Miniony tydzień był dziwnie zalatany, dziwnie bo obowiązki "na mieście" poprzeplatane z przyjemnościami, nerwówka urzędowa, tony papierów do załatwienia, jakieś zaległości do odrobienia, lekarze do odwiedzenia, zakupy rzeczy przyjemnych ( znaczy nie zawsze koniecznych do przeżycia ) i rzeczy niezbędnych. Uff! Koty widziałam tylko na apelach porannych i wieczornych, Dżizaasa widziałam w biegu ( podjęła była pracę ), Mamelona i Sławka przelotnie, Cio Mary częściej ( sprawy rodzinne ), Ciotkę Elkę z doskoku. Małgoś - Sąsiadka ciężko oburzona że koty zostawione samopas całodobowo, wygrażała mi laską ( samopas kotów zakończył się mordem na dokarmianym przez Małgoś - Sąsiadkę gołębiu ). Megi twierdzi że piszę nałogowo, Ewandka że nie przyjeżdżam wtedy kiedy powinnam, Pabasia że jej nie dopieszczam, Krzysiu że nie zgubił kwitu, pan Robert że mam w sobie coś z dopustu Bożego a Tatuś się ukrywa. Doro nic nie twierdzi bo nie mam z nią kontaktu, co zaczyna mnie martwić. Wygląda na to że tzw. stosunki międzyludzkie coś mi nie ten tego. Na koniec takiego zalatanego tygodnia jeszcze pogoda się zbiesiła, cholerny wiatr zrzucił mój ulubiony lampion i czeka mnie wyprawa do szklarza w celu zrobienia nowych szybek lampionowych. Przyznam że jestem zmęczona - zarówno fizycznie ( życie miastowe na wysokich obrotach mnie męczy ), jak i psychicznie ( kontakty pracowe z ludźmi nie są łopatologicznie proste, ludzie to skomplikowane są ). Za oknem księżyc w pełni i zapach kapryfolium, przede mną dni które zamierzam poświęcić niemal w całości ogrodowaniu ( nie będę sprzątała chałupy, wolę "sprzątać" ogród ). Muszę podjąć też kroki wychowawcze wobec kotów, ostatnio terroryzują nie tylko mnie ale usiłują ustawiać ( niestety z powodzeniem ) sąsiedzkie panie starsze. Tylko Małgoś - Sąsiadka nie dowierza ( słusznie ) nachalnie proszalnym miaukom, czułym ocieraniom i tym podobnym mydleniom oczu. Koty raz wlazłe na głowę mają sporą szansę zostać kotami na głowę wlazłymi. Jednak nie zamierzam dopuścić do totalnego kociego terroru. Metodą na uspokojenie stada jest separacja od pań starszych i wyjawienie światu ich brudnych sekretów ( to jest kocich sekretów, sekrety pań starszych nie zostaną wyjawione ). Znaczy bestie przebywać będą ze mną w Alcatrazie, a na kamienicznym korytarzyku pojawi się kartka nabazgrolona na czerwono z kolejną prośbą uprzejmą o niedokarmianie kociego towarzystwa bo kocie towarzystwo chla w domowych pieleszach wysokobiałkowe pożywienie a panie starsze obżera nie z powodu głodu tylko z czystego łakomstwa i z powodu złych charakterów. Może nawet napiszę że ten bencol u Lalka to nie puchlina głodowa tylko efekt folgowania zachciewajkom. Nie należy dopuścić do tego żeby Lalek był tak gruby jak pańcia. A tak à propos bencola pańci - gotowanie weekendowe obiadków mi odpada ( Dżizaas coś ćwierkała że zrobi falafele, a miniony tydzień był restauracyjny - wyroby tzw. lepszej kuchni były pożerane, więc mogę się objadać w weekend tylko truskawkami i wysępić nieco falafeli i też będę szczęśliwa ). Czasu zatem będę miała sporo dla mojego biednego, zaniedbanego ogrodu. Oby tylko pogoda nam dopisała. Ten ostatni w tym tygodniu wpis okraszam łobabrazkiem pana przepijającego do księżyca - ja też nocną porą sączę kieliszek muscatu, wgapiam się w księżyc i snuje plany ogrodowe na dzień już dzisiejszy.
sobota, 18 czerwca 2016
piątek, 17 czerwca 2016
'Jacqueline du Pré' - róża dla kobiety "z przerwanym życiorysem"
Róża 'Jacqueline du Pré' została wprowadzona na światowe różane salony przez Harkness & Co. Ltd. w 1988 roku. To krzyżówka odmian 'Radox Bouquet' x 'Maigold'. Dorasta do 135- 185 cm wysokości i osiąga maksymalną szerokość do 150 cm. Kwiaty najczęściej o piętnastu płatkach dochodzą do średnicy 8-10cm. Zapach dość silny, określany jako cytrusowo - piżmowy. Na początku kwitnienia kwiaty mają bardzo delikatny różowy odcień, coś jakby muśnięcie różem, człowiek bardziej się domyśla koloru niż jest go w stanie rzeczywiście określić. Jednak największą atrakcją tej róży są jej pylniki - piękna czerwień skontrastowana z kremową bielą płatków. Liście ciemnozielone, odporne na choróbska. Otrzymała Award of Garden Merit od the Royal Horticultural Society i słusznie bo jest zdrowa, prześliczna i może rosnąć w nie najlepszych warunkach. Kwitnie niemal całe lato tzw. "uderzeniami". Pąków bardzo dużo, choć nie
są to takie klasyczne klastry jak w przypadku róż historycznych.
Z nazwą tej róży związana jest tragiczna historia - na parę miesięcy przed śmiercią Jacqueline du Pré, wybrała tę różę, aby nosiła jej imię. Kim była Jacqueline du Pré? Jedną z najgenialniejszych muzyków grających na wiolonczeli, a także kobietą tragiczną, w takim dziewiętnastowiecznym znaczeniu tego słowa ( coś jak Maria Baszkircewa, tylko że Jacqueline była prawdziwym wirtuozem ). Od dzieciństwa ukierunkowana na bycie muzykiem osiągnęła w swoim zawodzie właściwie wszystko ( na jednym z jej dwóch Stradivariusów gra obecnie inny wirtuoz wiolonczeli Yo- Yo Ma ). Pierwsze symptomy choroby ( stwardnienie rozsiane ) wystąpiły u Jacqueline około 24 roku życia. Zaburzenia czucia, problemy z koordynacją ruchów, nieumiejętność oceny wagi smyczka - nie można grać dobrze będąc aż tak chorą. Do tego wszystkiego wahania nastroju i depresja. Ostatni raz Jacqueline wystąpiła przed publicznością w roku 1973, mając 28 lat była zmuszona zrezygnować z pasji jaką było dla niej granie. Nieciekawie też zaczęło się jej układać życie rodzinne. No nie było dobrze! Choroba odbierała jej powoli wszystko, Jacqueline odeszła w roku 1987 , mając zaledwie 42 lata.
Do Alcatrazu ta róża trafiła dzięki Kamili, "cooleżance po różach". Trochę czasu minęło nim się zebrała ( Kamila uprzedzała że sadzonka nie będzie hiper - super, ale warto dać jej szansę bo należycie zaszczepiona ). Skusiłam się na nią bo urzekły mnie te czerwone pylniki i podobieństwo do jakże rozczarowującego mnie dotychczas krzewu 'White Wings' ( w tym roku przesadziłam tego mieszańca herbatniego w pobliże "Żaklinki", może mu się w jej towarzystwie polepszy ). Troszkę się bałam jak to będzie z zimowaniem 'Jacqueline du Pré', która z zasłyszanych wieści jawiła mi się jako róża delikatna i chimeryczna. No cóż, jak na razie nic tej chimeryczności krzew nie okazuje - bardzo dobra, zdrowa róża. W takim półwidzialnym welonie ze smutku i nostalgii.
Z nazwą tej róży związana jest tragiczna historia - na parę miesięcy przed śmiercią Jacqueline du Pré, wybrała tę różę, aby nosiła jej imię. Kim była Jacqueline du Pré? Jedną z najgenialniejszych muzyków grających na wiolonczeli, a także kobietą tragiczną, w takim dziewiętnastowiecznym znaczeniu tego słowa ( coś jak Maria Baszkircewa, tylko że Jacqueline była prawdziwym wirtuozem ). Od dzieciństwa ukierunkowana na bycie muzykiem osiągnęła w swoim zawodzie właściwie wszystko ( na jednym z jej dwóch Stradivariusów gra obecnie inny wirtuoz wiolonczeli Yo- Yo Ma ). Pierwsze symptomy choroby ( stwardnienie rozsiane ) wystąpiły u Jacqueline około 24 roku życia. Zaburzenia czucia, problemy z koordynacją ruchów, nieumiejętność oceny wagi smyczka - nie można grać dobrze będąc aż tak chorą. Do tego wszystkiego wahania nastroju i depresja. Ostatni raz Jacqueline wystąpiła przed publicznością w roku 1973, mając 28 lat była zmuszona zrezygnować z pasji jaką było dla niej granie. Nieciekawie też zaczęło się jej układać życie rodzinne. No nie było dobrze! Choroba odbierała jej powoli wszystko, Jacqueline odeszła w roku 1987 , mając zaledwie 42 lata.
Do Alcatrazu ta róża trafiła dzięki Kamili, "cooleżance po różach". Trochę czasu minęło nim się zebrała ( Kamila uprzedzała że sadzonka nie będzie hiper - super, ale warto dać jej szansę bo należycie zaszczepiona ). Skusiłam się na nią bo urzekły mnie te czerwone pylniki i podobieństwo do jakże rozczarowującego mnie dotychczas krzewu 'White Wings' ( w tym roku przesadziłam tego mieszańca herbatniego w pobliże "Żaklinki", może mu się w jej towarzystwie polepszy ). Troszkę się bałam jak to będzie z zimowaniem 'Jacqueline du Pré', która z zasłyszanych wieści jawiła mi się jako róża delikatna i chimeryczna. No cóż, jak na razie nic tej chimeryczności krzew nie okazuje - bardzo dobra, zdrowa róża. W takim półwidzialnym welonie ze smutku i nostalgii.
czwartek, 16 czerwca 2016
Styl country + styl ogrodowy Pieta Oudolfa - przepis własny na ogród wiejski
Ha, wróciłam znów zbyt późno na ogrodowanie! W dodatku leje więc cale moje ogrodowanie odbędzie się tradycyjnie ( w tym tygodniu ) na blogim. Wymyśliłam przepis na ogród wiejski, czy smaczny to nie wiem, bo Alcatraz jest miejski do nieprzytomności. Znaczy potrzebny pilot oblatywacz. Nawet upatrzyłam ofiary, he, he.
To kolejny post pod ogród Agatka i jak się okazuję pod ogródki Pikutka. Zacznę od tego że Agatek mieszka na wsi, pracuje, hoduje kozy, kury, psy i koty, ogarnia męża i dzieci, uczy się i jeszcze w tzw. wolnym czasie obrabia ogródek. Szczęśliwie się składa że Agatek nie ma nic wspólnego z galncystami, owszem rabaty pieli ale pokrzywa w ogrodzie nie wywołuje u Agatka histerii. Ogród Agatka prowadzony jest bez udziału chemii, znaczy Agatek nie używa środków ochrony roślin a nawóz pozyskuje od kurek. Agatek lubi rośliny różne, darzy nieodwzajemnioną miłością azalie ale potrafi docenić też urok kwitnących Rosa multiflora czy Rosa rugosa. Tyle w skrócie o Agatkowym ogrodzie. To jest jak widzicie ogród osoby bardzo zajętej ale starającej się mimo braku czasu stworzyć coś ogrodowego. U Pikutka sytuacja tylko pozornie inna, Pikutek ma dwa ogrody i oba z doskoku. Tzw. Ziemia Przodków jest dla Pikutka ogrodem właściwym, śląski ogródek to zielenina w miejscu zamieszkania. Pikutek podobnie jak Agatek ceni naturalność nasadzeń i wtopienie ogrodu w pejzaż ( Ziemia Przodków to piękny, górzysty land ). Oczywiście Pikutek też z wolnym czasem za dobrze nie stoi, stąd te doskoki.
Pikutek czasem walczy z okrutnymi przeciwnościami glebowo- klimatycznymi, kocha "ogniste" klimaty i nie przepada za kolorem różowym. Tereny którymi dysponują Agatek i Pikutek są naprawdę duże i "ciężkoobrabialne". Metod na zagospodarowanie tak dużej przestrzeni jest kilka, zaparczenie, zalesienie, ale mnie przyszło do głowy zrobienie ogrodu wiejskiego, czyli jak to mawiają Albiończycy "country style" przechodzącego poprzez nasadzenia w stylu Pieta Oudolfa w jakieś łączki ( pseudo lub prawdziwe ) . Zacznijmy od tego że wydzielimy sobie te trzy strefy, pamiętając o tym że ogródek w stylu country wymaga najwięcej pracy ( pielenia, przycinania, roszad bylinowych, wysiewów roślin dwuletnich i jednorocznych ). Strefa w stylu Pieta Oudolfa jest mniej pracochłonna składa się z wieloletnich traw ( początkujący ogrodnicy lepiej żeby zaczynali od traw grzecznie rosnących w kępach a nie tych "łażących" ) i wymagających bardzo mało ludzkiej uwagi bylin. Strefa trzecia to absolutna "dziczyzna" czyli łąka ( Meg twierdzi że praca jest wymagana, znaczy nie tylko koszenie, ale sądzę że nie jest to wieczne pielenie, he, he ). Wiadomo strefa country nie powinna być zbyt duża, raczej bezpośrednie otoczenie domu niż tzw. dalsze plany.
W strefie country możemy spokojnie sadzić formowane krzewy, tworzyć żywopłoty, słowem bardziej formalnie prowadzić ogród. Byliny sadzimy albo po angielsku ( klasyczne bordery czyli rabaty z roślinami sadzonymi według osiąganej wysokości - najwyżej rosnące na tyle rabaty, najniżej rosnące na jej przodzie ) albo po polsku ( styl dawnych wiejskich przedogródków - rośliny mniej więcej o tym samym wzroście, różnych porach kwitnienia - wysepki z roślin wyższych umieszczane w różnych miejscach rabaty ). Sadzimy grupowo, znaczy po parę lub nawet paręnaście sztuk jednego gatunku lub odmiany ( im mniejszego rozmiaru roślina tym więcej sadzonek potrzebujemy ). Nie szalejemy z mnogością gatunków czy odmian.
W ogrodzie country jest miejsce na różankę tylko że nie jest to różanka klasyczna, znaczy róże w roli głównej i mało co do tego. W ogrodzie wiejskim róże mają spore towarzystwo. Na towarzystwo nadają się zarówno byliny jak i rośliny dwuletnie i jednoroczne. Anglicy sadzą namiętnie bodziszki ( mieszańce łąkowych ), bodziszki+ róże to jest standardowy obrazek w angielskich ogrodach w czerwcu. Sadzą też w różankach irysy bródkowe ( na przedzie różanej rabaty ), wielosiły, firletki, czyśćce i lawendy. Z roślin dwuletnich namiętnie sadzą naparstnice, a z jednorocznych szałwię muszkatołową. Różanka nadal będzie w stylu wiejskim jeżeli do różanych krzewów dodamy formowany bukszpan. Co do doboru róż do różanki to niby najlepsze byłyby róże "dzikie" , historyczne czy angielki lub nostalgiczne ale bez przesadyzmu. Nawet mieszaniec herbatni kiedy jest podsadzony bylinami znacznie zyskuje na urodzie. To o czym należy pamiętać przy podsadzaniu różanych krzewów to o zachowaniu rozsądnych odstępów pomiędzy bylinami i różami (nie tylko walka o dobrutki z ziemi ale i przewiew wskazany żeby róże grzybka nie podłapywały ).
Na fotkach powyżej takie bardziej uładzone nasadzenia, na fotkach poniżej rośliny nie trzymają się tak bardzo wyznaczonych im stanowisk i tworzą wrażenie bardzo swobodnych układów ( niech to nikogo nie zwiedzie rośliny mają wytyczone stanowiska, jedynie ich pokrój sprawia że tworzą wrażenie swobodnej plątaniny ).
Teraz jedno z moich największych odkryć podczas wypraw angielskich - na cholerę komu aliganckie trejaże, stelaże i inne urodne podpory! Podziwiać to w ogrodzie trza rośliny a nie "wyposażenie" ( "Och, jakiż cudny ten system nawadniający, no a pompa to po prostu marzenie! I do tego jeszcze ten cudny trejażyk impregnowany na zielono, śliczny, aż szkoda roślinami okrywać." ) Trzy lub cztery paciory związane jak indiańskie tipi i już mamy sam cud albiońskiego ogrodnictwa - podporę do roślin w stylu country. Puścić na to możemy wszystko - powojnki urodne, różyce pnące, groszek pachnący, ba - pomidory! Na jakimś zdjęciu Karla Gercensa widziałam ogródek warzywny gdzie paciory pod pomidory były pomalowane na kolor pomidorowy - robiło wrażenie!
Teraz zrobimy przeskok od klasycznych nasadzeń bylinowych do nasadzeń w stylu Pieta Oudolfa. Nasadzenia te to jakby ogród bylinowy w skali makro wzbogacony o trawy. Skala jest że tak powiem parkowa, byliny hardcorowe ( te z trzech pierwszych zdjątek poniżej to są hardcorowe w UK, u nas ani cynobrówka ani bodziszki Wallicha nie są roślinami o największej odporności ), wytrzymujące brak doglądania. Nie samymi trawami i bylinami ogród stoi, krzewy dosadzane też z tych odpornych ( bzy Sambucus nigra o ciemnych liściach na przykład czy na bardziej żyznych gruntach kaliny Viburnum że się tak wypiszę - w odmianach ). Można też sadzić róże, najlepiej gatunki. Ogrody Oudolfa to ogrody krajobrazowe, nie wymagające ciągłych nawożeń i dopieszczeń. Oczywiście nie znaczy to że nic się przy tego typu nasadzeniach nie robi ale wybaczają one wiele "niedociągnięć" ogrodniczych. W takich nasadzeniach bardzo dobrze wyglądają "czyste" gatunki bylin, takie polne margaretki ( znaczy jastrun Leucanthemum vulgare ) czy krwawnice Lythrum salicaria. Jeżeli wykorzystamy te same gatunki sadzone w grupach, które będą porastały też na łące kwietnej stworzymy płynne przejście od nasadzeń ogrodowych do "dziczyzny".
Zdjątka z tego wpisu to fotkowy zapis Tabazowej wyprawy do albiońskich ogrodów.
To kolejny post pod ogród Agatka i jak się okazuję pod ogródki Pikutka. Zacznę od tego że Agatek mieszka na wsi, pracuje, hoduje kozy, kury, psy i koty, ogarnia męża i dzieci, uczy się i jeszcze w tzw. wolnym czasie obrabia ogródek. Szczęśliwie się składa że Agatek nie ma nic wspólnego z galncystami, owszem rabaty pieli ale pokrzywa w ogrodzie nie wywołuje u Agatka histerii. Ogród Agatka prowadzony jest bez udziału chemii, znaczy Agatek nie używa środków ochrony roślin a nawóz pozyskuje od kurek. Agatek lubi rośliny różne, darzy nieodwzajemnioną miłością azalie ale potrafi docenić też urok kwitnących Rosa multiflora czy Rosa rugosa. Tyle w skrócie o Agatkowym ogrodzie. To jest jak widzicie ogród osoby bardzo zajętej ale starającej się mimo braku czasu stworzyć coś ogrodowego. U Pikutka sytuacja tylko pozornie inna, Pikutek ma dwa ogrody i oba z doskoku. Tzw. Ziemia Przodków jest dla Pikutka ogrodem właściwym, śląski ogródek to zielenina w miejscu zamieszkania. Pikutek podobnie jak Agatek ceni naturalność nasadzeń i wtopienie ogrodu w pejzaż ( Ziemia Przodków to piękny, górzysty land ). Oczywiście Pikutek też z wolnym czasem za dobrze nie stoi, stąd te doskoki.
Pikutek czasem walczy z okrutnymi przeciwnościami glebowo- klimatycznymi, kocha "ogniste" klimaty i nie przepada za kolorem różowym. Tereny którymi dysponują Agatek i Pikutek są naprawdę duże i "ciężkoobrabialne". Metod na zagospodarowanie tak dużej przestrzeni jest kilka, zaparczenie, zalesienie, ale mnie przyszło do głowy zrobienie ogrodu wiejskiego, czyli jak to mawiają Albiończycy "country style" przechodzącego poprzez nasadzenia w stylu Pieta Oudolfa w jakieś łączki ( pseudo lub prawdziwe ) . Zacznijmy od tego że wydzielimy sobie te trzy strefy, pamiętając o tym że ogródek w stylu country wymaga najwięcej pracy ( pielenia, przycinania, roszad bylinowych, wysiewów roślin dwuletnich i jednorocznych ). Strefa w stylu Pieta Oudolfa jest mniej pracochłonna składa się z wieloletnich traw ( początkujący ogrodnicy lepiej żeby zaczynali od traw grzecznie rosnących w kępach a nie tych "łażących" ) i wymagających bardzo mało ludzkiej uwagi bylin. Strefa trzecia to absolutna "dziczyzna" czyli łąka ( Meg twierdzi że praca jest wymagana, znaczy nie tylko koszenie, ale sądzę że nie jest to wieczne pielenie, he, he ). Wiadomo strefa country nie powinna być zbyt duża, raczej bezpośrednie otoczenie domu niż tzw. dalsze plany.
W strefie country możemy spokojnie sadzić formowane krzewy, tworzyć żywopłoty, słowem bardziej formalnie prowadzić ogród. Byliny sadzimy albo po angielsku ( klasyczne bordery czyli rabaty z roślinami sadzonymi według osiąganej wysokości - najwyżej rosnące na tyle rabaty, najniżej rosnące na jej przodzie ) albo po polsku ( styl dawnych wiejskich przedogródków - rośliny mniej więcej o tym samym wzroście, różnych porach kwitnienia - wysepki z roślin wyższych umieszczane w różnych miejscach rabaty ). Sadzimy grupowo, znaczy po parę lub nawet paręnaście sztuk jednego gatunku lub odmiany ( im mniejszego rozmiaru roślina tym więcej sadzonek potrzebujemy ). Nie szalejemy z mnogością gatunków czy odmian.
W ogrodzie country jest miejsce na różankę tylko że nie jest to różanka klasyczna, znaczy róże w roli głównej i mało co do tego. W ogrodzie wiejskim róże mają spore towarzystwo. Na towarzystwo nadają się zarówno byliny jak i rośliny dwuletnie i jednoroczne. Anglicy sadzą namiętnie bodziszki ( mieszańce łąkowych ), bodziszki+ róże to jest standardowy obrazek w angielskich ogrodach w czerwcu. Sadzą też w różankach irysy bródkowe ( na przedzie różanej rabaty ), wielosiły, firletki, czyśćce i lawendy. Z roślin dwuletnich namiętnie sadzą naparstnice, a z jednorocznych szałwię muszkatołową. Różanka nadal będzie w stylu wiejskim jeżeli do różanych krzewów dodamy formowany bukszpan. Co do doboru róż do różanki to niby najlepsze byłyby róże "dzikie" , historyczne czy angielki lub nostalgiczne ale bez przesadyzmu. Nawet mieszaniec herbatni kiedy jest podsadzony bylinami znacznie zyskuje na urodzie. To o czym należy pamiętać przy podsadzaniu różanych krzewów to o zachowaniu rozsądnych odstępów pomiędzy bylinami i różami (nie tylko walka o dobrutki z ziemi ale i przewiew wskazany żeby róże grzybka nie podłapywały ).
Na fotkach powyżej takie bardziej uładzone nasadzenia, na fotkach poniżej rośliny nie trzymają się tak bardzo wyznaczonych im stanowisk i tworzą wrażenie bardzo swobodnych układów ( niech to nikogo nie zwiedzie rośliny mają wytyczone stanowiska, jedynie ich pokrój sprawia że tworzą wrażenie swobodnej plątaniny ).
Teraz jedno z moich największych odkryć podczas wypraw angielskich - na cholerę komu aliganckie trejaże, stelaże i inne urodne podpory! Podziwiać to w ogrodzie trza rośliny a nie "wyposażenie" ( "Och, jakiż cudny ten system nawadniający, no a pompa to po prostu marzenie! I do tego jeszcze ten cudny trejażyk impregnowany na zielono, śliczny, aż szkoda roślinami okrywać." ) Trzy lub cztery paciory związane jak indiańskie tipi i już mamy sam cud albiońskiego ogrodnictwa - podporę do roślin w stylu country. Puścić na to możemy wszystko - powojnki urodne, różyce pnące, groszek pachnący, ba - pomidory! Na jakimś zdjęciu Karla Gercensa widziałam ogródek warzywny gdzie paciory pod pomidory były pomalowane na kolor pomidorowy - robiło wrażenie!
Teraz zrobimy przeskok od klasycznych nasadzeń bylinowych do nasadzeń w stylu Pieta Oudolfa. Nasadzenia te to jakby ogród bylinowy w skali makro wzbogacony o trawy. Skala jest że tak powiem parkowa, byliny hardcorowe ( te z trzech pierwszych zdjątek poniżej to są hardcorowe w UK, u nas ani cynobrówka ani bodziszki Wallicha nie są roślinami o największej odporności ), wytrzymujące brak doglądania. Nie samymi trawami i bylinami ogród stoi, krzewy dosadzane też z tych odpornych ( bzy Sambucus nigra o ciemnych liściach na przykład czy na bardziej żyznych gruntach kaliny Viburnum że się tak wypiszę - w odmianach ). Można też sadzić róże, najlepiej gatunki. Ogrody Oudolfa to ogrody krajobrazowe, nie wymagające ciągłych nawożeń i dopieszczeń. Oczywiście nie znaczy to że nic się przy tego typu nasadzeniach nie robi ale wybaczają one wiele "niedociągnięć" ogrodniczych. W takich nasadzeniach bardzo dobrze wyglądają "czyste" gatunki bylin, takie polne margaretki ( znaczy jastrun Leucanthemum vulgare ) czy krwawnice Lythrum salicaria. Jeżeli wykorzystamy te same gatunki sadzone w grupach, które będą porastały też na łące kwietnej stworzymy płynne przejście od nasadzeń ogrodowych do "dziczyzny".
Zdjątka z tego wpisu to fotkowy zapis Tabazowej wyprawy do albiońskich ogrodów.
środa, 15 czerwca 2016
Pogadanka o łąkach
Ten wpis jest z podpuszczenia Agatka, która jest w tym szczęśliwym położeniu że może sobie zapuścić łąkę albo coś co łąkę przypomina. Teraz o łąkach - łąka to zbiorowisko roślinne tworzone przez byliny ze znacznym udziałem traw. Nie będziemy tu pisać o żadnych stepach i sawannach tylko o łąkach które występują u nas i tu jest tzw. zonk bo łąki w Polsce są efektem działalności człowieka ( tak, tak, stepowienie i tak dalej ). Jeszcze w średniowieczu Polska to był kraj zalesiony, puszcze, tury i niedźwiedzie - według obcych kronikarzy niemal Amazonia. Łąki się zrobiły bo drzewa wycinano, grunty uprawiano a na tych zostawionych odłogiem wypasano co się tylko dało wypasać.
Naturalne łąki to na naszych ziemiach występowały w dolinach rzek i wysoko w górach, no hale znaczy. Te w dolinach to były łąki zalewowe, bo wieloletnie rośliny zielne, byliny i trawy, w odróżnieniu od drzew znosiły coroczne wylewy rzek. W górach powyżej pewnego poziomu przyroda nie pozwala rosnąć drzewom, przetrwają tylko niskie i niezbyt głęboko się korzeniące rośliny. Rośliny które porastały łąki stworzone przez człowieka są w większości rodzime, wcześniej rosły na śródleśnych polanach, w lasach, nad rzekami czy na górskich halach. Teraz wielka prawda o takich "sztucznych" łąkach czyli będących dziełem człowieka - łąki nie porastają krzewami czy drzewami jeżeli są regularnie koszone lub jeżeli na nich wypasa się zwierzęta. W innym wypadku parę lat i jest po łące. Sama pamiętam łąki nad Nerem które były łąkami dopóki pasły się na nich krowy. Dziś spora część z nich zamieniła się zarośla wierzbowe, o ekspansji trzcinowatego trawska ledwie napomknę. A jeszcze dwadzieścia lat temu rosły tam kaczeńce ( znaczy knieć błotna ) i storczyki stoplamki. Jak pisałam wcześniej większość łąk w Polsce ma "ludzkie" pochodzenie, znaczy są półnaturalne.
Łąkę w zależności od typu porastającej ją roślinności kosimy raz ( łąka jednokośna ) lub dwa razy ( łąka dwukośna ). Po koszeniu korzenie traw i bylin się wzmacniają, tworzą darń no i nie pozwalają na wysiewanie się zbyt wielu nasion. Tak to mniej więcej działa. Rola pasących się na łąkach zwierząt też chyba jasna - stada kosiarek, które przy okazji użyźniają glebę ( znaczy maszyny wielofunkcyjne, he, he ). Łąka półnaturalna to twór delikatny, zbyt intensywne użytkowanie ( koszenie bez opamiętania, jakieś tabuny bydełka w stylu corocznej afrykańskiej migracji zwierząt ) źle się dla łąki kończą. To zatem takie środowisko, które jest bardzo wrażliwe zarówno na zaniedbanie jak i przesadną eksploatacje. Takie łąki, które są bardzo intensywnie użytkowane wymagają dodatkowych zabiegów ( podsiewań na przykład ). Są one też uboższe w gatunki na nich występujące ( byliny po pewnym czasie takiego użytkowania wypadają ). Ponieważ na łąkach intensywnie użytkowanych dominują pojedyncze gatunki traw, nazywa się je od nazwy dominującej rośliny ( np. łąki trzcinnikowe, wyczyńcowe itp. ). Czasem gatunkowo łąki ubożeją ze względu na obniżenie się poziomu wód gruntowych, melioracja nie zawsze oznacza samą dobroć.
Łąki w zależności od siedliska na którym występują dzielimy na :
łąki grądowe - to dość suche łąki, tyle na nich wody co z opadów,nie znaczy to jednak że ubożuchne i szata roślinna na nich mało ciekawa
łąki zalewne czyli lęgi - to takie łąki nadrzeczne albo powstałe w wyniku ukształtowania terenu ( rozłogi), czasem jest na nich bardzo wilgotno a czasem sucho
łąki bagienne i pobagienne - to podmokłe łąki, czasem z wiecznym chlupotem u korzeni roślin
Wilgotne łąki w zależności od dominującej roślinności dzielimy na :
łąki trzęślicowe - bardzo ukwiecone, wspaniale prezentujące się w maju i czerwcu. Na łąkach trzęślicowych dominującą trawą jest trzęślica modra Molinia caerulea. Sianko z takich łąk nie było specjalnie wartościowe, kosi się takie łąki tylko raz. Łąki trzęślicowe powstają na siedliskach o zmiennych warunkach wodnych ( wiosną sporo wilgoci, później bardziej sucho ). Porasta je sporo bylin, które zawędrowały do naszych ogrodów - kosaciec syberyjski Iris sibirica, piękny goździk pyszny Dianthus superbus i świetny a jakże mało znany rodzimy mieczyk dachówkowaty Gladiolus imbricatus ( tu info dla Agatka - "dziki" mieczyk nie wymaga wykopywania, dawniej był traktowany jako chwast bo "właził"w uprawy jęczmienia i owsa ). Oczywiście oprócz "ogrodowców" łąki trzęślicowe porastają mniej spektakularnie kwitnące rośliny - przytulie, czarcikęs łąkowy i tym podobne "chwaściki".
łąki ostrożeniowe – bardzo wilgotne i mokre, nawożone, użytkowane jako łąki dwukośne. Nazwę otrzymały od masowego występowania ostrożenia łąkowego Cirsium rivulare i warzywnego Cirsium oleraceum ( tak, tak - osty ) , knieci błotnej Caltha palustris (kaczeńca), rdestu wężownika Polygonum bistorta , dzięgla leśnego Angelica sylvestris, czasem występuje też masowo pełnik europejski Trollius europaeus Na takich łąkach często rosną storczyki.
łąki selernicowe - występują w dolinach dużych rzek, wilgotność zmienna z powodu wylewania rzek ( tak, to poldery ) , kosi się je raz, dość późno. Występują na nich rzadkie rośliny – selernica żyłkowana Kadenia dubia, czosnek kątowy Allium angulosum itd.
łąki wyczyńcowe – łąki zalewowe z dominującą rolą wyczyńca łąkowego Alopecurus pratensis , zazwyczaj intensywnie użytkowane łąki w dolinach dużych rzek. Roślinność bardziej pospolita niż ma to miejsce w przypadku łąk selernicowatych
łąki solniskowe – prawie u nas ten typ łąk nie występuje. To są łąki powstałe na terenach zalewanych przez wody morskie lub w miejscach wysięków wód zasolonych.
łąki rajgrasowe – bogate ukwiecone, kolorowe łąki w których składzie dominują miękkolistne trawy, głównie rajgras wyniosły Arrhenatherum elatius, z kwitnącymi bylinami takimi jak dzwonek rozpierzchły Campanula patula, kozibród łąkowy Tragopogon pratensis, złocień właściwy Leucanthemum vulgare . Najczęściej to są bardzo świeżutkie wiekowo łąki, można je kosić raz lub dwa razy.
Te typy łąk podlegają ochronie siedliskowej w obszarach Natura 2000.
Rzecz bardzo ważna dla Agatka w podsumowaniu o "dzikich" łąkach - pasące się zwierzęta, o ile tylko nie są to tabuny i superstada są bardzo na łące pożądane.
To jest tak mniej więcej łąkologia w straszliwym, łopatologicznym skrócie ( ilustrowana fotkami z "dziczyzny" czyli łąk - malutko - i nieużytków - duuuużo - z mojej okolicy ). A teraz będzie o "złąkowaceniu " ogrodów i nieużytków. Tak, tak, nieużytków, bo nie każda powierzchnia zarośnięta trawką z kwitnącymi bylinami to zaraz łąka. O naturalizowaniu ogrodów czy też zamienianiu wielkopowierzchniowych chynszorów w "oceany kwitnień" możecie przeczytać na stronce Łukasza Łuczaja , tam znajdziecie bardziej szczegółowe przepisy na zakładanie "dzikich" łąk. Najważniejsze to rozpoznać jaki typ łąki możemy u siebie zapuścić. Pod spodem umieściłam fotki nie tyle całkowitej dziczyzny co łąki kwietnej którą parę lat temu założono w Cambridge University Botanic Garden. Na tej konkretnej łące kwietnej w zasadzie nie ma traw, składają się na nią główne jednoroczne rośliny "polne" - wicie- rozumicie - chabry bławatki, maki polne, facelia błękitna. Można dodać nagietki czy maczki kalifornijskie jeżeli chce się zapuścić coś w odcieniach żółci i pomarańczu.
Na samo zakończenie tej długawej pogadanki o łąkach dodam że łąka na małej działce to nie jest najlepszy pomysł ( takie znaczy jest moje zdanie ) , że po koszeniu właściwie kończymy ogrodowanie łąkowe ( co jest nawet pożądane dla tych co mają warzywniki i sadki i w związku z tym ogrodniczo powinni się wyszaleć gdzie indziej ). Nadmieniam też że nasadzenia preriowe w stylu Pieta Oudlofa to nie jest zapuszczanie dzikiej łąki, to nadal bylinowanie z dużym udziałem traw ale do pielęgnacji takiej rabaty nie używamy kosy. Uff, mam nadzieję że Agatek będzie zadowolona z łąkowej pogadanki.
Naturalne łąki to na naszych ziemiach występowały w dolinach rzek i wysoko w górach, no hale znaczy. Te w dolinach to były łąki zalewowe, bo wieloletnie rośliny zielne, byliny i trawy, w odróżnieniu od drzew znosiły coroczne wylewy rzek. W górach powyżej pewnego poziomu przyroda nie pozwala rosnąć drzewom, przetrwają tylko niskie i niezbyt głęboko się korzeniące rośliny. Rośliny które porastały łąki stworzone przez człowieka są w większości rodzime, wcześniej rosły na śródleśnych polanach, w lasach, nad rzekami czy na górskich halach. Teraz wielka prawda o takich "sztucznych" łąkach czyli będących dziełem człowieka - łąki nie porastają krzewami czy drzewami jeżeli są regularnie koszone lub jeżeli na nich wypasa się zwierzęta. W innym wypadku parę lat i jest po łące. Sama pamiętam łąki nad Nerem które były łąkami dopóki pasły się na nich krowy. Dziś spora część z nich zamieniła się zarośla wierzbowe, o ekspansji trzcinowatego trawska ledwie napomknę. A jeszcze dwadzieścia lat temu rosły tam kaczeńce ( znaczy knieć błotna ) i storczyki stoplamki. Jak pisałam wcześniej większość łąk w Polsce ma "ludzkie" pochodzenie, znaczy są półnaturalne.
Łąkę w zależności od typu porastającej ją roślinności kosimy raz ( łąka jednokośna ) lub dwa razy ( łąka dwukośna ). Po koszeniu korzenie traw i bylin się wzmacniają, tworzą darń no i nie pozwalają na wysiewanie się zbyt wielu nasion. Tak to mniej więcej działa. Rola pasących się na łąkach zwierząt też chyba jasna - stada kosiarek, które przy okazji użyźniają glebę ( znaczy maszyny wielofunkcyjne, he, he ). Łąka półnaturalna to twór delikatny, zbyt intensywne użytkowanie ( koszenie bez opamiętania, jakieś tabuny bydełka w stylu corocznej afrykańskiej migracji zwierząt ) źle się dla łąki kończą. To zatem takie środowisko, które jest bardzo wrażliwe zarówno na zaniedbanie jak i przesadną eksploatacje. Takie łąki, które są bardzo intensywnie użytkowane wymagają dodatkowych zabiegów ( podsiewań na przykład ). Są one też uboższe w gatunki na nich występujące ( byliny po pewnym czasie takiego użytkowania wypadają ). Ponieważ na łąkach intensywnie użytkowanych dominują pojedyncze gatunki traw, nazywa się je od nazwy dominującej rośliny ( np. łąki trzcinnikowe, wyczyńcowe itp. ). Czasem gatunkowo łąki ubożeją ze względu na obniżenie się poziomu wód gruntowych, melioracja nie zawsze oznacza samą dobroć.
Łąki w zależności od siedliska na którym występują dzielimy na :
łąki grądowe - to dość suche łąki, tyle na nich wody co z opadów,nie znaczy to jednak że ubożuchne i szata roślinna na nich mało ciekawa
łąki zalewne czyli lęgi - to takie łąki nadrzeczne albo powstałe w wyniku ukształtowania terenu ( rozłogi), czasem jest na nich bardzo wilgotno a czasem sucho
łąki bagienne i pobagienne - to podmokłe łąki, czasem z wiecznym chlupotem u korzeni roślin
Wilgotne łąki w zależności od dominującej roślinności dzielimy na :
łąki trzęślicowe - bardzo ukwiecone, wspaniale prezentujące się w maju i czerwcu. Na łąkach trzęślicowych dominującą trawą jest trzęślica modra Molinia caerulea. Sianko z takich łąk nie było specjalnie wartościowe, kosi się takie łąki tylko raz. Łąki trzęślicowe powstają na siedliskach o zmiennych warunkach wodnych ( wiosną sporo wilgoci, później bardziej sucho ). Porasta je sporo bylin, które zawędrowały do naszych ogrodów - kosaciec syberyjski Iris sibirica, piękny goździk pyszny Dianthus superbus i świetny a jakże mało znany rodzimy mieczyk dachówkowaty Gladiolus imbricatus ( tu info dla Agatka - "dziki" mieczyk nie wymaga wykopywania, dawniej był traktowany jako chwast bo "właził"w uprawy jęczmienia i owsa ). Oczywiście oprócz "ogrodowców" łąki trzęślicowe porastają mniej spektakularnie kwitnące rośliny - przytulie, czarcikęs łąkowy i tym podobne "chwaściki".
łąki ostrożeniowe – bardzo wilgotne i mokre, nawożone, użytkowane jako łąki dwukośne. Nazwę otrzymały od masowego występowania ostrożenia łąkowego Cirsium rivulare i warzywnego Cirsium oleraceum ( tak, tak - osty ) , knieci błotnej Caltha palustris (kaczeńca), rdestu wężownika Polygonum bistorta , dzięgla leśnego Angelica sylvestris, czasem występuje też masowo pełnik europejski Trollius europaeus Na takich łąkach często rosną storczyki.
łąki selernicowe - występują w dolinach dużych rzek, wilgotność zmienna z powodu wylewania rzek ( tak, to poldery ) , kosi się je raz, dość późno. Występują na nich rzadkie rośliny – selernica żyłkowana Kadenia dubia, czosnek kątowy Allium angulosum itd.
łąki wyczyńcowe – łąki zalewowe z dominującą rolą wyczyńca łąkowego Alopecurus pratensis , zazwyczaj intensywnie użytkowane łąki w dolinach dużych rzek. Roślinność bardziej pospolita niż ma to miejsce w przypadku łąk selernicowatych
łąki solniskowe – prawie u nas ten typ łąk nie występuje. To są łąki powstałe na terenach zalewanych przez wody morskie lub w miejscach wysięków wód zasolonych.
łąki rajgrasowe – bogate ukwiecone, kolorowe łąki w których składzie dominują miękkolistne trawy, głównie rajgras wyniosły Arrhenatherum elatius, z kwitnącymi bylinami takimi jak dzwonek rozpierzchły Campanula patula, kozibród łąkowy Tragopogon pratensis, złocień właściwy Leucanthemum vulgare . Najczęściej to są bardzo świeżutkie wiekowo łąki, można je kosić raz lub dwa razy.
Te typy łąk podlegają ochronie siedliskowej w obszarach Natura 2000.
Rzecz bardzo ważna dla Agatka w podsumowaniu o "dzikich" łąkach - pasące się zwierzęta, o ile tylko nie są to tabuny i superstada są bardzo na łące pożądane.
To jest tak mniej więcej łąkologia w straszliwym, łopatologicznym skrócie ( ilustrowana fotkami z "dziczyzny" czyli łąk - malutko - i nieużytków - duuuużo - z mojej okolicy ). A teraz będzie o "złąkowaceniu " ogrodów i nieużytków. Tak, tak, nieużytków, bo nie każda powierzchnia zarośnięta trawką z kwitnącymi bylinami to zaraz łąka. O naturalizowaniu ogrodów czy też zamienianiu wielkopowierzchniowych chynszorów w "oceany kwitnień" możecie przeczytać na stronce Łukasza Łuczaja , tam znajdziecie bardziej szczegółowe przepisy na zakładanie "dzikich" łąk. Najważniejsze to rozpoznać jaki typ łąki możemy u siebie zapuścić. Pod spodem umieściłam fotki nie tyle całkowitej dziczyzny co łąki kwietnej którą parę lat temu założono w Cambridge University Botanic Garden. Na tej konkretnej łące kwietnej w zasadzie nie ma traw, składają się na nią główne jednoroczne rośliny "polne" - wicie- rozumicie - chabry bławatki, maki polne, facelia błękitna. Można dodać nagietki czy maczki kalifornijskie jeżeli chce się zapuścić coś w odcieniach żółci i pomarańczu.
Na samo zakończenie tej długawej pogadanki o łąkach dodam że łąka na małej działce to nie jest najlepszy pomysł ( takie znaczy jest moje zdanie ) , że po koszeniu właściwie kończymy ogrodowanie łąkowe ( co jest nawet pożądane dla tych co mają warzywniki i sadki i w związku z tym ogrodniczo powinni się wyszaleć gdzie indziej ). Nadmieniam też że nasadzenia preriowe w stylu Pieta Oudlofa to nie jest zapuszczanie dzikiej łąki, to nadal bylinowanie z dużym udziałem traw ale do pielęgnacji takiej rabaty nie używamy kosy. Uff, mam nadzieję że Agatek będzie zadowolona z łąkowej pogadanki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































