piątek, 15 lipca 2016

'Victoria Falls' - irys TB w sosie sentymentalnym

Irys stary ale jary, dzisiejsza klasyka wczorajsza awangarda, choć może z tą awangardą to przesada. Awangarda zawsze jest  kontrowersyjna a 'Victoria Falls' nigdy nie wzbudzała kontrowersji, przypadły jej w udziale  same zachwyty. No bo i było ( moim zdaniem nadal jest ) czym się zachwycać. Przede wszystkim piękny odcień błękitu, specjalność szkółki  Schreinerów z której wywodzi się mnóstwo świetnych  irysów w kolorze blue , po drugie kształt kwiatów, który nawet dzisiaj w dobie pofalowanych ( nieraz okrutnie ) płatków nie razi specjalnie anachroniczną formą, po trzecie pęd wysoki ale silny, utrzymujący się w pionie bez wsparcia. Jak do tego dodać zdrowie i wigor to nie ma się co dziwić że staruszka  'Victoria Falls'  nadal rośnie w wielu ogrodach. W Alcatrazie ma zapewnione stałe miejsce, kocham ten odcień błękitu. Teraz metryczka - odmiana zarejestrowana przez Schreinerów w roku 1977 i w tym samym roku wprowadzona do handlu  przez ich szkółkę. Jest wynikiem krzyżowania ('White Pride' x siewka o symbolu Y 163B ) x 'Violet Favor'. Dorasta do 102 cm wysokości, zakwita dość wcześnie ale kwiaty rozwija prawie do końca środka sezonu. Utytułowana niemal  jak królowa  Victoria, he, he -  Honorable Mention 1978, Award of Merit 1980, American Dykes Medal 1984. Co prawda nie sądzę że taki kolor mają wody Wodospadów  Wiktorii, ale nazwa romantyczna, taka kolonialno  - melancholijno - sentymentalna. Może dlatego, oprócz  rzecz jasna pięknego kolorku i innych zalet  odmiany, darzę  'Victoria Falls' takim klasycznym sentymentem.


'Luxuriant Lothario' - irys TB "realnie" zaskakujący

'Luxuriant Lothario'  przyjechał do mnie z Australii, via Robert rzecz jasna. Od dawna się zbierałam do zakupu tej odmiany, jednak nie jest ona z tych porażających bardzo  niskimi kosztami nabycia, więc aż do tego roku była tylko  chciejstwem. Przegrywała z SDB czy IB, których sporo do mnie z Australii przyjechało, ale ten rok był szczególny - zero esdebiąt, zero ibiąt , tylko dwa porządne  tebiaki. Chciejstwa od dawien dawna uplanowane, których zakup  nie dochodził do skutku z tzw. powodów niezależnych, he, he ( no, w jednym wypadku to był naprawdę niezależny, Barremu  chorowały  kłącza ). Wielce wyczekiwany wziął  otworzył kwiaty i zaskoczył - hym.....on jest inny. Znaczy on to on, irys właściwej odmiany, tylko wygląda inaczej niż na zdjęciach w katalogu. Ha, on wygląda nieco inaczej niż na większości zdjęć w sieci!  Przede wszystkim jest cieplejszy, kolory mają ciepły odcień nawet podczas pochmurnej pogody ( to łapie obiektyw, czyli nie jest to tak że ciepłe zabarwienie zależy tylko od ilości słońca na płatkach ). Na wyodrębnienie paska na końcach  dolnych płatków trzeba  trochę poczekać, wraz z wykwitaniem robi się  bardziej  widoczny (  szczęśliwie nie dlatego  że kwiat płowieje, tylko dlatego że irys Barrego, zgodnie z najlepszą tradycją irysów  Barrego,  rozwija kolor ). Zaskoczka ale w sumie jestem zadowolona, irys prezentuje się godnie i będzie pasował w znacznie większym stopniu, niż do jak do tej pory sądziłam,  do swoich irysowych sąsiadów. Teraz  metryczka - odmiana została zarejestrowana w 2008 roku przez Barrego Blyght'a i wprowadzona w sezonie 2008/2009  do handlu przez szkółkę  Tempo Two. 'Luxuriant Lothario'  dorasta  do 102 cm wysokości, zakwita na początku środka sezonu, czasem zdarza się że wcześniej. Powstał w wyniku krzyżowania "blyghtowskich" odmian ( 'Ruling Lord' x 'Stop Flirting' ) x 'Astrobubbles'.



czwartek, 14 lipca 2016

'I Hope You Dance' - irys TB "z nadzieją na rozrastanie"

Kolejny irys który do Alcatrazu zawitał z  ogrodu Barashki - 'I Hope You Dance'  potwierdza moim zdaniem że  Barashka ma nosa do odmian, które są piękne nie tylko na katalogowych zdjęciach ( mój boszsz ..... ile nam Irysowym wpadunków "katalogowych" się zdarza, na zdjęciu cud, miód i malina a w realu papagaj albo  wymoczek ).  Kolorki tej odmiany są naprawdę zachwycające, niby pastelowo  rozmyte a wzrok przyciągające. Bardzo dobra jest też substancja płatków, kwiat z godnością zniósł opady deszczu, dżdż nie zostawił na nim  zbyt wielu  śladów. Oby  się dobrze rozrastał, marzą mi się łany irysowe tej odmiany. Dobra, teraz metryczka - 'I Hope You Dance' jest dziełem  Thomasa Johnsona, odmiana została zarejestrowana w 2009 roku i w tym samym roku trafiła do sprzedaży za sprawą szkółki  Mid -  America. Ten pięknotek w typie blend jest wynikiem krzyżówki odmian 'Paris Fashion' x 'Amiable'. Dorasta do 91 cm, kwitnie w środku sezonu. Odmiana została uhonorowana przez AIS Honorable Mention w 2011 roku. Nazwę odziedziczył  po wielkim amerykańskim przeboju, balladzie  country z całkiem niezłym tekstem, którą  pierwsza śpiewała Lee Ann Womack. Ha, "I hope you never lose your sense of wonder " - tak pasuje do tego deszczoodpornego kwiatu! "You get your fill to eat but always keep that hunger" - to coś o mnie, he, he.



'Dancing Ghost' - irys TB "barashkowy"

No i nastał nam  czas sadzenia irysów bródkowych. Ledwie żyję po wczorajszej irysowej robocie,  Barashka  się uspokajająco na forumie odezwała, koty usiłowały kraść mniejsze kłącza spod  ręki i uciekać ( kretyńskie, bardziej pasujące do psów  zabawy )  - znaczy normalnie, jak to w lipcu. Na blogim znaczy nadszedł czas na kolejne irysy. Zacznę od 'Dancing Ghost', odmiany która do Alcatrazu przywędrowała z ogrodu Barashki. To piękny irys od kłącza po kwiat. Kolorki pastelowe, przełamane ale czyste, bródka fioletowawo - starozłota ( określenie w kolorze musztardy jakoś do mnie nie przemawia ),  wewnętrzne  wyposażenie kopułki urodne - czego chcieć więcej? Niech przyrasta  szybko i zdrowo, tylko takie  chciejstwo przychodzi mi do głowy. Teraz metryczka - wyszedł spod  ręki  Thomasa  Johnsona, zarejestrowany został w 2012 roku i w tym samym roku  wszedł do handlu za sprawą szkółki  Mid - America. Odmiana dorasta do 91 cm, pędy ma  sztywne, z tych które raczej  nie zaliczają gleby. Kwitnie w środku sezonu. 'Dancing Ghost' jest wynikiem krzyżowania odmian  ('Brussels' x' Presentation') X 'Silk Run'. W innej wersji ( nie tej z AIS ) krzyżówka wyglądała nieco inaczej - ( siewka  oznaczona symbolem T169A, rodzeństwo odmiany 'Brussels' x 'Presentation') X 'Silk Run'.  W każdym razie dwa irysy  autorstwa Johnsona  skrzyżowane z odmianą  Blyghta dały tę urodność ( przyznam  się że gdyby przyszło mi bez info przypisać tę odmianę konkretnemu  hybrydyzerowi stawiałabym  raczej na  Blyghta  niż  Johnsona,  ten irys jest taki  "blyghtowski" ). Mam nadzieję że zdrowie i tempo przyrastania  będzie miał  po  'Brussels',  "johnsony" u mnie na ogół dobrze rosną (  lepiej niż  większość "blyghtów" ). Odmiana została wyróżniona przez AIS Honorable Mention w 2014 roku.



środa, 13 lipca 2016

L jak lawend i lawandyn uprawa w ogrodach

Lawend i lawandyn u mnie mnogo, a teraz będzie jeszcze więcej. Oczekujemy z Mamelonem na lawendową paczkę z odmianami, które nam wlazły w ślepia. Obie rzuciłyśmy się na  śliczną lawendę wąskolistną 'Elizbeth', na  lawendy z serii Ellagance, na  lawandynę 'Grosso' - no apetyt nam  dopisuje. Mamelon rzuciła się bo kolorki lawendowe i siwe listki jej paszą do  koncepcji kolorystycznej nasadzeń a ja  dlatego że lawendy są bardzo  dobrym towarzystwem dla irysów bródkowych. Oczami wyobraźni już widzę przyszłą Suchą - Żwirową w lipcowej szacie - lawendy, perowskie, jeżówki blade, białe krwawniki, mikołajki nadmorskie i morze  ostnic. Tak to sobie wyobrażam. W dziurwach ( odstępach ) pomiędzy przyciętymi lawendami będę mogła posadzić odmianowe maki orientalne, bez strachu że  będą mi się wykładały ( maki sadzone na piochach mają mniejszą tendencję do wylegania ) i tym sposobem zapewnię urodne kwitnienia na początku czerwca i zasłonięcie tej pustki jaka robi się po makach już pod koniec tego miesiąca. Lawendy pasują mi do traw, do szałwii lekarskich, do starych odmian róż i do róż "dzikunów", do goździków, sedumków i tym podobnych roślin nie lubiących zbyt ciężkiej  gleby, zbyt dużej  w niej wilgoci i zbyt częstego obcowania trzeciego stopnia z ogrodnikiem.  Normalnie prawie kącik pseudo śródziemnomorski, he, he. Co dla mnie  też dość istotne, spora część roślin z przyszłej Suchej  - Żwirowej, z lawendami na czele, nie zaniknie na zimę. Znaczy robię co mogę żeby zapewnić sobie choć patrzenie na śpiącą zieleninę w sezonie postogrodowym.

Lawendy nie są roślinami szczególnie trudnymi w uprawie, jednak  zanim zdecydujemy się je  posadzić w ogrodzie dobrze się nad tym zastanówmy. Jeżeli jesteśmy posiadaczem piochów albo  gleby przepuszczalnej to z Wielkim  Ogrodowym sprawa, ale jeżeli posiadamy glebę ciężką jak ręka  socjalistycznej sprawiedliwości to pomyślmy sobie ile pracy będzie kosztowało nas przygotowanie podłoża. Ciężkie gleby wolno się nagrzewają,  długo trzymają wilgoć i nawet odpowiednie pH nie gwarantuje nam przecież że roślina zniesie z godnością zimową wilgoć koło korzeni. Załatwienie lawendzie odpowiedniego drenażu w  małym ogrodzie z gliniastą glebą jestem w stanie sobie wyobrazić, większe nasadzenia na takowej ziemi jawią mi się jako porównywalne stopniem trudności z rachunkiem różniczkowym.  Przepuszczalne podłoże, baaaardzo dużo słońca i odpowiednie cięcie to trzy warunki które muszą być spełnione jeżeli chcemy się cieszyć lawendowymi łanami.  Lawenda lubi podłoże o odczynie zasadowym, niektóre odmiany tolerują wyższe pH, ale przy rodkach nie należy ich sadzić ( piszę o tym bo ostatnio widziałam takowe połączenie "przecudne" było - zastanawiałam się co zdechnie prędzej, rodek czy lawenda ). Wszystkie netowe porady typu sadzić co  30 centymetrów to takie pitu - pitu, uprawiam lawendę na tyle długo że już jestem  świadoma różnic w sposobie sadzenia karzełków i olbrzymów. Sadzenie odmiany lawandyny która po  przycięciu zajmuje około 60 cm kwadratowych w rozstawie 30 centymetrowym  to zapraszanie chorób grzybowych w deszczowe lata i pozbawianie się części kwiatów. Zbyt ciasne sadzenie lawendy ( "zrób sobie żywopłocik" ) i nieumiejętne cięcie ( "przecież usunęłam lub usunąłem kwiatostany" ) to najczęściej popełniane  lawendowe błędy. Taaaa, ja też je dzielnie popełniałam!




Jak już odchwaściliśmy glebę i przygotowaliśmy ją na przyjęcie roślin to przystąpmy do uprawiania. Uprawę lawendy zacznijmy od przygotowania teoretycznego ( co jest czynnością zalecaną przy wszelkich uprawach ). Wybierzmy odmiany lawend czy lawandyn, które nam najbardziej  paszą lub też ( zalecane, he, he ) najbardziej paszą  do naszego ogrodu. Jeżeli nie mamy bzika kolekcjonerskiego to nie szalejmy na  małych powierzchniach z ilością odmian, mniej czasem znaczy więcej. Nie zalawendujmy ogrodu doszczętnie,  ogród to nie plantacja ( no chyba że mamy do dyspozycji rabatę metr na dwa, a reszta to kostka i modernistyczny do nieprzytomności  budynek zajmujący niemal całą powierzchnię działki, he, he ). Sadzimy rośliny na miejsca docelowe mając na uwadze ich dorosłe rozmiary. Jeżeli sadzimy kuszące kwiatami lawendy latem, szczególnie te kupowane w doniczkach dziewiątkach,  to miejmy świadomość że młode sadzonki potrzebują więcej wody niż głęboko zakorzenione rośliny. Po kwitnieniu nie wystarczy usunąć  kwiatostany i szlus, lawendę się formuje czyli sekator najlepszym przyjacielem  ogrodniczki czy ogrodnika uprawiających lawendę. Przycinamy raz  lub  dwa razy do roku, w zależności od tego jak  rośnie dana  odmiana ( odmiany o luźniejszym pokroju na etapie  młodych sadzonek  przycina się w naszych warunkach klimatycznych dwa razy do roku ).

 Sadzonek z  dziewiątek nie formujemy natychmiast tylko ograniczamy się do usunięcia kwiatostanów po kwitnieniu, starsze rośliny ( czyli takie, które już rok  siedzą w gruncie ) przycinamy we wrześniu o 1/3 lub1/2  całości pędu ( całego ulistnionego, nie tylko chechłać  łysawą górę pędów ) w zależności od tempa wzrostu odmiany. Staramy się formować lawendy na kształt pieczarki lub bardziej kulisto ( niektóre odmiany  dopiero przy cięciu "w kulkę" produkują  zadowalającą ilość pędów z kwiatami ). Odmiany lawend szybko rosnących, o luźnym pokroju możemy przycinać wiosną.  Po mojemu wychodzi na to że lawandyny  najlepiej przycinać jesienią  a lawendy  dobrze reagują na wiosenne cięcie, no ale to u mnie w ogrodzie. W innych ogrodach lawendy i lawandyny mogą reagować inaczej, czyli dobrze jest przetestować jak lawenda zachowuje się w Waszych ogrodach ( nie ma to jak wyczuć własny  ogród, he, he ). Na zimę lawendy zaleca się okryć w chłodniejszych rejonach Polski, przyznam bezczelnie że tego nie robię i wielkich strat, poza pamiętną zimą 2012, nie było ( potem  i tak większość uszkodzonych przez mróz bezśnieżny lawend odbiła ). Lawendy nie znoszą przenawożenia, jeśli już chcecie zrobić im dobrze to malutka warstwa kompościku na wiosnę cieniutko przy krzaczkach rozłożonego wystarczy w zupełności. Od czasu do czasu można dać pod krzewinki troszkę dolomitu albo popiołu z drzewa. Rozmnażać odmiany najlepiej przez odkłady, sadzonkowanie wymaga tzw.  "zielonych rąk" . Po paru latach niby powinno wymienić się krzewy lawend, ja stosuje radykalną kurację sekatorem i leniwie nie wykopuje starych roślin. To tak pokrótce o uprawie lawend i lawandyn i to jest ostatni post ( jak na razie ) z dużym L w tytule.





wtorek, 12 lipca 2016

L jak lawendy mieszańcowe

No dobra w kolejnym wpisie lawendowym zaczniemy od mało dostępnych jeszcze mieszańców Lavandula x chaytoriae , a potem  przejdziemy do Lavandula x intermedia.

Lavandula x chaytoriae 'Richard Gray' ( ta piękna szarość ze zdjęcia poniżej ). To wyjątkowa, kompaktowa hybrydka, która natychmiast wywołała u mnie chciejstwo. Jest to wynik krzyżówki Lavandula angustifolia x Lavandula lanata ( gatunek lawendy pochodzący z południa Półwyspu Iberyjskiego, o  pięknie wysrebrzonych liściach )  wykonanej około 1980 roku w The Kew Gardens. To chaytoriae  to na cześć botanik ( botaniczki?! )  Dorothy Chaytor,  która napisała w 1937 roku słynną "lawendową Biblię", czyli solidne dziełko o lawendach. 'Richard Gray'  to przede wszystkim srebrzysto-szare liście, ale kwiaty też robią wrażenie. Niezbyt ciemne, w  fiołkowym odcieniu, niezbyt duże.  Odmiana  rozrasta się bardziej w szerz niż w wyż. Otrzymała  Award of Garden Merit RHS, a ode mnie 90 punktów w stu punktowej skali ( to 10 jej odjęłam za brak możliwości natychmiastowego zakupu ). Ponoć  nasze  zimy znosi z godnością. Lavandula x chaytoriae 'Sawyers' lub 'Cornard Blue' vel 'Quicksilver' to dorastająca do 60 cm wysokości odmiana o szarawych liściach i  pachnących, kwiatach w barwie określanej jako "świetlisty fiolet". Roślina nagrodzona  Award of Garden Merit RHS.  Lavandula x chaytoriae 'Lisa Marie' krzyżówka pomiędzy  odmianą lawendy wąskolistnej  'Martha Roderick' i Lavandula lanata. Kwiaty ciemno niebieskie,  kwitnie bardzo wcześnie, wzrost że tak się wypiszę "kompaktowy". Te  trzy mieszańce lawendowe można wg. literatury uprawiać w strefie  6,  ja spotkałam zimującą odmianę 'Richard Gray', więc chyba i te dwie pozostałe hybrydki dadzą radę w naszym klimacie. 




Mieszańce między Lavandula angustifolia i Lavandula latifolia nazywane są Lavandula x intermedia czyli lawendą pośrednią. Przyjęło się jednak nazywać te hybrydy  lawandynami lub lawendami francuskimi, a także lawendami holenderskimi ( to chyba w Albionie one się zrobiły z francuskich  holenderskie  - Dutch lub Dutch Group to po prostu niższe lawandyny  wyhodowane w okolicach 1920 roku, czasem używa się nazwy 'Vera' - nie wiem jak to się ma do tej  group, tajemnica mundialu). Kwitną później niż odmiany lawendy wąskolistnej, co rzecz jasna przedłuża lawendowy sezon. To głównie lawandyny rosną na plantacjach w takiej Prowansji czy tam innej Toskanii ( i rzecz jasna w Bułgarii, obecnie największym  producencie oleju lawendowego ), duże krzewy o  dużych kwiatach dających mnóstwo olejku. Brzydko  rzecz ujmując lawandyny to takie lawendy przemysłowe, co wcale nie oznacza  że  mniej urodne. Lawandyny  osiągają większe rozmiary  niż lawendy,  wysokość  krzewu  dochodząca  do 60 cm oznacza że lawandyna jest hym....karzełkiem. Duże odmiany lawandyny  osiągają wysokość 150 cm! Krzewinki nie do przeoczenia. Lawandyny nie są  efektem najnowszych krzyżówek, to rośliny z historycznym stażem. Pierwszy botaniczny  opis Lavandula x intermedia pochodzi z 1828 roku, rzecz jasna zamieszczony został w dziele pod tytułem "Flora Gallica". Ponoć mieszańce  powstały spontanicznie, dopiero około połowu XIX wieku zaczęto selekcjonować rośliny pod kątem przydatności dla przemysłu farmaceutycznego i kosmetycznego ( dłuższy i solidnie napakowany  kwiatostan oznacza więcej surowca ). Jednak prace hodowlane z prawdziwego zdarzenia rozpoczęto dopiero w wieku XX. Dobra, teraz przegląd odmian.



'Provence' - wg. netowych wyczytków ta lawandyna pochodzi ......z Kanady. W latach pięćdziesiątych XX wieku miała się  urodzić ta odmiana. Chyba coś jest na rzeczy  bo 'Provence' cieszy się sławą wyjątkowo odpornej na niskie temperatury i wilgoć w zimie ( poleca się ją nawet na cięższe gleby, jako doskonale zimującą lawandynę ). Dorasta do ponad metra, w naszym klimacie buja nieco niżej. Mimo średniej ilości uzyskiwanego z kwiatów  olejku,  odmiana uzyskała status przemysłowej ze względu na łatwość zbioru. 'Provence' uchodzi za najlepsza  odmianę "kulinarną", jej kwiaty  wchodzą w skład mieszanek ziołowych  à la Provence lub stosowane są jako "samodzielna" przyprawa ( ha, słynne lawendowe makaroniki Ladurée ). Kolor kwiatów to bardzo, bardzo jasny odcień fioletu ( głupio tak określać kolor kwiatów jednej  rośliny kolorem kwiatów innej, ale kwiaty 'Provence' mają kolor kwiatów wrzosu a jasno zabarwione pąki z których się rozwijają, sprawiają że kwiatostany są bardzo jasne ).

'Grosso' - chyba najpopularniejsza lawandyna przemysłowa, szacuje się że uprawa tej  odmiany  lawandyny to 80%  wszystkich upraw  lawendy. Rzecz jasna  tę popularność 'Grosso' zawdzięcza tzw.  wydajności z hektara, znaczy z tej właśnie lawandyny uzyskuje się największą ilość olejku. Odmianę  wyhodował i wprowadził do handlu w 1972 roku Pierre Grosso. Jak wszystkie rośliny nie zawiązujące nasion lawandyny rosną szybciej niż gatunki z których powstały, jednak  'Grosso'  ma tempo wzrostu które wyróżnia ją spośród pozostałych lawandyn - to jest lawandyna ekspresowa. Rośnie błyskawicznie jak na sterydach, buja powyżej metra. Jest dość  tolerancyjna na pH gleby, znosi zarówno letnie susze jak też zimową wilgoć. Jest też odpowiednio mrozoodpodporna.  U nas tradycyjnie  będzie nieco niższa ale tempo wzrostu utrzymuje. Kwiaty tej odmiany mają kolor fioletowy, o średnim natężeniu barwy. Kłosy są długie  i dość gęsto ućkane kwiatami ( stąd potoczna angielska nazwa "Fat Spike" ).

'Alba' - nazwa taka jak u odmiany lawendy wąskolistnej i zdarza się że mylnie nabywa się w szkółce lawendę zamiast lawandyny albo też odwrotnie. Czasem określa się też tę odmianę jako 'Grosso White' czy to aby nie jest mylenie dwu różnych odmian. 'Alba' jest ponoć znana  od 1880 roku, więc jakoś mi to nie pasuje do Pierre  Grosso i jego odmian. Rośnie nieco niżej niż inne lawandyny,  najczęściej osiąga w optymalnych warunkach około 60 - 80 cm wysokości. Wzrost  jest też wolniejszy niż w przypadku odmiany  'Provence', że o 'Grosso' ledwie tylko napomknę. Kwiaty  białe, ponoć tak sobie pachnące ale za to 'optycznie" bardzo - bardzo.

Kombinację tych  trzech odmian lawandyny możecie zobaczyć na zdjątku nr 4 i nr 6 , która jest która rozpoznać łatwo.



 'Grappenhal' - odmiana lawandyny którą nabyłam jako lawendę wąskolistną  ( zakupy z cyklu sami nie wiecie co sprzedajecie i sama nie wiesz co kupujesz ). No cóż,  trochę mnie  dziwiło że taka duża rośnie, choć zdziwko nie było natychmiastowe. To jest lawandyna o mocno wysrebrzonych liściach i dość powolnym tempie wzrostu ( przyuważyłam że  bardzo srebrnolistne lawendy i lawandyny zawsze rosną nieco wolniej  niż te oliwkowo - szarolistne ). Teraz wyrosło dorodne 80 cm lawandzisko i zdaje się że  nie jest to jeszcze pełnia jej  możliwości jeśli chodzi  o wzrost. W optymalnych warunkach jest bujanie powyżej metra, do takiej samej szerokości zdarza się  dochodzić   tej odmianie. Jej kwiaty są dla mnie nieco mniej widowiskowe niż kwiaty innych odmian lawandyn, może dlatego że są takie bardziej "kłoskowe".  Kolorek za to interesujący, fiolet ma wyraźnie różowy odcień.

'Phenomenal' - odmiana nówka. Wprowadzona została do handlu przez Peace Tree Farm w 2012 roku i narobiła sporo zamieszania. Jest odmianą zarówno bardzo dobrze zimującą jak też znoszącą ciepłe i wilgotne lata zabójcze dla innych lawend i lawandyn. Jeśli chodzi o to zimowanie to amerykańskie szkółki polecają ją jako  roślinę do strefy  4. Biorąc poprawkę na różnice klimatyczne to wychodzi że ta odmiana powinna dać sobie radę w strefie 5, czyli  'Phenomenal'  nadaje się do uprawy w całej Polsce ( z bardzo nielicznymi wyjątkami typu lodówka powstała przez ukształtowanie terenu ). Odmiana wyróżnia się spośród innych lawandyn  bardziej zwartą budową. Jest też ponoć nieco niższa. Kwiaty fioletowe, o średnim natężeniu barwy, liście ładnie wysrebrzone.

'Hidcote Giant' -  niebiesko - fioletowa barwa kwiatów, ulistnienie, pokrój -  wszystko to charakterystyczne dla odmiany lawendy wąskolistnej 'Hidcote'. Tylko że lawandyna 'Hidcote' wygląda jak wspomniana odmiana lawendy wąskolistnej na sterydach. Dorasta do ponad metra wysokości, u nas będzie spokojnie bujać w okolicy 80 cm.

'Edelweiss' - dorasta do 80 - 90 cm wysokości, tworzy ładne zgrabne kępy. Liście grube, solidne, kwiatostany dość grube ( odmiana mimo  dużego wzrostu tworzy wrażenie  krępej i solidnej ). Kwiaty jednolicie białe, bez żadnych wychyleń w stronę błękitu. Dość szybko rośnie, ma dobrą odporność na  mróz, z godnością zniesie też wilgotną zimę.

'White Spike' - podobna do odmiany 'Edelweeis', kwiatki są jednak drobniejsze.  Bardzo pięknie pachnie.

'Cathy Blanc' - uchodzi za  lawandynę o najbielszych kwiatach, biel czyściutka jak te  śniegi. Stosunkowo  nowa odmiana.

'Fred Boutin' - odmiana o zwartym pokroju, ładnie wysrebrzonych liściach ( uchodzą za najładniejsze szarości wśród lawandynowych liści, ponoć szczególnie widać to zimą ), kwiaty w kolorze  fioletowym o średnio wysyconej barwie. 

'Grosso Blue' -  wysoko rosnąca odmiana o  dużych kłosach i kwiatach w kolorze ciemno niebiesko - fioletowym. Razem z "podkładkami" z których wyrastają tworzą wrażenie niemal granatowych, stąd  pewnie ta furora  jaka odmiana wywołała w Hameryce.

'Impress Purple' - dorasta do 90 cm wysokości, w optymalnych warunkach powyżej metra.  Szerokość kępy może być jeszcze większa, do 150 cm średnicy.  Kwitnie bardzo obficie, kwiaty ma w kolorze  fioletu z odcieniem  purpury.  Bardzo widowiskowa odmiana.

'Seal' - bardzo szybki wzrost, lawandyna z tych prędko przybierających "dorosły" wygląd.  Dorasta do 80 - 90 cm wysokości. Kwiaty niebiesko - fioletowe z naciskiem na niebiesko.

'Dutch Mill' - lawandyna dorastająca do 80 - 90 cm, o kwiatach w pięknym jasnym odcieniu  koloru niebieskiego.  Nieco podobna  do odmiany  'Provence'.

'Silver Edge' - odmiana lawandyny o biało obrzeżonych liściach, wzrost nieco niższy niż u  takiej "przeciętnej" lawandyny ( znaczy  45 - 60 cm ). Wymaga  częstego cięcia młodej rośliny  dla zachowania ładnego pokroju i bardzo suchego podłoża zimową porą. Latem za to znosi bezproblemowo deszczową pogodę. Jak dla mnie to o urodzie tej odmiany decydują dość duże liście, niebiesko - fioletowe kwiaty, takie w  średnio wysyconej barwie nie wypadają jakoś niebywale ekscytująco. Są ładnie wybarwione ale roślina nie produkuje wystarczającej liczby kwiatowych pędów  żeby kwitnienie oszałamiało. Odmiana została  odkryta w szkółce Walburton w  Wielkiej Brytanii, do handlu wprowadzono ją w 1999 roku ( inna nazwa tej odmiany  to 'Walburton's Silver Edge' ).

'Goldberg' vel 'Burggolden' -  odmiana lawandyny o złoto obrzeżonych liściach. Rośnie niewysoko jak na lawandynę ( 45 -  60 cm ) i na moje oko jest dość cherlawa. kwiaty ma w kolorze fioletowym o średnim wysyceniu barwy. Przyrasta wolno ale dość dobrze znosi zimy.

To tak pokrótce o odmianach lawandyny, bez specjalnej  dociekliwości ( nie rozwiązałam wielu lawandynowych zagadek ), tylko te najpopularniejsze zostały przedstawione. W następnym wpisie będzie o uprawie lawend i lawandyn. Ten wpis ilustrowany jest zdjęciami z plantejszyn Przystanek Lawenda.


niedziela, 10 lipca 2016

L jak lawenda

Zrobiła ostatnimi czasy lawenda wąskolistna Lavandula angustifolia zamieszanie w naszych ogrodach. Może nie dochrapała się tej pozycji co  różne  hity sezonu, nie błyszczała w świetle reflektorów jako roślina roku czy cóś w tym guście, ale z roku na rok powiększa się "areał upraw" lawendy w naszych ogrodach, czy nawet na naszych balkonach. Lawenda z wdziękiem przenosi się z zadrukowanych jej wizerunkiem przedmiotów domowego  użytku - pościółek, ręczniczków, kubeczków, talerzyków, zegarów i tysiąca innych  pierdółek - do ogrodów, swego prawie naturalnego miejsca bytowania. Lawenda głównie przenosi się przez duże centra ogrodnicze  i markety budowlane, stąd może jeszcze nie jest  tak popularna poza miastami, znaczy w wielu wiejskich ogródkach się jej nie uświadczy. Nie  jest to roślina na nowo  poznana ,  odzyskana, cud i miód z babcinego ogródka  - lawendy w Polsce masowo nie uprawiano, uchodziła za roślinę ciepłolubną niezbyt  nadającą się do całorocznego życia w Kraju Kwitnącej Cebuli ( należy przy tym pamiętać że dawniej Kraj Kwitnącej  Cebuli rozciągał się het na wschód za naszą obecną granicą ). Owszem braciszkowie i ojczulkowie w klasztorach w co cieplejszych rejonach kraju sadzili lawendę w zielarniach ( pewnie  to z klasztornych zielarni wyniosła dawniejsze łacińskie miano Lavandula officinalis - czyli lawenda lekarska ),  ale o jej walorach jako rośliny ozdobnej coś cicho było. Prędzej o jej właściwościach  odkażających, uspokajających, antyinsektowych i innej pożyteczności można było usłyszeć. Taki roślinny  niezbędnik  w ziołowym gospodarstwie do wykorzystania w apteczkach domowych, królowa ziół pieknie pachnąca ale bardziej  pożyteczna niż urodna.. Lawenda nie zawsze przetrzymywała ostre polskie zimy nawet w tych ciepłych rejonach, dlatego jej uprawa ograniczała się głównie do  uprawy w doniczkach. Jednak nie  zrobiła na polskich parapetach  wielkiej kariery takiej  jak np. mirt. Myślę że po prostu się nie udawała, potrzebowała zimą dużo światła i niższych  niż większość domowych roślin temperatur ( inaczej ją szkodniki żarły i grzybki mogły  atakować ). Już prędzej rozmaryn dawniej ludzie w Polszcze domowo uprawiali niż lawendę.





Nazwa lawenda pochodzi od łacińskiego czasownika lavare który można tłumaczyć jako myć, prać, czyścić. Ponoć  ukuto  tę nazwę w średniowieczu, choć mnie wydaje się że raczej nazwa starożytna, która w średniowieczu rozprzestrzeniła się  razem z uprawą lawendy. Mogę  się  mylić bo źródełek nie znalazłam. Roślina pochodzi z północnej części basenu  Morza Śródziemnego i  do dziś to tam występuje w półdzikiej formie ( jako składnik formacji roślinnej zwanej garig i w murawach naskalnych ). Tzw. dzika lawenda ( z tą dzikością nieco problematycznie jak to zawsze  u roślin  dawno uprawianych ) jest rośliną dość zmienną, jej  wygląd zależy w dużym stopniu od  stanowisk, które porasta.  Niekiedy buja niemal na metr, czasem ledwie dorasta do 20 cm. Barwa kwiatów to cała paleta niebieskości,  z naturalnymi mutacjami w kolorze różu i bieli. Wysrebrzenie liści też bywa różne. Znaczy tratata - zmienność w obrębie taksonu. Teraz z dwururki - już starożytni Rzymianie i tak dalej, znaczy uprawa lawendy w ogrodach zaczęła się dawno, dawno temu, w czasach starożytnych. Głównie ceniono roślinę  za zapach, który miał mieć  właściwości oczyszczające i odstraszające robactwo. Zapach powstaje za sprawą terpenów, to one dają  nam tak po nosie i to one uczyniły z lawendy roślinę  przemysłową, dostarczającą olejek  eteryczny na potrzeby przemysłu kosmetycznego ( głównie ), spożywczego czy  farmaceutycznego. I to z powodu oleju eterycznego zaczęło się tworzenie odmian lawendy. Preferowano te rośliny które były najbardziej olejkodajne, co nie zawsze przekłada się na urodę rośliny. Odmiany lawendy "przemysłowej" a tej którą na ogół uprawiamy w naszych ogrodach to zupełnie inna bajka,  o czym napiszę  w dalszej części postu. W ogrodzie cenimy nie tylko zapach, ale przede wszystkim wygląd  rośliny, lawendowe pola powstały z powodu zapotrzebowania nie na urodę półkrzewu tylko z powodu ilości substancji  uzyskiwanej z hektara uprawy. Czysta proza, żadnej  ogrodowej poezji.




Teraz o odmianach lawendy wąskolistnej uprawianej w ogrodach. Nazywane bywają te odmiany lawendy lawendami angielskimi bo to angielskim ogrodnikom zawdzięczamy piękne ogrodowe lawendy wąskolistne, dobrze rosnące w  ostrzejszym klimacie. Oczywiście lawendę uprawiano w Anglii od bardzo dawna.  Na wyspy roślina trafiła najprawdopodobniej już w okresie rzymskim, potem uprawiali ją mnisi, a po rozwiązaniu klasztorów przez Henryka VIII trafiła do wiejskich ogrodów ( dla Anglików lawenda jest zatem wiejską rośliną, he, he ).  Jednak  dopiero powstanie mody na nasadzenia w tzw. stylu wiejskim i fascynacja angielskich turystów francuską Riwierą, czy włoskimi krajobrazami  która zaowocowała ogrodami w stylu śródziemnomorskim,  spowodowały lawendowy boom na wyspach. 'Hidcote' to nazwa jednej z odmian lawendy nadana od Hidcote Manor w Gloucestershire, posiadłości majora Lawrenca Johnstona, który namiętnie lawendy uprawiał. Major był urodzonym w Paryżu Amerykaninem, naturalizowanym Brytyjczykiem, uczestnikiem II wojny burskiej, łowcą roślin w Afryce, Birmie i Chinach , wielbicielem Prowansji ( jego drugi ogród znajduje się niedaleko Mentony - Jardin de la Serre Madone ) - w efekcie tej międzynarodowej kombinacji w osobie jednego majora mamy sporo odmian lawendy mających w nazwie Hidcote i co jeszcze śmieszniejsze twór który dziś nazywamy klasycznym ogrodem angielskim ( post wiktoriańskim, nie mylić z XVIII - wiecznym "naturalistycznym" ogrodem angielskim ). Tak, tak, Amerykanin z francuskim miejscem urodzenia ( Dżizuuu, ten cholerny rozpustny Paris! ) był jednym z czołowych współtwórców twórców angielskiego stylu w ogrodnictwie!

No dobra lecimy z koksem - mamy karłowatą odmianę 'Hidcote Superior' , podobną wzrostem odmianę 'Hidcote  Rose' o różowych kwiatach,  większe lawendy takie jak 'Hidcote  Blue Strain' o srebrzystych liściach i ciemnych kwiatach w odcieniu niebieskim,  no i klasyczną 'Hidcote' o mocno niebieskich kwiatach. Jak znam  życie to pewnie wymieniłam tu  tylko najbardziej znane  "hidcoty" i kto wie czy przy okazji nie zaplątałam się w nazwy synonimiczne. Brytyjczycy najwyraźniej lubią nadawać lawendom nazwy najbardziej znanych  ogrodów z czasów "złotej ery ogrodnictwa", która ich zdaniem przypadała na przełom wieków i łapała się na czasy świetności imperium. Munstead Wood w Surrey było  domem ( i ogrodem ) Gertrude Jekyll, kobiety instytucji która dla brytyjskiej szkoły projektowania ogrodów była tym kim królowa  Wiktoria była dla imperium brytyjskiego. No i  nazwa  Munstead  pojawiła się w  następujących  odmianach lawendy:  'Munstead Nana',  'Munstead Dwarf',  'Munstead Strain' - żeby było śmieszniej tak naprawdę wszystkie te nazwy są nazwami synonimicznymi  odmiany lawendy nazwanej po prostu 'Munstead'. To niewielka wzrostem lawenda, zaliczana do karzełków,  o fioletowo - niebieskich kwiatostanach, bardzo silnie pachnąca ( sadzona na plantacjach ),  z całkiem miłymi dla oka srebrzystymi liśćmi. Jej kwiaty zachowują kolor po ususzeniu, idealna dla tych  co z lawendowych kwiatów  wyrabiają różności. Znalazłam jeszcze odmianę 'Munstead Violet', która ma mieć bardziej ciemne kwiaty  niż   'Munstead', oczywiście też karłowata jak tzw.  klasyk, oraz odmianę   'Felice' ( udoskonalona  'Munstead', zaczyna kwitnienie wcześniej niż "mateczka Munstead" i kwitnie  dłużej niż ona, kwiaty mają nieco bledszy odcień fioletu ).  Klasyczne odmiany jak  'Hidcote' i  'Munstead' w sprzyjających warunkach klimatycznych powtarzają  kwitnienie. Teraz przegląd odmian o niskim wzroście, większośc z nich buja w okolicach 20 - 35 cm  - 'Nana Atropurpurea' ( bardzo ciemne fioletowe kwiaty ),  'Nana Rosea' ( kompaktowa różowo kwitnąca ślicznotka, czasem  sprzedawana pod nazwa 'Rosea' ),  'Nana Alba' ( białe kwiaty przy liściach nie tyle szarych co w kolorze zszarzałej oliwki, mój najnowszy zakup, musi być jej sporawo żeby zrobiła wrażenie ale warta uwagi - w końcu za nic nie dostaje się Award of  Garden Merit RHS  ), 'Lady Lavander' ( kwiaty w kolorze blue ), 'Sarah' ( kwiaty drobne, w kolorze fioletowym, bardzo  pachnące ), 'Dwarf  Blue' ( kwiaty w kolorze mocno niebiesko - fioletowym, kwitnie dość wcześnie i bardzo obficie ), 'Silver  Mist' ( dość wolno rosnąca, wiosną grube , bardzo  jasno szare  liście, później troszkę ciemniejące , kwiaty  w kolorze hym...tego..... jasno lawendowym, czyli w odcieniu jasnych odmian lilaka  ), bardzo  malutka, taka calineczkowata  'Wee One',  'Ellagance Purple' ( ciemno kwitnąca, kolor kwiatów purpurowy,  dorasta do 35 cm wysokości ), 'Ellagance Sky' ( kwiaty  w odcieniu błękitu, dorasta do 35 cm wysokości), 'Ellagance  Ice' ( wzrost jak  u innych lawend z serii  Ellagance, kwiaty  białe ), 'Ellagance  Pink' (  wzrost wiadomo, kolor kwiatów różowy ) - lawendy z holenderskiej serii Ellagance to laureatki Złotego Medalu Europejskiego Fleuroselect w 2006 roku, nagroda  przyznana ponoć za odporność na choroby i  wigor. 'Scholmis' zwana inaczej  'Miss Muffet'  ( dorasta najwyżej do 30 cm, kwiaty ma średnio wybarwione, nie jest to ciemny odcień koloru lawendowego, he, he - w sprzyjających warunkach powtarza kwitnienie we wrześniu ), 'Royal Purple' ( dorasta do 30 cm wysokości, kwiaty w kolorze fioletu z tym pożądanym purpurowym odcieniem, bardzo dobra do chłodniejszego klimatu, trzeba  przycinać ją  w kuliste formy ),




Lawendy o średniej sile wzrostu, czyli takie które dorastają od 40  do 60 cm wysokości - 'Imperial Gem' ( kompaktowy, zwarty pokrój, kwiaty ciemnofioletowe,  odmiana dorasta do 50 - 60 cm wysokości, wyróżniona Award of Garden Merit RHS ) , 'Lavance  Purple' ( wymagająca  bardziej suchego podłoża niż inne odmiany, dorastająca do 50 cm wysokości lawenda, młodą roślinę   trzeba przycinać dwukrotnie w ciągu sezonu, kwiaty stożkowe w  kolorze purpury ), 'Blue Scent' ( dorastająca do 60 cm, dość tolerancyjna na pH  podłoża, rosnąca bardzo szeroko i mająca trochę nieuporządkowany, "luźny" pokrój, kwitnie  wcześnie  kwiatami w kolorze  ciemno  niebiesko - fioletowym ),   'Peter  Pan' ( dorasta do 45 cm wysokości, rośnie bardzo wolno, kwiaty w kolorze ciemnego fioletu ), 'Sharon Roberts' ( bardzo długo kwitnie, kwiaty w  kolorze ciemno niebiesko - fioletowym ), 'Royal  Velvet' ( podobna  do odmiany 'Hidcote' ale w przeciwieństwie do kwiatów tej starszej odmiany,   kwiaty 'Royal Velvet'  zachowują bardzo dobrze  kolor po  wysuszeniu, rośnie dość szybko, toleruje mokre zimy i dłuuugo kwitnie ), 'Irene  Doyle'  ( jedna z niższych "średnich" lawend, czasem zalicza się ją do lawend niskich bo buja tak przeważnie w okolicach 40 - 45 cm, rozrasta się za to bardzo szeroko, kwiaty ciemnofioletowe ), 'Blue Mountain' ( dorasta do  60 cm wysokości, kwiaty w barwie  o średnim nasyceniu,  kolor kwiatów  niebiesko  - fioletowy ), 'Blue  Mountain White' ( dorastająca do 60 cm wysokości, niby biało kwitnąca odmiana - z tym niby to piszę dlatego że odmiana zaczyna kwitnienie w kolorze baaaardzo blado niebieskim, kwiaty dopiero z czasem robią się białe )  - obie  "mountainki" silnie pachną, 'Avice  Hill' ( nowozelandzka produkcja, naprawdę urodna - kwiaty jasne, w kolorze hym.....zaprawdę lawendowym, silnie pachnące - tzw. miękki zapach charakterystyczny dla starych odmian lawendy lekarskiej - dobry,  zwarty pokrój, odmiana dorasta do 60 cm wysokości ) , 'Mitcham Grey' ( kwiaty niebiesko - fioletowe, długo kwitnąca, dorasta do 60 cm wysokości, liście szare, podobna do  'Hidcote Superior' na lekkich sterydach ), 'Lullaby  Blue' ( kolejna odmiana z  Nowej Zelandii, dorasta  do 60 cm wysokości, kwiaty w  kolorze ciemno błękitnym,  ledwie z odcieniem fioletu ), 'Mystique' ( dorasta do 60 cm, kwiaty w odcieniu ciemnego błękitu ), 'Blue  Cushion' ( dorasta do 50 cm wysokości, kwiaty w odcieniu zbliżonym   do kwiatów odmiany 'Hidcote Blue Strain' ), 'Little Lottie' znana inaczej jako 'Clarmo' ( wcale nie taka mała bo spokojnie może  wybujać do 60 cm, choć zazwyczaj jest nieco niższa, kwiaty różowe, w ładnym jasnym odcieniu  różu, odmiana otrzymała Award of  Garden Merit RHS ), 'Coconut Ice' ( dorasta do 45cm wysokości,  kwiaty w odcieniu  jasnego, dość  chłodnego różu, jedna z niższych  "średnich" lawend ), 'Blue Ice' ( dorasta do 60 cm wysokości,  liście szarawe, kwiaty przepiękne - jedyny w swoim rodzaju bardzo bardzo jasny odcień lawendowego błękitu - moje wielkie chciejstwo ), 'Silver  Blue' (  liście rzeczywiście silver, kwiaty rzeczywiście  blue, dorasta do  60 cm wysokości, z tym że dorasta dość wolno ), 'Fiona English' ( jedna z tych niższych odmian, dorasta do 45 cm  wysokości,  kwiaty niebiesko - fioletowe ),  'Gray Lady' ( na maksa 45 cm wysokości, szare liście i wolny wzrost,  kwiaty niebiesko - fioletowe, o średnim natężeniu barwy ), 'Martha Roderick' ( dorasta do 60 cm wysokości, kwiaty  ma ciemno niebiesko - fioletowe ), 'Loddon Blue' ( dorasta do 45 cm , kwiaty ma niebiesko  - fioletowe, raczej nie z tych ciemno wybarwionych ), 'Backhouse  Purple' ( tajemnicza odmiana, chyba z tych niższych, o kwiatach w kolorze ciemnego fioletu ). Na koniec "średniaków" - dwie lawendy z serii Aromatico - 'Aromatico Blue' i 'Aromatico Silver'. Dorastają do 50 cm wysokości, pierwsza  ma kwiaty ciemno niebiesko - fioletowe, druga białawe.




Lawendy wysoko rosnące to takie które przekraczają 60 cm wysokości. zacznę od odmiany która zrobiła na mnie bardzo  duże wrażenie - 'Miss Katherin' dorasta w optymalnych warunkach do 75 cm ale u nas  będzie raczej niższa.  Kwiaty dość duże w odcieniu słodkiego różu, liście oliwkowo - szare. odmiana z tych bardziej ciepłolubnych, ale na tyle odporna i łatwa w uprawie  że otrzymała  Award of Garden Merit RHS. Uważana jest za najlepiej kwitnącą różową lawendę, jej kwiaty uzyskują bardziej nasycony odcień koloru w chłodniejszym klimacie.  Podobną do niej odmianą jest 'Jean Davis', jednak nie jest aż tak żywotna. Inne wysokie odmiany to: 'Violet  Intrigue' ( dorasta powyżej 70 - 80 cm, uchodzi za jedną z najwyższych lawend, kwiaty w kolorze  ciemno niebiesko - fioletowym, dość mocnym , nie blakną podczas upałów za to mocno wówczas pachną ), 'Mailette' ( dorasta do 80 cm, szare, jasne liście. kolor fioletowo - niebieski, z naciskiem na fioletowy he, he ),  'Elizabeth' ( klękajcie Mamelony, piękne bardzo duże kłosy, prawie jak u lawandyn, kolor kwiatów nasycony fioletowy z purpurowym odcieniem, wysokość powyżej  75 cm - chciejstwo straszliwe ). Przyznam ze nie poszukiwałam zbyt wielu wysokich lawend, no cóż - odkryłam lawandyny!

Teraz króciutko o lawendach o lisciach w  innym kolorze niż szary lub oliwkowy. Znalazłam odmianę
'Platinum Blonde' inaczej 'Momparler' -  lawenda o  żółto obrzeżonych oliwkowych liściach i kwiatach w kolorze niebiesko  - fioletowym, o średnim nasyceniu barwy. Dorasta do 50 cm wysokości. Nie wiem jak takie variegatowate lawendy znoszą nasz klimat. Doświadczenie uczy że rośliny o liściach pozbawionych częściowo chlorofilu są na ogól bardziej wrażliwe niż te jednolicie wybarwione. Cóż  wszystko wyjdzie w praniu ( czyli lawarowaniu, he, he ).

To nie jest koniec lawendowania w tym blogu, następny post na horyzoncie. W nim zajmę się hybrydami lawend, a w kolejnym sprawą uprawy. Postarajcie się znieść z godnością moją lawendową fazę. Papaty.