wtorek, 20 lipca 2021

Covidzianki


Dziś covidzianki, znaczy  i straszno i śmieszno. Szef rządu UK, ozdrowieniec, siedzi w kwarantannie  bo miał kontakt ze swoim  ministrem, zaszczepieńcem. Siedzi  i udaje Makarona, licząc na to że jesienią wzrośnie fala zachorowań i będzie sobie mógł segregować sanitarnie i widmo rozliczeń  brexitowych się odsunie.  Hym... nie wiem czy będzie mógł bo to zależy od tego ile osób wyjdzie na ulicę i ile będzie pozwów sądowych. W  USA jest podział polityczny - w stanach republikańskich zakaz segregacji sanitarnej, w demokratycznych paszporty i te sprawy, znaczy demokraci robią wszystko żeby trumpizm powrócił bo  ideologia im przesłania realny osąd sytuacji, Amerykanie mają już  wyraźnie dosyć bawienia się w covid. W  naszej poczciwej UE wakacje  więc ludzie jeszcze nie tak zniecierpliwieni bo wypoczywają po stresach.  Niektórzy zaczynają mieć  prawdziwe problemy typu powodzie błyskawiczne, inni mają suszę i pożary, przy tym wszystkim covidowanie  wydawa się niezrozumiałą rozrywką. Akcja szczepień ma się nijak, w dodatku  robi się ciekawie bo się statystyki zaszczepionych nagle zmieniają. Wygląda na to że im więcej  na oddziałach szpitalnych osób zaszczepionych tym bardziej spada poziom zaszczepienia społeczeństw.  Nagle się człowiek dowiaduje  że to co do niedawna było oficjalną statystyką jest już szacowaniem. Taa... Do mainstreamu przebijają się coraz  bardziej licznie informacje sugerujące słabą skuteczność  szczepionek w grupach wysokiego ryzyka. Agencje amerykańskie  FDA i CDC nie zezwoliły na użycie trzeciej dawki przypominającej, bardzo patrzy się im na łapy więc zaraz europejska EMA będzie miała drobny problem, bo padną pytania o celowość działań. No i Niemcy mają na co innego teraz wydawać kasę niż na dawki przypominające zamówione przez Makrelę. 


Mendia szalejo, mła odnosi dziwne wrażenie  że ich rolą jest skłócanie społeczeństw  na tle czepionkowym. Nastawia się jednych przeciwko drugim wg. najlepszych wzorców totalitarnej propagandy - divide et impera.  Jednakże nawet najzacieklejsi  covidianie  zaczynają powolutku trzeźwieć. No bo miało być fajnie, miało być miło, szczepionki miały pomóc wrócić  do normalności tylko że normalności nie widać. Wraz  ze schodzeniem osób zaszczepionych nie tylko na covid ale i na insze  choroby,  w wielu osobach budzi się podejrzenie czy to aby nie słynna  koincydencja czasowa. Nie jest istotne czy tak jest naprawdę, ludzie  od  dawna w tej histerii nie myślą racjonalnie, istotne jest że kredyt zaufania się kończy ponieważ obietnica szczęśliwości nie została spełniona a ludzie jak to ludzie, umierają. Mła zauważyła że boje szczepionkowe toczą się głównie w necie, znikają nam  powoli z życia realnego a to jest znak zmęczenia społeczeństwa  tematem.

Na razie jest spokojnie bo usiłuje się w  temacie szczepionkowym marchewkować co gówno daje ( widać po loterii ), mła przypuszcza że przy sięgnięciu  po bacik może się u nas zrobić jeszcze mniej spokojnie niż w Europie Zachodniej, bowiem my mamy rozwalone sądownictwo. Poziom społecznego zaufania wobec  rzundzących, środków masowego przekazu i sądownictwa szoruje u nas po dnie, jeszcze trochę  i zaistnieje   problem bo  suweren nie będzie się mógł dalej łudzić że nie został oszukany. To jest zmartwienie  dla zarzundu, nie tylko naszego zresztą bo oporność ludu lubi  się udzielać. Kochane covidowe i foliarze, mła niesie dobrą nowinę - pewne sprawy są jednak zależne od Was, pandemia będzie trwać dopóki będziecie pozwalać na zabawę w pandemię. Jak  już  Wam się znudzi to będziecie mogli chorować zarówno na covid jak i na inne niemodne choroby, będziecie leczeni lekami po których nie ma tzw. objawów długiego covidu, w lecznicach a czasem i w szpitalach na które płacicie podatki.   A w ramach rozrywki będziecie mogli pogrillować politycznych i pomyśleć o tym jak udupić koncerny.


Fotki domowe, Rabarbara proszona o  adres, Agniecha i Mariolka i Kocurek termin późniejszy, teraz Roamana i Rabarbara. Mła napisze mailem  a Pegasus zanotuje kiedy konkret. W muzyczniku muzyczka "wcząsająca" . Mła przypomniała sobie "La Grande Bellezza" Sorrentino. A dziś oblooka jakiś filmik starego dobrego Frederico.


poniedziałek, 19 lipca 2021

Codziennik - przerywnik króciutki

Mła pracowicie skrobie post  mezopotamski, ogródkuje, paczy czyli  zbiera się do pakowania paczek jak ten sójek za morze i jeszcze załatwia co ma do załatwiania, czyli wyłazi w miasto. Dekarza jej poczeba na gwałt ! Koty w porządku, katują mła w rzadkich chwilach przebywania w domu. Szpagetka potłukła talerz Małgosi i talerzyk  Gieni, bardzo jest z siebie zadowolniona. Mrutek  z Pasiakiem znów kombinują jak denerwować psa sąsiadów, Okularia i Sztaflik  balują w ogrodzie i raczej je słyszę niż widzę. Mrutek ponadto wymyślił sobie nowe zajęcie - chce być operatorem drzwi lodówki. Mój inżynier! Dla Was mła zamieszcza foty kwitnień domowych i muzycznik motywujący.

niedziela, 18 lipca 2021

Ogrodowe rozkminy - ogrody Mezopotamii - część pierwsza

Dwa lata temu podczas upału  mła się zajęła historią ogrodów najstarszych w naszym kręgu kulturowym.  Na początku mła wzięła się za Egipt starożytny, teraz wraz z gorącem obezwładniającym mła poczuła  że czas się zająć ogrodami Mezopotamii,  znaczy powstałymi w rejonie  tzw. Żyznego Półksiężyca, miejsca gdzie narodziła się nasza cywilizacja.  Mła zacznie od uprzedzenia że prosto nie będzie bo w stosunku do silnej i trwałej państwowości starożytnego Egiptu  i jego etnicznej  historii,  to co się działo w tym samym czasie w Mezopotamii można spoko  określić cytatem z mistrza Willa - "opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości", na szczęście jednak w przeciwieństwie do dalszej części słów mistrza,  wiele znacząca. Ziemie  między Tygrysem a Eufratem, będące  istnym koktajlem z wymarłych ludów i nieistniejących  królestw, nieustannie targane wojnami, najazdami jakimś cudem  wydały z siebie  cywilizację, będącą  jedną z kolebek z których wzrośliśmy. Egipt trwał wchłaniając to co obce i tworząc niby jednorodną kulturę i cywilizację, na terenie  Mezopotamii mamy do czynienia z wieloma kulturami  które na przestrzeni tysiącleci  tworzyły to  co określamy jako kulturę i cywilizacje Międzyrzecza. Nie jest  ona rzecz jasna tak zunifikowana jak egipska, nie mogła być  choćby z tego powodu że tworzyły ją o wiele  bardziej zróżnicowane etnicznie społeczeństwa. Trudno nam porównywać z braku materii różnice między ogrodami czasów Sumeru a Akkadu a mogły być  całkiem spore. Wrzucamy to  do jednego worka z napisem Mezopotamia i wierzymy święcie w Ogrody Semiramidy. Wszystko tu  jest do ogarnięcia nieco cięższe niż w przypadku Egiptu w którym zafiksowanie jego mieszkańców na wieczności pozwala nam dziś zajrzeć poprzez groby starożytnych w przeszłość. Nie znaczy to jednak ze ogarnąć  się nie da.  Dobra, teraz będzie podkład  czyli przygotowanie historyczne. 

Sumer 

Najstarszą cywilizacją Międzyrzecza jaką znamy są państwa Sumerów, przybyłego  najprawdopodobniej ze wschodu ludu, który osiedlił się w dolnej części Mezopotamii ( Dolna Mezopotamia w przeciwieństwie do Dolnego Egiptu leży na południu, tam gdzie Eufrat i Tygrys łączą wody zanim wpadną do Zatoki  Perskiej  ).  Zamieszkany przez Sumerów dolny odcinek Niziny Mezopotamskiej to region gorący i parny, o kontynentalnym klimacie, obfitujący w bagna i mokradła. Tygrys i Eufrat wylewają tu na przełomie kwietnia i maja, a ich wylewy zasilane przez topniejące śniegi gór Armenii są gwałtowne - objętość wody w rzekach wzrasta ośmiokrotnie zalewając niemal zupełnie płaski teren. Nie wiadomo skąd przybyli Sumerowie ale wiadomo że posiadali wiedzę która umożliwiła im organizowanie rolnictwa w oparciu o meliorację.  Działo to się w połowie IV tysiąclecia p.n.e. . Koniec IV tysiąclecia p.n.e. to już  rozkwit tej kultury, choć jej ośrodki: Ur, Uruk, Lagasz, Kisz, Umma, Eridu, Szuruppak, Nippur  nie zostały przez nich wzniesione. Oni zasiedlili  i rozwinęli siedziby autochtonów, ludu  tzw.  kultury Ubajd.  Na początku trzeciego tysiąclecia p.n.e. Sumerowie znali już pismo, koło, potrafili meliorować ( zarówno nawadniać jak i osuszać  ) i  budowali na płaskim terenie wysokie konstrukcje zigguratów czyli świątyń, mające przypominać im górski kraj pochodzenia. Sumeryjskie królestwa walczyły przeciwko najeźdźcom semickim czy elamickim jak i między sobą. Od czasu do czasu  ktoś stawał się hegemonem i wydawało mu się że rządzi całym Sumerem. Zdarzyło się że wydawało się innym  że zarządzają Sumerem  - Gutowie, Akkadyjczycy czy wreszcie Asyryjczycy i Babilończycy  stawali się   władcami sumeryjskich państw czy to w wyniku podboju, sojuszy czy też powolnego rozpływania się tożsamości sumeryjskiej w semickim żywiole. W  XVI wieku p.n.e. państwowość sumeryjska już nie istniała.

Akad 

Akadowie zamieszkiwali tereny położone na północ od Sumeru, w środkowo - wschodniej  Mezopotamii. Pojawili się  tam w III tysiącleciu p.n.e., później niż Sumerowie na południu.  Byli ludem mniej gospodarczo rozwiniętym od Sumerów za to bitnym ( tak to już jest  ) więc od południowych sąsiadów czerpali wzorce,  co i raz ich napadając w celach naukowych. Wraz  z ziemiami przyswajali kulturę ich uprawy i insze zdobycze kulturalne, jednakże zachowali odrębność języka ( ludom semickim mowa Sumerów musiała sprawiać problemy  ). Dość szybko z koczowniczego ludu jakim byli, stali się tzw. zawołanymi rolnikami. Hym... jakiś  ślad po tym że byli swego czasu dominującymi nad Sumerami pozostał w mitologii, gdzie bóg zajmujący się pasterstwem cieszył się uprzywilejowaną pozycją  wśród  bogiń, taki silny pasterz tego... ten. Stworzyli jeden porządny ośrodek miejski nazywający się Akad ( oni Akadowie, państwo Akad, stolica Akad - lud z wyobraźnią  ) z którego zarządzali całym państwem. Historia zapamiętała ich jako twórców pierwszego imperium na tych terenach. W czasach największej chwały sięgało ono do ziem syryjskich, Morza Śródziemnego, Zatoki Perskiej, aż do północnych terenów Mezopotamii  należących  do  "wybitych na  niepodległość" Asyryjczyków. Było to państwo tak potężne że o wiedza jego największym władcy przetrwała zawirowania historii,  imieniem groźnego Sargona nazwano Sargona nie mniej groźnego, władcę z numerem  II przy imieniu, który stworzył z kolei potężne państwo asyryjskie i którego imię znamy z Biblii. No  ale to  było znacznie później, wieki po tym kiedy Gutejczycy i Lulubajowie, ludy koczownicze z gór Zaragoz po których ślad nie został, zniszczyły potęgę Akadu i sprawowały władzę zarówno nad Sumerem  jak i Akadem.

Asyria 

W czasach świetności Sumerów na północ od ich terytorium powstało miasto Aszur, na terenach które  później podlegać będą Akadom, oczywiście pod sumeryjsko - akadzkim  protektoratem. Zamieszkiwali  je coraz liczniejsi potomkowie plemion amoryckich zwani Asyryjczykami. Tak, tak, to są  ci sami Amoryci o których stoi w  Dobrej Księdze,   semicki lud, kuzyni Kananejczyków. Amoryci zanim założyli własne państwo rozpełzli się z Aszur na całą północną Mezopotamię, gdzie stopniowo  przejmowali władzę w miastach Sumeru i Akadu.  Władzę , bowiem jak to się zdarzało i innym słabiej cywilizowanym ludom,  przejęli spuściznę cywilizacyjną  sumeryjsko  - akadyjską.  Oczywiście dołożyli do nie niej coś swojego, do dziś toczą się spory uczonych jak  wielki był to wkład. To od przejęcia władzy w  Aszur zaczyna się właściwa historia państwa asyryjskiego. Państwo asyryjskie miało swoje wzloty i upadki, jego historię dzieli się na trzy okresy trwające od około roku 2025p.n.e.  do 612 p.n.e. . Przez około 1500 lat ten lud był  jednym z największych "graczy" na terenie  Międzyrzecza. Bywali potęgą militarną, ale też cywilizacyjną, jak już nasiąkli zdobyczami poprzednich cywilizacji to tak że wykręcać można  było. Do historii przeszli przede wszystkim jako lud groźny, "Gniazdo Lwów" czyli  ich stolicę Niniwę zrównano z ziemią ( po uprzednim wybiciu mieszkańców ) tak że już w starożytności nie sposób  było odnaleźć miejsca w którym ją zbudowano. Bano się bowiem bardzo zdolności Asyryjczków do reaktywowania państwowości.  Najbardziej znanymi władcami Asyrii byli Aszurnasirpal II, wspomniany wcześniej Sargon II, Aszurbanipal  ( ten od rozwalenia Babilonu i stworzenia biblioteki w Niniwie ).

Babilonia

Inni potomkowie ludów amoryckich,  nawet nie kuzyni Asyryjczyków a ich bracia, stworzyli państwo operując z miasta Babilon, położonego w środkowej Mezopotamii .  Jak to w rodzinie bywa bracia tłukli się niemożebnie. Twórcy państwa babilońskiego pojawili się na terenach Międzyrzecza nieco później niż Asyryjczycy, Pierwsze państwo babilońskie powstało około  1893 roku p.n.e. Najbardziej znanym władcą babilońskim tego okresu, zwanego państwem  starobabilońskim,   jest Hammurabi, twórca słynnego Kodeksu, ten który  wymyślił prawo ( znaczy nie że pokrzywdzony wydłubywał oczko krzywdzącemu tylko państwo przejęło na siebie wymierzanie sprawiedliwości i specjalnie powołany w tym celu urzędnik to oczko wydłubywał ).  Dynastia Hammurabiego panowała od XIX do XVII wieku p.n.e. , następnie Babilon opanowali Hetyci, a jeszcze później Kasyci, którzy przyleźli z gór Zaragoz i którzy są ludem tajemniczym, bowiem ciężko na podstawie języka ich pod kogoś podpiąć. Kasyci w przeciwieństwie do Hetytów cóś po sobie w Babilonii zostawili - ideę państwa  wykraczającego poza związek miast. Dość silnie jako niesemicki element napływowy odczuwali odrębność  od  asyryjskich sąsiadów, to oni utrwalili podział  Mezopotamii na Asyrię i Babilon. Kulturotwórczo było słabiutko,  nasiąkali jak i inni kulturą wcześniej zamieszkałych ludów. Czas Hetytów i Kasytów nazywany jest okresem państwa średniobabilońskiego. Po przymusowym wymarciu dynastii królów kasyckich,  czyli  w XII wieku p.n.e.na tronie zasiadła dynastia wywodząca się z Chaldejczyków, semickiego ludu mówiącego językiem pokrewnym do aramejskiego. Spokojnie nie było, przez parę stuleci odchodziło ostre naparzanie się z Asyrią ( przy  znacznym udziale sąsiadów Elamitów, którzy czuli się w obowiązku mącić ) aż na  tronie osiadł  Nabokadnezar I  czyli Nabuchodonozor I ( panowanie jego dynastii  nazywa się okresem przejściowym).  Jednakże to nie on tylko jego imiennik  z cyferką  porządkową II, który zasiadł po serii kolejnych bojów   babilońsko - asyryjskich na tronie,  został największym władcą Babilonii ( okres poprzedzający jego panowania czyli czasy króla Nabopolassara  oraz jego rządy nazywa się erą  państwa nowobabilońskiego ), tym który między innymi  podbił Jerozolimę i zaimportował Żydów. W historii zapisał się jako hegemon Mezopotamii i przede wszystkim jako budowniczy  Babilonu, miasta od którego pochodzi pojęcie "stolica świata"  Potęga nowego Babilonu nie trwało długo, król perski Cyrus Starszy obalił ostatniego chaldejskiego władcę Babilonu i w 539 roku p.n.e. wkroczył triumfalnie do miasta. To w zasadzie koniec samodzielnej Mezopotamii. Władcy perscy połączyli Babilonię z Asyrią i stworzyli  jeden organizm, który  był częścią perskiego imperium.

Okres perski i helenistyczny to import  do Mezopotamii zdobyczy innych cywilizacji.  Kultura starożytnych ludów Mezopotamii "roztopiła się" z czasem w nowo powstałych imperiach jak kultura aztecka w hiszpańskim katolicyzmie. Tworzyła ukryty nurt, życiodajny dla nowych cywilizacji. Ten piękny lew z pałacu w Suzie na fotce  powyżej nie powstałby gdyby w Babilonie nie było  odpowiednio ozdobionej procesyjnej drogi. Hym... ozdóbstwa procesyjnej  drogi  mogłyby nie zaistnieć gdyby nie namiętność Sumerów do  kolorowych mozaik.

Dobra tyle podkładu, żebyście  się mniej więcej orientowali jak ta Mezopotamia wyglądała. Tort wielowarstwowy z ludów i kultur, którego przygotowanie  trwało sporo czasu.

piątek, 16 lipca 2021

Lujnięcie, lektura, lenistwo

Błysnęło, huknęło , pieprznęło!  I to nie raz. Pan Dzidek  określił to jako letni  Sylwester. Dzieci znów dmuchane  zabawki i łódeczki  mogo wyciągać coby po ódzkich ulicach popływać.  Wincyj betonu, wincyj! Deweloper na każdym skrawku zielonego bo miasto za działkę zarobi a zadłużone jest po uszy, bo na inwestycje  piniądze so potrzebne. Część inwestycji po prostu niezbędna ale niektóre pomysły naszej samorządowej władzuchny są od  czapy i gdyby nie groźba pojawienia się w mieście złodziei z partii wszystko wszystkim obiecującej i bardzo przy tym patriotycznej to Pani Hania musiałaby się nieźle tłumaczyć. A tak ma luksus rzundzenia bo jest dla mieszkańców naszego wesołego miasteczka tym  mniejszym złem. A teraz   nas znowu zalało. Co gorsza dużo drzew  w mieście ucierpiało, połamane, niektóre wyrwane  z korzeniami. 
 
A u nas w Odzi to dżefka na wagę złota, po tej rzezi Szyszkowej  to mieszkańcy walczą o każde stare drzewo.  Miastem zarzundzający  czują narastający wnerw odzian bo zaczęli ćwierkać o masowych nasadzeniach.  Tylko kiedy te młodziaki dżefkowe podrosną na tyle żeby nam zapewnić jakie takie chłodzenie latem i grzanie zimą ( taki las  to cóś nie sprzyja powstawaniu ekstremalnych temperatur ). Sporo dzielnic  do późnego popołudnia miało problemy z prundem, są miejsca gdzie nie da się przejechać komunikacją miejską  jak i zwykłym samochodziszczem bo pozrywane co nie trza  i pozalewane. Pewnie znów będzie mantra ze strony politycznych że cóś czeba zrobić z tą infrastrukturą, no cóś czeba.  Robi nam się wiatrodróżka na kształt alei tornad, jaką mają w Hameryce. Tylko u nas  nie wieje od południa a z zachodu.  Najpierw niszczy Francję i Beneluks, potem Niemcy, Czechy i nas.  Zatrzymuje  to się gdzieś w połowie  Białorusi i Ukrainy. Polityczne udajo że cóś z tym zrobio bo majo wpływ na temperaturę słońca. 
 
 
Jakby było mało durnoty politycznej mła ponownie  zrobiła  błąd  i sięgnęła po lekturę po którą sięgać  nie powinna. Znów głupia mła  się skusiła na historię XX wieku, niepoprawna jest  Miała mła dać odpocząć ciału a umysł zająć ale przy lekturze się podniosło ciśnienie,  co ciału wcale dobrze nie zrobiło.  Oj, nie było to,  jak mła myślała,    historyczne pitu - pitu  wersja złagodzona czyli  dla ludu,  mła sobie lubi poczytać kawałki popularno  - naukowe, to był totalny odjazd, kolejne si fi z żenującą bibliografią.  Umysł mła wyraźnie zaczął się buntować, nici z cielnego odpoczynku bo mła podniosło. Taki to sobie zafundowałam efekt lektury.  Opracowania historyczne, nawet  popularyzujące temat, muszą mieć qurna jakieś ramy, odnosić  się do faktów.  Można sobie pozwolić na interpretację ale nie można faktów pomijać albo tworzyć nowych bo to już nie jest historia  a beletrystyka. Jak  tak dalej  pójdzie  to mła  nic  nie zdziwi, mła już  czytała durnoty na temat masowej asymilacji mniejszości żydowskiej w II Rzeczypospolitej to teraz  za jakiś czas poczyta o tym jak w latach 60 ubiegłego wieku wyklęci napadali na posterunki   UB. Cóś idzie w tym kierunku. I nie ważne  że UB zmieniło się w SB  w 1956 roku a ostatni leśny do lat 60 nie dotrwał, UB ładniej wygląda, partyzant musi być bo tfurcy pasi. Papier jest cierpliwy, zniesie wszystko, mła aż tak cierpliwa nie jest. Mła wie że mła ciągle na temat jakości historyków narzeka ale co ma robić kiedy oni  znów zaczynają się bawić w twórców  mitów, przejść nad tym do porządku dziennego?
 
To nie tylko wpływ tzw. polityki  historycznej, wszak średniowieczni  kronikarze historią się zajmujący często też pisali pod tezę czyli dla aktualnego władcy, mła ma wrażenie że problem jest głębszy choć też od  dawna znany i piętnowany.  Hym... mła by nazwała zjawisko nadmierną subiektywizacją.  Mła uczono że  przedmiot badań  trza maksymalnie zobiektywizować a teraz mła widzi że tworzy się posthistorię, całkiem inszą jakość i   mało kogo  rażą np. błędy kwerendy  i inne duperele warsztatowe popełniane  nie w imię ideologii a "osobistej wizji twórcy". Mła zmęczona beletrystyką lubiła sobie poczytać "cóś konkretnego", w ciągu ostatnich dziesięciu lat widzi jak jej lektura "cięższa" i  "średnio - ciężka"  zmienia się w beletrystykę i mła się nie ma w co wgryźć. Jan Długosz i jego mity słowiańskie mła  ma przed oczami, to tak mniej więcej w tym stylu.  Mła postanowiła teraz czytać  dla odprężenia  kryminały krwawe bardzo, takie przynajmniej z trzema trupami. Taka  kiniga nie będzie  niczego udawać, "chamskie czytadło".


We mła po tej nagłej zmianie pogody z upału na upał troszki mniejszy to leń się zalągł. Koty mła nakarmiła i zamiast leźć  do obowiązków to mła się snuje. Ma co prawda alibi w postaci opadniętego ciśnienia bo  po lekturze  się zapobiegawczo  naćpała, no ale to tym bardziej powinna się ruszać a nie kombinować jak by sobie tu zalec i powieczki na oczęta opuścić.  Mła sobie zapodała do zapachu   podeszczowego cud woń  fiołków ( uzyskaną zdaje się z korzeni irysów ).  Lipy  cóś przestały pachnieć a mła do tej orzeźwiająco zniewalającej woni deszczu potrzebowała  jakiegoś słodkiego komponentu. Może pachnidło pomoże mła energię jakąś z siebie wykrzesać. Przydałoby się bo roboty ma huk a leń zalęgnięty pracy nie sprzyja  i zamiast jak ten pszczółek  pracować w pocie czółka  mła w necie siedzi.   Mła się pociesza kłamliwie że przynajmniej mózg jej pracuje. Mła doszła do wniosku po przeglądzie info że rzundzące po tych huraganach i deszczach rzucą  się na to ulubiony temacik jak to   klimat się zmienia za naszą sprawą, co w jakiejś części jest prawdą  ale mniej więcej taką jak ta że covid to jak gruźlica groźny.

Ludzie mają wpływ na klimat przez rabunkową eksploatację zasobów, która wynika  nie tylko z przeludnienia co raczej w głównej  mierze z nadmiernych różnic w dostępie do dóbr, zjawiska  powstałego w  wyniku odwiecznego durnego zarządzania lub  też jego braku. I tyle. Antropocentyryści klimatyczni są dla mła równie śmieszni jak "zdobywcy kosmosu", co wcale nie oznacza  że mła taka rabunkowa gospodarka nie wnerwia i że uważa że najlepiej  nic nie zmieniać i konsumować, konsumować i  jeszcze raz konsumować. Trza zmienić i to naprawdę duuużo ale traktowanie ludzi jak stada owiec którym opowiada się bajki tworzy z nich stado owiec. To jest złe, nazywając  rzecz po imieniu.  Paskudnie  myślę że jedno co dobre w tej  klęsce żywiołowej  to jest to że do ludzi  dotrze  jak wygląda prawdziwe zagrożenie i dostrzegą różnice między histerią pandemiczną a tym co im rzeczywiście zagraża. Howgh! 

Teraz   do fotek.  Mła sfociła prezenta, znaczy cud bombonierkę szklaną w kolorze właściwego różu, bransoletkę chłodzącą z kryształków, oraz kawunie z obronionymi przed Małgoś cukierkami ( musiałam odwinąć z papirków i powiadomić że oplwałam ) na tle obabrazka i różowo - łososiowo - zielonego kotka z  pocztówki.  Następnie mła zapodała coolor malw właśniie kwitnących i zapolowała na fruwacze. Na fotkach poniżej spróbujcie doliczyć  się wszystkich widocznych  na nich owadów, he, he, he. W muzyczniku muzyczka łagodząca.

środa, 14 lipca 2021

Codziennik - wszechgłupota nerwująca i starcze narzekania, być może z powodu niewyspania

Uff, wczoraj  u mła tylko  28 stopni ale za to w saunie. Dziś skromne 31 zapowiadali i dolewkę do sauny.  Przy takich temperaturach  mła żywi się czereśniami i wieczornymi zupkami śmieciówkami. Te  ostatnie to tak po prawdzie ze względu na Małgoś - Sąsiadkę mła gotuje,  bo panie mocno starsze nie powinny  jechać  na samej surowiźnie. Mła oczywizda musi wychodzić i swoje robić, jeszcze się wykłócać w ramach zajęć  dodatkowych do upadłego bo złapała swoją spółkę energetyczną na przekręcie.  Jedyne  co  ugrała  to  wykasowanie z faktury zapłaty za usługę która nie została wykonana.  Musiała się też solidnie naliczyć  czy oferta gwarancji stałej ceny jej się opłaca. Opłaca się na kamieniczne oświetlenie, prywatnie to tak sobie. Firma państwowa a jakże, sprawdzajcie uważnie swoje faktury od państwówek i wciskane Wam umowy, wszak trzeba już zbierać na odprawy prezesów których nadprezes postraszył.

Z postraszenia guzik wyjdzie  ale dopływem kasy za niewykonane  usługi przeca się nie wzgardzi. Mła o tym pisze bo to nie jest tak że ją jedną trafiło, problem jest szerszy, do mła różne wieści dochodzo. A w ogóle  czegóż to się nie zwala na pandemię, każde zaniedbanie urzędnicze,  niechlujstwo prawne, złodziejstwo zwykłe  to teraz "kwestia pandemii". Mła się  rozwściekła i podczas rozmówki wyjaśniającej zażyczyła sobie przedstawienia pisemka powiadamiającego  mła o zmianach w umowie, bowiem z fakturą żadne nie przyszło a taka  konkretna zmiana wymaga aneksu do umowy  i nie da się jej załatwić zmianą  regulaminu, której zresztą tyż nie przysłali. No i dupa, urzędniczki mi było szkoda bo ona przeca nie zarządza ale swoje  musiałam  wydrzeć, bo ani mła się śni wydawać kasę na nomenklaturowych pacanów na stanowiskach. A że to prawdziwe pacany  to chyba nikogo przekonywać  nie trzeba, koń jaki jest każden widzi.


A teraz sorry, mła się uleje. Kto nie chce czytać jeremiad niech sobie odpuści i przejdzie do ostatnich akapitów. Nieznudzeni przynudzaniem mogo  się zagłębić w pesymistycznej lekturze na temat  tego jak drogi świata i mła się rozchodzą czyli jak mła się starzeje.  Zacznie mła od  wieści ze świata - bareizm ożywiony trwa, nie tylko u nas zresztą. Francuski Makaron, taka ichnia wersja Matołżesza, postawił na segregację sanitarną. Dobrze to nie wróży, najbardziej Makaronowi ale on chyba zaślepiony wizją głównego rozdającego karty w Europie po abdykacji Makreli,  brnie w różne zdziwności. Nasze pewnie będo usiłowały naśladować choć to nie przesądzone  bo nasze w  kwestiach sanitarnych lubio małpować Niemców.W Polsce rzundowy złodziejski projekt prywatyzacji lasów, samo ich masowe  rżnięcie  widać  nie wystarcza na zaspokojenie apetytów - wszak trza suwerenowi czymś płacić za poparcie i jeszcze cóś do własnych kieszonek napchać. W ogóle ostatnio wysyp występów  "mężów stanu", nie tylko w kwestiach sanitarnych. Jeszcze trochę a społeczeństwa podjudzane  przez onych mężów nam się tak spolaryzują że będziemy zamiast jednego wielkiego konfliktu mieli całkiem udaną serię wojen domowych. Szczebelek wyżej  czyli forum międzynarodowe - KE przybliżyła swój nowy pomysł na eko, nadal zbiór pobożnych życzeń. Jedyny konkret jaki z tego mła wyciągnęła to ten że polityczni zasiedziali w Brukseli znów majo chętkę na budowanie nowego człowieka, wszystko projektujo dla jego dobra a już szczególnie  zmiany zasad handlu emisją dwutlenku wyngla. 

Klasyka, tak zaczynały się wszystkie totalitaryzmy - utopia i opowieści o uszczęśliwianiu człeka, chęć odgórnego przemodelowania społeczeństwa, propaganda ze szczególnym naciskiem  na pranie  młodych umysłów a więc takich których życie jeszcze nie nauczyło krytycznego podejścia do propozycji politycznych i napychanie własnych kieszonek za pomocą prawa skrojonego na miarę apetytów jego twórców.  Zawsze to się smutno kończyło.  Mła się ostatnimi czasy robi bardzo podejrzliwa  wobec wszelkich dobroci jej proponowanych przez politycznych, mła sama wie   że plastik be, że dżefka trza sadzić i wodę oszczędzać ale wie też że handel emisjami CO dwójeczki  jest przekrętem bo nie w tej emisji główny problem a klimat naszej  planety od zawsze był zmienny.  Mła sobie przypomina jak zakończyła się sprawa z pomiarem jakości spalin samochodowych, jak  pozbawiono Europejczyków możliwości dochodzenia od  koncernów samochodowych odszkodowań za przekręt , ucieczkę Monsanto z Hameryki przed gigantycznymi odszkodowaniami pod skrzydełka Bayeru i jeszcze parę inszych radości tego typu i jakoś nie dowierza gadkom o tym jak mła ekologicznie po europejsku uszczęśliwią. 

Nie ci ludzie i nie te grupy interesów które za nimi stoją. Obawiam się że  z ekologią na ustach będzie się  próbowało ograniczać prawa obywatelskie natomiast rzeczywisty wpływ na ograniczenie degradacji  środowiska będzie znikomy Mła słyszy jak to UE  rezygnuje z plastików, od paru lat słyszy ale plastiku wokół niej mniej się nie zrobiło. Słomki do  napojów to prycho w porównaniu z opakowaniami kosmetyków, petami, podpaskami, zabawkami, ciuchami itd. Cóś się mła widzi że to jak z silniczkami  spalinowymi, na papirze pięknie  wyglądało tylko real  cóś nie pasował. Jak wygląda w Europie realizacja  śmieciowych dyrektyw?  Nie tylko u nas jest bordello i ukrywanie problemów z utylizacją odpadów. Taa... Samo dobro dla nas ci polityczni przygotowujo a real sobie skrzeczy. O przymuszaniu do czepień za które politycy europejscy powinni płacić stanowiskami a z którym to procederem  EU wyraźnie sobie nie radzi bo z okazji czepionek sama dała ciała ,  w kontekście   dobroci wciskanej  na siłę  mła tylko napomknie. Mła znów czuje przemożny  przypływ chęci  na solidne  zasolenie kopa w tyłki  politycznego towarzycha pobierającego wynagrodzenie  nieadekwatne do wykonywanej pracy, chętnie oddzieliłaby ich prawnym  murem od możliwości wydawania decyzji  w wielu tzw. sytuacjach nadzwyczajnych i sporej części całkiem zwyczajnych.

Pozbyć  się całkiem  ich nie sposób ale przydałoby się jakoś ograniczyć  polityczny światek, ten "czar osobowości",  "lideryzm", "osobistą charyzmę".  Mój boszsz... mła się marzą procedury zamiast bandy kretynów nieznających się na niczym, którzy tylko dlatego że podobni im na nich zagłosowali uważają że znają się na wszystkim. Alibi w postaci ciał doradczych ze znajomymi królika i lobbystami i agentami wpływu są dla mła cóś mało przekonywujące. A co do elektoratu to chyba Franklin pisał że ludzie którzy sprzedają swoją wolność za bezpieczeństwo nie zasługują ani na jedno ani na drugie. I to nie tylko bezpieczeństwa zdrowia  dotyczy, na mła od dawna  pojęcie "bezpieczeństwo narodowe" działa jak płachta na byka. Ostatnio cóś robi się też bardzo  nieufna  wobec nowych wersji starego numeru czyli "bezpieczeństwa socjalnego".  Nie żeby się na korwinizm nawróciła, wydawa  się jej tylko że wymyślone przez kanapowych politycznych bezpieczeństwo socjalne polegające na płaceniu groszy za samo istnienie może okazać  się bardzo niebezpieczne.

Mła już raz brała udział w takim programie z bezpieczeństwem socjalnym. Też był robiony dla  dobra ludzkości ten eksperyment. Ech... coraz  mniej tej demokracji w demokracji a obywatela  w obywatelu - miska ryżu jako synonim dobrobytu się zbliża. Jaką straszliwą ironią losu jest durnowacenie społeczeństw przy masowym dostępie  do mediów. Mła się zastanawia  czy naprawdę jesteśmy skazani na nieustające przechodzenie demokracji w autorytaryzm i  drogie  powroty do  stanu gwarantującego nam jako taką wolność? No a teraz jeszcze na zakończenia dnia wisienka na torcie - najpierw dwoje wybitnych psujów - Ursula i Matołżesz dyskutuje a wynikiem  dyskusji zdaje się być kretyńskie z punktu widzenia prawa orzeczenie naszego pseudo trybunaliku. Kretyńskie bo wydane przez źle umocowanych,  ani niedziałające z powodów oczywistych. A  wszystko to w ramach retorsji po orzeczeniu TSUE. Zaraz będziemy zabierać zabawki z piaskownicy i szybciej  niż reszta  Europy kierować się w stronę Chin.  Mła odnosi wrażenie że wszyscy się zakiwali, EU bo za długo tolerowała podskakiwanie i Pisdowate, no bo co teraz. Przeca nie manna z nieba. Mła myśli że EU nam podziękuje, proces federacyjny przyspieszy, ruszył po brexicie to po poleczce będzie speed aż miło.


I jak się mła ma na świat nie ulewać? Mła się  zaprawdę starzeje  bo coraz mniej spraw ją dziwi. Mła się utwierdza  w tym że  straszliwe podejrzenie,  że jej  starczy problem nie polega na tym że ona tego nowego świata nie rozumie tylko  polega na tym że ona go rozumie za bardzo, jest prawdą. To wcale nie jest miłe i mła się robi niemiła. "To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie: nie ma nic nowego pod słońcem." -  jak stoi w Dobrej Księdze. Hym... może lekka demencja nie jest znów taka zła? Może lepsza niż świadomość trwania nieustającej powtórki z rozrywki?

Co do raciczki mła, pięta boli i mła czuje  że jest pewien problem. Cóż, trza jej zamówić terpentynę wenecką i poszukać dobrych jajek od szczęśliwych kur.  Z siąpaniem z nosa  spokój bo leki mła są  z tych skutecznych a mła sama siebie przekonała że zarośnięcie Suchej - Żwirowej to nie jest jednak koniec świata. Teraz  do spraw przyjemnych  - Szpagetka znowu żre, zdawa się mła że przestój  jedzeniowy spowodowany był zazdrością Najnajejszej. Mła chciała troszki stado pohołubić   ale Trójłapa Bogini uznała że to jest odstąpienie od  dogmatów i wymaga ukarania  heretyckiej mła karą niepokoju. Bogini jest jedna, potem jest długo, długo nic, potem zakręt i sześć kilosów do przejścia, zaułek, schódki i dopiero cała reszta kociego stadka. Hym... mła się z Mrutkiem na czas karesów zamyka w łazience, Sztaflik jest  hołubiona w korytarzu, pieszczenia Okularii i Pasiaka odbywają się w ogrodzie.

Wszystko to ma miejsce z daleka od oczu Trójłapej Bogini ale  wiecie jak to jest z boginiami, one są wszechwidzące. Czasem kiedy  Bogini  raczy zalegać  na mami  insze koty mogą się przytulać na wyrku do mła ale tylko na troszkę bo powieczka zaraz  się unosi kontrolnie i mła musi smyrać łepek coby ekscesów nie było. Ostatnie dwa wieczory były tak gorące że Czarnulom nie chciało się nawet pojedynkować, dolegiwały na parapetach w zachodzącym słońcu, wraz z kibicami rzecz jasna. Później po takim  leżonku jest kolacyjka, dospanie i koło  dwunastej w nocy rozpoczyna się życie towarzyskie. Uznano że mła w tym życiu towarzyskim  powinna kotom  towarzyszyć, tak że mła blade świty obserwuje. Pociesza się tym że i tak by powiek na oczęta nie spuściła, za gorąco na sen. Zazdraszczam wszystkim pławiącym się w chłodku, na pewno są wyspani.


Mła dostała kolejną paczuszkę, mła się czuje rozpieszczana. W paczuszce słodkości i to przepyszne i mła teraz musi bronić przed Małgoś stanu posiadania. Małgoś wyznaje zasadę Mae West - "Na ogół unikam pokusy, chyba że nie mogę się jej oprzeć." Małgoś na ogół nie może. Przypominamy sobie dawne czasy i słynne cukierki "Pokerowe".  Mła jutro zrobi nową aranżację z bombonierką od Rominka i pocztóweczkami od Kocurka, ma nadzieję że cukierki się ostaną mimo tego że Małgoś krąży koło stołu  jak  wytrwały sęp. Rany, mła zaraz wyciągnie  dzienniczek  diabetyka coby łakomca postraszyć. A teraz o fotkach.  Mła dziś z dużym trudem udała się na Suchą - Żwirową w celu zrobienia zdjęć roślinkom.  Jak na takie upały to nie jest źle, deszcze swoje robią i rośliny  nie są padnięte. Mła znalazła miejsce dla swojego  urodzinowego żmijowca ruskiego, eksponowane. Udało mła się też mła sfocić Okularię, która zadawała szyku na Suchej  - Żwirowej, Ocelot II patrzał urzeczony z dachu szopki, bliżej nie śmiał podejść  bo Mrutek i Pasiak udawali że śpią w cieniu samochodu Pana Krzysia. W  muzyczniku spokojne nuty z filmów które mła bardzo lubi - 'Crash' ( w  Polsce wyświetlali go pod tytułem "Miasto Gniewu" ) i "Big Lebowski".