukają czegoś co zastąpi obecny badziew. To widać nie tylko w przypadku Bloggera, ludzie zarabiający na Youtube jak kania dżdżu wyczekują czegóś nowego. No cóż, nie wystarczy zamknąć chińskiego szpiona  Tik  Toka żeby ludzie zaczęli ponownie kochać Youtube, na którym nie wolno używać w kontekście negatywnym słowa szczepionka przeciw Covid 19 czy źle oceniać politykę  Izraela wobec ludności palestyńskiej w Gazie.

To jest chore i bardzo dobrze że coraz więcej ludzi mówi i pisze o cenzurze amerykańskiej  korporacji, wprowadzanej pod pozorem walki z dezinformacją i sianiem nienawiści. Politykom UE do tej pory taka cenzura się podobała ale garnitur polityczny może nam się zmienić, jeżeli  korpo nie pokuma na czas że cóś się zmienia,  to jej zabawki mogą zostać zastąpione przez inne, to nie jest niemożliwe by stworzyć sobie własne  wyszukiwarki i całą resztę. Godzimy się na globalny zasięg Alphabetu ale to nie jest tak że hegemonię tej firmy da się utrzymać w nieskończoność. Świat nam się zmienia, nawet Intel dostaje w tyłek, więc logiczne wydawa się że prędzej niż później ludzie znudzą się cenzurowanym przekazem i Google, przewodnik po świecie pełnym motylków i kfiotków, zanotuje solidny zjazd, czego mła zresztą życzliwie życzy. Co do polityków, idiotyzmem jest uważać że cenzura zapewni niekończące się rządzenie, nie dało rady w XVII wiecznej Anglii wprowadzić na stałe rządowego przeglądu treści przed drukiem, nie da się zamknąć ludziom ust algorytmami "walczącymi z dezinformacją i mową nienawiści".

Koń jaki jest każdy widzi, np.  z  kanclerza Schulza nie zrobi się Claudii Schiffer, relatywizowanie wolności słowa nic nie pomoże, bo real jest jaki jest. Pieprzenie o wolności słowa i jednoczesne przykręcania śruby to prosta droga do uciszania krytyki a to z kolei prowadzi do zamordyzmu. W związku z czym zamierzam w ramach wolności wypowiedzi siać "mowę nienawiści" na całego i jeszcze przy okazji dezinformować. Zacznę od najważniejszego - legislacja unijna dotycząca kontroli treści powinna natychmiast trafić do kosza a jej twórcy skończyć poza polityką. Won z zamordystami przebranymi za zatroskanych dobrodziei. Na pohybel tej zarazie, która moczy się ze strachu że ludzie nie tylko ocenią jej durnotę ale jeszcze dadzą temu  wyraz a jak się policzą i zrozumieją jak ich dużo to nawet kopa zasolą w zarzundzający tyłek. I skończy się bycie wybrańcem, życie z publicznej kasy i totalny brak odpowiedzialności. Ursula pierwszą kandydatką do wykopu za te biznesy covidowe, dopóki siedzi tam gdzie siedzi to normalni ludzie będą patrzeć na  KE jak na bandę przekręciarzy. No i słusznie, bo jaki pan taki kram, osoba która z prywatnego konta mailowego prowadzi negocjacje biznesowe jako szefowa KE, których zapis tajemniczo znika, nie powinna zajmować takiego stanowiska. Śmierdzi korupcją na odległość, może się Ursula co najwyżej nadawać na kanclerza Reichowa, u nich taka tradycja że dobrze jak kanclerz się w biznesie zdziwnie ustawi.

poniedziałek, 16 września 2024

Codziennik - weekend zbyt mokry, by było bezpiecznie

No i się porobiło. Mła czuła że nasze lotniskowe przygody to takie hrabiankowe żenżolenie na temat "Świat nas nie dopieszcza, nieprhawdasz?" Teraz czas sobie uświadomić że na tym świecie są większe nieszczęścia niż rozwalające wakacje strajki pracowników lotnisk. Powódź to żywioł, nieobliczalny i zawsze zaskakujący. Niby naukowce wiedzo, niby inżyniery mówio że tamy i wały wytrzymajo a jak przychodzi co do czego to naukowce i inżyniery nie doszacowały albo przeszacowały. Matka Natura okazuje się być suką i zalewa po swojemu, mając gdzieś te ludzikowe próby okiełznania jej żywiołu. Mła się niepokoi o wszystkich znajomków mieszkających na południowym zachodzie, ta woda w końcu będzie spływać do morza, wiele domów jeszcze zaleje. Mam nadzieję że fala się wypłaszczy i im dalej na północ tym spokojniej będzie. Jak na razie oglądałam foty, które Dorka zamieściła  na swoim blogu. Nie wygląda to dobrze a to dopiero początek, niżej mieszkających sąsiadów Dorki już zalało, dupa po całości że tak rzecz określę, bo druga fala idzie. Dobrze że Dorka i J. już wyjechani razem z Robinkiem, pozostaje mieć nadzieję że stara chałupa zniesie powódź z godnością, powinna z przyzwoitości, bo w końcu tyle roboty włożyli w mieszkanie Dorka i J. ( nie mam złudzeń, Robinek na pewno się lenił a kto wie czy nie przeszkadzał ). Po powodzi będzie mnóstwo sprzątania i przede wszystkim suszenie i usuwanie grzybostwa, które uwielbia wyłazić po brudnej wodzie.

Oczywiście dyżurni klimatyści  ruszyli do boju, powódź jako syndrom globalnego ocieplenia. Taa... bo powodzie powstają tylko z tego jednego powodu że się planeta ociepla, bo ludź ją nagrzewa paliwami kopalnymi i złośliwie katuje dwutlenkiem wungla. Jak wiadomo wszystkie powodzie, które miały miejsce w erze przedprzemysłowej są nieprawdziwe, to wymysły i fantazje bajkopisarzy, zwanych dla  niepoznaki kronikarzami. Mła ten rodzaj głupoty zazwyczaj rozwala tak że przydeptuje własne opadnięte macki, ale dziś mła te pitulenia pseudoekologiczne wkarwiają! Trzeba być bezczelnie gruboskórnym żeby wobec ludzkiego nieszczęścia próbować sprzedawać niby zielone pierdoły i wyćwierkiwać że to wszystko przez ten klimat co się zmienia przez tego ludzia. Te niże powodujące powodzie w naszej części Europy, budują się tam gdzie się budują od setek lat, pojawiają się dość regularnie, są lata w których niosą mniejsze zagrożenia i takie w których te zagrożenia są większe. Problem z występowaniem rzek z koryt powiększyliśmy sami, nie dlatego że modelujemy klimat planety, tylko że budujemy jak budujemy, uregulowaliśmy rzeki, niegdysiejsze bagna to dziś ziemia uprawna, itd. Sorry, na tym kończę, bo to nie jest czas na rozkminianie dlaczego nas zalewa, tylko na współczucie. Nie chcę być podobna do tych wszystkich od "płonącej planety", bardziej mła teraz interesuje się tym czy państwo będzie działało tak by ofiar żywiołu  było jak najmniej i tym czy z naszych podatków, ludziom poszkodowanym wypłacą kasę na ogarnięcie życia a nie marne rupie.

Wczoraj po południu mła miała już dość ekranowego widoku  wody przelewającej się przez tamy, dość oglądania psa na moście w Głuchołazach ( szczęśliwie uratowali czworonoga, jakiś porządny facet pomógł owczarkowi wyleźć z wody) i tych wszystkich redahtorów mówiących szybko i z profesjonalnie  ściśniętym gardłem jak to groza nas nawiedziła. Postanowiłam udać się do Mamelona i wyciągnąć ją na spacer. Yes, yes, na spacer, bo wczoraj w mieście Odzi pogoda była w sam raz na spacerki - cieplutko, nawet słonko chwilami świeciło, wiaterek lekki. Tak w sam raz na odstresunek po ciężkim tygodniu  ( nie tylko u mła to był ciężki tydzień, Kocurrek też miała przerąbane, z czego zdała stosowny meldunek ). Oczywiście  gdzie mła mogła Mamelona wyciągnąć na wietrzenia? Tak, tak, nad naszą river Ner, by sprawdzić poziom wód, czy aby nie za wysoki. Strzeżonego idt.

Rzeka w korycie, grzeczna, choć wody w niej sporo. Na szczęście ma się gdzie rozlewać jakby co i oby tak zostało, wbrew zakusom deweloperów, tej plagi naszych miast.  Nad rzeką stary kaczor czyścił pióra a młode kaczory małpowały, ot sielski obrazek, żadnych grzmiących wód i bystrego nurtu. Zwyczajność znaczy nad naszą rzeczką. Uspokojone postanowiłyśmy poleźć nad stawy i zobaczyć jak tam wygląda. Na szczęście jedyne co mogło nieco człeka zbić z tropu nad stawami, to ilość żołędzi, jaką obrodziły w tym roku rosnące w tym miejscu dęby. Drzewa są nimi obwieszone, co ponoć ma zwiastować długą i ciężką zimę, nam jednak wydaje się to reakcją drzew na mocno ciepłe lato, które dopiero we wrześniu zrobiło się w naszym mieście bardzo suche.

Nad stawami było jak zawsze - woda, kaczki, ludzie i wyspacerowywane psy. Szczęśliwa norma, mła poczuła że jej świat wraca na  swoje zwykłe  tory. Oby wszystkim wrócił na takowe jak najszybciej. W ramach przyspieszania tego procesu zamieszczam codziennikowe foty: promocyjne owocki do zezjodku i podziwiania ( nie wiadomo czy jeść czy oglądać ), kwitnący kaktus  podarowany mła  przez Ciotkę Elkę, przywleczone różowe szkło i kolekcję szklanych dynek, reportażyk znad river i ze stawów, pelaśki i 'Pomponellę' kwitnące w Mamelonoison, oraz zapelargoniowany mały domek, z lokatorem widocznym w jednym z okien. Wszystko ekscytujące swoją zwyczajnością, bardzo takie sobie codzienne i bezpieczne. Świat na swoim miejscu, rzeka w korycie, kot na parapecie, kfioty w doniczkach i ogrodzie, ludzie i psy na spacerze. Spokojnie, po prostu spokojnie.

P.S.Trzymajcie kciuki za Piesę w Swetrze i Marysię Nowicką, u nich teraz niebezpiecznie. Oby jakoś ta woda spłynęła nie czyniąc szkód.