Dziś covidzianki, znaczy i straszno i śmieszno. Szef rządu UK, ozdrowieniec, siedzi w kwarantannie bo miał kontakt ze swoim ministrem, zaszczepieńcem. Siedzi i udaje Makarona, licząc na to że jesienią wzrośnie fala zachorowań i będzie sobie mógł segregować sanitarnie i widmo rozliczeń brexitowych się odsunie. Hym... nie wiem czy będzie mógł bo to zależy od tego ile osób wyjdzie na ulicę i ile będzie pozwów sądowych. W USA jest podział polityczny - w stanach republikańskich zakaz segregacji sanitarnej, w demokratycznych paszporty i te sprawy, znaczy demokraci robią wszystko żeby trumpizm powrócił bo ideologia im przesłania realny osąd sytuacji, Amerykanie mają już wyraźnie dosyć bawienia się w covid. W naszej poczciwej UE wakacje więc ludzie jeszcze nie tak zniecierpliwieni bo wypoczywają po stresach. Niektórzy zaczynają mieć prawdziwe problemy typu powodzie błyskawiczne, inni mają suszę i pożary, przy tym wszystkim covidowanie wydawa się niezrozumiałą rozrywką. Akcja szczepień ma się nijak, w dodatku robi się ciekawie bo się statystyki zaszczepionych nagle zmieniają. Wygląda na to że im więcej na oddziałach szpitalnych osób zaszczepionych tym bardziej spada poziom zaszczepienia społeczeństw. Nagle się człowiek dowiaduje że to co do niedawna było oficjalną statystyką jest już szacowaniem. Taa... Do mainstreamu przebijają się coraz bardziej licznie informacje sugerujące słabą skuteczność szczepionek w grupach wysokiego ryzyka. Agencje amerykańskie FDA i CDC nie zezwoliły na użycie trzeciej dawki przypominającej, bardzo patrzy się im na łapy więc zaraz europejska EMA będzie miała drobny problem, bo padną pytania o celowość działań. No i Niemcy mają na co innego teraz wydawać kasę niż na dawki przypominające zamówione przez Makrelę.
Mendia szalejo, mła odnosi dziwne wrażenie że ich rolą jest skłócanie społeczeństw na tle czepionkowym. Nastawia się jednych przeciwko drugim wg. najlepszych wzorców totalitarnej propagandy - divide et impera. Jednakże nawet najzacieklejsi covidianie zaczynają powolutku trzeźwieć. No bo miało być fajnie, miało być miło, szczepionki miały pomóc wrócić do normalności tylko że normalności nie widać. Wraz ze schodzeniem osób zaszczepionych nie tylko na covid ale i na insze choroby, w wielu osobach budzi się podejrzenie czy to aby nie słynna koincydencja czasowa. Nie jest istotne czy tak jest naprawdę, ludzie od dawna w tej histerii nie myślą racjonalnie, istotne jest że kredyt zaufania się kończy ponieważ obietnica szczęśliwości nie została spełniona a ludzie jak to ludzie, umierają. Mła zauważyła że boje szczepionkowe toczą się głównie w necie, znikają nam powoli z życia realnego a to jest znak zmęczenia społeczeństwa tematem.
Na razie jest spokojnie bo usiłuje się w temacie szczepionkowym marchewkować co gówno daje ( widać po loterii ), mła przypuszcza że przy sięgnięciu po bacik może się u nas zrobić jeszcze mniej spokojnie niż w Europie Zachodniej, bowiem my mamy rozwalone sądownictwo. Poziom społecznego zaufania wobec rzundzących, środków masowego przekazu i sądownictwa szoruje u nas po dnie, jeszcze trochę i zaistnieje problem bo suweren nie będzie się mógł dalej łudzić że nie został oszukany. To jest zmartwienie dla zarzundu, nie tylko naszego zresztą bo oporność ludu lubi się udzielać. Kochane covidowe i foliarze, mła niesie dobrą nowinę - pewne sprawy są jednak zależne od Was, pandemia będzie trwać dopóki będziecie pozwalać na zabawę w pandemię. Jak już Wam się znudzi to będziecie mogli chorować zarówno na covid jak i na inne niemodne choroby, będziecie leczeni lekami po których nie ma tzw. objawów długiego covidu, w lecznicach a czasem i w szpitalach na które płacicie podatki. A w ramach rozrywki będziecie mogli pogrillować politycznych i pomyśleć o tym jak udupić koncerny.
Fotki domowe, Rabarbara proszona o adres, Agniecha i Mariolka i Kocurek termin późniejszy, teraz Roamana i Rabarbara. Mła napisze mailem a Pegasus zanotuje kiedy konkret. W muzyczniku muzyczka "wcząsająca" . Mła przypomniała sobie "La Grande Bellezza" Sorrentino. A dziś oblooka jakiś filmik starego dobrego Frederico.
Mła pracowicie skrobie post mezopotamski, ogródkuje, paczy czyli zbiera się do pakowania paczek jak ten sójek za morze i jeszcze załatwia co ma do załatwiania, czyli wyłazi w miasto. Dekarza jej poczeba na gwałt ! Koty w porządku, katują mła w rzadkich chwilach przebywania w domu. Szpagetka potłukła talerz Małgosi i talerzyk Gieni, bardzo jest z siebie zadowolniona. Mrutek z Pasiakiem znów kombinują jak denerwować psa sąsiadów, Okularia i Sztaflik balują w ogrodzie i raczej je słyszę niż widzę. Mrutek ponadto wymyślił sobie nowe zajęcie - chce być operatorem drzwi lodówki. Mój inżynier! Dla Was mła zamieszcza foty kwitnień domowych i muzycznik motywujący.
Dwa lata temu podczas upału mła się zajęła historią ogrodów najstarszych w naszym kręgu kulturowym. Na początku mła wzięła się za Egipt starożytny, teraz wraz z gorącem obezwładniającym mła poczuła że czas się zająć ogrodami Mezopotamii, znaczy powstałymi w rejonie tzw. Żyznego Półksiężyca, miejsca gdzie narodziła się nasza cywilizacja. Mła zacznie od uprzedzenia że prosto nie będzie bo w stosunku do silnej i trwałej państwowości starożytnego Egiptu i jego etnicznej historii, to co się działo w tym samym czasie w Mezopotamii można spoko określić cytatem z mistrza Willa - "opowieśćidioty, pełna wrzasku i wściekłości", na szczęście jednak w przeciwieństwie do dalszej części słów mistrza, wiele znacząca. Ziemie między Tygrysem a Eufratem, będące istnym koktajlem z wymarłych ludów i nieistniejących królestw, nieustannie targane wojnami, najazdami jakimś cudem wydały z siebie cywilizację, będącą jedną z kolebek z których wzrośliśmy. Egipt trwał wchłaniając to co obce i tworząc niby jednorodną kulturę i cywilizację, na terenie Mezopotamii mamy do czynienia z wieloma kulturami które na przestrzeni tysiącleci tworzyły to co określamy jako kulturę i cywilizacje Międzyrzecza. Nie jest ona rzecz jasna tak zunifikowana jak egipska, nie mogła być choćby z tego powodu że tworzyły ją o wiele bardziej zróżnicowane etnicznie społeczeństwa. Trudno nam porównywać z braku materii różnice między ogrodami czasów Sumeru a Akkadu a mogły być całkiem spore. Wrzucamy to do jednego worka z napisem Mezopotamia i wierzymy święcie w Ogrody Semiramidy. Wszystko tu jest do ogarnięcia nieco cięższe niż w przypadku Egiptu w którym zafiksowanie jego mieszkańców na wieczności pozwala nam dziś zajrzeć poprzez groby starożytnych w przeszłość. Nie znaczy to jednak ze ogarnąć się nie da. Dobra, teraz będzie podkład czyli przygotowanie historyczne.
Sumer
Najstarszą cywilizacją Międzyrzecza jaką znamy są państwa Sumerów, przybyłego najprawdopodobniej ze wschodu ludu, który osiedlił się w dolnej części Mezopotamii ( Dolna Mezopotamia w przeciwieństwie do Dolnego Egiptu leży na południu, tam gdzie Eufrat i Tygrys łączą wody zanim wpadną do Zatoki Perskiej ). Zamieszkany przez Sumerów dolny
odcinek Niziny Mezopotamskiej to region gorący i parny, o kontynentalnym
klimacie, obfitujący w bagna i mokradła. Tygrys i Eufrat wylewają tu
na przełomie kwietnia i maja, a ich wylewy zasilane przez topniejące
śniegi gór Armenii są gwałtowne - objętość wody w rzekach wzrasta
ośmiokrotnie zalewając niemal zupełnie płaski teren. Nie wiadomo skąd przybyli Sumerowie ale wiadomo że posiadali wiedzę która umożliwiła im organizowanie rolnictwa w oparciu o meliorację. Działo to się w połowie IV tysiąclecia p.n.e. . Koniec IV tysiąclecia p.n.e. to już rozkwit tej kultury, choć jej ośrodki:
Ur, Uruk, Lagasz, Kisz, Umma, Eridu, Szuruppak, Nippur nie zostały przez nich wzniesione. Oni
zasiedlili i rozwinęli siedziby autochtonów, ludu tzw. kultury Ubajd. Na początku trzeciego tysiąclecia p.n.e. Sumerowie znali już pismo, koło, potrafili meliorować ( zarówno nawadniać jak i osuszać ) i budowali na płaskim terenie wysokie konstrukcje zigguratów czyli świątyń, mające przypominać im górski kraj pochodzenia. Sumeryjskie królestwa walczyły przeciwko najeźdźcom semickim czy elamickim jak i między sobą. Od czasu do czasu ktoś stawał się hegemonem i wydawało mu się że rządzi całym Sumerem. Zdarzyło się że wydawało się innym że zarządzają Sumerem - Gutowie, Akkadyjczycy czy wreszcie Asyryjczycy i Babilończycy stawali się władcami sumeryjskich państw czy to w wyniku podboju, sojuszy czy też powolnego rozpływania się tożsamości sumeryjskiej w semickim żywiole. W XVI wieku p.n.e. państwowość sumeryjska już nie istniała.
Akad
Akadowie zamieszkiwali tereny położone na północ od Sumeru, w środkowo - wschodniej Mezopotamii. Pojawili się tam w III tysiącleciu p.n.e., później niż Sumerowie na południu. Byli ludem mniej gospodarczo rozwiniętym od Sumerów za to bitnym ( tak to już jest )więc od południowych sąsiadów czerpali wzorce, co i raz ich napadając w celach naukowych. Wraz z ziemiami przyswajali kulturę ich uprawy i insze zdobycze kulturalne, jednakże zachowali odrębność języka ( ludom semickim mowa Sumerów musiała sprawiać problemy ). Dość szybko z koczowniczego ludu jakim byli, stali się tzw. zawołanymi rolnikami. Hym... jakiś ślad po tym że byli swego czasu dominującymi nad Sumerami pozostał w mitologii, gdzie bóg zajmujący się pasterstwem cieszył się uprzywilejowaną pozycją wśród bogiń, taki silny pasterz tego... ten. Stworzyli jeden porządny ośrodek miejski nazywający się Akad ( oni Akadowie, państwo Akad, stolica Akad - lud z wyobraźnią ) z którego zarządzali całym państwem. Historia zapamiętała ich jako twórców pierwszego imperium na tych terenach. W czasach największej chwały sięgało ono do ziem syryjskich, Morza Śródziemnego, Zatoki Perskiej, aż do północnych terenów Mezopotamii należących do "wybitych na niepodległość" Asyryjczyków. Było to państwo tak potężne że o wiedza jego największym władcy przetrwała zawirowania historii, imieniem groźnego Sargona nazwano Sargona nie mniej groźnego, władcę z numerem II przy imieniu, który stworzył z kolei potężne państwo asyryjskie i którego imię znamy z Biblii. No ale to było znacznie później, wieki po tym kiedy Gutejczycy i Lulubajowie, ludy koczownicze z gór Zaragoz po których ślad nie został, zniszczyły potęgę Akadu i sprawowały władzę zarówno nad Sumerem jak i Akadem.
Asyria
W czasach świetności Sumerów na północ od ich terytorium powstało miasto Aszur, na terenach które później podlegać będą Akadom, oczywiście pod sumeryjsko - akadzkim protektoratem. Zamieszkiwali je coraz liczniejsi potomkowie plemion amoryckich zwani Asyryjczykami. Tak, tak, to są ci sami Amoryci o których stoi w Dobrej Księdze, semicki lud, kuzyni Kananejczyków. Amoryci zanim założyli własne państwo rozpełzli się z Aszur na całą północną Mezopotamię, gdzie stopniowo przejmowali władzę w miastach Sumeru i Akadu. Władzę , bowiem jak to się zdarzało i innym słabiej cywilizowanym ludom, przejęli spuściznę cywilizacyjną sumeryjsko - akadyjską. Oczywiście dołożyli do nie niej coś swojego, do dziś toczą się spory uczonych jak wielki był to wkład. To od przejęcia władzy w Aszur zaczyna się właściwa historia państwa asyryjskiego. Państwo asyryjskie miało swoje wzloty i upadki, jego historię dzieli się na trzy okresy trwające od około roku 2025p.n.e. do 612 p.n.e. . Przez około 1500 lat ten lud był jednym z największych "graczy" na terenie Międzyrzecza. Bywali potęgą militarną, ale też cywilizacyjną, jak już nasiąkli zdobyczami poprzednich cywilizacji to tak że wykręcać można było. Do historii przeszli przede wszystkim jako lud groźny, "Gniazdo Lwów" czyli ich stolicę Niniwę zrównano z ziemią ( po uprzednim wybiciu mieszkańców ) tak że już w starożytności nie sposób było odnaleźć miejsca w którym ją zbudowano. Bano się bowiem bardzo zdolności Asyryjczków do reaktywowania państwowości. Najbardziej znanymi władcami Asyrii byli Aszurnasirpal II, wspomniany wcześniej Sargon II, Aszurbanipal ( ten od rozwaleniaBabilonu i stworzenia biblioteki w Niniwie ).
Babilonia
Inni potomkowie ludów amoryckich, nawet nie kuzyni Asyryjczyków a ich bracia, stworzyli państwo operując z miasta Babilon, położonego w środkowej Mezopotamii . Jak to w rodzinie bywa bracia tłukli się niemożebnie. Twórcy państwa babilońskiego pojawili się na terenach Międzyrzecza nieco później niż Asyryjczycy, Pierwsze państwo babilońskie powstało około 1893 roku p.n.e. Najbardziej znanym władcą babilońskim tego okresu, zwanego państwem starobabilońskim, jest Hammurabi, twórca słynnego
Kodeksu, ten który wymyślił prawo ( znaczy nie że pokrzywdzony wydłubywał oczko krzywdzącemu tylko państwo przejęło na siebie wymierzanie sprawiedliwości i specjalnie powołany w tym celu urzędnik to oczko wydłubywał ). Dynastia Hammurabiego panowała od XIX do XVII wieku p.n.e. , następnie Babilon opanowali Hetyci, a jeszcze później Kasyci, którzy przyleźli z gór Zaragoz i którzy są ludem tajemniczym, bowiem ciężko na podstawie języka ich pod kogoś podpiąć. Kasyci w przeciwieństwie do Hetytów cóś po sobie w Babilonii zostawili - ideę państwa wykraczającego poza związek miast. Dość silnie jako niesemicki element napływowy odczuwali odrębność od asyryjskich sąsiadów, to oni utrwalili podział Mezopotamii na Asyrię i Babilon. Kulturotwórczo było słabiutko, nasiąkali jak i inni kulturą wcześniej zamieszkałych ludów. Czas Hetytów i Kasytów nazywany jest okresem państwa średniobabilońskiego. Po przymusowym wymarciu dynastii królów kasyckich, czyli w XII wieku p.n.e.na tronie zasiadła dynastia wywodząca się z Chaldejczyków, semickiego ludu mówiącego językiem
pokrewnym do aramejskiego. Spokojnie nie było, przez parę stuleci odchodziło ostre naparzanie się z Asyrią ( przy znacznym udziale sąsiadów Elamitów, którzy czuli się w obowiązku mącić ) aż na tronie osiadł Nabokadnezar I czyli Nabuchodonozor I ( panowanie jego dynastii nazywa się okresem przejściowym). Jednakże to nie on tylko jego imiennik z cyferką porządkową II, który zasiadł po serii kolejnych bojów babilońsko - asyryjskich na tronie, został największym władcą Babilonii ( okres poprzedzający jego panowania czyli czasy króla Nabopolassara oraz jego rządy nazywa się erą państwa nowobabilońskiego ), tym który między innymi podbił Jerozolimę i zaimportował Żydów. W historii zapisał się jako hegemon Mezopotamii i przede wszystkim jako budowniczy Babilonu, miasta od którego pochodzi pojęcie "stolica świata" Potęga nowego Babilonu nie trwało długo, król perski Cyrus Starszy obalił ostatniego chaldejskiego władcę Babilonu i w 539 roku p.n.e. wkroczył triumfalnie do miasta. To w zasadzie koniec samodzielnej Mezopotamii. Władcy perscy połączyli Babilonię z Asyrią i stworzyli jeden organizm, który był częścią perskiego imperium.
Okres perski i helenistyczny to import do Mezopotamii zdobyczy innych cywilizacji. Kultura starożytnych ludów Mezopotamii "roztopiła się" z czasem w nowo powstałych imperiach jak kultura aztecka w hiszpańskim katolicyzmie. Tworzyła ukryty nurt, życiodajny dla nowych cywilizacji. Ten piękny lew z pałacu w Suzie na fotce powyżej nie powstałby gdyby w Babilonie nie było odpowiednio ozdobionej procesyjnej drogi. Hym... ozdóbstwa procesyjnej drogi mogłyby nie zaistnieć gdyby nie namiętność Sumerów do kolorowych mozaik.
Dobra tyle podkładu, żebyście się mniej więcej orientowali jak ta Mezopotamia wyglądała. Tort wielowarstwowy z ludów i kultur, którego przygotowanie trwało sporo czasu.
Błysnęło, huknęło , pieprznęło! I to nie raz. Pan Dzidek określił to jako letni Sylwester. Dzieci znów dmuchane zabawki i łódeczki mogo wyciągać coby po ódzkich ulicach popływać. Wincyj betonu, wincyj! Deweloper na każdym skrawku zielonego bo miasto za działkę zarobi a zadłużone jest po uszy, bo na inwestycje piniądze so potrzebne. Część inwestycji po prostu niezbędna ale niektóre pomysły naszej samorządowej władzuchny są od czapy i gdyby nie groźba pojawienia się w mieście złodziei z partii wszystko wszystkim obiecującej i bardzo przy tym patriotycznej to Pani Hania musiałaby się nieźle tłumaczyć. A tak ma luksus rzundzenia bo jest dla mieszkańców naszego wesołego miasteczka tym mniejszym złem. A teraz nas znowu zalało. Co gorsza dużo drzew w mieście ucierpiało, połamane, niektóre wyrwane z korzeniami.
A u nas w Odzi to dżefka na wagę złota, po tej rzezi Szyszkowej to mieszkańcy walczą o każde stare drzewo. Miastem zarzundzający czują narastający wnerw odzian bo zaczęli ćwierkać o masowych nasadzeniach. Tylko kiedy te młodziaki dżefkowe podrosną na tyle żeby nam zapewnić jakie takie chłodzenie latem i grzanie zimą ( taki las to cóś nie sprzyja powstawaniu ekstremalnych temperatur ). Sporo dzielnic do późnego popołudnia miało problemy z prundem, są miejsca gdzie nie da się przejechać komunikacją miejską jak i zwykłym samochodziszczem bo pozrywane co nie trza i pozalewane. Pewnie znów będzie mantra ze strony politycznych że cóś czeba zrobić z tą infrastrukturą, no cóś czeba. Robi nam się wiatrodróżka na kształt alei tornad, jaką mają w Hameryce. Tylko u nas nie wieje od południa a z zachodu. Najpierw niszczy Francję i Beneluks, potem Niemcy, Czechy i nas. Zatrzymuje to się gdzieś w połowie Białorusi i Ukrainy. Polityczne udajo że cóś z tym zrobio bo majo wpływ na temperaturę słońca.
Jakby było mało durnoty politycznej mła ponownie zrobiła błąd i
sięgnęła po lekturę po którą sięgać nie powinna. Znów głupia mła się
skusiła na historię XX wieku, niepoprawna jest Miała mła dać odpocząć
ciału a umysł zająć ale przy lekturze się podniosło ciśnienie, co ciału
wcale dobrze nie zrobiło. Oj, nie było to, jak mła myślała, historyczne pitu - pitu
wersja złagodzona czyli dla ludu, mła sobie lubi poczytać kawałki
popularno - naukowe, to był totalny odjazd, kolejne si fi z żenującą
bibliografią. Umysł mła wyraźnie zaczął się buntować, nici z cielnego
odpoczynku bo mła podniosło. Taki to sobie zafundowałam efekt lektury.
Opracowania historyczne, nawet popularyzujące temat, muszą mieć qurna
jakieś ramy, odnosić się do faktów. Można sobie pozwolić na
interpretację ale nie można faktów pomijać albo tworzyć nowych bo to już
nie jest historia a beletrystyka. Jak tak dalej pójdzie to mła
nic nie zdziwi, mła już czytała durnoty na temat masowej asymilacji
mniejszości żydowskiej w II Rzeczypospolitej to teraz za jakiś czas
poczyta o tym jak w latach 60 ubiegłego wieku wyklęci napadali na
posterunki UB. Cóś idzie w tym kierunku. I nie ważne że UB zmieniło
się w SB w 1956 roku a ostatni leśny do lat 60 nie dotrwał, UB ładniej
wygląda, partyzant musi być bo tfurcy pasi. Papier jest cierpliwy,
zniesie wszystko, mła aż tak cierpliwa nie jest. Mła wie że mła ciągle
na temat jakości historyków narzeka ale co ma robić kiedy oni znów
zaczynają się bawić w twórców mitów, przejść nad tym do porządku
dziennego?
To nie tylko wpływ tzw. polityki historycznej, wszak
średniowieczni kronikarze historią się zajmujący często też pisali pod
tezę czyli dla aktualnego władcy, mła ma wrażenie że problem jest
głębszy choć też od dawna znany i piętnowany. Hym... mła by nazwała
zjawisko nadmierną subiektywizacją. Mła uczono że przedmiot badań
trza maksymalnie zobiektywizować a teraz mła widzi że tworzy się
posthistorię, całkiem inszą jakość i mało kogo rażą np. błędy
kwerendy i inne duperele warsztatowe popełniane nie w imię ideologii a
"osobistej wizji twórcy". Mła zmęczona beletrystyką lubiła sobie
poczytać "cóś konkretnego", w ciągu ostatnich dziesięciu lat widzi jak
jej lektura "cięższa" i "średnio - ciężka" zmienia się w beletrystykę i
mła się nie ma w co wgryźć. Jan Długosz i jego mity słowiańskie mła ma
przed oczami, to tak mniej więcej w tym stylu. Mła postanowiła teraz czytać dla odprężenia kryminały krwawe bardzo, takie przynajmniej z trzema trupami. Taka kiniga nie będzie niczego udawać, "chamskie czytadło".
We mła po tej nagłej zmianie pogody z upału na upał troszki mniejszy to leń się zalągł. Koty mła nakarmiła i zamiast leźć do obowiązków to mła się snuje. Ma co prawda alibi w postaci opadniętego ciśnienia bo po lekturze się zapobiegawczo naćpała, no ale to tym bardziej powinna się ruszać a nie kombinować jak by sobie tu zalec i powieczki na oczęta opuścić. Mła sobie zapodała do zapachu podeszczowego cud woń fiołków ( uzyskaną zdaje się z korzeni irysów ). Lipy cóś przestały pachnieć a mła do tej orzeźwiająco zniewalającej woni deszczu potrzebowała jakiegoś słodkiego komponentu. Może pachnidło pomoże mła energię jakąś z siebie wykrzesać. Przydałoby się bo roboty ma huk a leń zalęgnięty pracy nie sprzyja i zamiast jak ten pszczółek pracować w pocie czółka mła w necie siedzi. Mła się pociesza kłamliwie że przynajmniej mózg jej pracuje. Mła doszła do wniosku po przeglądzie info że rzundzące po tych
huraganach i deszczach rzucą się na to ulubiony temacik jak to klimat
się zmienia za naszą sprawą, co w jakiejś części jest prawdą ale mniej
więcej taką jak ta że covid to jak gruźlica groźny.
Ludzie mają wpływ na klimat przez rabunkową eksploatację zasobów, która wynika nie tylko z przeludnienia co raczej w głównej mierze z nadmiernych różnic w dostępie do dóbr, zjawiska powstałego w wyniku odwiecznego durnego zarządzania lub też jego braku. I tyle. Antropocentyryści klimatyczni są dla mła równie śmieszni jak "zdobywcy kosmosu", co wcale nie oznacza że mła taka rabunkowa gospodarka nie wnerwia i że uważa że najlepiej nic nie zmieniać i konsumować, konsumować i jeszcze raz konsumować. Trza zmienić i to naprawdę duuużo ale traktowanie ludzi jak stada owiec którym opowiada się bajki tworzy z nich stado owiec. To jest złe, nazywając rzecz po imieniu. Paskudnie myślę że jedno co dobre w tej klęsce żywiołowej to jest to że do ludzi dotrze jak wygląda prawdziwe zagrożenie i dostrzegą różnice między histerią pandemiczną a tym co im rzeczywiście zagraża. Howgh!
Teraz do fotek. Mła sfociła prezenta, znaczy cud bombonierkę szklaną w kolorze właściwego różu, bransoletkę chłodzącą z kryształków, oraz kawunie z obronionymi przed Małgoś cukierkami ( musiałam odwinąć z papirków i powiadomić że oplwałam ) na tle obabrazka i różowo - łososiowo - zielonego kotka z pocztówki. Następnie mła zapodała coolor malw właśniie kwitnących i zapolowała na fruwacze. Na fotkach poniżej spróbujcie doliczyć się wszystkich widocznych na nich owadów, he, he, he. W muzyczniku muzyczka łagodząca.
Uff, wczoraj u mła tylko 28 stopni ale za to w saunie. Dziś skromne 31 zapowiadali i dolewkę do sauny. Przy takich temperaturach mła żywi się czereśniami i wieczornymi zupkami śmieciówkami. Te ostatnie to tak po prawdzie ze względu na Małgoś - Sąsiadkę mła gotuje, bo panie mocno starsze nie powinny jechać na samej surowiźnie. Mła oczywizda musi wychodzić i swoje robić, jeszcze się wykłócać w ramach zajęć dodatkowych do upadłego bo złapała swoją spółkę energetyczną na przekręcie. Jedyne co ugrała to wykasowanie z faktury zapłaty za usługę która nie została wykonana. Musiała się też solidnie naliczyć czy oferta gwarancji stałej ceny jej się opłaca. Opłaca się na kamieniczne oświetlenie, prywatnie to tak sobie. Firma państwowa a jakże, sprawdzajcie uważnie swoje faktury od państwówek i wciskane Wam umowy, wszak trzeba już zbierać na odprawy prezesów których nadprezes postraszył.
Z postraszenia guzik wyjdzie ale dopływem kasy za niewykonane usługi przeca się nie wzgardzi. Mła o tym pisze bo to nie jest tak że ją jedną trafiło, problem jest szerszy, do mła różne wieści dochodzo. A w ogóle czegóż to się nie zwala na pandemię, każde zaniedbanie urzędnicze, niechlujstwo prawne, złodziejstwo zwykłe to teraz "kwestia pandemii". Mła się rozwściekła i podczas rozmówki wyjaśniającej zażyczyła sobie przedstawienia pisemka powiadamiającego mła o zmianach w umowie, bowiem z fakturą żadne nie przyszło a taka konkretna zmiana wymaga aneksu do umowy i nie da się jej załatwić zmianą regulaminu, której zresztą tyż nie przysłali. No i dupa, urzędniczki mi było szkoda bo ona przeca nie zarządza ale swoje musiałam wydrzeć, bo ani mła się śni wydawać kasę na nomenklaturowych pacanów na stanowiskach. A że to prawdziwe pacany to chyba nikogo przekonywać nie trzeba, koń jaki jest każden widzi.
A teraz sorry, mła się uleje. Kto nie chce czytać jeremiad niech sobie odpuści i przejdzie do ostatnich akapitów. Nieznudzeni przynudzaniem mogo się zagłębić w pesymistycznej lekturze na temat tego jak drogi świata i mła się rozchodzą czyli jak mła się starzeje. Zacznie mła od wieści ze świata - bareizm ożywiony trwa, nie tylko u nas zresztą. Francuski Makaron, taka ichnia wersja Matołżesza, postawił na segregację sanitarną. Dobrze to nie wróży, najbardziej Makaronowi ale on chyba zaślepiony wizją głównego rozdającego karty w Europie po abdykacji Makreli, brnie w różne zdziwności. Nasze pewnie będo usiłowały naśladować choć to nie przesądzone bo nasze w kwestiach sanitarnych lubio małpować Niemców.W Polsce rzundowy złodziejski projekt prywatyzacji lasów, samo ich masowe rżnięcie widać nie wystarcza na zaspokojenie apetytów - wszak trza suwerenowi czymś płacić za poparcie i jeszcze cóś do własnych kieszonek napchać. W ogóle ostatnio wysyp występów "mężów stanu", nie tylko w kwestiach sanitarnych. Jeszcze trochę a społeczeństwa podjudzane przez onych mężów nam się tak spolaryzują że będziemy zamiast jednego wielkiego konfliktu mieli całkiem udaną serię wojen domowych. Szczebelek wyżej czyli forum międzynarodowe - KE przybliżyła swój nowy pomysł na eko, nadal zbiór pobożnych życzeń. Jedyny konkret jaki z tego mła wyciągnęła to ten że polityczni zasiedziali w Brukseli znów majo chętkę na budowanie nowego człowieka, wszystko projektujo dla jego dobra a już szczególnie zmiany zasad handlu emisją dwutlenku wyngla.
Klasyka, tak zaczynały się wszystkie totalitaryzmy - utopia i opowieści o uszczęśliwianiu człeka, chęć odgórnego przemodelowania społeczeństwa, propaganda ze szczególnym naciskiem na pranie młodych umysłów a więc takich których życie jeszcze nie nauczyło krytycznego podejścia do propozycji politycznych i napychanie własnych kieszonek za pomocą prawa skrojonego na miarę apetytów jego twórców. Zawsze to się smutno kończyło. Mła się ostatnimi czasy robi bardzo podejrzliwa wobec wszelkich dobroci jej proponowanych przez politycznych, mła sama wie że plastik be, że dżefka trza sadzić i wodę oszczędzać ale wie też że handel emisjami CO dwójeczki jest przekrętem bo nie w tej emisji główny problem a klimat naszej planety od zawsze był zmienny. Mła sobie przypomina jak zakończyła się sprawa z pomiarem jakości spalin samochodowych, jak pozbawiono Europejczyków możliwości dochodzenia od koncernów samochodowych odszkodowań za przekręt , ucieczkę Monsanto z Hameryki przed gigantycznymi odszkodowaniami pod skrzydełka Bayeru i jeszcze parę inszych radości tego typu i jakoś nie dowierza gadkom o tym jak mła ekologicznie po europejsku uszczęśliwią.
Nie ci ludzie i nie te grupy interesów które za nimi stoją. Obawiam się że z ekologią na ustach będzie się próbowało ograniczać prawa obywatelskie natomiast rzeczywisty wpływ na ograniczenie degradacji środowiska będzie znikomy Mła słyszy jak to UE rezygnuje z plastików, od paru lat słyszy ale plastiku wokół niej mniej się nie zrobiło. Słomki do napojów to prycho w porównaniu z opakowaniami kosmetyków, petami, podpaskami, zabawkami, ciuchami itd. Cóś się mła widzi że to jak z silniczkami spalinowymi, na papirze pięknie wyglądało tylko real cóś nie pasował. Jak wygląda w Europie realizacja śmieciowych dyrektyw? Nie tylko u nas jest bordello i ukrywanie problemów z utylizacją odpadów. Taa... Samo dobro dla nas ci polityczni przygotowujo a real sobie skrzeczy. O przymuszaniu do czepień za które politycy europejscy powinni płacić stanowiskami a z którym to procederem EU wyraźnie sobie nie radzi bo z okazji czepionek sama dała ciała , w kontekście dobroci wciskanej na siłę mła tylko napomknie. Mła znów czuje przemożny przypływ chęci na solidne zasolenie kopa w tyłki politycznego towarzycha pobierającego wynagrodzenie nieadekwatne do wykonywanej pracy, chętnie oddzieliłaby ich prawnym murem od możliwości wydawania decyzji w wielu tzw. sytuacjach nadzwyczajnych i sporej części całkiem zwyczajnych.
Pozbyć się całkiem ich nie sposób ale przydałoby się jakoś ograniczyć polityczny światek, ten "czar osobowości", "lideryzm", "osobistą charyzmę". Mój boszsz... mła się marzą procedury zamiast bandy kretynów nieznających się na niczym, którzy tylko dlatego że podobni im na nich zagłosowali uważają że znają się na wszystkim. Alibi w postaci ciał doradczych ze znajomymi królika i lobbystami i agentami wpływu są dla mła cóś mało przekonywujące. A co do elektoratu to chyba Franklin pisał że ludzie którzy sprzedają swoją wolność za bezpieczeństwo nie zasługują ani na jedno ani na drugie. I to nie tylko bezpieczeństwa zdrowia dotyczy, na mła od dawna pojęcie "bezpieczeństwo narodowe" działa jak płachta na byka. Ostatnio cóś robi się też bardzo nieufna wobec nowych wersji starego numeru czyli "bezpieczeństwa socjalnego". Nie żeby się na korwinizm nawróciła, wydawa się jej tylko że wymyślone przez kanapowych politycznych bezpieczeństwo socjalne polegające na płaceniu groszy za samo istnienie może okazać się bardzo niebezpieczne.
Mła już raz brała udział w takim programie z bezpieczeństwem socjalnym. Też był robiony dla dobra ludzkości ten eksperyment. Ech... coraz mniej tej demokracji w demokracji a obywatela w obywatelu - miska ryżu jako synonim dobrobytu się zbliża. Jaką straszliwą ironią losu jest durnowacenie społeczeństw przy masowym dostępie do mediów. Mła się zastanawia czy naprawdę jesteśmy skazani na nieustające przechodzenie demokracji w autorytaryzm i drogie powroty do stanu gwarantującego nam jako taką wolność? No a teraz jeszcze na zakończenia dnia wisienka na torcie - najpierw dwoje wybitnych psujów - Ursula i Matołżesz dyskutuje a wynikiem dyskusji zdaje się być kretyńskie z punktu widzenia prawa orzeczenie naszego pseudo trybunaliku. Kretyńskie bo wydane przez źle umocowanych, ani niedziałające z powodów oczywistych. A wszystko to w ramach retorsji po orzeczeniu TSUE. Zaraz będziemy zabierać zabawki z piaskownicy i szybciej niż reszta Europy kierować się w stronę Chin. Mła odnosi wrażenie że wszyscy się zakiwali, EU bo za długo tolerowała podskakiwanie i Pisdowate, no bo co teraz. Przeca nie manna z nieba. Mła myśli że EU nam podziękuje, proces federacyjny przyspieszy, ruszył po brexicie to po poleczce będzie speed aż miło.
I jak się mła ma na świat nie ulewać? Mła się zaprawdę starzeje
bo coraz mniej spraw ją dziwi. Mła się utwierdza w
tym że straszliwe podejrzenie, że jej starczy problem nie polega na tym
że ona tego nowego świata nie rozumie tylko polega na tym że ona go
rozumie za bardzo, jest prawdą. To wcale nie jest miłe i mła się robi
niemiła. "To, co było, znowu będzie, a co się stało, znowu się stanie:
nie ma nic nowego pod słońcem." - jak stoi w Dobrej Księdze. Hym...
może lekka demencja nie jest znów taka zła? Może lepsza niż świadomość trwania nieustającej powtórki z rozrywki?
Co do raciczki mła, pięta boli i mła czuje że jest pewien problem. Cóż, trza jej zamówić terpentynę wenecką i poszukać dobrych jajek od szczęśliwych kur. Z siąpaniem z nosa spokój bo leki mła są z tych skutecznych a mła sama siebie przekonała że zarośnięcie Suchej - Żwirowej to nie jest jednak koniec świata. Teraz do spraw przyjemnych - Szpagetka znowu żre, zdawa się mła że przestój jedzeniowy spowodowany był zazdrością Najnajejszej. Mła chciała troszki stado pohołubić ale Trójłapa Bogini uznała że to jest odstąpienie od dogmatów i wymaga ukarania heretyckiej mła karą niepokoju. Bogini jest jedna, potem jest długo, długo nic, potem zakręt i sześć kilosów do przejścia, zaułek, schódki i dopiero cała reszta kociego stadka. Hym... mła się z Mrutkiem na czas karesów zamyka w łazience, Sztaflik
jest hołubiona w korytarzu, pieszczenia Okularii i Pasiaka odbywają się
w ogrodzie.
Wszystko to ma miejsce z daleka od oczu Trójłapej Bogini ale wiecie jak to jest z boginiami, one są wszechwidzące. Czasem kiedy Bogini raczy zalegać na mami insze koty mogą się przytulać na wyrku do mła ale tylko na troszkę bo powieczka zaraz się unosi kontrolnie i mła musi smyrać łepek coby ekscesów nie było. Ostatnie dwa wieczory były tak gorące że Czarnulom nie chciało się nawet pojedynkować, dolegiwały na parapetach w zachodzącym słońcu, wraz z kibicami rzecz jasna. Później po takim leżonku jest kolacyjka, dospanie i koło dwunastej w nocy rozpoczyna się życie towarzyskie. Uznano że mła w tym życiu towarzyskim powinna kotom towarzyszyć, tak że mła blade świty obserwuje. Pociesza się tym że i tak by powiek na oczęta nie spuściła, za gorąco na sen. Zazdraszczam wszystkim pławiącym się w chłodku, na pewno są wyspani.
Mła dostała kolejną paczuszkę, mła się czuje rozpieszczana. W paczuszce słodkości i to przepyszne i mła teraz musi bronić przed Małgoś stanu posiadania. Małgoś wyznaje zasadę Mae West - "Na ogół unikam pokusy, chyba że nie mogę się jej oprzeć." Małgoś na ogół nie może. Przypominamy sobie dawne czasy i słynne cukierki "Pokerowe". Mła jutro zrobi nową aranżację z bombonierką od Rominka i pocztóweczkami od Kocurka, ma nadzieję że cukierki się ostaną mimo tego że Małgoś krąży koło stołu jak wytrwały sęp. Rany, mła zaraz wyciągnie dzienniczek diabetyka coby łakomca postraszyć. A teraz o fotkach. Mła dziś z dużym trudem udała się na Suchą - Żwirową w celu zrobienia zdjęć roślinkom. Jak na takie upały to nie jest źle, deszcze swoje robią i rośliny nie są padnięte. Mła znalazła miejsce dla swojego urodzinowego żmijowca ruskiego, eksponowane. Udało mła się też mła sfocić Okularię, która zadawała szyku na Suchej - Żwirowej, Ocelot II patrzał urzeczony z dachu szopki, bliżej nie śmiał podejść bo Mrutek i Pasiak udawali że śpią w cieniu samochodu Pana Krzysia. W muzyczniku spokojne nuty z filmów które mła bardzo lubi - 'Crash' ( w Polsce wyświetlali go pod tytułem "Miasto Gniewu" ) i "Big Lebowski".